Paź 232016
 

Jest kilka sposobów ochrony grafomanów propagandystów, podobnie jak jest kilka sposób płoszenia ludzi mających ochotę dostać się na rynek literacki. One zostały tu omówione w początkach istnienia naszego bloga, ale nie zaszkodzi je jeszcze raz powtórzyć. Oto gadało się zawsze o tym jako to wielcy po kilkanaście razy poprawiali jedną stronę, chcąc nadać jej kształt doskonały. Ludziska wierzyli w to i niektórzy wierzą nadal, nawet w przypadku takiego Balzaca, który zawinął się niesłychanie szybko, a natłukł tych powieści, jak przysłowiowy żyd, przysłowiowych czapek. Najbardziej prymitywni oszuści mówili, że pisać trzeba koniecznie na starej maszynie Remingtona, bo tylko wtedy litery same ułożą się w dzieło doskonałe. Ja słyszałem te brednie jeszcze w epoce komputerów, a przed nią były one opowiadane nagminnie. Kolejny chwyt dotyczył ilości lat prześlęczanych nad tekstem i jest powtarzany do dziś. Co jakiś czas pojawia się matołek z cegłą pod pachą i mówi – dziesięć lat nad nią pracowałem. Przez dziesięć lat można skończyć dwa fakultety, zrobić habilitację, albo profesurę, a nie pisać jedną marną powieść. No, ale niektórych to bierze. Są tacy, którzy dla lepszego efektu mierzą swoją mękę twórczą w innych niż lata jednostkach. Należy do nich Twardoch Szczepan, chłopak śląski ( w barach szeroki, w du..ie wąski, jak się mawiało na naszej ulicy). Opowiada Szczepan, że do napisania ważącej może 30 deko, a może i nie, powieści o getcie ławkowym, przeczytał 50 kg gazet. To jest niesamowite, ciekawe czy Walt Disney tworząc postać Myszki Miki złowił w pułapkę 50 kilogramów myszy buszujących po wytwórni? Jak myślicie? Nie wiem dlaczego Szczepan musiał sobie te wycinki drukować, przecież wiemy jaki to był format, żeby to mieć w papierze, trzeba rzecz powiększyć, bo inaczej nic nie będzie widać, wiem, bo cały czas nad tymi wycinkami ślęczę. Inaczej jak w komputerze nie da się tego przeglądać. A on to wydrukował, czytał, analizował, a potem jeszcze ważył. Teraz zaś o tym opowiada i ludzie mu wierzą. Prócz ważenia talentu ma Szczepan jeszcze inne chwyty robiące wrażenie na publiczności. Oto, żeby pisać, musi „pobyć sam ze sobą”. Ostatnio przebywa sam ze sobą w jakimś pensjonacie nad Wannsee. Tylko bowiem po takiej przygotowawczej terapii może zacząć pracę nad książką. Cechą charakterystyczną literatury niemieckiej, a Szczepan jest pisarzem niemieckim, nie miejcie co do tego złudzeń, jest celebracja twórczości. Normalni autorzy, amerykańscy na przykład, nie czynią tego, bo wiedzą, że na ich rynku nikt tego nie kupi. Oni muszą podkreślać dynamikę swojego życia, bo tylko wtedy staną się wiarygodni. Piszą więc pomiędzy drinkiem, a jazdą na motocyklu z koleżanką, której wiatr podwiewa spódnicę. To także nie jest prawda, ale z pewnością jest to ciekawsze niż dyrdymały Szczepana. Omawialiśmy tu kiedyś tego starego nudziarza Tomasza Manna. Niemcy są do takich rzeczy przyzwyczajeni, mam na myśli te 30 stronicowe opisy instrumentów dętych i inne takie numery. Oni są do tego przyzwyczajeni przez Reicha Ranickiego, który tam przez pół wieku prowadził najnudniejszy propagandowy program w historii świata. I dziś na tak przygotowany grunt wkracza Szczepan i mówi – patrzcie, aż 50 kilo wycinków, dacie wiarę? Oczywiście, przy silnej promocji, może nasz bohater zrobić idiotów nie tylko z Niemców, ale także z niektórych Polaków, choć będzie mu na pewno trudniej. Jak jednak widzimy on stale próbuje. Jego najnowsza książka, o czym mówi wyraźnie w wywiadzie dla jakiejś niemieckiej gazety, jest o tym, że getto ławkowe to pawie noc długich noży. Oczywiście, a 50 kilogramów wycinków to prawie Czarodziejska góra. Prawie, jak wiemy robi wielką różnicę. Pisze też Szczepan, że Polacy są okropni, bo tu zawsze obcy musiał aspirować, obcy czyli Żyd albo Ślązak. I to jest naprawdę niesamowite, Szczepan zrównał Żydów ze Ślązakami. Nie wiem, czy Żydzi już o tym wiedzą, ale ciekaw jestem ich reakcji. Nie rozumiem też, dlaczego Szczepan dziś aspiruje i pisze po polsku. Może przecież swobodnie wydawać swoje książki w języku śląskim i powiększać przestrzeń na której żyła będzie ta piękna mowa. Może pisać po niemiecku i tam realizować swoje marzenia o sławie. W Polsce będzie mu na pewno trudniej.

Ja oczywiście szydzę, bo uważam, że Twardoch to wynajęty propagandysta, pozbawiony talentu, który swoje rzekome umiejętności musi ważyć, żeby ktokolwiek mu uwierzył. Sprawa z talentem wygląda bowiem inaczej. Oto Jan Matejko, malarz wybitny, malując swój obraz Dzwon Zygmunta miał do dyspozycji skrzyneczkę śmieci w charakterze rekwizytów. Nie było jeszcze wtedy rozwiniętych badań ikonograficznych w zakresie średniowiecznych i renesansowych strojów, a więc mistrz Jan musiał działać po omacku. Suknię królowej Bony namalował gapiąc się na wydarty skądś kawałek tiulu z koronką, o powierzchni może dwudziestu centymetrów kwadratowych. To jest skala talentu, od szmaty urwanej z jakiegoś rękawa do wielkiego płótna pełnego przepysznych strojów. Nie zaś odwrotnie – od palety na której leży 50 kilo przedwojennej makulatury do nędznej, brzydkiej książki, która ważny może 30 deko, a może i nie. To jest demaskacja, której sam Szczepan zapewne nie rozumie, bo ludzie bywają bezradni wobec 700 złotych, a co dopiero wobec samochodu i wakacji nad Wannsee.

