sierpień 232021
 

Wczoraj w telewizji go widziałem, a nie była to najgorsze, co udało mi się tam zobaczyć. Rapujący ksiądz wystąpił w programie Ryszarda Makowskiego, znanego prawicowego muzyka, który sercem i duszą poparł PiS i dlatego teraz ma wypuszczony w dzierżawę program telewizyjny, do którego zaprasza kogo chce. No i był ten ksiądz, a ja oglądałem go w towarzystwie córki, która powiedziała, że jeśli cokolwiek przyciągnęłoby jej rówieśników do Kościoła to właśnie ktoś taki. Po tych słowach zaczęliśmy oboje szydzić z biednego księdza, który miotał się po scenie i rapował – w lewo, w prawo, którą pójdziesz ścieżką…!? Wszyscy rozumiemy co to jest – wyraz absolutnej bezradności wobec wyzwań tego świata i wyraz absolutnego niezrozumienia kwestii jakie ten świat stawia przed człowiekiem. Jest to także próba kokieteryjnego bardzo oswojenia wszystkich strachów, które czekają na duchownych i ludzi Kościoła. Oni zaś próbują sobie z nimi radzić tańcem i piosenką. To jest katastrofa, której skutków nie chcę bardzo oglądać, ale obawiam się, że wszystko ułoży się tak, że będę jednak musiał. Jeśli zaś chodzi o zachowania kokieteryjne, jest taka scena w jednym z kolejnych odcinków filmu „Alien”, kiedy potwór urodził już, poprzez połączenie z komórkami człowieka, jakiegoś takiego mutanta, który patrzy prawie po ludzku. I jeden z naukowców obecnych na statku, oszalały z przerażenia, próbuje coś do tego stworu zagadywać, a tamten odgryza mu głowę. Tu będzie tak samo. Tyle, że rapujący ksiądz jeszcze tego nie wie, ale uważa, że najpoważniejsze doświadczenie życiowe, jakie go spotkało, to była praca na oddziale z chorymi na raka. Ja wiem, że to trudne, ale równie trudne jest dziś znalezienie wśród celebrytów kogoś, kto jeszcze nie był na oddziale onkologicznym, wliczając w to oddziały dziecięce, i nie ma przymusu opowiadania jakie to straszliwe wrażenie na nim wywarło. Powiem oględnie – nie jest dobrze kiedy człowiek sam prowokuje potwora, bo mu się wydaje, że tamten mądrze patrzy.

Prócz rapującego księdza były jeszcze festiwale piosenki. Klikałem po kolei na wszystkie trzy. Jeden był to jakiś wakacyjny festiwal z dwójką, który zjechał do Chełma, drugi to cygańsko-słowiański bal, a trzeci przeznaczony był dla ekologów. Zacznę od tego trzeciego. Ktoś najwidoczniej uznał, że do zorganizowania koncertu nie potrzeba już ludzi, którzy potrafią grać i śpiewać, nie potrzeba także dźwiękowców. Wystarczą pieniądze, playback i ludzie, którzy imitują wydawanie dźwięków. Żeby wszystko spełniało standardy, muszą oni tylko robić takie miny, jakby coś głęboko przeżywali. Chodzi o krzywienie ust i mrużenie oczu, tak by publiczność była przekonana, że oto widzi jakąś ekspresję wywołaną głębokim przeżyciem muzyki płynącej z instrumentu obsługiwanego przez samego wykonawcę. Jest to oczywiście gówno prawda. Najśmieszniejsze jest to, że wśród wykonawców był facet, co grał w filmie „Exterminator”, bardzo śmiesznym uważam, a występował tam w roli muzyka, który musi zbeszcześcić swoje młodzieńcze ideały i grać chałtury. W filmie przeżywa to bardzo. Na żywo nic nie było po nim widać. Wyszedł, playback zagrał, on zrobił twarzową ekspresję i gotowe. Można iść do kasy. Potem byli jacyś ludzie, którzy już nic, ale to nic nie potrafili. Nawet ubrać się na festiwal nie potrafili. Dziewczyna wystąpiła w niebieskiej, załamującej się i twardej jak tektura sukienczynie, a chłopak w jakiejś marynarce z folii. Koleś z basem też w czymś wystąpił, ale nie pamiętam z czym. O czym śpiewali nie sposób stwierdzić bo ekspresja twarzy zasłaniała wszystko. Od razu przypomniał mi się Marek Grechuta, który wykonując swoje piosenki stał sztywny jak kołek i ani jeden mięsień nie drgnął na jego twarzy. Coś niepojętego.

