październik 052014
 

Wczoraj była na naszej ulicy impreza – Pożegnanie lata, w związku z tym ja dziś nie mogę nic niestety napisać. Wrzucam więc fragment książki „Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech”, która ukaże się niebawem nakładem naszego wydawnictwa.

Prawie wszyscy wiedzą kim był Wilfried Michael Voynich. Znanym na rynku antykwarskim specjalistą od starodruków. Odkrywcą jednego z najsłynniejszych na świecie zabytków piśmiennictwa, tak zwanego Manuskryptu Voynicha. Dokument ten obrósł tysiącem legend i teorii, w mniej lub bardziej zasadny sposób próbujących wyjaśnić jego powstanie. Zapisany jest nieznanymi literami, które interpretowane są jako szyfr, sztuczny język albo język egzotyczny pochodzący z Azji. Ponieważ tekstu nie można w żaden sposób odczytać, próby interpretacji treści polegają na rozszyfrowywaniu znajdujących się na kartach księgi ilustracji. Te zaś przedstawiają rośliny, symbole astronomiczne i astrologiczne, nagie kobiety w dziwnych sytuacjach. Najpopularniejsze teorie dotyczące autorstwa manuskryptu przypisują je Rogerowi Baconowi, wizjonerowi, filozofowi, zakonnikowi franciszkańskiemu, człowiekowi, któremu przypisuje się także pierwsze w Europie eksperymenty z prochem strzelniczym. Księga miała być przywieziona do Pragi przez Johna Dee i tam sprzedana za 600 dukatów cesarzowi Rudolfowi. Nie wiemy jak znalazł się w bibliotece mało znanego alchemika nazwiskiem Georg Baresch, w każdym razie był tam kiedy w Rzymie w Collegio Romano ojciec jezuita Athanasius Kircher zaczął prowadzić badania nad pismem koptyjskim. Bezradny wobec tajemniczego pisma, które wypełniało manuskrypt alchemik wysłał najpierw próbki pisma do Kirchera, nie zdążył mu jednak sprzedać manuskryptu bo zmarł. Księga dostała się w ręce rektora praskiego uniwersytetu Jana Marka Marciego, a ten dopiero przekazał ją do Rzymu. I tak manuskrypt znalazł się w posiadaniu Jezuitów. Na potwierdzenie tego wszystkiego mamy niezbity dowód, oto niedawno badacz holenderski nazwiskiem René Zandbergen odnalazł list Barescha do Kirchera, w którym alchemik prosi jezuitę i zajęcie się dziwnym, nieznanym nikomu alfabetem.
Manuskrypt Voynicha jest bohaterem licznych książek sensacyjnych i fantastycznych, filmów i gier komputerowych. Zajmowali się nim już brytyjscy kryptolodzy, amerykańscy wojskowi i w ogóle wszyscy, którym zależało na tym, by dowiedzieć się co takiego napisane jest w tej dziwnej księdze. Michael Voynich kupił manuskrypt w roku 1912, w kolegium jezuickim mieszczącym się w Willi Mondragone pod Rzymem. Po raz pierwszy księgę pokazano w roku 1915 w Chicago, razem z innymi manuskryptami zakupionymi przez Voynicha od jezuitów. Niestety tylko on wzbudził zainteresowanie