Prócz oszustw ratujących tę bieda produkcję, jej charakterystyczną cechą jest pogarda dla formy. Ta zaś równa się pogardzie dla czytelnika. Tak to jest i inaczej nie będzie. Pogarda dla formy to wprost naplucie ludziom w twarz i stwierdzenie – jesteście dla nas nikim, bandą frajerów. Nędza maskowana jest często stylizacją. Tak właśnie robi Szczepan i to widać po jego ostatniej okładce.

Ponieważ jednak Niemcy mają wobec Szczepana poważne plany, jest on bowiem elementem odwracania wektorów holocaustu, nie pozbędziemy się łatwo ani jego, ani produkowanej przezeń tandety. Ktoś może zapytać co ja chcę udowodnić tym tekstem? Wszystko przecież jest jasne, tendencja w kierunku obniżania ceny pomidorów i poprawiania ich jakości poprzez wstrzykiwanie do środka różnych dziwnych substancji jest stała. Nic się nie da z tym zrobić. Pewnie nie, ale z czego tu, jeśli nie z jakości ukręcić jakiś sens? Z mercedesa? Żarty. Znajdujemy się w sytuacji o wiele mniej komfortowej niż Szczepan, stąd też i nasze zachowania muszą być inne, jeśli mają być obliczone na sukces. Książki Szczepana już mają obniżoną cenę, a za pół roku to co z nakładu zostanie pojedzie na przemiał. Z naszymi książkami jest inaczej. Nie ma też wątpliwości, a jeśli ktoś będzie tak twierdził, zaprzeczy oczywistości, że one są jakościowo, pod każdym względem lepsze od wszystkiego w proponowanym przeze mnie przedziale cenowym. To ważne. Wiem, że na wielu ludziach nie robi to wrażenia, bo oni chcą uzyskać jedynie efekt zgodności przekazu telewizyjnego z rzeczywistością, nic więcej. Tak więc będą się zaklinać, że Szczepan to dobry autor, bo telewizor do nich tak powiedział. O nas media milczą, choć ostatnio doczekaliśmy się jednak jakieś wzmianki. Oto tygodnik Polityka piórem niejakiej Edyty Gietki podaje co następuje:

Anonimowy krytyk za pierwszy znany sobie kompozycyjnie przemyślany panegiryk uważa bajkę, jaką pamiętnego kwietnia ogłosił na blogu w salonie24 niejaki Coryllus, autor wydawanych przez siebie książek z politycznym podtekstem, zatytułowaną „Pan Jarosław”. Streszczona brzmi następująco: W pustej sejmowej ławie siedzi smutny, całkiem siwiutki staruszek. Ma na sobie niemodny garnitur, płaszczyk i krzywo zawiązany krawat. Ten zagubiony w wielkiej sali dziadunio jest już zupełnie sam. Na świecie nie został mu nikt, z kim mógłby wymieniać najcenniejsze myśli. Choć nie jest wysoki, silny ani bogaty, nie posiada konta w banku oraz prawa jazdy, z czego drwią, lęk przed nim jest tak ogromny, że heroldowie chcą, by też umarł. Gdybyśmy żyli w mniej cywilizowanych czasach, z pewnością próbowano by go zabić. Ten wielki, samotny człowiek doszedł do takiego punktu, za którym jest już tylko gloria.

Poniżej następuje wyliczanka blogerów, którzy skomentowali ten tekst. Czy to nie fantastyczne? Oni czytają ten blog od samego początku, żeby jednak coś o nim napisać, muszą dostać polecenie. My zaś możemy mówić co nam się żywnie podoba, o kim chcemy. Przez 6 lat Edyta Gietka myślała o tym tekście bez przerwy właściwie, żeby wreszcie, na polecenie naczelnego, coś o nim napisać w materiale szydzącym z Jarosława Kaczyńskiego. 6 długich lat życia, a tekst ten nie zatarł się w jej pustej głowie, nadal tam był i nadal uwierał. A to jest zaledwie jeden czy dwa akapity. I teraz pomyślcie ilu z nich myśli codziennie o tym co pojawia się na tym blogu i na blogu toyaha? Ilu się tym ekscytuje, zadręcza, ilu z tego kpi i ilu to wykorzystuje, żeby zaimponować swoim dziewczynom. Ja myślę, że większość. A teraz pomyślcie ilu z nich będzie próbowało szpanować w towarzystwie tekstami wziętymi z książek Twardocha. I jak to się skończy….

Na tym kończę na dziś. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do księgarni Przy Agorze, do sklepu FOTO MAG i do księgarni Tarabuk. Przypominam też, że w sklepie Bereźnicki w Krakowie przy ul. Przybyszewskiego 71 można kupić komiksy Tomka.

Zapraszam też na stronę www.rozetta.pl gdzie znajdują się nagrania z targów bytomskich.

Telefonów dalej nie odbieram

  67 komentarzy do “Twardoch, Matejko i jawna pogarda dla formy”

  1. wiesz co – rozleniwiasz mnie. Nie mam już co pisać.
    Żartuję
    Ostatnio kilku zabrało się za opisywanie wielkich Polaków w historii badań i wynalazków, a ja (bo czytam znów tom III baśni ) zastanawiam się ilu kluczowych Czechów wybrało sobie Polskę na ojczyznę. (nie licząc tych wygnanych na Mazowsze)
    Ja znam dwóch.
    Matejkę właśnie i Konecznego. Obaj najwyraźniej bez złych zamiarów. Koneczny (tak wiem znowu Koneczny) pisze o podziwie, jakim darzeni byli Polacy przez Czechów za to, że udało im się zachować tożsamość narodową.

  2. No Pan Bóg powinien mu się ukazać we śnie i polecić:” Wy Twardoch nie piszcie bzdur Wy Twardoch piszcie dobrze – bo …. pójdziecie na przemiał”.
    Jeśli Twardoch jest tzw wierzący to się do polecenia zastosuje, a jeśli wierzy w euro i mercedesa to niestety nadal jego grządka literacka będzie uprawiana miarą jego (braku) talentu.

    Jak widać z przykładu Twardocha (i nie tylko) dofinansowanie nie współgra z talentem a z priorytetem fundatora.

