styczeń 222015
 

Nie chodzę do kina dla własnego zdrowia psychicznego. Uważam bowiem, że film nie spełnia żadnej funkcji edukacyjnej ani nie jest sztuką. Jest najbardziej nachalną propagandą. Wielkie wytwórnie podporządkowane są interesom mocarstw i realizują ich politykę i ich wizję świata. Tak zwane małe kinematografie muszą wierzyć w misję kina, bo to dale szansę na zarobienie paru groszy i buduje całą finansową piramidę, która z założenia ma charakter przestępczy. Nie ma czegoś takiego jak uczciwe finansowanie filmu. Nie wierzę w to. Film to polityka, albo mafia. Rzekome artystyczne hierarchie są w kinie lansowane po to, żeby ukryć istotę rzeczy czyli potężną machinę propagandową. Szczególnie dotyczy to kinematografii małych i aspirujących. Do dzieł, które maskują propagandową funkcję filmu należy Ida. To nie jest żaden pretekst do dyskusji i nie jest to żadne mówienie prawdy w oczy. Można powiedzieć bowiem wiele prawd w oczy i nieco mimo ich nie angażując do całej sprawy Heleny Wolińskiej, niech jej ziemia lekką będzie. Tu, w przypadku Idy, mamy wyraźny znak. Sygnał i informację skierowaną wprost do nas. Film Ida próbuje nam po raz kolejny pokazać kto tu rządzi i jak. Takie próby podejmowano już wcześniej, w filmie „Prymas. Trzy lata z tysiąca”, gdzie Luna Brystygierowa pokazana była jako groźna, ale ludzka pani. Tak jakby nie była częścią systemu. Jakby jej decyzje wobec ludzi związanych z Kościołem zależały tylko i wyłącznie od jej kaprysów. Propagandowa wymowa takich filmów jest straszliwa, bo ona wymierzona jest właśnie w ludzi młodych, o których toczy się tu wieczna i coraz bardziej idiotyczna dyskusja zatytułowana „Jak trafić do młodzieży”. Oto przykład: trzeba im pokazać starszą wrażliwą panią, która ratuje swoją krewną przed klasztorem. Panią, która została zaszczuta i zniesławiona. W tamtych czasach Helena Wolińska nie była zniesławiona, a jeśli już to przez swoich współpracowników, bo inne, poza resortowe informacje do niej nie docierały. Jeśli pani owa w filmie skarży się na swój los dotyczy to czasów nam współczesnych i nas tutaj licznie zgromadzonych, którzy w swojej pysze pozwalamy sobie na krytyczne uwagi wobec postaci tak świetlanej. To jest dopiero horrendum, bo ten film mówi nam wprost: uważajcie gnojki, bo jeszcze nie padło ostatnie słowo w dyskusji. Ida jest najbardziej chamską z dotychczasowych akcji propagandowych, gorszą niż przybicie Stuhra do wrót stodoły. Omawianie jej kategoriach artystycznych, ze względu na to, że jest to film czarno-biały, że ma tam różne metafizyczne stylizacje, a główna aktorka wydaje się być postacią nieziemską to jest podpucha dla frajerów. Taka sama jak zwykle. Podpucha „na wielką sztukę”, po to, żeby wytrącić z ręki argumenty aspirującym durniom. Wszystko razem podkręcone jest przez nominację do Oskarda. No bo przecież polski film, bo może dostać międzynarodową nagrodę i wtedy prestiż kina polskiego w świecie wzrośnie. Jak nie wiem, że też dorośli ludzie łykają takie brednie. Co to jest prestiż polskiego kina w świecie? Czy jest ten cały Oskard? Czy ktoś widział kiedyś Holendra, który śledzi doniesienia z Hollywood, czekając na to, że jakiś holenderski film zostanie nagrodzony i podniesie to prestiż holenderskiego kina w świecie? Powiedzcie