Cze 122017
 

Mam od niedawna działające radio w samochodzie i słucham co w tym radio nadają. Tak było także w drodze do Bytomia. Konkluzja ostateczna jest taka, że z naszym przekazem, nie możemy trafić do nikogo kto słucha radia. Z telewizją zaś jest pewnie jeszcze gorzej. Kiedy sobie to uświadomimy, pozostaje już tylko czekać aż dziennikarze rozpoczną kolejną kampanię przeciwko chamstwu i beznadziejnej płytkości komunikatów podawanych w internecie. Taka jest formuła z jaką musimy się zmierzyć jeśli chcemy nadal z sukcesem prowadzić naszą działalność. Ludzie upraszczający przekaz do form karykaturalnych, posługujący się najgorszymi i najbardziej prymitywnymi emocjami domagają się od publicystów sieciowych, by się opamiętali i skończyli z hejtem i agresją. Niestety to media takie jak telewizja i radio wychowują publiczność, sieć zaś służy temu jedynie, by dziennikarze mogli się ładnie zaprezentować na tle internetowej mierzwy.

To jest formuła narzucona, fałszywa z istoty, ale obowiązująca. Funkcja mediów bowiem polega na stosowaniu przymusu wobec odbiorcy, a nie na uczciwym przekazywaniu informacji. Jak to się przekłada na rynek książki i na nasze wyniki sprzedaży? Bardzo prosto. Autorzy dystansujący się wobec czytelników przegrywają. Nie tylko z tymi autorami, którzy poświęcają swoim czytelnikom dużo czasu, ale także z mediami takimi jak samochodowe radio. Stan ten reguluje także relacje pomiędzy wydawcą a czytelnikiem i to dobrze było widać na naszych targach w Bytomiu. Na imprezach masowych wydawca jest po prostu jednym z wielu elementów rynku, na imprezach kameralnych, takich jak nasza wydawca to jest ktoś, kto uniemożliwia czytelnikowi poznanie autora osobiście. Kłopot polega na tym, że my jako grupa musimy mieć więcej aktywnych, ciekawych i poświęcających się swojej pracy autorów, wokół których zaczną się tworzyć grupy czytelników. Musimy także ograniczyć rolę wydawców w procesie promocji książek. Dlatego właśnie namawiałem Valsera, żeby napisał książkę o sporcie. Jak wszyscy to wszyscy, babcia też.

Tak jak to wczoraj w swoim wpisie napisał magazynier na targach zjawili się głównie przyjezdni, to znaczy ludzie, którzy czytają bloga i tutaj komentują. To nie jest dobra wiadomość, bo jak ustaliliśmy wcześniej chodzi o ekspansję. Okay, książka to jest produkt trudny, dwuznaczny i skażony na rozmaite sposoby, a jej funkcją jest zwykle zdewastowanie emocji czytelnika lub stymulowanie jego aspiracji. Wszystko co wykracza ponad te dwie formuły obarczone jest potężnym ryzykiem i wymaga osobistego zaangażowania autora w sprzedaż. Żeby jednak autor mógł się w sprzedaż angażować musi najpierw zostać autorem. Tak się składa, że nowych autorów przybywa, ale książka to nie piosenka i nie da się jej napisać w pół godziny. Kreacja jest droga, a płaci się za nią czasem. Wszystko to, mniemam, należy wziąć pod uwagę przed organizacją targów w przyszłym roku. Nie możemy niestety postawić całkowicie na kameralną formułę imprezy, bo to się zakończy katastrofą, do przewidzenia pozostanie jedynie określenie rodzaju katastrofy. Musi być ekspansja, a ta nie obejdzie się bez nowych autorów.

Ktoś może zapytać dlaczego ja znowu marudzę, ludzie przyszli, sprzedałem dużo książek, dostałem dwie rozetki, z których jedną natychmiast oddałem Toyahowi, o co więc chodzi. O to z grubsza, że jesteśmy w drodze i nie możemy się zatrzymywać na dłużej w żadnym miejscu. To tyle jeśli idzie o pierwsze refleksje po targach. Impreza była dla mnie dość wyczerpująca. Na dodatek wróciłem do domu dopiero o wpół do drugiej w nocy. Był karambol na katowickiej.

Jutro napiszę coś więcej.

  119 komentarzy do “W drodze…”

  1. Gratulacje!!

    Nie zebym ponaglala, ale z czystej ciekawosci: kiedy mozna spodziewac sie materialow filmowych z Targow?

  2. W ramach powrotu do wczorajszej okołopołudniowej rozmowy przy meksykańskiej zupie na temat wzmocnienia kadr KJ przytaczam swój wczorajszy komentarz.

    Na stoisku Biblioteki Wolności sprzedawał i podpisywał książki Tomasz Sommer, a przy stoisku kręcił się 8 lub 9 letni Kajetan Sommer. Ojciec go trochę przeganiał, a ten rwał się do sprzedaży. Odżył, kiedy ojciec zniknął ze stoiska, bo młodziak zaczepiał oglądających książki słowami:
    – Czy mogę w czymś pomóc?
    W jakiś czas później widzę go pchającego wózek, który służył do przewożenia książek, a na nim resorak, darmowa gazetka i jeszcze coś i zagajał mijanych:
    – Ruchomy punkt sprzedaży.

  3. Bez zbudowania własnej wiki się nie obejdzie.

    Dzisiaj ktoś podrzucił mi takie oto info:

    „1. Bezruczko urodził się 30.10.1883 r. w Wielkim Tokrnaku gub. Taurydzkiej, a nie 31.10.1893 r. w Tokamaku.