  3. Do Twardocha się w ogóle nie odniosę.

    Ale…
    Jaaa…
    Teraz przypomniała tamten wielki tekst?
    Oczywiście we własnym, spłaszczonym streszczeniu.

    Jacy oni w sumie muszą być biedni.

  4. Moje najważniejsze odkrycie literackie:)

    Kilka dni temu wspomniałeś w komentarzu na s24 Totenhorn…. Że się nie da czytać. Jasne, że się nie da:))

    Długie lata najpierw czytałam tzw dawną XIX wieczną literaturę…potem coraz nowszą…aż dotarłam do etapu gdy książki które brałam do ręki nie dawały się czytać…
    Z różnych powodów próbowałam, na szczęscie krótko. No i czytałam przecież nie tylko powieści ale masę wszystkiego innego….

    ……najważnejszym momentem i odkryciem było zrozumienie, że tego wcale czytać nie potrzeba. Skoro się nie da – to się nie da.
    Musiałam dalej z przyczyn różnych całe masy papieru kartkować, otwierać na chybił trafił….
    I z satysfakcją mogłam do rozmówcy czy rozmówczyni powiedzieć….,,tego się nie da czytać,,

    Ciekawa była reakcja…dla jednych to stanowcze zdanie było drogą do wolności od narzucanych poglądów.
    Dla innych nie…. przecież ,,wypada znać,,……
    Ich wybór:(

    W tych starych dziełach….sporo opuszczałam i nie koniecznie opisy przyrody:)) Czasem wracałam po latach do jakiejś strony…. z przyczyn użytkowych….

    A męki tfurcze:))))

    Miałam w życiu kilka krawcowych…. Czasem ubrania były przez nie dosłownie wymęczone….i nie do noszenia…

    I miałam jedną….cholerę okropną, bo nigdy nic nie było gotowe….Wymyślałam w końcu jakąś fałszywą przyczynę, czemu ,,to coś,, muszę mieć. Już!.
    I siedziałam u niej …a ona szyła…..To były cuda. I tak wykończone dokładnie, że można było nosić na lewej stronie:))))

    Ona przeżywała męki …jak miała termin i nóż na gardle:))

    .

  5. Czechem z pochodzenia był też chyba Hoehne-Wroński, wielki patriota, myśliciel i co najważniejsze wynalazca.

  6. przepraszam Was, ale ja muszę o czymś trochę innym. Siedziałem dzisiaj przy kawie, włączyłem tvp1, a tam w programie dla rolników Tydzień niejaki Dominik Tarczyński w roli eksperta i propagandysty umowy CETA :-)))

  7. Czechami z pochodzenia byli też Boleslaw Chrobry i książę Józef Poniatowski.

  8. Czechem z pochodzenia był św. Klemens Dworzak Hofbauer

  9. Milutki i śliczniutki autor portalu homo postępowców opisuje bliskie osobiste znajomości z Twardochem

    „Myślisz Szczepan (w końcu się znamy), że dzięki tej swojej prawackiej „subwersywności” jesteś atrakcyjniejszy?”

    http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130330/szczepan-twardoch-jak-swiat

  10. Czeszką z pochodzenia była Maryla Mniszek
    żona Dymitra cara być może samozwańca

    jej ojciec surowy brunet https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Mniszech_(wojewoda_sandomierski)#/media/File:Jerzy_Mniszech.PNG

    był synem przybysza z Czech, który na dzień dobry otrzymał od króla
    starostwo radzyńskie i został burgrabią krakowskim

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Mniszech

    Skąd miał tą forsę z którą przybył do Polski?

  11. Oh Wannsee, ulubiony kurort Himmlera i całej wierchuszki SS, to musi nieść ze sobą klimaty (getto itd).

  12. I jeszcze coś, a propos Polityki: odciski są niewspółmiernie małe w stosunku do wpływu, jakie mają na nasze życie. Więc się, proszę, nie dziw Coryllusie.

  13. // Twardoch to wynajęty propagandysta, pozbawiony talentu, który swoje rzekome umiejętności musi ważyć, żeby ktokolwiek mu uwierzył.//…………to w beletrystkę trzeba wierzyć ? zamiast pastwić się nad konkurencją sam wymyśl coś lepszego

  14. To jest tak, że teksty Gabriela się nosi… Ja nie umiem niczego zapamiętać w ten sposób żeby zwyczajnie powtórzyć.
    U Gabriela jest w dodatku w małym codziennym tekście – gęstwo.

    Własciwie po jakimś czasie odkrywam do czego mnie zainspirował….Sporo tego….Obawiam się że bez codziennej porcji ,,coryllusa,, wiele moich prac szło by gorzej. Lub wcale….

    Ciekawe co będzie ,,po,, ksiązce o socjalizmie.
    Oglądam tamte lata w jakimś małym segmencie i poza wszystkim innymi odczuciami …. takie ogromne zdziwienie. Że to aż taka hucpa….i błazenada i tych ,,wielkich,,
    Bo ze np bezwzględność itp to jakoś oczywiste…. siłowe rozwiązania ….
    Ale ta małość gdy wmawiano że ,,wielki był,, ….
    Zdziwienie, że aż tak.

    Myślę, że dla Gabriela to może być bardzo trudne doświadczenie….przebijanie się przez to bagno.

    No więc – co ,,po,, ……? Milczenie?

    .

  15. Bywają różne mody, m in mody na literaturę. Ja też starałam się dołączyć do modnisiow, czytających literaturę iberoamerykanska, a potem skandynawska. Z iberoamerykanskiej „Gra w klasy”, „Sto lat samotności” itp. No kurczę tego nie da się czytać. Te peany moich znajomych, dalszych na szczęście na tymi dziełami. Jeszcze byłam na tyle młoda, że moją opinię zostawiałam dla siebie.

    Jeśli chodzi o czytanie, to gdybym chodziła do szkoły w obecnych czasach, dostałabym zaświadczenie „Dysleksja”. Ale na szczęście takich wynalazków jeszcze nie wymyślono i po prostu żeby nauczyć się szybko i płynnie czytać, musiałam dużo więcej pracować.
    Wszystkie litery znałam mając cztery lata, potrafiłam je napisać, podpisać się, ale tylko literując. Nijak nie kapowalam jak to łączyć. Moja wdzięczność bezgraniczna do wujka, który mi wreszcie tak wytłumaczył, że pojęłam zasadę.