mi czy ktoś widział taką postać? Film Ida wejdzie do kin i jak napisał dziś Kłopotowski również do telewizji na całym świecie. Z kin wyjdzie, bo tam przerób jest straszliwy i w następnym sezonie nikt nie będzie już pamiętał o jakiejś Idzie. No, ale telewizje będą ten fil eksploatować w nieskończoność. Jestem przekonany, że ktoś postara się, by trafił on nie do pasm śledzonych przez bezmyślnych pożeraczy popcornu, którym jest wszystko jedno czy oglądają Idę, pornosa czy Stalowego Sylwka z karabinem, ale do pasm eksploatowanych przez tak zwanych koneserów kina. Film będzie poprzedzany dyskusjami, do których doprosi się księdza, jakąś pańcię z miejscowych środowisk żydowskich i kogoś jeszcze dla równowagi. Na przykład transwestytę, który był w Polsce na paradzie równości i widział tam transparent z napisem „Polska dla Polaków”. O czym oczywiście musi opowiedzieć w telewizji. Dyskusje zaś zainstalowane będą nie po to, by wytłumaczyć ciemniakom, że Ida to wielka sztuka, ale właśnie po to, by podkreślić, że jest to propaganda, a także, że ów aspekt propagandowy jest najważniejszy w tym filmie.
I na to w salonie pojawia się Maciej Świrski ze swoim pomysłem, żeby przed filmem dołączyć napisy informujące widzów o rzeczywistych proporcjach win, jakie obciążały narody w tamtych czasach. Bardzo przepraszam, ale kto czyta napisy przed filmem i kogo one interesują? Jeśli nie pokazano w filmie Niemców mordujących rodziców Idy, to znaczy, że był to efekt zamierzony, jeśli pani Odorowicz dała pieniądze na tę produkcję, to znaczy, że ona jest zainteresowana tworzeniem filmów w takim właśnie kształcie i ich dystrybucją. Żadne podpisy nic tu nie pomogą, przeciwnie, wywołają efekt odwrotny od zamierzonego. Maciej Świrski zostanie dołączony do tego filmu w pakiecie, a jeśli już jakieś napisy się umieści przed filmem, to informować będą one właśnie o tym, że Polacy protestują przeciwko antypolskiej wymowie tego obrazu. A skoro protestują to znaczy, że coś jest na rzeczy. I dopiero zrobi się ciekawie.
Następny w kolejce jest Kłopotowski, który jak zwykle zaczyna z grubej rury, pisze o zbrodniach popełnionych na Polakach i pisze o Hanah Arendt zaszczutej przez Żydów, ale konkluzja jest jak zwykle taka sama; błogosławmy Idzie, niech idzie….w świat niech idzie oczywiście i niech ją ludzie oglądają, a nie nie idzie w p….u, jak to nam się akurat marzy.
Mili panowie czas wydorośleć i powiedzieć sobie pewne rzeczy wprost. Kino nie jest żadną rozrywką, a już na pewno nie jest rozrywką tanią. To jest propaganda wymierzona w nas, produkowana za nasze pieniądze i nie ma za nią ani jednej szczerej intencji. Doszukiwanie się tam czegoś takiego, jakieś próby łagodzenia wymowy filmów agresywnie propagandowych to dziecinada. Wobec takich produkcji należy zachować postawę obojętną. Nie uczestniczyć, nie zauważać. Tylko świnie siedzą w kinie. Nie płacę, nie parkuję, nie dokładam się do tego ponadto co mi zabierają w podatkach. Każdy ruch wobec tego filmu podkreśla jego propagandową misję czyni ją bardziej skuteczną. Precz z tym. Nie ma żadnej sztuki w kinie. To są mrzonki. Dystrybucja zaś i popularność filmów nie zależy od widzów, którzy mają różne gusta, ale od macherów od promocji. Wydoroślejmy więc i nie patrzmy nawet w tamtą stronę.

