Lut 032015
 

Znajoma przysłała mi wczoraj link do strony radia Kraków, na której znajduje się nagranie tak zwanego reportażu śledczego. Śledztwo zaś dotyczy nie byle czego, ale zaginięcia dwóch najważniejszych dla uczelni dokumentów, czyli aktów założycielskich akademii krakowskiej wydanych przez Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełłę. To śledztwo jest zrobione z takim zadęciem, że śmiech powinien zebrać nas tu wszystkich, tych oczywiście, którzy czytali książkę Karola Estreichera pod tytułem „Nie od razu Kraków zbudowano”. Podam krótkie streszczenie. Oto w czasie kampanii wrześniowej ukryto na terenie uniwersytetu najcenniejsze skarby, to znaczy różne śmieci typu berła rektorskie i łańcuchy, oraz dwa wymienione dokumenty. Ukrywał je Karol Estreicher i jego współpracownicy. Po wojnie, kiedy skrytkę otwarto, a nie wiadomo gdzie była ta skrytka, bo tego reportaż śledczy nie wykazał, okazało się, że wszystko tam jest z wyjątkiem owych pergaminów. Co za pech. Niemiec nie znalazł, ale wdała się wilgoć i szczury przyszły no i zjadły cenne dokumenty. Papierów, które leżały obok wilgoć ani szczury nie tknęły. Mamy je do dzisiaj. No więc profesor Estraicher, człek mądry i przewidujący wpadł na pomysł, by zapakować jakieś paprochy do słoja po marmoladzie i pokazywać to ludziom, jako relikwię, czyli szczątki po dokumentach erekcyjnych akademii. Oczywiście słoik służył do użytku wewnętrznego, to znaczy Estreicher nie był na tyle szalony, żeby wystawiać go na ekspozycji i wmawiać ludziom, że to coś cennego, szyderstwo byłoby zbyt wielkie. Całe zaś śledztwo wzięło się stąd, że po siedemdziesięciu latach ktoś wpadł na pomysł, żeby zbadać zawartość słoja. No i okazało się, że nie ma tam nic, co pochodziło by ze średniowiecza. Są rzeczy starsze, na przykład pleistoceński piasek zgarnięty z dziedzińca collegium maius, oraz nowsze, czyli niemieckie gazety wydawane w czasie okupacji, ale z XIV wieku nie ma akurat nic. No i trzeba w związku z tym przeprowadzić śledztwo. Dziennikarze są bezwzględni. Mówią, że w roku 1945 ktoś musiał wyjąć dokumenty, a potem zamknąć skrytkę ponownie, profesor Waltoś mówi wprost, że Estreicher napchał jakichś śmieci do słoika i wmawiał ludziom, że to skarby – bo – podkreśla Waltoś– w każdym gospodarstwie domowym znajdzie się taki słój. Można się skichać ze śmiechu słuchając takich reportaży. Bo po tych wszystkich rewelacjach nagle słyszymy, że na ekspozycji znajdują się kopie zaginionych dokumentów, które zostały wykonane przez Jana Przypkowskiego na zlecenie Estreichera. Najpierw – pergaminy zginęły w 1945, a potem – Estreicher zlecił wykonanie kopii w roku 1953. A na jakiej przepraszam podstawie? Z czego Przypkowski kopiował? Z pamięci? Czy może przyglądał się temu co jest w słoiku i jego niezawodne oko pozwoliło mu odtworzyć tekst dokumentów? A może te kopie, to nie żadne kopie, ale ordynarna fałszywka? Może na polecenie Estereichera Przypkowski napisał to z tak zwanej głowy, czyli z niczego? Jeden z tych dokumentów zaczyna się ponoć od słów: niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, a z jego pełności niech czerpią wszyscy…Ja bardzo przepraszam, ale może by ten tekst porównać z innymi tekstami dokumentów erekcyjnych innych akademii i sprawdzić czy Przypkowski choć dobrze je naśladował? Bo jeśli skopiowano te dokumenty w 1953 to znaczy, że one istniały, a jeśli istniały to nie zabrali ich Niemcy jak sugeruje autorka reportażu, w dodatku za zgodą Estreichera, ale kto inny, ktoś kto o zgodę nie musiał wcale pytać. Proponuję, żeby autorzy reportażu spytali syna Jana Przypkowskiego, albo jego wnuka, który pracuje w Warszawie w Instytucie Sztuki przy Dobrej, jak to było. Może zachowały się jakieś rodzinne legendy dotyczące kopiowania tych dokumentów, wiecie takie żartobliwe historyjki z dawnych czasów, podobne do tych, które serwuje nam w swojej książce Karol Estreicher. Mnie się już nie chce cytować fragmentów rozdziału „Miedziana miednica”, sami sobie przeczytajcie, jak ktoś jeszcze tego nie zna:
http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje34/text22.htm
Mnie idiotyzm ludzi zatrudnionych na polskich uczelniach wyższych po prostu paraliżuje. Postaram się już nigdy nie zbliżyć się do żadnej z tych instytucji na odległość mniejszą niż strzał z kuszy.
Najlepszy w tym reportażu jest gość, którego przedstawiają nam jako tropiciela sensacji, poszukiwacza skarbów narodowych. Mówi on, że to hańba, że takie cenne dokumenty zostały zniszczone. Jak przeczytacie ‚Miedzianą miednicę” zorientujecie się skąd się w ogóle brały te skarby w muzeum akademii krakowskiej, gdzie je stary Estreicher pozyskiwał. Może też okazać się, że tamte rzekomo oryginalne, tak pieczołowicie przechowywane wcale nie były prawdziwe. Nikt bowiem nie zadał sobie trudu by prześledzić ich losy od czasów wkroczenia Prusaków na Wawel, albo nawet wcześniej, od czasów kiedy rządził akademią Kołłątaj. Tu już nawet nie chodzi o to, że cała ta sakralizacja uniwersytetu jest po prostu komedią, tu chodzi o to, że w tym radio nie umieją nawet zrobić porządnego reportażu śledczego.
No to my spróbujmy coś zamarkować.