Festiwal cygański był jakąś powtórką, albowiem wystąpiła tam sławna Izabela Skrybant z Tercetu Egzotycznego, która już od dawna przecież nie żyje. Ja przeżyłem wstrząs, albowiem wiara w to, że Cyganie mają wrodzony dryg do muzyki i tańca, a także ładnie śpiewają, tkwiąca głęboko w moim sercu, została złamana raz na zawsze. Byli trochę lepsi od ekologów, ale ze sceny wiało nędzą tak straszną, że można by tym było zabić wszystkie kosmiczne stwory. Publiczność jednak bawiła się bardzo dobrze, albowiem w tego rodzaju propagandzie, a jest to propaganda, chodzi o penetrację płytką. Inna nie jest potrzebna. Głębokimi penetracjami dusz zajmowali się towarzysze z baletu „Bolszoj” i podobnych organizacji, których członkowie ćwiczyli długie miesiące zanim w ogóle pozwolono im wejść na scenę.

Festiwal z Chełma plasował się najwyżej w tym układzie, ale tylko dlatego, że sprzęt był wypożyczony z telewizji. Wykonawcy bowiem, gdyby pozostawić ich samym sobie, zabrać Norbiego i tę jego laskę od konferansjerki, pozabijaliby się o siebie nawzajem, tak intensywnie przeżywali wykonywane przez playback utwory.

Na koniec odniosę się do tekstu Bożeny, który się tu pojawił wczoraj niespodziewanie. Otóż z tymi booktuberami i katolickimi naganiaczami promującymi wartości z uduchowioną miną, jest dokładnie tak samo, jak z wykonawcami występującymi na omówionych festiwalach. Oni mówią z playbacku. Nie mają własnego tekstu, ale tekst ze scenariusza. Ich zadaniem zaś jest przekonanie wszystkich, że nie ma żadnych potworów, a jeśli komuś się zdaje, że są, to muszą tego człowieka przekonać, że one bardzo mądrze patrzą i można z nimi negocjować, jeśli oczywiście wykażemy zrozumienie dla ich potrzeb i zamierzeń. Ludzie ci mają też pilnować, by dyskusja publiczna, która musi się toczyć, by zachować pozory pluralizmu, nie przekroczyła określonych granic. I Samołyk to wie. O jego nieautentyczności świadczy to właśnie, że poddał pod głosowanie pomysł zapraszania gości. Przecież nie jest idiotą, prawda? Wiedział kogo ci ludzie wymienią. Wyobraźmy sobie, że ja słucham dobrych rad, których mi udzielacie i zapraszam na konferencje osoby, które wy chcecie tam widzieć. No co by to było przecież. Dajcie spokój.

Żeby dyskusja o Kościele była prawdziwa, nie może się toczyć wokół problemów wiernych, jak to się zdaje rapującym księżom, ale wokół problemów Kościoła i tego, co niektórzy nazywają soft power. Najważniejszym według mnie elementem tego obszaru są historie świętych. Jeśli je porzucimy, zlekceważymy, odłożymy na bok, żeby porozmawiać o problemach szesnastoletnich onanistów, będzie po nas. No, ale do tego, by było „po nas” służą tacy ludzie jak Samołyk. Im bardziej się zapierają, że nie, im bardziej są autentyczni, wrażliwi i im większa ekspresja maluje się na ich twarzach, tym bardziej się demaskują. Całe szczęście, większość świętych Kościoła, to byli ludzie żyjący na pustkowiu, w oddaleniu od zgiełku świata i ludzkich osad. I do do nich przychodzili wierni, a nie na odwrót. Oni nikogo nie szukali i nikogo do niczego nie musieli przekonywać. Dobrze by było, gdybyśmy ich sobie przypomnieli, odkładając na bok ekspresję sceniczną biskupa Rysia i innych duchownych oraz świeckich, którzy próbują zainteresować swoimi występami ludzi normalnie korzystających z oferty zespołów cygańskich. Ja na początek proponuję św. Idziego.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  32 komentarze do “Widziałem rapującego księdza”

  1. Świetny tekst! Dziękuję.