31 stycznia mam spotkanie z czytelnikami w moim rodzinnym mieście, w Dęblinie, w domu kultury, który teraz jest w budynku dawnej przystani nad Wisłą, tuż przy moście drogowym. Początek o godzinie 16.00. 19 lutego zaś o 17 odbędzie się spotkanie w Gdańsku, w bibliotece, tak jak w zeszłym roku, w tym całym centrum handlowym, jakże się ono nazywa….Manhattan chyba…Zapraszam wszystkich serdecznie. 7 marca zaś odbędzie się spotkanie ze mną w Warszawie poświęcone ostatniej Baśni jak niedźwiedź, czyli baśni czeskiej. 7 marca, sobota, godzina 17.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Mamy tam cały festiwal promocji. „Dzieci peerelu”, „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” oraz „Dom z mchu i paproci” sprzedajemy po 10 złotych plus koszta przesyłki. „Najlepsze kawałki” oraz 2 i 3 numer Szkoły nawigatorów sprzedajemy po 15 złotych plus koszta przesyłki. Zapraszam także do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie.

  20 komentarzy do “Tylko świnie siedzą w kinie”

  1. Na Ideę,
    Nie ideę 😉

  2. Bym powiedział (napisał) „na Ideę Turinga…” (tak a propos reklam w warsiawskim metrze)

  3. Każda forma przekazu, która jest masowa i da się silnie scentralizować zawsze stanie się narzędziem propagandy. Film to tylko szczególny przypadek.

  4. Jak dawno były te swojskie czasy, kiedy mama Kiepury cieszyła się z sali kinowej kupionej rodzicom przez syna. A cieszył ją fakt, że pieniądze kasa kina otrzymuje jeszcze przed projekcją „z góry” a więc za nic. A samo kino było rozrywką. Teraz by się kobieta zdziwiła poznając cyniczną prawdę o ideologicznych celach produkcji filmowej i sposobach celach rozpowszechniania. Film/kino stało się bronią, albo ośmieszy, albo oskarży, albo przyzna nagrodę, albo zrobi co zechce.
    Oficjalnie jest jury, jest decyzja jurorów, a dopiero za kurtyną jurorów jest ideologiczny interes niewidoczny dla widzów w chwili nagradzania, potem rozpowszechnianie i stosowne treści z ekranu płyną.
    Sama płatność „z góry” za projekcję filmu, tak ważna na początkowym etapie tej rozrywki, przestała być istotna. Dziś jest prawie nieważna.

  5. …… i od nienawiści zachowaj nas , Panie ….

    Nie ogladac , ignorować, zachować czysty umesł i posiadać prawdziwą wiedzę.

    Jako studentka zaiteresowałam się jakoś ubocznier psychologią i odkryłam przy okazji istnienie socjotechniki ….czytałam , pamiętam jakis opis jak to w szwecji w normalny film wmontowano kilka bodaj klatek z obrazem czystej wydy w szklance … i to było tak mało , ze kudzie tego swiadomie nie kodowali …. tylko po seansie wzrosł zakup czegos do picia …. zadziałała sugestia ….

    ,….. więc już wiedziałam , ze nie tylko nachalna prlowska propaganda ….przed którą byłam jakos chroniona , bo kolejno dowiadywałam sie tego co trzeba … ale poza jawnym wciskaniem prop. jeszcze są takie techniki manipulacj …. a przeciez to był tylko taki pirwszy sygnał dla mnie … potem juz sie tym interesowałam … i tą słusznie znienawidzoną przez coryllusa ctbernetyką…

  6. No to ida (po slasku ide,wychodze). A juz ekranizacje literatury to jak konsumpcja papki przez kogos wczesniej przezutej. Ohyda.

  7. Być aktorem

    Filmy filmami, ale ten cały przemysł wpasowywania młodych, niewinnych jeszcze ludzi w mechanizmy rządzące światem filmu. Niewielu z nich jest w stanie uchronić się przed nim. Do tego huśtawka emocjonalna podrasowywana środkami nasennymi, uspokajającymi lub pobudzającymi, a nawet psychotropowymi. Polski przykład podał wczoraj Gospodarz i mechanizm objął już dwa pokolenia. To drugie ma już kręćka o wiele wcześniej, bo około trzydziestki, że jeszcze podrzucę Marię Peszek.
    Na Zachodzie sprawy związane ze sterowaniem MM, Michaela Jacksona, Elvisa Presleya, czy Heatha Ledgera ocierają się o szamaństwo, uzależnianie lekowe i to pod opieką osobistego lekarza, który z kolei ochraniany jest przed odpowiedzialnością sądową przez wytwórnie filmowe, czy płytowe. Podejrzewam, że tak otumanione bożyszcze milionów podpisywało niekorzystne dla siebie kontrakty, bo w innym przypadku wytwórniom zależałoby, aby bożyszcze trwało w zdrowiu. Tu jeszcze należy wspomnieć o tym całym mendowatym celebryckim sznycie, który daje zarobek nielicznym i pożywkę milionom.