    2. Zdanie: „W dniu 7 maja 1920 r. dowodzona przez niego 6 dywizja Strzelców Siczowych, wraz z wojskami polskimi zdobyła Kijów” jest zdaniem wielce bałamutnym, fatalnie skonstruowanym stylistycznie. Czytelnik tych słów może odnieść wrażenie, że to właśnie ta jednostka ukraińska była główną siłą walczącą, która zdobyła Kijów, a wojska polskie tylko jej w tej operacji pomagały. Otóż, cała rzecz miała się dokładnie odwrotnie. To wojska polskie były jedyną konkretna siłą wojskową, zdolna stawić opór Armii Czerwonej i odnosić zwycięstwa nad nią. Do operacji kijowskiej przystąpiło 9 dywizji polskich i tylko 2 dywizje ukraińskie i to słabo uzbrojone. To wojska polskie zajęły Kijów w dn. 7 maja 1920 r., a te dwie dywizje ukraińskie tylko im pomagały jako ówczesny sojusznik.Dodam tu jeszcze, że podczas odwrotu wojsk polskich z Kijowa w czerwcu 1920 r. 6 dywizja ukraińska, którą dowodził M. Bezruczko, m.in. osłaniała ewakuację z Kijowa władz URL;.3. Istnym kuriozum w tym tekście jest to zdanie pogrubione: „Dowodził obroną Zamościa przed Armią Czerwoną, uczestniczył w rozbiciu Armii Konnej Budionnego w bitwie pod Komarowem”. Zawiera ono następujące błędy:a). płk M. Bezruczko wcale nie dowodził obroną Zamościa przed bolszewikami w dn. 29-31 sierpnia 1920 r. Był tylko wówczas w garnizonie zamojskim oficerem najstarszym stopniem. Faktycznym dowódcą pamiętnej obrony miasta przed bolszewikami w ostatnich dniach sierpnia 1920 r. był kpt. Mikołaj Bołtuć, a nie płk Bezruczko, gdyż faktycznie to nie miał on kim dowodzić! W Zamościu znalazł się wtedy tylko sztab 6 dywizji ukraińskiej z kompanią sztabową tej dywizji pod jego dowództwem. Reszta 6 dywizji: XVII brygada i 2 baterie artylerii stanęła w rejonie Miączyna i została 28.08.1920 r. odcięta od Zamościa przez 4 dywizję kawalerii Budionnego, która przerwała łączność z Zamościem niszcząc tor kolejowy Miączyn-Zamość. W tej sytuacji płk Bezruczko na zwołanej przez siebie naradzie w dn. 28 sierpnia 1920 r. ok. godz. 15 faktycznie zdał dowództwo obrony miasta na ręce kpt. Mikołaja Bohucia – dowódcę 31 pułku strzelców kaniowskich, największej jednostki taktycznej, najsilniejszej liczebnie i najlepiej zorganizowanej podczas obrony Zamościa /dwa bataliony tego pułku dotarły do Zamościa wieczorem 27 sierpnia, reszta 28 sierpnia rano/.To kpt. Bołtuć wydawał rozkazy taktyczne dla obrońców miasta, gdzie i jakie mają zająć pozycje, wyznaczał odwody, był z obrońcami na pierwszej linii itp. To kpt. Bołtuć przygotowywał i wydawał rozkazy obrońcom, a płk Bezruczko tylko je zatwierdzał;b). druga część tego zdania pogrubionego jest nieprawdziwa, jest kłamstwem! Hm!!! Jak Bezruczko mógł brać udział w bitwie pod Komarowem, gdy w tym samym czasie, kiedy rozpoczęła się bitwa pod Komarowem to Zamość był jeszcze oblegany przez część Kozaków z 6 dywizji kawalerii Budionnego? Wycofali się oni spod miasta generalnie w kierunku wschodnim – dopiero 31 sierpnia 1920 r. w godz. rannych! Tego dnia trwały nadal boje wokół Zamościa: kpt. Bołtuć rzucił podległe mu oddziały w pościg za uciekającymi Kozakami uderzając na Jarosławiec, Sitaniec, Łapiguz, które opanowano po zaciętych walkach.Najwyraźniej rola płk. Bezruczki w obronie Zamościa w 1920 r. nie była aż tak wielka jak twierdzi autor p. Danel, gdyż poważne wydawnictwo ukraińskie, pt. „Leksykon historii Ukrainy”, wydany w Kijowie w 2001 r. /2 wyd. nakładem Instytutu Historii Uniwersytetu Lwowskiego im. Iwana Franki/, rekomendowany przez Ministerstwo Oświaty i Nauki Ukrainy w jego biogramie na str. 55 nic nawet nie wspomina o tym, że Bezruczko brał udział w obronie Zamościa;.4. W 1921 r. Bezruczko nie był komendantem obozu Internowania nr 6 w Aleksandrowie Kujawskim. Komendantem tego obozu był mjr Wojska Polskiego Alfred Jogiel, zaś Bezruczko był tylko wewnętrznym komendantem ukraińskim; był już w randze generała.5. W l. 1931-1935 gen. Bezruczko był szefem Ukraińskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego w Warszawie.Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Otóż, na początku drugiej wojny światowej gen. M. Bezruczko uważał, że największym zagrożeniem dla Ukrainy jest narodowy socjalizm niemiecki. Aktywnie wspierał narodowe organizacji ukraińskie /nie mylić z nacjonalistycznymi/.Nie mogę zrozumieć skąd autor tego tekstu czerpał wiedzę na ten temat i dlaczego, w jakim celu doręczył Państwu ten tekst?Z wyrazami szacunku

    H. Smalej”

    Czyż to nie jest ciekawe?

  4. Dzieki! 🙂 Juz ogladam.

  5.  
    Od dłuższego czasu jest silna agitka centrów oficjalnej propagandy, że internet jako źródło informacji jest bleeee, a czytanie czytanie blogerów passe…..że to tylko hejt i tygiel kłamliwych lub bez znaczenia słabizn podawanych przez frustratów.
     
    Napotykam już na oświecone ofiary tego przekazu. Na same hasło „znalezione/przeczytane w necie” odwracają z wyższością głowę i po czym oddalają się. Co nie przeszkadza im czytać „boskiego” ft czy economics właśnie w internecie.
     
    Unieważnienie jedynego medium, nad którym do końca nie panują nabrało nowej mocy.

  6. My nie publikujemy jedynie w sieci, wydajemy także książki

  7. jasne, że nie jedynie

    mówiłam o unieważnianiu sieci, która też jest narzędziem reklamy. Najpierw był blog, a potem wydawnictwo – tą drogą złowiony delikwent kupi nie tylko woły ale i zielone rękawiczki

  8. po tylu latach działalności pralni, która w ostatnim 30 – leciu mocno rozszerzyła zakres swoich ”usług”, ”oferując”całą gamę coraz to nowszych środków na wszelakie tkaniny – nie jest i niestety nie będzie ‚łatwo’, tym bardziej /zgadzam się z Mniszyskiem/, że żyjemy w ”Czasach Fatimy’.’
    każde wielkie dzieło boże napotykało i napotykać będzie różnorakie trudności – znak to także dla nas, który powinien jednak podnosić nas na duchu.
    przykład ks. Blizińskiego, św. Maksymiliana, warta też przytoczenia historia włoskiego zakonnika bł. Jakuba Alberione, który także zaczynał ”od niczego”, a z czasem ”jego” ”Famiglia Cristiana” w milionach egz. na całym świecie.

