Paź 172018
 

Pod porannym tekstem trwa dyskusja o tym czy mamy zaufać publiczności jeśli idzie o kwestie używania telefonów komórkowych i smartfonów do nagrań. Dyskusję tę wiodą valser z mniszyskiem. Odpowiadam – nie możemy ufać nikomu. To co się wydarzyło dziś przed południem o mało mnie nie zabiło.

Z panią menedżer byłem umówiony od półtora miesiąca na wynajęcie sali i pokoi dla prelegentów oraz ekipy od nagrań. Płacone to miało być w następującym systemie – tydzień przed konferencją jakaś groszowa zaliczka, reszta na fakturę do trzech dni po imprezie. Z tą świadomością kładłem się spać i wstawałem z rana. Do dziś. Dziś bowiem otrzymałem od pani menedżer maila z informacją, że muszę potwierdzić swoją rezerwację wpłatą zaliczki w wysokości 5 tysięcy złotych, a także podpisać umowę, której treści jeszcze nie znam. Nie powiem, zdziwiłem się. Akurat wyjeżdżałem więc nie mogłem sprawy rozwiązać natychmiast, choć miałem wielką ochotę, zabrałem się za to z godzinnym opóźnieniem. Od razu napiszę, że na konferencji musimy zorganizować coś w rodzaju straży obywatelskiej, do której wstąpienia zachęcam wszystkich znanych mi z nazwiska i twarzy kolegów, którzy nie znają i nie rozpoznają nawzajem. Zgłoszenia przyjmuję od teraz na prywatną pocztę. Tę na pewno każdy chętny zna. Na maile osób nieznanych odpowiadał nie będę. Bardzo się zdenerwowałem mailem od pani menedżer i zapytałem o co chodzi, skąd ta zmiana warunków wynajęcia sali i pokoi. Okazało się, że wczoraj zadzwonił do Tłokini jakiś człowiek i najpierw bardzo dokładnie wypytywał o to ile osób, za ile i w których budynkach wynajęło pokoje na naszą konferencję. Potem zarezerwował pokój dla siebie i z troską w głosie zapytał co będzie jeśli konferencja się nie odbędzie, co będzie z jego pokojem. Za pokoje nie płaci się zaliczki, więc owa troska z miejsca zostaje zakwalifikowana jako troska fałszywa. Panie w recepcji były bardzo zdziwione dociekliwością tego pana, który na koniec rzekł, że ja tak naprawdę nie chcę zorganizować tej konferencji, ale zwlekam z wycofaniem się do 5 listopada. Proszę Państwa, termin 5 listopada to termin, który musiałem wyznaczyć, żeby nie niepokoić się do ostatnich dni o to ile osób będzie na konferencji. Wobec jednak takiego rozumienia spraw nie pozostaje mi nic innego, jak prosić Państwa o jak najszybsze decyzje dotyczące udziału w konferencji. Nie wiemy bowiem czy podobne prowokacje nie będą się powtarzać i nasilać, a obsługa pałacu nie jest przecież przyzwyczajona do zwyczajów panujących w prawicowej blogosferze i do obecnych tu stale hejterów i troli. Mam niewielką, ale jednak nadzieję, że ktoś mógł zrobić to z głupoty. Jeśli tak było niech teraz założy sobie garnek na głowę i stoi z tym garnkiem przez godzinę przed wielkim lustrem, a jego żona niech go w tym czasie fotografuje. To jest skandal. Albo nawet gorzej niż skandal. Ponieważ jednak jestem na 90 procent pewny, że to prowokacja, muszę prosić kolegów by zgłaszali się do straży obywatelskiej. I niech tylko ktoś spróbuje coś nagrywać w czasie konferencji. Rozbierzemy go do naga, wytarzamy w smole i w pierzu i puścimy w tym stanie drogą do Kalisza. A jak pójdzie na policję, wszyscy obecni zgodnie zaświadczą, że gość sam się rozebrał, wytarzał w smole i pierzu, a potem pognał z krzykiem w nieznane. Mając w pamięci wszystkie hejterskie listy jakie otrzymuję, nagranie z komórki dokonane w Bytomiu, o którym mówił valser, nie mogę się wahać przed zastosowaniem najsurowszych środków. W pałacu jest ochrona, ja się jeszcze rozejrzę za jakimiś znajomymi policjantami w okolicy, a na sali będzie straż konferencyjna, poukrywana wśród widowni. I to mam nadzieję załatwi sprawę.

