sie 022022
 

Szanowni Państwo, nie będzie tu dziś żadnej kokieterii ani tajemniczych uśmiechów. Napiszę jak wygląda sytuacja, którą muszę rozwiązać. Wygląda ona następująco: Julia, mama Władysławy leży w szpitalu w Siedlcach, kiedy stamtąd wyjdzie, będzie musiała być stale podłączona do koncentratora tlenu. Nie będzie mogła pracować, a samo poruszanie się po mieszkaniu będzie dla niej poważnym problemem. Teraz jest trochę lepiej, ale gdy trafiła do szpitala, wyprawa do łazienki była prawdziwym wyczynem i obniżała saturację do poziomu, poniżej którego pacjent umiera. Teraz jest trochę lepiej. Lekarze nie wiedzą jednak co będzie dalej. Pani Julia poleży tam jeszcze dwa tygodnie, a potem zostanie odesłana do Warszawy, na dalsze badania, albo – jeśli okaże się, że Warszawie nic nie mogą poradzić – na jakiś turnus rehabilitacyjny do sanatorium. Rozważana jest też opcja Zakładu Opiekuńczo Leczniczego, albo domowego hospicjum. Pani Julia jest przytomna i podejmuje samodzielne decyzje, nie ma jeszcze pięćdziesięciu lat i nikt z nią do tej pory nie rozmawiał o tym, co będzie po wypisaniu ze szpitala. Wątpię jednak, by – mając pod opieką 9 letnią córkę – zdecydowała się na Zakład Opiekuńczo Lecznicy, choćby był nawet najlepszy. Już prędzej da się ją przekonać do tego domowego hospicjum. No, ale domowe hospicjum musi przychodzić do jakiegoś domu, a domu nie ma. Władysława nie chce rozdzielenia z mamą i nie chce już mieszkać u kogoś. Postanowiła, że pieniądze z poprzedniej zrzutki, które zebraliśmy w maju, przeznaczy na wynajęcie mieszkania lub niewielkiego domu. Ja zaś uruchomię kolejną zrzutkę, żeby jej w tym pomóc. Mama Julia nie wie, co z nią będzie po wyjściu ze szpitala, jest przekonana, że nawet jeśli będzie bardzo źle, zamieszka z córkami i będzie – w miarę możliwości – pomagać w wychowaniu małej Ani. Ze względu na Anię, nie mogłem dłużej czekać z uruchomieniem zrzutki, albowiem trzeba ją zapisać do szkoły. Żeby to zrobić konieczny jest lokal, najlepiej w pobliżu szkoły. Tak jak pisałem poprzednio, nie może to być lokal położony na piętrze, bo nie będzie szans na to, żeby Julia z niego wyszła. Nie może to być lokal mały, bo ona ciągle kaszle, życie z taką osobą, nie jest łatwe, choćby była ona aniołem. Wszystkie trzy czekają poza tym na przyjazd taty, który także musi się tam zmieścić. Dlatego bardzo dziękuję wszystkim, którzy okazali chęć pomocy i zaoferowali dziewczynom miejsce w swoich domach, ale z kilku powodów opcja ta nie wchodzi w grę. Pierwszy jest taki, jak już wspomniałem – Władysława woli wydać wszystkie pieniądze na wynajęcie lokalu niż mieszkać u kogoś. Kolejny jest jeszcze ważniejszy – one się nie chcą rozdzielać, a ponadto czekają na przyjazd taty, który weźmie odpowiedzialność za całą rodzinę, podejmie pracę i umożliwi Władzi powrót na Ukrainę i kontynuowanie tam studiów.

Wczoraj byliśmy w opiece społecznej. Dostaliśmy trzy komplety dokumentów potrzebne do tego, by mama Julia uzyskała wszystkie świadczenia na siebie i dziecko, a także rozpoczęła starania o grupę inwalidzką. Pół dnia spędziliśmy wczoraj w sądzie, gdzie składaliśmy dokumenty, które uczynią z Władysławy opiekunkę prawną młodszej siostry. Takie są kolejki do biura podawczego w grodziskim sądzie. Decyzja w tej sprawie zapadnie zaocznie w ciągu trzech dni. Dziś Władzia pojechała do Siedlec i tam będzie załatwiać resztę dokumentacji. Nie jest lekko, bo mamy sezon urlopowy i lekarz prowadzący wyjechał na razie. No, ale bądźmy dobrej myśli, Władzia na pewno sobie poradzi.