    Dwa tygodnie wakacji przed pierwszą klasą spędziłam z mamą w Muszynie, w domu wczasowym Aleksandrówka, a dwa następne, w wynajętym prywatnym pokoju, pod opieką cioci i wujka. I właśnie wujek kreślac litery patykiem na piasku w końcu mnie oświecil. Załapałam Niestety biegłośc i przyjemność z czytania uzyskałam dopiero po latach, mając trzynaście lat.

    A teraz proszę o oklaski. Przez ten cały czas miałam na świadectwach same piątki i nikt o moim problemie nie wiedział. Po prostu zawsze przed każdą lekcją z jakiegokolwiek przedmiotu „naczytywalam” sobie to co było w podręczniku, żeby mnie przypadkiem nie złapano na dukaniu.
    Wreszcie w wakacje po szóstej klasie miałam pod ręką sporo książek o Winnetou. Chyba z pięć tomów. Wczesniej uwielbialam filmy, więc i książki mnie wciągnęły. I zaskoczyłam!!!

    https://youtu.be/2bToXJ050XA 9 min Miałam takie warkocze i taką przepaskę. A o kurtce z frędzlami mogłam tylko marzyć.

  16. Jakim wolnym człowiekiem jest ten śwy pan, źle ubrany itd. Niczym solejukowa wchodząca do pokoju nauczycielskiego i ucząca dzieci myślenia na lekcji filozofii.
    Mamy kolektywny model socjalizacji – kształtowania postaw i zachowań i wartości w grupie. Jak pochodzi sobie 17 lat na nauki w szkole publicznej, to nie dziw że potem ani wolny tylko mądry inaczej.
    Czytajo wszystkie poważne blogi.

  17. Wannsee – to chyba tam. na początku II WŚ wierchuszka Niemców zadecydowała o tym co zrobić z mieszkańcami środkowej Europy, bo im zawadzali i to na tam zorganizowanym spotkaniu, wysoki urzędnik od niemieckich robót publicznych pozdrawiał organizatora tego spotkania słowami : Szalom. (teatr/film).

    Ten Twardoch to nie jest taki gupi, on też się chce bawić tam gdzie się bawi elita, nawet nazistowska.

  18. Zacznę od wywalenia cię za drzwi…

  19. On to specjalnie powiedział, żeby Niemcy wiedzieli, że ich rozgrzesza tym gettem ławkowym

  20. Strona W obronie wiary i tradycji, Dominik Tarczynski organizator pielgrzymek do Libanu. Fiu, fiu.

    Poświęciłam się i obejrzałam w swoim czasie zaprzysiezenie obecnego gremium sejmowego. Po przemówieniu Kornela Morawieckiego, które zostało potraktowane poważnie i wcisnelo większość posłów w fotel, były wyczytywane nazwiska, a oni mówili po kolei: ślubuje, albo ślubuje tak mi dopomóż Bóg. Jedni ręce wzdłuż tułowia, inni prawa na sercu albo na żołądku lewa do góry.

    Ręka na sercu, druga do góry: ślubuje tak mi dopomóża Bóg:
    Dominik Tarczynski,
    Halina Szydełko,
    prof Jan Szyszko. To były moje największe zdziwienia

  21. Skuteczność słowa widać/czuć po tym, że o nas myślą od rana do wieczora i nocą też i są bezradni; tak bezradni, że to ich przeraża bo nic nie mają dla przeciwwagi nic i tylko nic

  22. I sierżant Frantiśek, dzielny Czech…
    Fajna, szalona postać, pewnie trochę mitologicznie opisana przez Fiedlera (zginął przy lądowaniu), świetny materiał do budowy przyjaźni polsko-czeskiej.

  23. mnie też smutno, na salonie Pasierbiewicz napisał kilka słów do Wielgusowej z Nowoczesnej – tekst jest wstrząsający, ale adresatka i tak niż z tego nie zrozumie, bo jest to autentyczne rzucanie pereł przed wieprze. Drugi tekst Mohorta „Współpraca OUN z sowieckim NKWD” – 9 stron – no rozpłakałam się. Biorę psa idę na spacer. Połowę spaceru to będzie takie że będę iść i beczeć.

  24. Rozalia

    Temat uczenia się…i uczenia dzieci to tak długi temat. W różne strony można zawędrować…właściwie sama nie wiem, co napisać..

    Dysleksja…może jest taka obiektywna dysfunkcja.
    Ja zaczęłam czytać przed szkołą. Moja cudna Mama uczyła mnie…chciała żebym była wykształcona… Ale robiłam błędy ortograficzne. Okropne. No i bez końca pisałam…przez pół podstawówki dyktanda…w domu…
    Dopiero teraz głupieję…przez słownik w komputerze…

    Czytałam ,,wszystko,, W domu była biblioteczka …dość spora …a ja wiecznie chorowałam….coś musiałam robić. Dorośli jeździli daleko, za swoimi sprawami… Babunia po prostu zajmowała się domem. Co bez tych elektrycznych guziczków było dość czasochłonne i męczące.
    Napisał tu Gabriel niedawno o wyobraźni…. Tez z dość podobnego powodu … rozwijała się …fantastycznie.

    Nie było mozliwości bym ja…panienka z zamkniętego, tajemniczego domu….miała złe stopnie… Choć szkołę miałam w nosie..raczej. No ale…byłam oczytana.
    Jakiś czas temu pisałam tu co czytałam…

    Szerszenia przed Andersenem :))) Itp…

    Jak miałam wyskoką gorączkę kiedyś …Babunia przyniosła mi Klub Pickwicka….gdy już było trochę lepiej.
    Tak okropnie się smiałam….z tych ,,dżentelmenów,,…. Chyba nie muszę uzasadniać, czemu oni byli śmieszni..

    Miałam jeszcze w szkole na początku kaligrafię…no ale…tu poległam….Dużo później się okazało jaką mam wadę wzroku….Wykluczającą te wszystkie brzuszki , cienkie linie itd…

    Teraz ja sama siebie nie przeczytam, jeśli napiszę coś sobie ręcznie…nie mając klawiatury….
    No ale…to wszystko nie jest dysleksja

    Natomiast i pomogła i zaszkodziła mi matematyka…
    Testowana była na mnie tzw reforma szkolnictwa… św. Zofii……………………..