    ”Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”

  9. „Musimy także ograniczyć rolę wydawców w procesie promocji książek.”

    W Toruniu o. Dyrektor ma zamiar otworzyć nowy kierunek studiów – Krytyka artystyczna. Myślę, że to dobra wiadomość.

  10. A to bardzo ciekawa wiadomość. Bardzo! W jakichś tam tekstach o sztuce głównie zajmowałam się awanturami z krytykami sztuki. To potwornie zdeprawowane środowisko – mówię o tzw. krytykach wiodących. Co zabawne, awanturowałam się z tymi krytykami w latach 80-tych, w czasie kultury niezależnej. Qrczę, efekt tego był taki, że owi krytycy stali się wobec mnie /na ówczesnych imprezach ogólnopolskich – w kościołach/ bardzo grzeczni 🙂 To było towarzystwo, które usiłowało wyonaczyć się z komuny, z popierania „trendów oficjalnych”, z socrealizmu etc. i przylgnąć do artystów niepokornych. (Z tym że ja to robiłam wówczas raczej intuicyjnie, nie mając szczegółowej wiedzy o środowisku krytyków sztuki.)

    Tak więc bat na to środowisko, deprawujące odbiorców i rozdające karty po urzędach i instytucjach od kultury, jest cenny i KONIECZNY.  Bo tak postrzegam inicjatywę ojca Rydzyka.

  11. Hej, daj więcej!!!

  12. „wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10, 17)

    …”Autorzy dystansujący się wobec czytelników przegrywają. Nie tylko z tymi autorami, którzy poświęcają swoim czytelnikom dużo czasu, ale także z mediami takimi jak samochodowe radio.”…

     

    Rozszerzając tę formułę można powiedzieć, że to co istotne, dokonuje się w żywym przekazie lub musi być w tym żywym przekazie zapośredniczone.
    Jest też ważne, aby autor miał coś autentycznego do przekazania, coś co jest prawdą wypływającą z jego doświadczenia życiowego.

    Dla mnie jest oczywiste i przynajmniej ja to widzę wyraźnie (tak przynajmniej sobie podchlebiam), że tu Coryllusie przekazujesz jakieś światło, które wypływa z twojego życiowego doświadczenia. Nie robisz tego oczywiście dokonując jakiegoś psychicznego czy moralnego ekshibicjonizmu. Nie mniej pewna wizja historii, czy sposób odczytywania socjalizmu wypływa z twoich osobistych doświadczeń, które, poddane poważnym i szczerym refleksjom, stają się uniwersalnymi.

    Inaczej piszemy dwudziestą pierwszą książkę, która jest streszczeniem poprzednich dwudziestu – wcześniej przeczytanych – książek.

    To wymaga nie tylko czasu, ale i ufności do Bożej Opatrzności oraz odwagi przed sobą i innymi. Dokładnie w tej kolejności.
    Wymaga też delikatności, aby czytelnika nie żenować tylko stawiać go w prawdzie.
    Tobie – przynajmniej ja takie mam przekonanie – się udaje. Wielu blogerom ze SN również. Dla mnie takim klasycznym „przypadkiem” jest Toyah.

    Jeśli ja dobrze to zrozumiałem, to cieszę się, że idziemy w tym niełatwym kierunku. Trzymam kciuki przed Panem Bogiem, aby ci się to udało! To jest to, co potrafię i co mogę robić – wspierać modlitwą.

  13. Czyli targi nie wypaliły…

  14. Powinien stworzyć kierunek „Pozyskiwanie zaufania przeciwników politycznych”

  15. Rozumiem, że pomiędzy entuzjazmem i negacją nie ma dla ciebie żadnych stanów pośrednich?

  16. Pytanie pomocnicze wyciągające – byłeś tam? A po czym tak sądzisz? Możesz jaśniej?

  17. To już było – lata 80-te, kultura niezależna w oparciu o Kościół. Dawni przeciwnicy byli pierwsi przy ołtarzu i księdzu /Kaziu syknął, widząc pomykającego nawą główną, tuż za księdzem i przyklękającego Woroszylskiego: zobacz, nagan mu się w tylnej kieszeni odbija…/ Gdy tylko nastał rok 1989, rok okrągłego stołu ze skutkami – natychmiast odwrócili się w przeciwną stronę. Przecież Michnik nawet swojego syna chrzcił…  Tak więc co do tego „zaufania”… – tylko „mądrość etapu” i interes.

  18. Jaki problem…zorganizować własne.

  19. Cieszę się że było bezpiecznie. Nieprzyjacioły nasze mają widocznie gorsze sprawy na głowie, żeby skutecznie przeszkodzić w tej imprezie, albo valser zneutralizowal problemy w zarodku. Teraz podliczycie co to do podliczenia, a wykłady i pogadanki pójdą w lud corylliański i pomnożą owoce.

    Jeszcze raz gratuluję.

  20. Ale one nie są peer-reviewed i nie mają IF.

  21. A kto to jest ten Pan w srodku, miedzy PP a KO ?

  22. a kto to może być, Paris…

    to P.Sz-V

  23. Moim zdaniem targi książki w obecnej sytuacji nie mają już racji bytu i dlatego raczej sobie daruję. Niemniej tym, którzy mają inne zdanie życzę powodzenia.

  24. pytanie do Valsera: są jeszcze koszulki?

  25. Racją bytu jest ilość sprzedanych książek

  26. Powiedz to Antoniemu Ptakowi, dobra….

  27. Jakos tak sie dziwnie sklada, ze ta agitke przeciwko temu, ze  internet jako zrodlo info jest „be” widze tylko w Polsce… i to o zgrozo – w  PANSTWOWEJ,  PUBLICZNEJ  TV… w w „merdiach”  Sakiewicza i ogolnie pozostalych „naszystuf”…  we Francji tego zjawiska absolutnie nie widze… INTERNET  to podstawa !!!