tłumów. Nie wiemy więc nic o pozostałych, a wobec dużej ilości sprzecznych i zawiłych teorii dotyczących tego zabytku obecność przy nim innych ksiąg, mogłaby być decydująca i pomóc w rozwiązaniu zagadki manuskryptu. Nie znamy także odpowiedzi na inne, ważne pytanie, nie wiemy dlaczego ojcowie jezuici sprzedali stare księgi akurat Voynichowi i ile on za nie zapłacił. To ważne albowiem daje dodatkowo informacje dotyczące intencji kontrahentów biorących udział w tej transakcji. Oczywiście, wszyscy wiemy, że istnieje teoria, według której manuskrypt Voynicha to po prostu mistyfikacja, oszustwo i hucpa. Nikt jej jednak nie chce przyjąć do wiadomości, bo sam fakt istnienia tej dziwnej księgi nakręca tyle różnych koniunktur, że demaskacja manuskryptu nie wchodzi w grę. Zbyt wielu autorów przestałoby zarabiać, zbyt wielu wydawców straciłoby sens życia, zbyt wielu szarlatanów zaś nadzieję na to, że udam im się przekonać czytelników do tego iż znaleźli klucz do manuskryptu. Dlatego właśnie manuskrypt pozostanie tym czym jest, częścią przebogatej popkultury, która karmi się właśnie takimi wydarzeniami jak cudowne odnalezienie tej księgi i niezliczone próby jej odcyfrowania.
My jednak nie możemy iść tą drogą, bo jest ona fałszywa z istoty, a dowiedzieć się o tym możemy studiując, a niechby i po łepkach, życiorys Michała Wojnicza. Kim był ten człowiek naprawdę? Zadaję to pytanie, nie mogę bowiem uwierzyć w jego bibliofilskie pasje. Odpowiedzi jest kilka. Najciekawsza według mnie odpowiedź brzmi: Michał Wojnicz, rodem z Litwy, był kolegą Ludwika Waryńskiego, działaczem organizacji terrorystycznych czynnych w Królestwie Polskim, na Litwie i w Cesarstwie Rosyjskim. Jak to – zawołają zdumieni poszukiwacze tajemnic – jak w takim razie zdołał zamienić się najpierw w brytyjskiego, a potem w amerykańskiego antykwariusza? I to jest dopiero zagadka, lepsza niż ten cały manuskrypt.
Będziemy teraz postępować tak, jak to zwykli czynić pisarze hermetyczni, którzy miast wykładać kawę na ławę podsuwają czytelnikowi różne zagadki do rozwiązania albo posługują się tekstami, których nie sposób rozszyfrować bez klucza lub wskazówek wtajemniczonego mistrza. Bądźcie jednak spokojni wy wszystko zrozumiecie w lot, w jednej sekundzie, chodzi o to jedynie, by dobrze się bawić przy lekturze i nie umrzeć z nudów. Zacznijmy od tekstów hermetycznych, tych powstało najwięcej w naszej epoce i nie dotyczą one bynajmniej astrologii, ale biografii sławnych rewolucjonistów. Weźmy więc na początek biografię kolegi Michała Wojnicza, Ludwika Waryńskiego, twórcy Wielkiego Proletariatu, napisaną przez Andrzeja Notkowskiego i sprawdźmy co tam jest napisane o naszym bohaterze. Oto fragment wiedzy, prawdziwie tajemnej:

W drugiej połowie sierpnia osądzonych w trybie administracyjnym zaczęto odwozić z Cytadeli do miejsc odbywania wyroków. Wobec zakwalifikowania do odrębnych grup oskarżonych i odrzucenia podania o ślub Waryński i Jentysówna zostali rozłączeni. Pozwolono im tylko pożegnać się, po czym Jentysównę wraz z innymi skierowano na zesłanie. Pięcioletni wyrok miała odbyć we wsi Tara w guberni tobolskiej na Syberii zachodniej. Waryńskiego nie zobaczyła już nigdy.

Po upuszczeniu Warszawy przez skazanych administracyjnie pozostali więźniowie przeniesieni zostali pod ostry nadzór na specjalnie odizolowany od reszty gmachu korytarz na pierwszym piętrze lewego skrzydła X Pawilonu. Cytadela została zaś otoczona wzmocnionym łańcuchem straży i patroli. Było to zabezpieczenie przed ucieczką pięciu więźniów, o której ktoś już doniósł władzom, mianowicie skazanych na śmierć Kunickiego, Bardowskiego, Janowicza, Ossowskiego i Pietrusińskiego. Przygotowania do ucieczki prowadzono już od czerwca 1885 roku, w porozumieniu z działającą na wolności grupą partii pod kierownictwem Marii Bohuszewiczówny. Nowy KC utrzymywał z więźniami stałą łączność. W obie strony krążyła potajemna korespondencja organizacyjna, wklejana w okładki książek dostarczanych więźniom przy widzeniach z krewnymi. Tą drogą Waryński, Kunicki i Janowicz uzgodnili z ówczesnym kierownictwem partii plan akcji. Jej realizację powierzono energicznemu działaczowi Proletariatu, prowizorowi aptekarskiemu Michałowi Wojniczowi. Zdobył on angielskie pilniki stalowe, które precyzyjnie przecinały nawet grubą kratę. Następnie zorganizował ich przemyt do X Pawilonu, gdzie trafiły w ręce sposobiących się do ucieczki więźniów. Poważnym osiągnięciem Wojnicza było załatwienie sobie stałego niemal wstępu na teren cytadeli. Wojnicz pochodził z Wileńszczyzny, z tych samych stron co Janowiczowie i znał całą ich rodzinę. W Warszawie przebywał zaś wtedy brat Ludwika Janowicza, Antoni, dymisjonowany oficer armii carskiej, z którym Wojnicz pozostawał w kontaktach towarzyskic. Ten z kolei znał dobrze komendanta X Pawilonu, podporucznika Fursę, jako że razem kończyli szkołę wojskową. Obaj nadal przyjaźnili się i wspólnie uczestniczyli w wieczorach karcianych i hulankach oficerów garnizonu warszawskiego. Za pośrednictwem Antoniego Janowicza Wojnicz poznał Fursę i często bywał na spotkaniach towarzyskich w mieszkaniu Fursy na Cytadeli, położonym w pobliżu X Pawilonu. Stanowić to miało istotny element powodzenia ucieczki proletariatczyków, wyznaczonej na połowę sierpnia. Plan akcji zakładał bowiem, że zagrożeni wyrokami śmierci więźniowie wieczorem przepiłują kraty okienne w swoich celach i wydostaną się na dziedziniec obok X Pawilonu, gdzie wymknąwszy się ze spotkania u podporucznika Fursy oczekiwać będzie Wojnicz, który miał doprowadzić ich skrycie pod mur forteczny. Tam natomiast, po zewnętrznej stronie obwarowań miała czuwać specjalna grupa członków partii,, uzbrojona w rewolwery i wyposażona w drabinę linową. Mieli oni na umówiony sygnał przerzucić drabinę przez mur i w ten sposób uciekinierzy wyszliby z Cytadeli. Dalej plan przewidywał natychmiastowe umieszczenie ich w uprzednio przygotowanym lokalu konspiracyjnym, a potem wysłanie za granicę. Cały ten ryzykowny, ale możliwy do wykonania zamiar pokrzyżowała jednak działalność tajnego agenta żandarmerii Piotra Pińskiego. Udało mu się nie tylko dostać w szeregi partii, ale także pozyskać zaufanie KC. Stąd też został poinformowany o projekcie ucieczki i nawet uczestniczył w jej organizacji. 13 sierpnia wieczorem doniósł o wszystkim podpułkownikowi Biełanowskiemu, który zaraz podjął środki zapobiegawcze. Wtedy uwięzieni proletariatczycy domyślili się, że żandarmeria wykryła przedsięwzięcie, i wobec braku szans jego przeprowadzenia dali znać towarzyszom na wolności, aby ci zaprzestali dalszych przygotowań.
Ciąg dalszy w książce, zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  28 komentarzy do “Wiedza prawdziwie tajemna”

  1. Tajni agenci w szeregach partii, cieszący się zaufaniem kierownictwa, zawsze stanowią źródło kaca i bez imprez typu pożegnanie lata 😉