    Oczywiście w końcu wprowadzono co innego………………….
    Ale, ja miałam formalny zakaz zapamiętywania twierdzeń, wzorów ….Wszystko z czegoś wynika….Trzeba znać tę drogę…

    Opowiem anegdotę. Moja dyrektorka w ostatniej klasie podstawówki , wymyśliła nagle, że w Katowicach, w Pałacu Młodzieży jest Olimpiada Matematyczna…..I rano mi oznajmiła ….że kolega znający miasto zawiezie mnie do Katowic …i mam startować…
    :)))))))))))))))))
    Skończyło się tym że w połowie wyszłam …..oczywiście niczego nie zaliczjąc …
    To było prawie !! testy…jeszcze nie tak jak dziś…ale prawie…..
    Nie było możliwości zebym to ,,migiem,,,zrobiła….
    Do wszystkiego bym doszła …wyprowadzając po kolei…..

    I tak to jet ze szkołą.

    Najważniejszy zdrowy rozsądek i logiczne myślenie.
    Zawdzięczam to obojgu Rodzicom.
    Jak Mama, chora i mająca w pamięci i wojnę i więzienie …mogła tak spokojnie wszystko oceniać ? Tak nie mieć nienawiści? Nawet nie to, że nie okazywała….poradziła sobie…. Tyle , że straciła zdrowie…
    Ale np ta szybka ocena, że czegoś nie warto…to dzięki Niej…

    Była oczytana niemożliwie….Chorowała do końca życia …musiała się czymś zająć….Dom ..bardziej Babunia….
    Myślę , że to wszystko razem , paradoksalnie , stwarzało świetne warunki do kształcenia się….niezależnego od SYSTEMU….
    Trudno to świadomie zdublować.

    Ale i tak kolejne reformy, wykluczjące udział rodziny…..guzik warte.

    Wracając do czytania…………..szybko czytałam akapitami… Teraz i oczy to utrudniają …i to co czytam …to czasem pojedyncze zdania, ledwie ślady czegoś. Muszę te konkretne zdania zobaczyć. I przemyśleć…

    No i jeszcze ze dwa blogi czytam pomału ….dla przyjemności… Resztę jednak ,,połykam,,….

    I tak można o czytaniu i nauczaniu długo:)))

    .

  25. Historyjka o starym remingtonie kojarzy mi się z Łysiakiem. Ten lubi opowiadać o swojej katorżniczej pracy. Tylko dlaczego jego książki przypominają wypracowania szkolne i to takie pisane w pośpiechu, na przerwie, lewą ręką na prawym kolanie jak mawiała moja polonistka?

  26. Bo on ma dużo innych zajęć…

  27. No właśnie.
    Co jakiś czas spotykam się z różnymi radami „powinieneś to przeczytać”, albo z „pretensjami” typu „to TY tego nie oglądałeś?”, „MUSISZ nadrobić zaległości” itd. itp. A że były to uwagi od wydawało mi się mądrych/inteligentnych ludzi to czułem „braki” których mi co prawda nikt wprost nie sugerował, ale tak to odbierałem, bo przecież „nie możesz dyskutować o czymś czego osobiście nie przeczytałeś/nie widziałeś”, chociaż cierpliwie wysłuchałeś kilku tyrad na zadany temat więc WIESZ siłą rzeczy o czym się dyskutuje. Wychodziło na to że skoro nie znasz „klucza” z podręcznika do danego problemu to „życia nie znasz”.

    Więc „ambitnie” próbowałem, ale że była to potworna męka bo zdecydowana większość polecanych pozycji to była po prostu jakaś mdła papka przyprawiona krasomówstwem i mnóstwem emocjonalnych bredni rodem z freudowskiej „psychoanalizy” toteż zacząłem się zastanawiać po co w ogóle czytam/oglądam to i owo. Co mi to da i do czego mi to (nie)potrzebne bo ani to mądre, ani wiedzy w tym żadnej nie było, a fantazja uruchamiana tymi stymulantami zaczęła błądzić po naprawdę dziwnych manowcach. Słowem propaganda robiąca wodę z mózgu. I wtedy wpadłem na to samo co Pani Maryla – zrozumiałem, że wcale nie muszę czytać tego „wszystkiego” co „powinienem” znać. Nie tylko dlatego że się nie da, ale dlatego że nie mam ochoty myśleć w taki sposób jak mi się sugeruje bo to oznacza zagracanie głowy pierdołami, po to tylko by wiedzieć o czym mówią w tzw. „towarzystwie”. A presja że „wypada znać” tak jak przyszła tak poszła w p… 🙂

    Z wartościowymi treściami jak z dobrym krawcem… RZADKOŚĆ

  28. Sto lat samotności czy Gra w klasy miały swój smak i sprawność, zresztą ich fabuły były ze sobą powiązane przynajmniej postacią Rocamadoura (jeśli dobrze piszę).

    Problem, że Marquez i wielu innych przedstawicieli tego kontynentu było zainfekowanych szaleństwem rewolucji, może w reakcji na panoszące się dyktatury i w ogóle chaos?
    Ale do Borgesa chyba nie można się przyczepić?

  29. Wracając jeszcze do tematu dysleksji, który potraktowałam żartobliwie, to wiem po sobie, taka dysfunkcja rzeczywistście istnieje i stwarza ograniczenia, które sprawiają, że człowiek może wydawać się mniej inteligentny. Po prostu teraz za szybko pozwalają dzieciom się poddawać, a niektóre ograniczenia, większym wysiłkiem, można pokonać lub zmniejszyć.
    Ja ten kłopot mam poniekąd nadal, bo wprawdzie znam rosyjski, a nawet jakiś czas temu z niego tłumaczyłam, ale wolę nie być wywołana do czytania. Ja to zrobię, i nawet w miarę dobrze, ale ze 100 procentowym wysiłkiem. Bo to inny alfabet i coś mi w mózgu gorzej „styka”.

  30. A! Czyli u mnie nie dysleksja tylko oczy…i lekceważenie spraw nie ciekawych:)))

    Też mam kłopot z językami, ale to już inna opowieść….
    Bez związku z dysfunkcjami u ucznia… Raczej u nauczycieli. Niestety…
    I mojej wędrówki po szkołach. Nie pamiętam do ilu chodziłam… No ale..to pokazuje że zmiany czemuś służą, czemuś szkodzą.

    .;.