    Wczoraj we Franci stala sie rzecz  NIEZWYKLA  wprost – wczoraj Franki w ilosci  51,2%  OLALI  wybory i nie poszli do urn wyborczych… OLALI  tych  politycznych hipokrytow pokazujac w ten sposob „fuck’a” panstwowej oficjalnej, zmasowanej, zaklamanej propagandzie telewizyjnej !!!

    Ponad  51 %  Frankow  pokazalo „fuck’a”  swojej  MAFII  politycznej !!!… w  I turze… a do II tury pojdzie jeszcze mniej !!!

  28. drobna uwaga. książkę też można napisać w pół godziny. wszystko zależy jaka książka i jaka piosenka. piosenki też pisuje się i komponuje tygodniami, miesiącami.

  29. Może niewłaściwie odbieram wpis Salmana, ale nie naskakiwałbym na Niego. Ja też tak odebrałem ten post autora, że mogło być lepiej. I odczytuję to z żalem, bo chciałbym aby to był sukces, że ho, ho. Kibicuję i życzę Coryllusowi jak najlepiej, stąd taka konstatacja.

  30. Rozne Sakiewicze czy Zybertowicze… o pikusiu Ziemkiewiczu to nie ma co wspominac… oni juz sie uniewaznili… tylko jeszcze tego nie wiedza te smierdzace lenie…

    … „fahofcy”  od  osmiorniczek.

  31. nie no, jak ktoś wygaduje: ”targi książki w obecnej sytuacji nie mają już racji bytu”
    sorry, nie ma zmiłuj

  32. Dokladnie…

    … czas najwyzszy skonczyc z tymi „krytykami”  soroszowo-michnikowego chowu !!!

  33. Wypalily…

    … z cala pewnoscia, ze wypalily !!!

  34. Super !!!

    Tylko… „mondrosc etapu” i interes… nic poza tym.

  35. Pierwszy film wchodzi do obrobki dzis wieczorem. Nie  chce nic obiecywac, ale moze bedzie na jutro.

  36. Bo ty żyjesz ze sprzedaży książek, a oni z tego co napiszą/powiedzą w mediach (w tym necie). Dlatego twoje książki muszą mieć treść, a ich muszą mieć recenzje. Tyle, że treść jest dużo trudniej reklamować.

  37. Nie znam się na targach książki, ale w Skierniewcach jesienią miasto organizuje 2 dniowy, tradycyjny jarmark z okazji święta kwiatów. Jest tam wszystko: fast foody, malarstwo, rzeźba, antyki, owoce, warzywa, kwiaty, rękodzieło wszelakie, tekstylia, chińszczyzna, gadżety, leki zielarskie, dosłownie wszystko…  z wyjątkiem książek. Zawsze mnie to dziwiło i nadal dziwi.

  38. Komentarz będzie długi, bo miał być notką na portalu szkolanawigatorow.pl. Mam jednak dzisiaj jakiegoś pecha. Najpierw niespodziewane wizyty i telefony (nie dotyczy Gospodarza), przerywające pisanie, a teraz komunikat na blogowisku: serwer error 500…

    Może nie będzie więc nietaktem, jeśli najpierw wkleję ten tekst tutaj jako komentarz, a po „odblokowaniu” serwera wrzucę go jeszcze raz na szkolanawigatorów.pl?