  2. A u mnie grzybobranie…Grzyba niedostatek,susza,za to w części kulinarnej (gulasz z dziczyzny z rydzami,konkurs nalewek domowych oraz wypieków etc.) padło kilka ciekawostek : 1)tzw kiełbaski grillowe składają się głównie z suszonej serwatki,2) pieczywo supermarketowe jest z mrożonego ciasta z Chin,w 30% to preparowana pulpa drzewna 3)paróweczki supermarketowe są dla jaroszy,jako że mięsa tam prawie nie ma,tylko soja.No i sprytne wykorzystanie umami w produktach,by były smaczniejsze…no,postęp jednym słowem.

  3. Przekręty ze sprzedażą są mniejsze niż przekręty przy zakupach 😉

  4. tak jest, sprawdzajmy życiorysy, zadawajmy podchwytliwe pytania, nie wpuszczajmy byle kogo do domu, tylko przemyślane znajomości, jak w anegdocie o arystokracie, któremu na początku XX wieku zachwalano radio i wygłaszane w radio opinie, arystokrata zaś odpowiedział: nie mogę słuchać wypowiedzi osoby której nie znam.

  5. smaczne-tanie-zdrowe,zgodne z Codex Alimentarium.

  6. Widzę , że będę musiał kupić Misia i różę – ). Dobrze się zaczyna.

  7. a te pilniki, to pewnie od Mr. Q, był już bardzo stary, kiedy pracował dla Bonda.

  8. Oczywiście.

  9. predko, predko basn sie baje…

  10. Bardzo się cieszę na tę czeską basń . Fajnie , że napisałeś wreszcie 🙂

    Będzie na targach ?

  11. To ten Woynitsch to omnibus, zainteresowania wszechstronne, jak znał się na wszystkim, to na fałszowaniu pewnie też.Każdy etap ma swoich celebrytów, był taki czas że obwożono po świecie fałszywe monstra, była fałszywa Anastazja Romanowa, mógł być też antykwariusze z fałszywymi dziełami. tak mi to zalatuje tym procederem, własnie po przeczytaniu ostatniego numeru Szkoły Nawigatorów i artykułu o fałszowaniu Statutu Kaliskiego.

  12. Ciekawa historia, będzie co czytać!

  13. Coś zdumiewającego dzieje się u mnie z ksiązkami . Jest jakaś akcja : czytaj KRK … albo ,,czytam KRK ’ jakoś tak …

    Dla ludzi mających mobilne coś tam coś tam …. Mają po autobusach szukać jakiegoś kodu , skanowac go i wtedy przez miesiac będą mieć dostep do tekstów na razie chyba 10 ciu … powieści , na czytniku … Min Cherezińska << Korona śniegu i krwi << .

    Nie mam takiego urzadzenia , nie interesuje mnie to i nie rozumiem … To jest takie kilka w jednym . Kraków swiatowa stolica literatury , targi książki , festiwal conradowski ……… i jeździć komunikacja miejską zamiast autami – nie będzie korków , smogu …i kod do ksiazki mozna sobie znaleźc .

    To jest w internecie , cała lista dostępnych książek . Mają być potem dalsze.

    Paranoja promująca paranoję.

  14. Nie to jest promocja słabych autorów, którzy liczą, że w ten sposób zdobędą czytelnika. Do głowy im nie przyjdzie żeby przestać pisać.

  15. Kody QR – współczesne komórki czytają to przez kamerkę.
    Już od ponad 5 lat. Tak jest tekst, albo adres internetowy.

    Kod QR to taki wzorek czarnobiały, kwadratowy. Trochę jak wycinanka, tylko taki regularniejszy i badziej techniczny.

  16. Nie , nie przyjdzie . Siedzę w tramwaju z miesiąc temu . Obok mnie dwoje młodych rozmawia. Jada wyraźnie służbowo . Oboje specjaliści od sprzedawania urojeń… tak to nazywam . W drodze na koniec miasta dziewczyna odpytywała chłopaka z wiedzy zawodowej a potem tzw prywatna pozmowa : powiedz , co TAK NAPRAWDĘ chciałbyś w życiu robic ???? … no i co on chciał ????