Sierpień 1939 roku, na biurku profesora Estreichera dzwoni telefon

Hallo…
Herr professor?
Tak
Guten Tag, mówi Hans
Jaki Hans?
Hans Frank, a niby jaki jeszcze Hans miałby tam do was dzwonić
Ach! To pan! Jakże się cieszę!
Herr profesor, powiem krótko, bo czas nagli, za miesiąc wkraczamy i ja mam tu przygotowana listę sprawunków.
Ojej, czy aby nie ma na niej bereł rektorskich i łańcuchów, które nosił mój świętej pamięci ojciec?
Herr profesor, na co nam te śmieci, weźmiemy wszystko co jest starsze niż pierwsza bitwa pod Tannenbergiem i te dwa papiery, które macie u siebie
A ołtarz?
Ołtarz oczywiście też.
Okay, jak mamy to zapakować?
Na ciężarówki, tylko proszę uważać i niczego nie uszkodzić, Furer będzie zawiedziony.
A co powiedzieć ludziom? Profesorom i pracownikom niższych szczebli?
O profesorów proszę się nie martwić, my się nimi zaopiekujemy, a tym durniom, to jest chciałem powiedzieć, pracownikom niższych stopni naukowych coś się powie. Najlepiej niech pan zaaranżuje, jakieś chowanie skarbów, czy coś w tym stylu.
Dobrze, postaram się…czy to wszystko?
Nie, jeszcze jeden drobiazg, od dziś proszę do mnie zwracać się Herr Gubernator
Ale….tu wciąż rządzi wojewoda krakowski?
To już przeszłość….

Jeśli wydaje Wam się, że zmyślam, to jesteście w błędzie. O tym jednak jak było naprawdę nikt nigdy nie zrobi żadnego reportażu. A tu macie link do tego co ustalili krakowscy dziennikarze śledczy

http://www.radiokrakow.pl/audycje/reportaz-w-radiu-krakow/pozarte-czy-skradzone-tajemnica-krakowskiego-skarbu/

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Mamy tam cały festiwal promocji. „Dzieci peerelu”, „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” oraz „Dom z mchu i paproci” sprzedajemy po 10 złotych plus koszta przesyłki. „Najlepsze kawałki” oraz 2 i 3 numer Szkoły nawigatorów sprzedajemy po 15 złotych plus koszta przesyłki. Zapraszam także do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie.