    Ponieważ swoje relacje z targów Rozetta złożyli już kolejno: Magazynier, Gabriel Maciejewski i Krzysztof Osiejuk, mnie pozostaje już tylko niewielkie uzupełnienie.
    Jak napisał już wczoraj Magazynier, Bytomianie rzeczywiście nie dopisali, ale za to ilość przyjezdnych miłośników zbrojnej pielgrzymki z użyciem najniebezpieczniejszego oręża, czyli słowa, wspaniale zrekompensowała absencję lokalsów.
    Nie licząc pomysłodawcy i głównego organizatora Valsera, który przybył ze Szwajcarii, byli też goście z Luksemburga, Niemiec, Czech, a także z różnych stron Polski, m. in. z Gdańska, Wrocławia, Opola, Warszawy, Krakowa i z pewnością wielu innych miejscowości.
    Kameralność imprezy pozwalała na długie rozmowy w „kuluarach”, wzajemne poznawanie się czytelników i komentatorów, a co za tym idzie: zacieśnianie więzi, zwłaszcza że wielu gości przyjechało z rodzinami. Atmosfera też była niemal rodzinna, pomijając jakiegoś obrońcę  tytułu „profesorskiego” dla nieboszczyka Bartoszewskiego.
    Prelekcje niezwykle interesujące i uzbrajające w oręż mocnych argumentów wobec obowiązującej ciągle, ale już coraz słabszej i chwiejącej się pod ostrzałem takich pocisków, oficjalnej narracji historycznej.
    Wszystkich znanych powszechnie, choćby z youtuba, prelegentów moim skromnym zdaniem zakasował jednak swoim entuzjazmem i osobistym zaangażowaniem bradzo młody ks. dr Sławomir Kęszka, który przedstawiając postać i dzieło ks. Blizińskiego, mówiąc kolokwialnie: skradł innym show. Słuchając go czuło się niemal żywą obecność śp. liskowskiego proboszcza i jego niesamowitego dzieła. Nie tylko przed oczami, ale także w sercach słuchaczy. Dzielnie mu sekundował współczesny następca na probostwie w Liskowie, ks. Andrzej Klimek, który objąwszy niedawno tamtejszą parafię, próbuje odradzać spuściznę ks. Blizińskiego po spustoszeniach komunizmu. Także w ludzkich umysłach, odwykłych od poczucia wspólnoty i współdziałania. Miejmy nadzieję, że Pan Bóg wspomoże w tak zbożnym dziele…
    O nagrodach Rozetty moi poprzednicy już napisali, ja zaś dodam co nieco o wystawcach.
    Oczywiście największe i z najbogatszą ofertą było stoisko Kliniki Języka, gdzie też najliczniej gromadzili się czytelnicy i fani Coryllusa oraz Toyaha. Tam też nieustannie kłębił się tłum nabywców, czytelników i fanów. Zostawię któremuś z nich możliwość podzielenia się wrażeniami, a sama zajmę się innymi ciekawymi stoiskami…
    I tak, na lewo od Kliniki Języka, można było spotkać p. Agnieszkę Słodkowską, której obrazy i pocztówki znają wszyscy goście księgarni Coryllusa. Tym razem miłośnicy jej twórczości malarskiej mogli kupić piękny kalendarz na rok 2018, ze wspaniałymi reprodukcjami pejzaży artsystki. Cudo wydawnicze, a do tego możliwość przemiłej rozmowy z piękną Autorką.
    Towarzyszył jej szogun;-) Hubert Czajkowski, który sprzedwał m. in. obydwa tomy swoich komiksów o walce z pogaństwem, ilustrując je na poczekaniu dla chętnych klientów rysunkami wybranych bohaterów. Zupełnie gratis!
    Na prawo „od Coryllusa”, na stoisku, prowadzonym m. in. przez p. Wojciecha, brata Valsera, czyli Piotra Szeligowskiego, wabiły fanów imprezy koszulki i kubki z logo targów, a także zapowiadana już przez Gabriela książka o objawieniach w Gietrzwałdzie, opisanych przez niemieckiego księdza, Hipplera.
    Nie zabrakło też stoiska „liskowskiego”, gdzie można było porozmawiać z obecnym proboszczem z Liskowa, ks. Andrzejem Klimkiem i kupić pierwsze wydanie biografii ks. Blizińskiego, prafialny, samofinansujący się (sic!),  bardzo ciekawy dwutygodnik, oraz wiele numerów znanego również z księgarni Coryllusa kwartalnika Okno wiary. Nie mówiąc o innych ciekawych wydawnictwach.
    Wśród wydawców książek wyróżniało się z daleka „asortymentem” stoisko p. Krzysztofa Piechockiego z Częstochowy, wspaniałego rozmówcy ze szlagońskimi wąsami, znawcy i miłośnika dawnych grafik, ale przede wszystkim mistrza ich eksponowania poprzez niezwykłą, dobraną do treści, epoki i oczywiście kolorystyki, oprawę. Nie ukrywam, że uległam urokowi jego sztuki i przywiozłam do domu Matkę Boską Częstochowską w szafirowym passe – partout i stosownej ramie, tudzież Stefana Batorego, którego królewski majestat podkreśla tym razem ciemnozielony kolor tła. A wszystko to można poznać pod skromną nazwą firmy: Sztuka cięcia. Oprawa obrazów.
    Stoisk było oczywiście więcej, ale te opisuję, bo tam spauperyzowałam moją rodiznę, nad czym wcale nie ubolewam.
    A na koniec o tym, kto się „na zakupy” do Bytomia wybrał (i kto się dał rozpoznać), w porządku alfabetycznym:
    Ainolatak, A-Tem, Betacool, Krzysztof Laskowski (Sauelios), Kuldahrus, Magazynier, Parasol(nikow), Stalagmit, Tropiciel. Nie licząc tych, co byli „służbowo”, zapowiedziani dawno na stronie Rozetty, czyli Coryllus, Panthera, Toyah i oczywiście Valser. Jeśli o kimś zapomniałam, proszę o wybaczenie.
    Był też, o czym wiem z komentarza na blogu Gabriela, Tadman, ale choć Tropiciela wytropił, to sam się nie zdemaskował;-(((. Z jakiegoś powodu postanowił zachować incognito. Nieładnie, Tadmanie!
    Acha. Jeszcze jedno: targi wcale nie zakończyły się dyskusją blogerów. Zakończył je bowiem występ solowy Saueliosa, który dawał próbkę możliwości głosowych przy zastosowaniu opisywanej przez siebie niedawno techniki „nieruchomej przepony”, czy jakoś tak (Krzysiu, jeśli coś pokręciłam, to przepraszam). A największym zaskoczeniem (pozytywnym, oczywiście) był Kuldahrus! Ale więcej nie zdradzę, niech sam się pochwali, jeśli zechce;-)
    Kończę, bo zaraz znów ktoś zadzwoni, albo przyjdzie z wizytą (co za dzień!) i upłynie kolejna godzina, zanim uda mi się wrzucić ten tekst.

  39. No i wyszło chyba na to, że Tropiciel jest blondynką;-). Bo się teraz zorientował, że o tytule notki zapomniał i pewnie dlatego nie chciała się zapisać;-(((. Teraz, po uzupełnieniu, przeszła bez problemu

  40. Targi mają przede wszystkim przynosić dochód organizatorowi, w dalszej kolejności dochód wystawcom a nam radość zakupów i okazję do spotkań z autorami. W ubiegłym roku spędziłem na targach prawie dwa pełne dni. W tym roku chciałem poczynić duże zakupy, przygotowałem się finansowo i… wydałem tylko 125 zł (Dekret u Coryllusa, 2 x Objawienia w Gietrzwałdzie i Wall street a rewolucja bolszewicka). Najlepiej prezentowało się stoisko Kliniki Języka, dobrze Oficyna Rewasz ze swoją ofertą. Wystawców było po prostu bardzo mało. Dobrym przykładem, że coś nie zagrało było to, że dr Grzegorza Kucharczyka, który był prelegentem były w sprzedaży tylko 3 książki a przecież mogła to być okazja do sprzedaży. Nie wiem jaka była frekwencja w ciągu tych dwóch dni ale w moim odczuciu wejściówki były zbyt tanie a porównanie z rokiem ubiegłym wypada skromnie. Valser i Gabriel będą wiedzieli co zrobić aby w przyszłym roku odpalić targi z większym sukcesem.

  41. O, moj Boze…

    … nie poznalam  Valser’ka… pardon.

    Widzialam kilka razy na filmikach z zeszlego roku tylko migawki z Valser’em. Nie moglam pokojarzyc… bo zdawalo misie, ze mial na filmikach dluzsze wlosy, no i zdaje mi sie, ze chyba ciutke zeszczuplal, no i… w glowie mialam wyobrazenie ze – mistrz Europy, karateka, „kawalek” faceta… a tu taki mily glos… moze swoje tez zrobila „zmylka”, bo Valser siedzi i nie widac Go w calej okazalosci…

    … no ale ciesze sie strasznie, ze wreszcie zobaczylam cala „boza piateczke”  moich ulubionych autorow… jestem  ZACHWYCONA !!!