  2. Dzień dobry. Znowu jak bumerang wraca ten arcyważny temat i to przy poniedziałku, kiedy człowiek ma jeszcze w uszach wczorajszą Liturgię Słowa. Ja o tym myślę cały czas, nie doszedłem bowiem do jakiejś konkluzji. I wczoraj, słuchając kazania, i dzisiaj – czytając dzisiejszy tekst przyszła mi myśl taka: Czasy są teraz takie, że pozycja i sytuacja Kościoła Katolickiego jest znowu jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. I takich tez teraz trzebaby duchownych. Kłopot w tym, że kadra pochodzi jeszcze z innych, lepszych czasów. A takie przyciągają do każdej organizacji raczej konformistów niż bojowników. Ci jednak, po dołączeniu do orszaku sług bożych orientują się, że nie jest tak, jak myśleli, że będzie. I było jeszcze o apostazji, podobno coraz częstszej podobno. Ja w żaden sposób nie jestem kimś, kto mógłby Hierarchii coś radzić. Ja zresztą apostazji nie dokonam. Ale myślę, że Ci biedni, pogubieni ludzie którzy to czynią mogliby zostać, gdyby dostrzegli u swoich Pasterzy chociaż cień odwagi do zmierzenia się z obsługą współczesnego Colosseum, które na nich już czeka. Rapowaniem tego się nie osiągnie.

  3. Myślę, że sytuacja Kościoła jest taka sama jak zawsze, czyli trudna. I nie ma doprawdy sensu ekscytować się tym, że jest jak w pierwszych wiekach, albo, że jesteśmy jak żołnierze na wojnie, bo każdą nam nosić maski. To są fałszywe punkty odniesienia. Jak bardzo fałszywe przekonamy się już wkrótce

  4. jeden Markowski to duchowny a drugi Markowski to muzyk a jest i trzecia Patrycja też muzyk /muzyczka/ – może stąd ta jednak odważna  próba zastosowania rapu w modlitwie … jak rozumiem…

    big bitowe Msze w  Podkowie  Lesnej  były minęły jak sen jaki złoty  i nikt nie pamięta i chyba nie tęskni … no nie wiem

  5. – miałem na myśli, że brak mi nazywania rzeczy po imieniu. Nie trzeba być znawcą tych spraw, żeby widzieć jak intensywna jest teraz antykatolicka kampania prowadzona czynnie kub biernie przez wszystkich zgoła. Od postkomunistycznych szczujni aż po masońskie państwo. Czyż nie lepiej byłoby za Juzuem zapytać; komu chcecie służyć? Pogodzić bowiem pewnych rzeczy się nie da. A ja widzę głównie zapalanie Panu Bogu świeczki, a diabłu ogarka.

  6. wczoraj wyczytałam …/gdzieś tam…/, że wg słów jednego z hierarchów teraz mamy  w kościele coś jakby Wielki Piątek , ale obserwując historyczne zmagania kościoła z niesprzyjającym otoczeniem , wydaje mi się że ciągle jest czas jakby Wielkigo Piątku… może tak ma być, zmagania  za zmaganiami i kolejne

    Pamiętam jako podrastająca dziewczynka wrzask -zdrajca, zdrajca, zdrajca – na Księdza  Prymasa, podczas jego przejścia od kościoła Św Anny do Archikatedry, 15 – 20 minut ryku kilkudzieśięciu cywilów i ten jeden wyraz -zdrajca-

    no taki Wielki Piątek   i tysiąc innych takich samych bolesnych

  7. Język jakim się przemawia wiele zdradza. Jak się czyta Biblię, można dostrzec, że tam nikt nigdy nie mówi, że wierzy w Boga, bo to jest tak oczywiste jak oddychanie. Tam się mówi: wierzę Bogu… a współcześnie? Te wszystkie publiczne deklaracje… jako akty odwagi.