Ponieważ wielkimi krokami zbliża się moment wydania pierwszego w nowej edycji tomu „Baśni jak niedźwiedź”, który będzie miał, według życzenia czytelników twardą oprawę, oraz zawierał będzie dziesięć barwnych ilustracji, zamieszczam oto krótki trailer zapowiadający to wydarzenie. Przygotował go oczywiście Tomek Bereźnicki. On także jest autorem ilustracji.

Wrzucajcie go, proszę gdzie tylko możecie.

Od dziś rozpocznamy NEP czyli Nową Ekonomiczną Politykę, żeby jakoś do tego nawiązać napisałem specjalnie cały tekst o radzieckich zbrodniarzach. Ponieważ Tomek kończy już prace nad nowym leyoutem Baśni jak niedźwiedź. Tom I, rysunki są prawie w komplecie, brakuje tylko dwóch. Cena zaś nowej Baśni twardej oprawie z tymi rysunkami, Baśni, która pojawi się na początku marca, będzie taka sama jak dotychczas, czyli 40 złotych, pora na promocję. Od dziś Baśń jak niedźwiedź. Tom II kosztować będzie 20 zł, Baśń jak niedźwiedź. Tom III 40 zł, Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie – 30 zł, Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech, również 30 zł. Do tego jeszcze aktywne pozostają wszystkie pozostałe promocje, które ogłosiłem w styczniu, po katastrofie w naszym magazynie. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  22 komentarze do “Uniwersytet dla idiotów”

  1. Na uniwersytetach pracownicy niższych szczebli są nie do wytrzymania a studenci są niemal zbędni 😉

  2. Zgadzam się, studenci tylko przeszkadzają w dzieleniu grantów na badania.

  3. Bo dla naukowca grunt to grant 😉

  4. No cóż, tytuł nie pozbawiony uroku…..
    A studenci naprawdę przeszkadzają, bo przecież dydaktyka nie może iść przed nauką….
    😉

  5. Może za 100 lat jakaś publiczna lub prywatna biblioteka zdygitalizuje te dokumenty. Każdy będzie mógł je poczytać. Ale nikt nie będzie znał łaciny i nikogo nie będzie interesowała jakaś filia uniwersytetu w Berlińskiego położona w Kraków/Krakau.

  6. Ależ studenci są potrzebni na uniwersytecie. Otóż im więcej studentów tym więcej grup zajęciowych/ćwiczeniowych. Im więcej grup tym więcej profesorów może dostać pełne pensum. O studentów trzeba dbać, trzeba robić wszystko żeby jak najwięcej studentów przychodziło na uniwersytet, potem trzeba robić egzaminy i zaliczenia takie żeby wszystkich przepuścić na następny rok. Trzeba zachęcać studentów żeby zostawali na kolejny rok już nie mówiąc o kolejnym stopniu na danym uniwerku a nie przechodzili na inny. Bo jak się te działania zawali to się okazuje, ze z obiecującego roku została garstka i jest problem, bo grupy trzeba likwidować, a jak się grupy likwiduje to i ilość etatów na instytucie się zmniejsza. Studenci są bardzo ważni. Od ilości studentów tez zależy ilość pieniędzy jakie dany instytut czy wydział dostanie, im więcej tym lepiej.

    Oczywiście o jakość wiedzy zdobywanej przez tychże studentów nikt się nie martwi, to nikogo nie obchodzi. Liczy się ilość nie jakość, i to dosłownie, jakość się w ogóle nie liczy.