    Pani Jola Gancarz jako „Tropiciel”… dopiero z miesiac temu „odkrylam”, ze to kobieta… caly czas myslalam, ze to mezczyzna… no i Pani Krystyna Murat „Pink Panther’a” – rewelacja… Toyah – to Toyah… Krzysztof Osiejuk naprawde szczegolny bloger, do tego jeszcze z ta swoja fascynujaca wiedza muzyczna… Pan Gabriel, Valser…

    … po prostu jestem zachwycona… oczarowana… i tyle.

  42. Te targi… ubiegloroczne… to byl… jest… i bedzie ogromny sukces !!!

    Trzeba tylko ogromnej wytrwalosci, konsekwencji, systematycznosci… i MODLITWY, sukcesy nie rodza sie na kamieniu… i niezapominajmy, ze sytuacja ekonomiczna, zyciowa zdecydowanej wiekszosci z nas  sie pogarsza…

    … mamy  prawie caly aparat panstwowy… „nasza wadze”… ktorasmy sami sobie wybrali w sposob demokratyczny – o zgrozo – przeciwko sobie… jako obywatelom…

    … i to dopiero jest przykra konstatacja… i z nia musimy sie mierzyc kazdego dnia… ALE… nie jest zle !!!

  43. No! Takiego sprrawozdania oczekiwalam:)

    Wiedzialam, ze Coryllus zastosowal suspens, cierpliwie wiec postanowilam czekac na filmy, zeby bylo wypisz, wymaluj. Ale Twoja relacja jest super!

    Bardzo ucieszylam sie z tego fragmentu (czekam na film z prelekcji), bo jestem fanka ks.Blizinskiego:

    „zakasował jednak swoim entuzjazmem i osobistym zaangażowaniem bradzo młody ks. dr Sławomir Kęszka, który przedstawiając postać i dzieło ks. Blizińskiego, mówiąc kolokwialnie: skradł innym show. Słuchając go czuło się niemal żywą obecność śp. liskowskiego proboszcza i jego niesamowitego dzieła. Nie tylko przed oczami, ale także w sercach słuchaczy. Dzielnie mu sekundował współczesny następca na probostwie w Liskowie, ks. Andrzej Klimek, który objąwszy niedawno tamtejszą parafię, próbuje odradzać spuściznę ks. Blizińskiego po spustoszeniach komunizmu. Także w ludzkich umysłach, odwykłych od poczucia wspólnoty i współdziałania. Miejmy nadzieję, że Pan Bóg wspomoże w tak zbożnym dziele…”

  44. Ja z opisywanej przez Saueliosa techniki zapamietalam najbardziej obnizanie krtani, nawet proby stosowne poczynilam. Efekty byly zadziwiajace bo wychodzil mi glos typu kastrat. Do tej pory najbardziej spektakularnie wychodzily mi proby nasladowania Towarnickiej w piesni „Gory Baszanu”, a tu prosze – niejedno mozna osiagnac:))

    Czekam na objawienie Kuldahrusa, mialam kiedys intuicje (pewnie bledna), ze to osoba stanu duchownego.

  45. PinkPanther  jest super 🙂

  46. Trzeba przytrzymywać krtań mięśniami brzucha i pleców, nie można używać do tego mięśni szyi. Wtedy może wyjść dźwięk o niespodziewanej barwie i wysokości. Ważne, żeby ich wytwarzanie dokonywało się bez wysiłku i żeby przynajmniej jeden miał wyraźny metaliczny pobrzęk.

    Zakres możliwości wokalisty w technice appoggio chiaroscuro może mocno różnić się od standardowego głosu mówionego. Poza tym wygładzanie głosu zabiera sporo czasu.

  47. Ten ksiądz był niesamowity. Z jednej strony luz i ruchy showmena, a z drugiej strony poważny temat i przebijająca z każdego słowa fascynacja osobą ks. Blizińskiego. No i to mówienie do słuchaczy, a nie gdzieś w odległą przestrzeń… A poza tym pochodzi z Liskowa, jego dziadek i brat dziadka byli wychowankami liskowskiego proboszcza (ten drugi nawet z jego pomocą finansową skończył gimnazjum, z maturą), więc znał mnóstwo anegdot z zycia ks. Blizińskiego.

  48. Oczywiście wszystko pokręciłam i już mnie Krzysztof na blogowisku poprawił. Bo ja to laik muzyczny jestem, ale domowemu chórzyście info przekazałam.

  49. A co do Kuldahrusa, to nie ten kierunek poszukiwań. Raczej demograficzno – czasowy;-)

  50. No, więc ujawniam. Chodzi chyba o to, że mam mniej lat niż wszyscy sądzili 🙂  – rocznik ’92

  51. Przez wrodzoną delikatność nie powiem Ci co robiłem w 1992

  52. O, to zlapalibysmy nic porozumienia 🙂

  53. Co ty wiesz o 1992…  😉

  54. Długo, długo brałam Ciebie za faceta ze skóry i kości :))) Tak od miesiąca z hakiem straciłam rezon w temacie. Ale co ja się czepiam, Kossobor też na żeński nick nie wygląda. Pozdrawiam serdecznie. (Książka o Bereccim fascynująca.)

    Wszystkim PT Koleżankom i Kolegom dziękuję za relacje z Rozetty. Czekam bardzo na filmy!

  55. Ze zdumieniem przeczytałam,że Tropiciel to Jola Gancarz.No ale nie jestem zbyt bystra :0 Podobnie miałam z Pink Pantherą.

  56. Pyta metys indianina, co tam… – leci jak strzala, a ty?

    – wszystko sie miesza..

  57. Witam.

    ważna refleksyjna notka. Myślę że świetnie pan uchwycił potrzebę autorów (patrz zróżnicowanie oferty). Potrzeba też zaplanować własne niezależne kanały dystrybucji oparte na pojedynczym konkretnym człowieku (księgarnie prywatne, parafialne). Jeśli do tego będą kanały kontaktu (autor – czytelnik) to reszta jest kwestią jedynie determinacji. A tej nam chyba nie brakuje więc ja jestem dobrej myśli.