  31. Tak mi jednak wychodzi, myśl nie oryginalna, nie nowa…że dziecko kształci się w domu. Szkoła daje pewną dyscyplinę nauczania…albe bez swobodny nic się prawdziwego nie uzyska… I to brojenie w szkole konieczne. Choć dla nauczycieli trudne.
    Musi to na Rusi . W Polsce jak kto chce:)))

    Czytałam wczoraj że w moim mieście uczeń gimnazjum uciekł na dach jakiejś kamieniczki …przed klasówka… Z racji deszczu policja z drabiną go ratowała….
    No js z tej Olimpiady sama wyszłam:)))

    Milicji bym nie ryzykowała:))

    .

  32. 10/10 !

    To widac, slychac i czuc… kompletne ZERO… NUL !!!
    Chyba czeka ich… smierc glodowa… bo ja wiem…

  33. Teraz zobaczyłam te warkocze:)))

    Mnie Mama strzyga krótko…z różnych powodów…. Teraz mam długie włosy, z lenistwa:)))

    .

  34. …”a więc mistrz Jan musiał działać po omacku. Suknię królowej Bony namalował gapiąc się na wydarty skądś kawałek tiulu z koronką, o powierzchni może dwudziestu centymetrów kwadratowych. To jest skala talentu, od szmaty urwanej z jakiegoś rękawa do wielkiego płótna pełnego przepysznych strojów. Nie zaś odwrotnie – od palety na której leży 50 kilo przedwojennej makulatury do nędznej, brzydkiej książki, która ważny może 30 deko”…

    To dobry przyklad talentu i tego co nazywamy grafomania.

    Taki przyklad z zycia, moja zona robi mi szalik na drutach i gdy pojawie sie w jej strefie dzialalnosci opowiada mi jaka ta welna jest nierownej grubosci, jak oczka w tym szaliku sa nie takie idealnie jednakowe… i ja jej odpowiadam zawsze ze wlasnie dlatego ten szalik bedzie najladniejszy na swiecie bo jest robiony przez Nia na drutach a nie na maszynie dziewiarskiej zaprogramowanej na iles tam wzorow i wszystkie wykonane na niej szaliki beda roznily sie od siebie tylko kolorem welny i programu.

    Twardoch i inni propagandysci program dostaja od swoich mocodawcow a kolor przybieraja w zaleznoscci od madrosci etapu.

    Wszystkie Twoje Coryllusie teksty sa jak ten szalik robiony na drutach z udzialem rozumu, talentu i szacunku dla odbiorcy. Dziekuje Ci za to.

    Edward Majkowski
    od prawie 30 lat w Kanadzie, Mississauga, Ontario.

    PS. Przesladuje nas tu na Twoim blogu przewinienie wzgledem “Niewolnika”

  35. ech Muszyna
    Aleksandrówka – rzut kamieniem od mojego domu rodzinnego
    chodziliśmy tam przez wąwóz albo ”przez Ruchałę” ”na huśtawki”
    poniżej w Helinie, w czasie wojny była siedziba gestapo ale Aleksandrówkę też zajmowali i też trzymali tam więźniów, mojemu dziadkowi udało się jednego wypuścić /był ślusarzem i brali go nieraz do pracy/, cud boski, że mu się ”upiekło”
    ciekawostki; http://www.almanachmuszyny.pl/spisy/2005/WSPOMNIENIA%20Z%20LAT.pdf
    a tak przed wojną zalecali;
    ”Muszyńskie wskazania i przeciwskazania zostały określone następująco: Zdrojowisko
    nadaje się bardzo dobrze do leczenia się w niem osobników przepracowanych,
    przemęczonych, wyczerpanych po pracy fizycznej i umysłowej, dla ozdrowieńców pc
    przebytych chorobach, dla zdenerwowanych, szukających spokoju, dla letników,
    wreszcie dla lżejszych chorych na nieżyty miedniczek nerkowych, pęcherza moczowego,
    na dnę i skazę moczową.”
    http://www.almanachmuszyny.pl/spisy/2001/narodziny%20muszynskiego.pdf

  36. Piekny,celny tekst, na tej pustyni duchowej na emigracji to jak” woda zycia”, a to w moim przypadku juz 28 lat w Szwabii,ostatni Nawigator rewelacyjny, nie mozna sie oderwac, jak sie zacznie czytac, teksty pana Jacka Drobnego, czy tez Wolframa, pani Osiejukowej i innych niewymienionych madre i piekne.Zadziwiajace jest tylko to, jak malo sie wie o swiecie i historii swiata, prawdopodobnie „w tym szalenstwie jest metoda”,zaciemnianie i trzymanie w niewiedzy jest celowe, a luteranizm przecietny czlowiek do tej pory odbiera jako sprzeciw sprawiedliwych przeciw nieprawosci w kosciele.Komiks o Katalonii, pieknie wydany, estetyczny, wiedza i historia w pigulce- gratulacje!
    Maz znowu kupil Polityke na dworcu w Stuttgarcie, a tam niespodzianka, wywiad z p.Plyza i M.Schulzem(organizatorzy festiwalu unsound),w ktorym podaja, ze w ich dzialalnosci byly momenty dramatyczne, poniewaz zostali nazwani satanistami przez blogera zwiazanego z PIS, doslownie okreslonego w wywiadzie jako” oskarzenie jednego, malo znanego blogera”. Z pewnoscia czytaja i bezsilnie zlorzecza i jak narazie nic nie moga zrobic!(Polityka nr 41)

  37. pocieszające,
    że muszą sięgać do coraz bardziej gó…go asortymentu

  38. gdyby tak Nawigator mógł być miesięcznikiem…

  39. ceta,ceta
    ”Kanadyjczycy chcą ratyfikacji porozumienia CETA, ponieważ „chcą się stać bardziej europejscy””
    ”Musimy walczyć o większą sprawiedliwość społeczną i lepszą dystrybucję bogactwa w UE.”
    z: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18943&Itemid=47

  40. Tylko potwierdze, że Sto lat samotności, to totalna chryja, której nie da się czytać. To jest książka w stylu: brak konkretów, lanie wody i wymuszanie zachwytu przez otoczenie. A jak się zapytać co tak konkretnie jest zachwycającego/wspaniałego/niespotykanego to można spodziewać się tylko bełkotu „bo to jest wspaniała powieść”.