    Próba wyłamania się z tego schematu nie jest łatwa, o ile niemożliwa. Mel Gobson mógł na „boku” kręcić autorskie filmy, bo to nie kłóciło sie z interesem wytwórni, ale kiedy wziął się za „Pasję” to wprost wytwórnie i ich bossowie dostali szału, bo nie tylko temat ich ruszył, ale niepokój związany z pokazaniem innym, ze wytwórnie nie są do niczego innego jak do brania haraczu. Odmówiono mu kredytów na kręcenie filmu, więc rzucił na szale własny majątek i utworzył firmę. Wykradziono mu scenariusz i pastwiono się nad nim. Film właściwie był już oceniony zanim powstały pierwsze ujęcia. Gibson musiał uciec się do zatrudnienia nieznanych aktorów, w tym meksykańskich i europejskich. Jednak pomimo trudności film został ukończony i trafił do rozpowszechniania. Dużą rolę w dystrybucji odegrały organizacje katolickie, które zakupowały ten film i urządzały w salkach katechetycznych jego pokazy.
    Film odniósł duży sukces, w tym finansowy, i tego wytwórnie nie mogły przeboleć, a Mel Gibson był w stanie sfinansować z prywatnej kiesy swój następny film „Apocalypto”, który również przyniósł dochód.
    Tego duże wytwórnie nie mogły puścić płazem i postanowiły zakończyć produkcję dochodowych filmów przez Mela Gibsona, więc podesłały mu młodą, piękną Rosjaneczkę dla której Mel rzucił żonę z gromadą dzieci. Rosjaneczka po czasie rzuciła Mela i sprzedała plotkarskiej prasie szczegóły ich intymnego pożycia. Do tego dorzucono jazdę po pijaku i antyżydowskie wypowiedzi i król życia stał się petentem.

    Znacznie wcześnie, życzliwi Polańskiemu, twierdzą, że usadzono go za zdradzenie pewnych sekretów jednego z bossów wytwórni filmowej. Stracił dziecko, stracił żonę, wdał się w pedofilskie układy i musiał z USA rejterować się ucieczką.

    Jest jeszcze jeden fakt z początków dźwiękowej ery filmów. Greta Garbo miała wyjść za aktora Johna Gilberta, ale skrewiła w ostatniej chwili. Zrozpaczony Gilbert rozmawiał w toalecie z przyjaciółmi i szefem wytwórni MGM. Ten ostatni pocieszał go, że po co mu ślub, że może sypiać z GG bez niego. Za te dostał w pysk, aż poleciał na posadzkę. Zemsta szefa MGM była dotkliwa. John Gilbert był gwiazdą niemych filmów, ale zagrał w filmach dźwiękowych w których jego głos brzmiał niezbyt męsko, skrzekliwie. Współcześni twierdzili, że takiego głosu nie posiadał. Scysje z szefem MGM, klapy kolejnych filmów spowodowały, że wpadł w alkoholizm.

  8. Oskard to taki filmowy Pulitzer – koszerna nagroda dla koszernych.

  9. Ma pan 100% racje panie Gabrielu. Dzisiejsze kino to propagandowa i politycznie poprawna sieczkarnia, nic wiecej. Po co wiec nabijac im kiese. Poszedlem do kina kiedys obejrzec „Django” Quentina Tarantino. Jego kreuja na takiego „mlodego gniewnego” ocierajcego sie o jakis taki surrealizm. Ale porcja idotyzmow jakie on serwuje w swoich filmach a szczegolnie w „Django” jest niesamowita. Niemiec – lowca nagrod poluje razem z murzynem na bialych w polowie XIX wieku w Stanach. Kon by sie usmial.