    Pozdrawiam

  58. Ale jakie to przyjemne niespodziewanki :))) – te kobitki, znaczy. No i ten Młody z 1992 roku!

  59. Nawet nie wiedziałem, że Andrzej taki show daje…

  60. Wypaliły i to jeszcze jak. Ci co nie przyszli niech żałują. Zyski finansowe to nie jedyne zyski pomnażane na tej Rozetcie. Jest natomiast szansa, że zyski niefinansowe w przyszłości przełożą się na zyski finansowe.

  61. No i ukatrupil mnie Coryllus, wiary nie do.   powroce z bagarzem dosc sporym..

  62. Ks. Klimek jest wielki. Chwała Panu.

  63. Augustynko, przeczytaj info na poczcie SN.

  64. KONT ZDROWOTNY

    Nie da sie przedobrzyc witaminki ce, fajny czad, bo jak za duzo jej jest to sie wywala sama. A co za tym idzie.. Hmm…. A to nie wita ce przypadkiem nie pozwala na tworzenie sie tlenu atomowego by niszczyc co niedobre? Pozwala, i pozwala bardzo ladnie (:

  65. Tropiciel  mowila glownie o ksiedzu wyglaszajacym prelekcje na temat ks.Blizinskiego,  czyli ksiedzu Slawomirze Kęszce.

    Ale, jak czytam, sekundowal mu obecny proboszcz Liskowa, wlasnie ksiadz Klimek, wiec zgadza sie.

  66. No to… jest Pan w wieku mojego siostrzenca.

  67. Tak sądziłem, bo właściwie to dlaczegóżby nie, ot

  68. proszę o info, może przez pocztę SN, gdzie i jak można nabyć 🙂

  69. namawiałem Valsera, żeby napisał książkę o sporcie.

    I o whisky.

  70. Nooo…

    … nic dziwnego, ze tam sie tak dzieje… z takimi kaplanami – chwala Panu.

  71. W Polsce od lat baby górą, bo jak się na tych pilotów Boeingów napatrzą, to z patriotycznego obowiązku zaczynają hodować te, no… brody.  Potem już żadne gender nam nie straszne:-).

    A tak poza tym dziękuję za uznanie od prawdziwej mistrzyni nie tylko pióra:-) Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się poznać osobiście. Przepraszam za zdawkowość, ale piszę że smartfona i muszę walczyć z tym głupim pudłem, żeby nie przejęło kontroli nad moim momentem.

  72. No i bezczel Android postawił na swoim i z komenta zrobił momenta!

  73. Drogi Tropicielu, widać iż nick przyjęłaś nie na darmo i wytropiłaś kto zacz z Tobą rozmawiał. Niniejszym wręczam Ci certyfikat zaświadczający, że Tropiciel to tropiciel. 🙂

  74. Nadzieja mnie wyręczyła i wyjaśniła, że w linkowanych filmikach jest proboszcz Lisowski, też jak widać talent medialny. Ale o ks. Blizińskim z takim zapałem mówił inny showmen w sutannie: ks. Sławomir Keszka.

  75. „PRZEMSZA PŁYNIE DO PAR(Y)ŻA”

  76. No bo przecież ci tzw. „poważni krytycy” są w pełni odpowiedzialni za stan tego, z czym ma dzisiaj kontakt tzw. masowy odbiorca. Są nie tylko odpowiedzialni, ale wprost winni bo pobierali pieniądze za tworzenie tła i dalej dostarczali pretekstu dla przepływu państwowych pieniędzy do wskazanych beztalenci, deprawatorów i zwykłych durni.

    Ja chadzam nienamiętnie po galeriach w których od ćwierć wieku nie widziałem  jako tako namalowanej czy rysowanej postaci ludzkiej, że o twarzy nie wspomnę. I to nie jest przypadek, że właśnie obrazowanie człowieka jest napiętnowane. To po prostu słoń w menażerii.

    „Kultura” ta utrzymywana przez państwo, zerwała się całkowicie i nieodwracalnie z łańcucha po 1989r. I to obecnie każdy jej przejaw dryfuje w kierunku obrzydliwości i jej zaprzeczenia aż do jej pospolitego braku.

    Ja oczywiście nie piję do wszystkich ale do tzw. „tryndu” Dobrowolskiego. A ten obecny jest znacznie bardziej niszczycielski, jadowity i wszechogarniający niestety, no i na pewno nie jest to jeszcze jego koniec. „psiakrew, cholera”

  77. Dzięki za egzegezę:-)

  78. Ksiądz Klimek napisał też  kilka książek, jedną (jakoś tak z księżycem w tytule) kupiłam u Ciebie kilka lat temu. Niestety nie widzę jej na półce, pewnie się pożyczyła.  Czytała mi się trochę tak, jak za dawnych, dawnych czasów Ania z Zielonego Wzgórza. Czasami ma się takie dziwne skojarzenia, bowiem bohaterem tej księżycowej jest kapłan.

  79. Nie wiem, czy certyfikat zasłużony, bo przyznaję bez bicia, że korzystałam z podpowiedzi Ainolatak : -)

  80. :))) Po stajniach też same baby z tymi, no… brodami 😉

    Zaraz tu machnę, swoim zwyczajem, anegdotę prawdziwą o „baby górą”: wyścigi na sopockim Hipodromie. Folbluty lecą. Dwa konie zrzuciły jeźdźców, reszta doleciała do mety, a te dwa latają naokoło po torze trawiastym jak oszalałe. Robią już trzecią rundę. Trawa daje końskim nogom energię + ich strach i spłoszenie zwierząt. Włażę więc na tor i natychmiast wyskakuje straż: nie wolno wchodzić na tor! W tym momencie lecą konie i strażnicy – rośli faceci w czarnych uniformach – szczupakami lądują sami z siebie, na szybkiego ochotnika,  w krzakach. Rozciągam ręce i głośno, acz spokojnie mruczę po końskiemu do szaleńca. Rozdygotany zwierz zatrzymuje się i podchodzi do mnie. Drżał mu każdy centymetr skóry, ślepia wybałuszone… Przytrzymuję za zerwane wodze, gładzę, uspokajam. W tym czasie druga Hanka, z jabłuszkiem w ręce, zatrzymuje drugiego narwańca. Straż wszystko ogląda zza krzaczorów, nie śmiąc wychynąć. Śmiałyśmy się potem, że Hanki górą 🙂