  7. Tak zniknięcie dokumentów dla stworzenia nowych/starych papierów. Papierów które ubermensche do czegoś wykorzystają.
    A tak w niemieckim temacie, niektórzy lubią żyć kosztem bliźniego.
    Jak prof. Rath na YT opowiada o wykorzystaniu patentów w chemii dla zbudowania UE, to głowa mała co może wymyśleć protestancki umysł przeciwko swojemu bliźniemu. Rzymski katolik pilnujący się dekalogu i dwóch przykazań miłości bliźniego nie wymyśli tego co ma w planach farmacja niemiecka. Rzymski katolik to może wymyśleć Żegotę, może zgłosić się dobrowolnie do Auszwic, żeby potem opowiedzieć Aliantom jak tam jest, może w 1943 (Karski) opowiedzieć Prezydentowi USA co się w Auszwicu dzieje. Może dla obrony honoru wywołać powstanie – tyle może polski katolik.
    Ale niektórzy lubią żyć z rabunku, zamiast z przestrzegania dekalogu. Szkoda.

  8. tak naprawdę to ze względu na politykę obecnej Republiki Litwy, czyli naruszanie praw mniejszości i naruszenie praw własności ziemi wokół Wilna to powinno się w RP odbyć proces delituanizacji przestrzeni publicznej jako kara za naruszanie tych praw. Zmiana nazw ulic, zmiana nazwy uniwersytetu w Krakowie, zmiana nazwy klubów piłkarskich (Jagiellonia), usunięcie królów z tej dynastii z banknotów, zmiana placów i podręczników historii.

  9. Litwak zawinił a Białorusa chcesz wyrzucić 😉

  10. Karl Rath pracował z innymi (Aleksandra Niedźwiedzki, Linus Pauling) nad liposomalną witaminą C.
    Kiedy zacząłem to robić dla siebie to po dwóch dniach zorientowałem się że nie piję kawy – bo nie potrzebuję. Po miesiącu gdy sporadycznie popijałem kawę stwierdziłem że działa ona depresyjnie, więc teraz jej unikam. Kiedy zapytałem się syna (20 lat), jak na niego działa liposomalna C odpowiedział „wydaje mi się ze jest mi lepiej ze mną samym”.
    Wynika z tego że jesteśmy truci nie tylko informacją, ale też żywością, zwyczajami ….
    Link jak zrobić liposomalną
    https://www.youtube.com/watch?v=aGMnnT3iuxU&list=PLhihsm7f8Cnq29lczt-AW_IsbwLnNz4Go

    A może na stonie Coryllusa będzie zakładka redagowana przez tą mamę ktora zrobiła stronę o żywieniu dzieci z alegiami. Mogą tam być przepisy na tatarskie dania z siemienia porady – wymiama informacji
    Piszę to pod wpływem spotkania z sybirakami – trzech młodych Polaków przeżylo transport na Syberię bo mieli miedziany kociołek i robili zupę z brzosowego łyka. Ja wtedy pomyślałem ile tysięcy mogło by przeżyć gdyby tylko wiedzieli że tak można.

  11. Uniwersytet to fikcja. Kadra nauczycielska nawet nie próbuje stwarzać pozorów Uczelni Wyższej a studenci i tak wiedzą, że nic z tej całej nauki mieć nie będą poza papierkiem. Profesor udaje, że naucza a student udaje, że się uczy.

  12. A że żywnością jesteśmy truci to wystarczy pierwszy z brzegu produkt wziąć do ręki i przeczytać skład. Człowiek staje przed półką w sklepie i pół godziny bierze opakowania do ręki i czyta składy kolejnych żeby znaleźć nie ten bez chemii ale ten z najmniejsza ilością. Bo bez już znaleźć prawie niemożliwość.

  13. Kopia dokumentu wg paprochów ze słoika – to jest coś, czego jeszcze nie było. To był dopiero kopista!
    „Nie zbliżać się na odległość mniejszą niż strzał z kuszy”- chyba sobie strzelę z kuszy i sprawdzę ile to metrów, żeby wiedzieć jaką odległość zachować.