  41. W ostatnim „DO RZECZY” Horubała Andrzej na dwóch stronach opiewa najnowszą produkcję Szczepcia pt. „Król” – konkluzja: „stanowi ważny punkt odniesienia w dyskusjach o kondycji polskiej literatury”, „na pewno wyląduje pod niejedną choinką”…No więc jakże! „Wielkim pisarzem był” jak pisał Gombrowicz {a Szczepcio właściwie już jest}. Myślę że w szkole ten „pisarz zawodowy” (to z tytułu Horubały) przodował w zbiórkach makulatury – i stąd ten odruch mierzenia starej prasy w kilogramach…

    A ten pilot z Gibraltaru, który jedyny ocalał z katastrofy bo założył kamizelkę ratunkową (a nie spadochron) to też był Czech…

  42. o, takie z wczoraj: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18944&Itemid=80
    ”Nie jestem jeszcze tak stary, żeby nie pamiętać szkolnych czasów. Nieliczne dzieciaki, które wtedy były uznawane za problemowe, dzisiaj mają swój sposób na życie. Mam znajomych, którzy w szkole nie byli lubiani przez nauczycieli, bo płynęli pod prąd, zadawali niewygodne pytania, dociekali, mieli otwarte umysły, których nie dało się zabić staniem w kącie, piętnowaniem i wyśmiewaniem.
    Dzisiaj oni zmieniają świat, tylko jest ich za mało…”

  43. Drobny dopiero w holenderskim przydzwoni, przysłał mi próbkę wczoraj…

  44. Powoli ku temu zmierzamy…

  45. Horubała jest chory umysłowo, oni nigdy nie oduczą się pieprzyć o tych kondycjach, a to ludzkiej, a to literatury, a to jeszcze jakiejś innej…

  46. Halinka Młynkowa to Polka czy Czeszka?

  47. W Helinie też byłam, jak miałam lat dwanaście, ale zimą. Nie nudziłam się, bo pojechała ze mną i z mamą, moja przyjaciółka ze szkolnej ławki.

    Świetnie było.

    Jak wyjechalismy z Warszawy ok szóstej rano to dotarliśmy o 24 w nocy. Coś się popsuło na trasie, pociąg do Krakowa spóźnił się kilka godzin. Ojciec miał nas tylko zapakować do autobusu do Muszyny, a sam jechać dalej w delegację. No ale skoro się nie udało, to pojechaliśmy do Tarnowa, a z Tarnowa taką starą kolejką w strasznym tłoku. (Ależ się ci ludzie męczyli, a to przecież była ich codzienna droga do pracy)
    No i w końcu doszliśmy do tego Helina. Ciemno, nikt nie otwiera, moja przyjaciółka dopiero wtedy zaczęła płakać. Ojciec gdzieś chodził, już nie pamiętam, bo naprawdę byliśmy padnięte i chciało nam się siku. Wreszcie nam otworzono, dostaliśmy najgorszy pokój, który potem jakoś się wymienilo, na trzyosobowy ale lepszy.

    Miałyśmy przy stole kolegę trochę młodszego, ale oblatanego w górach, a szczególnie biegłego w jeździe na sankach. No i to była jazda! Nie to co w Warszawie pod góreczkę i z góreczki. Zanudzić się można, zresztą przeważnie jest za mało śniegu.

    Fantastyczne ferie.

    Kiedy wyjedzalysmy po dwóch tygodniach, to był straszny mróz. Do autobusu weszło za dużo ludzi. Kierowca nie chciał ruszyć, już powinien był wrócić po następnych. I tak stoimy i stoimy ok siódmej rani przemarzniete do kości.

    W końcu mama, widząc że się nie zanosi żeby szybko wyruszyć, poszła z nami do domu przy rynku. Po stronie kiosku z pamiątkami. Poprosiła gospodynie żeby pozwoliła nam się ogrzać. Akurat palilo się pod kuchnią. Pani krzatała się przy przyrządzaniu śniadania. Przycupnełyśmy pod ścianą, ogrzalysmy się i….
    pamiętam tę uczynność do dziś. Pewnie na zawsze.

  48. Mnie też mama skrzygła na krótko, a ja od zawsze lubiłam wszelkie ozdoby i ustrojenia na głowie. Zdecydowanie do tego potrzebne są dłuższe włosy. Wybilam się pod tym względem na niepodległość mniej więcej razem z nie chodzeniem do świetlicy. I od tamtego czasu, tzn od czwartej klasy, nigdy nie odcięlam włosów tak krótko, żeby ich się nie dało chociaż związać.
    Teraz już włączyłam hamulce i przestalam się wyglupiac się z tymi różnymi ozdóbkami. Za dorosła jestem na to, niestety. Ale kiedyś sporo tego było.

    https://youtu.be/Ye7PIyIcCro
    Pierwsze kadry z tej sceny, to wypisz wymaluj ja, w wieku dwóch lat. Kiedy stojąc przed lustrem na drzwiach szafy, przymierzam na głowę różne rzeczy wyciągane ze stosu przygotowanego po praniu do prasowania lub ułożenia.

    Najbardziej się sobie spodobałam w koronkowych majtkach na bakier. 🙂

    Obserwowali mnie podczas tego strojenia z ukrycia, rodzice i gospodarze, u których mieliśmy pokój sublokatorski. Podobno wszystkim udało się nie wybuchnac głośnym śmiechem.

  49. ”na Helinie” było najlepsze miejsce na sanki /i obok mojego domu – uliczka wcześniej/, jak był dobry śnieg to jeździliśmy z połowy Malnika i koło krzyża przez ulicę, pod same tory!
    pamiętasz drewniany słup telegraficzny na zakręcie?
    trzeba było na niego uważać, bo niejeden na nim lądował, jak nie wyrobił /dwie osoby ‚wysłał’ do Pana/ a i do kanału można było wpaść
    mmm to były czasy!

  50. A tymczasem 2 mln Polaków chyba powróci do kraju z Ameryki Łacińskiej i Karaibów tak zapowiedział Polsko-Amerykański wiceminister MSZ R.Grey
    http://centrumprasowe.pap.pl/cp/pl/news/info/63970,25,msz-podsekretarz-stanu-r-grey-o-priorytetach-polski-wobec-regionu-ameryki-lacinskiej-i-karaibow-(kom

    Czy to będą starozakonni czekający na odszkodowania?

  51. Pamiętam drewniany słup na który sama o mało nie wpadłam, ale to chyba nie ten. Ale te jazdę też pamiętam, kolega nauczył nas skręcać, tzn hamować nogą. Nie miałam wprawy. Najpierw była jazda razem z nim, a potem już sama. Te zakręty! Suuuuper.