    Również mam nadzieję na osobiste spotkanie. Do zobaczenia zatem 🙂

  81. No to ja jeszcze jednego momenta, znaczy komenta machnę: jak wszyscy pamiętamy, Kopernik była kobietą. Się sprawdza! Tropiciel jest kobietą ;)))

  82. To jest jak relacja z meczu rugby. Nie jest dobrze, ale nie beznadziejnie.

  83. Tak właśnie jest. Co do joty. To wyjątkowe łajdactwo, bowiem tyczy bardzo delikatnych, ludzkich spraw, aspirowania człowieka do spraw wyższych. Krytycy, pilnie nadsłuchujący zadanych tryndów – aktualnie: degradacja człowieka, anihilacja jego dążenia do prawdy, dobra i piękna, zamienienie świata w mierzwę przy pomocy „sztuki”, a za tym idzie zamienienie ludzi w bydło – pełnią bardzo ważną rolę w psuciu naszej rzeczywistości.

  84. Polska jest tradycyjnie, od kilku wieków, matriarchatem. Ale dlaczego hippiką zajmują się w 80% kobiety nie ośmielę się rozważać.

  85. Bo to zaspokaja ich instynkt bezwzględnego panowania…

    Teraz na poważnie- mamy budować strzelnice i organizować kółka strzeleckie.I dobrze.” Daj Boże mieć dobrą broń i nigdy jej nie użyć”

  86. @Wojtek Szeligowski @valser
    w sprawie koszulek
    proszę o info, może przez pocztę SN, gdzie i jak można nabyć 🙂

  87. >Polska jest tradycyjnie, od kilku wieków, matriarchatem.

    Ja z tym walczę od dzieciństwa. Większych sukcesów w mojej mikro skali w tym nie mam. Te najbardziej harde z mojego dzieciństwa to sam Pan Bóg złamał i są teraz prawie całkiem inne.

    PS. Oczywiście nie mam nic przeciwko mojej i naszej Królowej.

  88. Wspaniała impreza, gratuluję organizatorom. Gdyby nie sianokosy…

  89. Jak to mówią o tych hardych, „to przechodzi po pierwszym dziecku”.

  90. Jak zobaczysz faceta dżokeja stojącego na ziemi to zrozumiesz. 🙂

  91. Nie – miały już wtedy po kilkoro Dzieci.

  92. I chwała Im za to. Może dlatego za to co innego robiły Pan Bóg ich nie złamał do końca.

  93. W sieci znalazłem co takiego:

    Jeśli potrzebujemy broni do samoobrony, to nie trzeba do tego żadnych pozwoleń. Zgodnie z ustawą , broń wyprodukowana przed 1885 rokiem w tym jej repliki, można posiadać bez żadnego zezwolenia. Art. 7 ust.4 ustawy wymienia broń historyczną na którą nie trzeba pozwolenia , zaś w art.3 ust.1 pkt 8 mamy definicję broni historycznej : broń historyczna – broń palną wytworzoną nie później niż w 1885 roku oraz funkcjonalne repliki i kopie takiej broni;
    Jedni polecają rewolwery bębenkowe, czyli po załadowaniu i nałożeniu kapiszonów ( broń naładowaną można przenosić dbając tylko o to by proch i kapiszony nie zamokły) , można wystrzelić sześć razy , kciukiem odciągamy kurek , wskazującym naciskamy spust. Zatem wydając od kilkuset do kilku tysięcy złotych, możemy mieć legalną broń do samoobrony.
    Drudzy model Colt Walker, jedyne 40 cm długości i 2,kg wagi, repliki w cenie od 400 usd.

  94. Co więcej ,proch i kule można sobie zrobić samemu,kłopot tylko to kapiszony.

  95. To ma bardzo złożone przyczyny, choćby notoryczne wybijanie kolejnych pokoleń mężczyzn. Ale myślę, że u podstawy leży praslowianski kult płodności wzmocniony i uracjonalniony kultem NMP.  W każdym razie rola kobiety/matrony zawsze była u nas szczególną.

  96. Ale w ujezdzeniu, czy powozeniu nie jest to już w kwestia kluczowa. Ja raczej dopatruję sie przyczyn w upadku roli konia jako srodka transportu i broni.

  97. >praslowianski kult płodności

    Jednym z powodów przyczyny-słabości mężczyzn to powszechny brak rozeznania w sprawach ważnych i nie przestrzeganie Dekalogu u mężczyzn.

    Prasłowiańskość do problemów w jakich tkwimy z resztą Narodu to taka zabawka wiesz?

  98. Dziękuję,Rozalio,za wiadomość na SN.Trochę trudno się czyta A-Tema,może dlatego,że jego językiem codziennym od lat jest niemiecki.Ale  to co,wyczytałam wystarczyło,żeby zrozumieć,ze Vigantolette Twojej mamy i Vigantol w kroplach, który daję synkowi jest psu na budę 🙂 Pamiętam,że jako niemowlak dostawał wit. D3 razem z wit.K.W dodatku ten nieszczęsny Vigantol ponoć jako jedyny jest na receptę z refundacją.Vit D3 innych producentów mogę sobie kupić bez recepty ale i za wyższą cenę.Szukam też w myślach argumentów,żeby przekonać moją rodzinna do wystawienia recepty na płyn Lugola.

  99. Praslowianskosc jest w nas, na nią implantowano chrześcijaństwo, stąd ma ono u nas taki, a nie inny koloryt. Nasza plemienność, matriarchalizm, przywiązanie do ziemi to są wszystko relikty pierwotnej kultury tych ziem. Nie tylko my to mamy, całe terytorium dawnej RP, a i Niemcy, przynajmniej do Łaby, także. Ale już nie Czesi. Tyle, że to właśnie są relikty, próby hodowania dziczki z tego wyrosłej są bezsensowne, bo jest to cywilizacja nie tylko prymitywna, ale dawno już martwa.

  100. No prosze…

    … jak sie pieknie zlozylo.  Adrian, znaczy siostrzeniec w sierpniu skonczy 25 lat.  Wiem, ze troche podczytuje kwartalniki SN… ale jak wroce do Polski to go „ostro” wezme w obroty i cale kuzynostwo „malolatow”. 😉

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.