  8. No właśnie jak bronić sacrum gdy się rezygnuje z sacrum. To tak jak zmarły Raspail pisał w jednej z powieści, że do monarchii nie przekona ludzi potomek brylujący jako celebryta czy pracujący w banku.

  9. Młodych do kościoła przyciągną młodzi szczęśliwi w tym kościele. Młody ksiądz nie musi rapować, ma być autentycznie szczęśliwy. Starzy w kościele zostaną, bo gdzie pójdziemy Ty masz Panie słowa życia.

  10. Co szkodzi zrobić prokatolicką kampanię?

  11. Jasne i za chwilę wszyscy tu zginiemy, jak wołał Willie Lemur

  12. I oczekiwanie na słowne spostponowanie, co od razu podpada pod męczeństwo

  13. Na pewno nie. Pan Bóg podpowie jak

  14. Zasadniczo, to pytanie brzmiało – „[…] do kogóż pójdziemy?” (św. Jan Ewangelista). Liczy się nie zakątek tego świata lecz Osoba dająca (daje bo ma!) perspektywę Życia Wiecznego.

  15. I dają znakomitą okazję do wielokrotnego powielania  różnych bluźnierstw i szyderstw. A przodują w tym media prawicowe… mogą potem narzekać na znieczulicę katolików i ich bierność, a siebie ukazywać  jako niezmordowanych bojowników. Prawdziwe targowisko próżności.

  16. O którym prymasie mowa i w zw. z czym został obwołany zdrajcą?

  17. To ja wczoraj byłem na czwartym takim festiwalu, a były to dożynki wojewódzkie, a konkretnie msza św. w wykonaniu abp. Rysia właśnie. Piszę „w wykonaniu”, bo powiedzieć „koncelebrowana” byłoby zwykłym kłamstwem. Jak się komuś chce poszukać, to znajdzie na yt  albo fb. Chwilami miałem wrażenie, że brakuje tylko ubranego w jaskrawe szaty chórku czarnych dziewcząt o rozmiarze XXL i może paru białych kapturów KKK w ostatnich rzędach — taki to był gospel. Przy czym poziom muzyczny, niestety „z playbacku”, jak ładnie ujmuje to Gospodarz. Kazanie było równie protestanckie w treści, choć formą narzucało grzeszną myśl o tym, że kaznodzieja bywał w lepszych miejscach, głosił Słowo do  lepszej publiczności i boleśnie zdaje sobie z tego sprawę. Takie to mamy znaki czasu — tak odległe od starego rytu, jak to tylko osiągalne dla naszych pasterzy.

  18. hejtem obrzucony był prymas Wyszyński , po liście do biskupów niemieckich, a miało to miejsce  wieczorem w Święto Matki Boskiej Zielnej, wierni mogli być na Mszy dopiero po pracy.

    wyjaśniam że kilka lat wcześniej obowiązywał dowcip czym się różni Gomułka od kury, tym że kura znosi jaja a Gomułka święta i on zniósł święta kościelne Trzech Króli MBZielnej i jeszcze jakieś swięto /nie pamiętam/

  19. ciekawsze https:/ /www.youtube.com/watch?v=o_PGi_vx1hw

  20. Nie wiem, jak kupią, tyle, że z przesyłką jest kłopot

  21. Gdy codziennie widzę jak polskie dzieciaki a także i gros dorosłych ,, jarają się ” jakimś pajacem i jego TYLKO JEDNO W GŁOWIE MAM … KOKSU PIĘĆ GRAM ! albo jakąś plastikową kretynką z sex kamerki to już wolę rapującego Kapłana bo i tak nic lepszego mnie nie czeka w obecnych czasach…

  22. Z przesyłką nie ma problemu płace 1.5f ,czekam nie cały tydzień.

  23. Nie, serio… Ty to na poważnie?! To NA TYM polega RELIGIA? Szkoda, że nawet Chrystus, nie mówiąc już o Loyoli czy Św. Teresie nie miał o tym pojęcia! Czy może to się już zmieniło i teraz Katolicyzm wcale religią być nie musi, tylko… Czym właściwie? Tanią imitacją Cygańsko-Ekologicznego Zespołu Pieśni i Tańca im. powiedzmy ks. Tischnera?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.