  10. Te mechanizmy w Hollywood tak pewnie dzialaja. Ale jesli chodzi o Gibsona to uwazam go za kiepskiego rezysera a znacznie bardziej uzdolnionego aktora. I wcale nie musial rzucac swojej zony, wiernej towarzyszki zywota ktora obdarzyla golicznym potomstwem.

  11. Współczesne kino to syf. Nie da się po prostu kupić fajnego filmu. Kłamstwa i demoralizacja. Lepiej kolekcjonować książki ! Np. Baśnie !

  12. Wiesz co myślę? W tym biznesie chodzi o to jedynie, żeby się powstrzymywać od takich wypowiedzi jak twoja. Uważam go za tego a nie za tamtego…na jakiej podstawie, że spytam? W porównaniu z kim Gibson jest lepszym aktorem a słabszym reżyserem i jak to się ma do naszych rozważań o prawdzie?

  13. Fakt, opinia o rezyserze nic nie ma do poruszanego tematu, zagalopowalem sie.
    Przepraszam.

  14. Pamiętam, że omal nie wyszedłem z kina tyłem, bo byłem tak poruszony „Żywotem Mateusza” Witolda Leszczyńskiego. Film był czarno-biały, garstka aktorów, prostota scenografii i kostiumów i Franciszek Pieczka. Dzisiaj bałbym się go obejrzeć, bo tak pięknie go wspominam.

    Jeszcze jedna sprawa. Dostałem wtedy po łbie Concerti Grossi Arcangelo Corelliego. W wywiadzie reżyser powiedział, że mieli bardzo ograniczony budżet i stąd sięgnięcie do kompozytora, któremu nie trzeba było płacić tantiem.

    Małe wspomnienie dotyczące współpracy z fotografem prasowym. Zjawił się u nas, aby zrobić jakieś zdjęcia. Najpierw był wybór osoby fotogenicznej, która z fotografowaną akcją nie miała żadnej styczności. Fotograf stwierdził, że fotografowana pani nie może stać, bo mu się nie „komponuje”. Kazał jej usiąść na krześle, ale było za wysoko i podsunął jej do siedzenia odwrócony kosz na śmieci. Wtedy bryły aparatu okazały się szare i nieciekawe. Na końcu fotograf doczepił się do fryzury i wtedy wzburzona pracownica odmówiła dalszego ustawiania. A ile możliwości naciągania daje film.

  15. Nie przejmuj się Waść, bo ja napisałem komentarz trochę w niezgodzie z tytułem notki, bo z tego mojego wynika, że jeszcze większe świnie siedzą w wytwórniach.

  16. poza tematem , ale właśnie zobaczyłam : reklama dxwignią itd … nadużyta ??? może nie ??

    we Wrocku jest restauracja z koszerną kuchnią , własnośc Olka G. …. nazywa się Steinhaus ……

    można sobie sprawdzić huishu …..;(

  17. Mirku, gdybyśmy mogli, gdybyśmy byli władni, to powinniśmy Melowi przyznać honorowe obywatelstwo. Za całokształt.

  18. Pamiętam, jak w latach 90-tych ktoś w Belgii przyczepił się, że to Polacy zorganizowali obozy koncentracyjne. Doszedł do tego wniosku po obejrzeniu filmu „Shoah”. Żadnymi argumentami nie można było przekonać tej osoby, że to były niemieckie obozy.
    W kinie ciągle ten sam scenariusz, tylko aktorzy i scenografia czasem się zmieniają. Już wolę pooglądać chomika w klatce niż te Sztury i Idy na ekranie.

  19. A Fratria, właściciel wSieci, wPolityce itp itd, odwojowało i od 30 stycznia będzie wydawać miesięcznik Fronda. Rednaczem został Górny. Podobno będzie bez polityki ino kultura, sztuka i takie tam.

  20. Ja jeszcze poszedłem dalej i wyrzuciłem z domu telewizję,och, och, jaka ulga nie macie pojęcia

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.