Teraz apel do wszystkich. Jeśli przez sekundę choćby postał komuś w głowie taki pomysł, żeby dzwonić do Tłokini i pytać o to kto i gdzie, a także za ile został zakwaterowany, niech zakłada czym prędzej ten garnek na głowę i staje przed lustrem. To są niedopuszczalne rzeczy.

Jeszcze raz apeluję o przyspieszenie decyzji. Nie wiadomo, co nas spotka w przyszłym tygodniu. Obsługę już uczuliłem na różne wyskoki i oni mniej więcej wiedzą czego mogą się spodziewać.

  8 komentarzy do “Tłokinia – nagły atak spawacza”

  1. Jeszcze jeden argument za „miejscem niespodzianką”.

  2. Upublicznic tego goscia ,jesli to prawnie mozliwe.

  3. Rzeczywiscie…

    … rzecz skandaliczna… az nie chce mi sie w to uwierzyc… mam nadzieje, ze nikt z personelu zadnych info o gosciach konferencji nie udzielil…

    … ale zachowanie pani menager w Tlokinii rownie skandaliczne  !!!

    Mam nadzieje, ze tego „ktosia, jakiegos pana” mozna dzis latwo namierzyc, wiec problem powinien byc szybko i zgrabnie rozwiazany.

  4. Wlasnie przesledzilam dyskusje na SN…

    … i absolutnie podzielam racje Valser’a.  Pan oczywiscie zrobi tak jak uwaza i nie jest moim zamiarem Panu doradzac, ale niestety takie mamy realia, ze prawie nikomu nie mozna ufac… i plaszcz – jak to mowi madre przyslowie polskie – nalezy nosic na obydwu ramionach, a nie jednym.

    Raz tylko w moim zyciu bylam na zamknietej wystawie obrazow JC Monet w Pinacotheque… nb. wspanialej… bylo zabronione uzywanie telefonow komorkowych, uczestnicy wystawy  MUSIELI wylaczyc telefon tj. wyjac karte SIM w obecnosci ochroniarza i  zero zdjec… wszyscy potulnie z wyrozumieniem wykonali te czynnosc… widzialam na wlasne oczy jak ochrona zagladala niektorym paniom i panom do toreb… podczas picia drinka bylo czuc oddech ochroniarza za plecami.

    Tak wiec, Panie Gabrielu prosze sie nie mitygowac za bardzo… bo to jest Pana prywatna inicjatywa, za Pana  WLASNE pieniadze, a uczestnicy konferencji winni Pana wole uszanowac… i tyle… ale praktyka w naszej szerokosci geograficznej wskazuje inne „standardy”… po prostu – Polak potrafi  !!!

  5. Niestety, potwierdza się to, że aby mieć luz jakiś przy organizacji czegoś warto mieć znajomości. Chociaż minimalne. Gdyby ta pani menadżerka była jakąś pana/żony znajomą – wysłałaby tego dzwoniącego na drzewo…

    I mniejsze byłyby pańskie nerwy…

     

    Ą

  6. Z tymi znajomosciami…

    … to tez roznie w zyciu bywa… tez bardzo czesto mozna sie przejechac jak Zablocki na przyslowiowym mydle.  Osobiscie jestem wrogiem zalatwiania czegokolwiek po tzw. znajomosci.

    Szkoda, ze pani menager w Tlokini – po wstepnych rozmowach i uzgodnieniach z Gospodarzem robi z buzi cholewe…

    … tak sie naprawde nie robi  !!!

    Dla mnie – i zapewne dla wielu z nas – SLOWO  DROZSZE  PIENIEDZY… pani menager – nie tylko w Tlokinii powinna o tym wiedziec, jak malo kto, ze takie „zmiany ustalen” – po fakcie – to sa chwyty „ponizej pasa”…

    … no i na przyszlosc zapamietam sobie te pania menager i Tlokinie… takze z tej mniej lepszej strony… a Panu Gabrielowi wielkie dzieki, ze zechcial sie z nami tymi swoimi doswiadczeniami podzielic…

    … to naprawde cenna nauka, jak sie sprawy maja „w realu”  !!!

  7. Może… To byłaby sytuacja normalna, jednak my żyjemy w stanie permanentnej wojny – tak więc wszystkie chwyty, jak widać, są dozwolone.

  8. Tak…

    … u nas ciagle obowiazuja bandyckie chwyty… ciagle musimy z tym walczyc i temu  TERROROWI  sie nie poddawac.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.