Celem tej zbiórki, którą zaplanowałem na pół roku, jest usamodzielnienie tej rodziny. Wyznaczyłem dużo większą kwotę do zebrania niż poprzednio, albowiem lokale w Grodzisku są drogie, a chciałbym – taki jest plan maksimum – zebrać kwotę potrzebną do wynajęcia lokalu na rok. To dałoby im względne bezpieczeństwo, a po przyjeździe taty i załatwieniu mu jakiejś roboty, pozwoliłoby im coś oszczędzić i po upływie tego roku przenieść się gdzieś do jakiegoś tańszego miasta. Nie chcę aranżować takiej przeprowadzki teraz z następujących względów – nie ma taty, który może pracować, w mniejszych miastach różnie jest z pracą i różnie jest z płacą, Władysława chce wrócić na Ukrainę i kontynuować studia, tata zaś, kiedy tu przyjedzie musi mieć jakieś w miarę miękkie lądowanie, albowiem czeka go opieka nad chorą żoną i małą córką, nie zaś samotna przygoda w obcym choć przyjaznym kraju. Nie bez znaczenia jest także to, że my jesteśmy na miejscu i w razie jakichś kłopotów możemy im od razu pomóc.

Mam nadzieję, że wszyscy rozumieją stopień złożoności tej sytuacji. Powtórzę jednak na wszelki wypadek raz jeszcze – bardzo dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się pomóc Władysławie i jej siostrze, oferując im własne domy, ale opcja ta nie wchodzi w tym momencie w grę. Podejmujemy ryzyko, bo tak jest naprawdę lepiej dla wszystkich. Mamy już wytypowane jakieś lokale i będziemy od dziś prowadzić negocjacje z właścicielami.

Powtórzę także raz jeszcze na czym polega problem – Julia, mama Władysławy leży w szpitalu i nie może wrócić do domu, w którym mieszkała przez dwa tygodnie po przyjeździe do Polski. Władysława i jej siostra Ania muszą się stamtąd wyprowadzić do końca września. Termin ten jest czystą fikcją, albowiem Julię wypiszą ze szpitala za dwa tygodnie i nawet jeśli ją gdzieś przeniosą albo pojedzie na rehabilitację, nie potrwa do wszystko razem tak długo. Dlatego szukamy lokalu teraz, bo wszystkie muszą się wyprowadzić jak najszybciej. Nie możemy czekać. Zwlekałem z tą zbiórką, albowiem namawiam jednocześnie wszystkich także do udziału w konferencji, co też kosztuje. No, ale nie mam innego wyjścia. Coś muszę dla Julii znaleźć, nie zostawię jej przecież na ulicy. Mam nadzieję, że wszyscy mnie rozumieją. Nikogo oczywiście nie zmuszam do udziału w zrzutce, każdy decyduje sam czy chce pomóc. Ja będę tylko o niej przypominał co jakiś czas. Mieszkanie musimy mieć do 20 sierpnia i wynajmiemy je i tak, korzystając z tego co zebraliśmy na stypendium dla Władysławy. No, ale to pokryje najwyżej pół roku wynajmu bez opłat. To także mam nadzieję jest dla wszystkich zrozumiałe. Bardzo proszę, by osoby, które chcą pomóc i takie, które nie chcą, nie podsuwały mi żadnych dobrych i zbawiennych rad. Wczoraj byliśmy w gminie zapytać czy nie mają jakichś lokali, okazało się, że lokale są –  pokoiki w budynku straży pożarnej w Milanówku. To oczywiście jest jakieś wyjście, ale nie dla chorej matki przypiętej do koncentratora tlenu i jej dwóch córek. Upraszam więc o to, by nikt nie podkręcał emocji kreśląc jakieś podobne do tej wizje.

Na zrzutce, ponieważ nie mogę tego zmienić, zostaje mój numer konta. Jeśli jednak ktoś nie chce korzystać ze zrzutki, a chce pomóc bezpośrednio, zostawiam tu numer konta Władysławy.

Władysława Rakowska

98 1020 1055 0000 9902 0529 0566

A tu jest link do zrzutki

https://zrzutka.pl/g6kscy

  3 komentarze do “Uruchomiłem kolejną zrzutkę z przeznaczeniem na pomoc w wynajęciu mieszkania dla Władysławy i jej rodziny”

  1. Pamiętaj, że musisz się publicznie spowiadać z każdej zebranej kwoty (nie wystarczy, że podasz ją zainteresowanym, pomimo że taka forma powszechnie uchodzi za jawność) – inaczej „stracisz wiarygodność” i „staniesz w złym świetle”. To oczywiście szyderstwo 😛

  2. Zawsze to robię. Już się przyzwyczaiłem. Tylko oczywistym oszustom wybacza się takie rzeczy

  3. Oby wszystko poszlo jak najlepiej

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)