  14. Dużo wiadomości na temat zdrowia, wydanie 2015r
    Książka „Ukryte Terapie Czego ci lekarz nie powie” autor Jerzy
    Zięba

    http://ukryteterapie.pl/strona/uterapie

  15. Dzień dobry,
    to jest mój pierwszy wpis na tym szacownym formum/blogu.
    Ja w kwestii uczelni i zdrowia.
    Uczelnie – zapałałem kilka ładnych lat temu podwyższenia mych umiejętności i wiedzy ekonomicznej i uzyskania tytułu doktora. Po dwóch latach (i słonych opłatach) na jednej z czołowych uczelni ekonomicznych w Polsce, niczego się nie dowiedziałem. Tam był taśmowy przepływ pieniędzy do kieszeni uczelni bez rekompensaty w postaci wiedzy. Mrzonki o Mistrzu i podążającym za nim uczniami, o dyskusjach, poszukiwaniach prawdy włożyłem między bajki. Ja akurat specjalizuje sie w „pienądzu, kredycie” i uczelnie ekonomiczne sa zamknięte na tego typu dyskusje, wypuszczając w świat „ekonomistów”, którzy nic o świecie finansów nie wiedzą. Czekam zatem z niecierpliwościa na kolejny tom Baśni o kredycie.
    Zdrowie – -udało mi się przetłumaczyć i wydać książkę „Jak nie dać się wykończyć lekarzowi”. No i czytam podpowiedzi co do funkcjonowania rynku ksiązki Pana Gabriela z wypiekami na twarzy kiwając jednocześnie głową w geście zgody. Wszyscy dystrybutorzy mnie zlekceważyli. U nas nie można niczego wydać co idzie pod prąd ustalonym schematom. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że pracuję w koncernie farmaceutycznym. No i lekarzy, takich renesansowych, to ci jest u nas, że ho, ho.
    Pozdrawiam wszystkich.
    J

  16. http://www.maius.uj.edu.pl/zbiory/rzemiosło-artystyczne

    Karol Estreicher namówił hr. Xawerego Pusłowskiego do ofiarowania cennych zbiorów rodziny uniwersytetowi. Przekazane w 1953. W zamian za zapisanie pałacyku przy ul. Kolejowej, dziś Westerplatte, uniwersytetowi, Pusłowski mógł do śmierci mieszkać we własnym domu. Mieszkał w nim podczas okupacji bo Niemcy nie usunęli go.Jako pan w podeszłym wieku nie mając za co żyć, bo wszystko przekazał za namową Estreichera, musiał pracować na tymże uniwersytecie, bodaj jako lektor języka. Po jego śmierci w 1986 zapis testamentu wykonano.
    W audycji radia Kraków na ten temat dziennikarka z pewnym ubolewaniem, opowiadając o zasługach Estreichera stwierdza, że niestety profesor nie miał zwyczaju sporządzać inwentarzy.Lubił przenosić zabytki między będacymi pod jego opieką budynkami.

  17. I tak bedzie gdy sie zamknie ostatecznie wieko trumny. A zamknac sie moze juz w tym roku.

  18. Pasuje mi tuta Fr. Ziejka, już kiedyś pisałam jak moją już śp teściową doprowadził do rozpaczy swoją książką o II WŚ w Krakowie i urywa autor swoja narrację i ani słowa nie pisze o tym, że Hans Frank na wieść o wybuchu powstania warszawskiego wydał rozkaz mordowania krakowian. Wg słów teściowej (wtedy kilkunastoletniej dziewczyny) wygarniano ludzi z mieszkań, rozstrzeliwano na klatkach schodowych i na ulicach a część pognano w stronę Auszwic. I wg jej słów, było to nie było kilkaset osób, to było kilka tysięcy ludzi. To Fr Ziejka ma 5 doktoratów Honoris Causa, 15 nagród, 11 orderów i odznaczeń i nie może napisać jak było w Krakowie latem 1944? Co go powstrzymuje ? czyżby Wielki krzyż zasługi RFN z 2005 roku?

  19. Jak mówi Kossecki: „Egzamin to sakrament, a etat to łaska w bizantyniźmie”

  20. O, to to. Te Ordery i idące za nimi apanaże i granty. Wszystko dla dobra nauki. A Nauka to My, Profesor.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.