    Któregoś dnia moja mama poszła z tatą tego kolegi do domu wczasowego Kolejarz? jest taki? No więc oni na długi spacer, a my troje na sanki. Nie wiem jak się te konkretne góry nazywają. Ale szło się tak. Z Helina w dół i przez rynek, a potem w prawo. Porządna wysoka góra, u samego szczytu stroma. Jak się zjeżdżalo po lewej drewniany słup telegraficzny.

    No i przyszła moja kolej (mieliśmy jedne sanki).

    Jadę.
    -Skręcaj, słup! – drą się na mnie.

    No to skręcam. Jak to było? Słup po lewej, hamować lewą.
    Chyba jednak odwrotnie. I jadę całym rozpędem w ten słup. Jakbym chciała specjalnie tak przycelowac to by mi nie wyszło. W ostatniej chwili rzuciłam się z sanek na brzuch i wyhamowalam w śniegu jak żaba, zarylam nawet paszczą.

    Sanki całe, tylko lekko stukneły w słup. Ale mnie ogarnęła taka glupawka, że nie mogłam się ze śmiechu podnieść. Wkurzylam ich porządnie. Przyjaciółka wzięła jakąś wielką bryłę śniegu i rozwaliła mi o głowę. Obraziłam się i wracam zła jak osa do Helina. Kondycji na szybki marsz starczyło mi do zakrętu do Helina. Przyjaciółka szła za mną. Jak doszłysmy do progu to żeśmy obie padły. Szczególnie ja. Nie miałam siły wejść od razu na trzecie? piętro. (Ostatnie)

    Czy twój dom był drewniany i pomalowany na zielono?

    Potem mni

  52. to też Malnik – można wejść na niego i od Ogrodowej i od Rynku i od kościoła /od rynku trzeba by jeszcze iść z kilometr za kościół aby nie wleźć na Malnik/
    Kolejarz to kawał drogi z Ogrodowej, za Basztą – Muszyna-Złockie
    mój dom drewniany ale w zielonym wyżej ”na górze” mieszkał mój kolega Artek, jego tata był sekretarzem kc, potem w latach 80-tych był tam rodzinny dom dziecka
    ale najbardziej znanym zielonym domem na Ogrodowej był dom Adama Ziemianina /patrz też. Stare Dobre Małżeństwo/ /ze dwieście metrów dalej od skrzyżowania przy Helinie, zaraz za ‚końcem asfaltu’/

  53. albo inni korzystający z katastrofy sterowca „Italia”…
    wróć.
    Korzystający z bezpłatnych telegramów związanych z akcją ratowania rozbitków.
    (C) SM

  54. Te latynoskie powieści to jest to samo co brazylijskie opery mydlane, których się nie da oglądać. Tylko opery są pisane z punktu widzenia kuchni, lub pokojów kobiet, a ‚powieści latynoskie’ są pisane jakby z gabinetu pana domu. Ale to jest to samo: -wychodzę, -mówisz że wychodzisz?, -tak, wychodzę -nie mówiłeś, że będziesz wychodził, -wspominałem, że będę wychodził, -nic takiego nie mówiłeś!, -ależ tak, powiedziałem, że wychodzę…

  55. Ciekawe liczby w tej zapowiedzi.
    Takie programowe: 21.10.; 10; 4,5; 1,5; 2; 2018-2019.
    Niezly kret ten Robert Grey.

  56. Zapamiętałam zielony dom, z jasnymi ozdobami, bo mam go na fotografii.
    Stoję na balkonie w pokoju w Aleksandrówce, a w perspektywie widać dom z balkonem (chyba). I jeszcze ze dwa trzy/zdjęcia z mamą i ciocią na drodze, podejściu, do Aleksandrówki. Ale to z pierwszego pobytu, latem. Kiedy miałam siedem lat i bałam się żmij. Malniak to od tych pysznych malin?

    Ale w takim razie twój dom był chyba ciemny?

    A Kolejarz był daleko, kawał drogi. Dlatego mieliśmy dużo czasu na rozrabianie zanim nasi rodzice wrócili ze spaceru. Tam można było coś zjeść i napić się czegoś gorącego, więc im się zeszło.

    Aż poszukam tych starych zdjęć. Miło się zrobiło.
    Piosenka bardzo ładna. Nie słyszałam jej wcześniej. Dziękuję. 🙂

  57. 🙂 tak, dokładnie tak. Powieści do tego wszystkiego momentami są brutalne, taki przedsmak Tarantino. Jak dla mnie średnia przyjemność.

  58. Wrócą wrócą… Po ziemię i kamienice których „rozkradanie” dobra zmiana zatrzymała na chwałę narodu (nie wiadomo tylko którego)

  59. tak, maliny najlepsze na Malniku, też gruszki ulęgałki, cześnie i dzikie wiśnie
    mój dom był kryty dachówką a dół jasny tynk wapienny
    🙂

  60. Wpawdzie z poślizgiem, ale nie odmówię sobie.

    Mieliśmy pracę w moędzynarodowym gronie i po jej skończeniu spotkaliśmy na piwie. Byli tam Niemcy, Czesi i Polacy. Zaczęły się śpiewy i chociaż nas było więcej, to
    pokonali nas bracia Czesi, chociaż było ich tylko trzech. Widać, że
    mają w żyłach więcej słońca niż my, bo robili to z ogniem. Najlepsze
    zaczęło się gdy od stolika pod ścianą wstał jakiś Polak i wzniósł za
    braci Czechów toast łamaną czeszczyną i zaintonował jakąś ich
    popularną ‚pijacką’ pieśń. Czesi rozkleili nam się kompletnie.
    Jeden z nich powiedział, że mieszka w Ostrawie i polski rozumie bardzo
    dobrze, bo regularnie oglądali polską telewizję. Powiedział, że w
    Polsce jest ‚vysoká kultura’, co nas niepomiernie zdziwiło. Po
    przepytaniu okazało się, że uważają iż ‚nowe’ rzeczy przychodzą do
    nich z Polski. Stąd już wiadomo dlaczego nie łapią się tak łatwo na
    te wszystkie nowoczesne wynalazki. 😀

  61. Gdyby nie Kraków to dałbym głowę, że idzie o moją babcię.

  62. Ze mnie nikt wielki, ale też mam czeskich przodków po mieczu. 🙂

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.