    No oczywiście pisać……..

    Pod koniec nie wytrzymałam i sie właczyłam …..Trochę skontrowałam ich- ich własnym fachowym żargonem …. ale przeciez to bez znaczenia . Szkoda gadać.

    Już nawet nie chodzę do biblioteki z wizyta towarzyską… bo nie chce mi się z grzeczności brac czegos , polecanego mi od serca … przecież tego nie czytam .
    Czym innym sie zajmuje i to co kupują biblioteki jest takim dziadostwem … jakieś Nike itp ….musza to kupowac.

    Pytały mnie co ja czytam … oczy otwarły bo nie znają tego. I z żalem , ze im nie wolno kupic – choćby dla ciekawości ….Proponowałam kiedyś ze poprowadzę taka dyskusje srodowiska czytelniczego o kształtowaniu świadomosci przed czytane teksty … jakos to mądrze opakowałam … Ale przyznam sie , ze nie wróciłam do tematu . Wyobraziłam sobie te rozmowę. Bibliotekarki były zawiedzione , bo nie mają czym przyciągnmąc czytelników – a tu by ci co przychodza przynajmniej mieli cos odmiennego ….

    Ale mnie to przerasta – walka z takimi nagromadzonymi złogami głupoty – było by to społecznie – i odechciało mi się. I tak nie kupią potem nic z tego co bym poleciła.

    Nie wiem jak to się stało , że stworzyłeś rynek pewien . A właściwie wiem … robisz coś prawdziwego .
    Potykając się o przeszkody idziesz za tropem … I czytelnicy po Twoich śladach ….

    Jakoś to budzi we mnie uśmiech sympatii zawsze

    🙂

  17. Ja to wiem … z logistyki i magazynowania …..

    ale jako rzekł Linda do takiej jednej …. nie chce mi sie z tym czymś gadac …..

    czyli z ta ,, nowoczesnoscia ”

    🙂

  18. Kilka dni temu w bibliotece muzycznej pani bibliotekarka postanowiła kupić dwa tytuły, które potrzebne są mojemu dziecku do szkoły muzycznej. Bardzo mnie tym uszczęśliwiła, szczególnie, że sama na to wpadła. (Może dlatego, że tygodniami pytałam o brakujące tytuły?)

  19. a wszystko to przez Jarosława?

  20. Ma Pan rację.

  21. Mich-Nike zostaje w rodzinie.Zdaje się że za coś o błędach i wypaczeniach słusznej,wiecie,idei.

  22. w bibliotekach tzw sieciowych są nieformalne zakazy zakupu … jest tyler i tyle kasy …. lista zakupów obowiązkowych plus czytadła kobiece … bo to robi statystykę cxyutelnictwa ,.,, czyli skrzyżowanie literatury kobiecej typu Szwakja i inne … z jakąś prozą kryminalna skandynawską…. i koniec kasy ….

    gdyby nie obowiązek zakupu nagród … literacki nobel … wszystkie nominacje do nike i jeszcze kilka ….

    Nie tyko Maciejewskiego nie kupią … nic z tego co czxytam im się nie mieści . A bardzo by chciało … dla mnie osobiście , prywatnie … Nawet hurtownię mają wyznaczoną… Mogę jechac z nimi i w ich puli kupić sobie taniej co chcę sama za swoje ….ale taniej ….. tylko że z tej hurtowni NIC nie chcę … i tak to jest .

  23. typu Szwaja … sorry .. późno i zmęczona jestem .

    Dobranoc 🙂

  24. w takiej sytuacji, pewna chemiczka po ujocie odpowiadala: czytam tablice mendelejewa

  25. Ciekawe, czy coryllus chciałby być w bibliotece publicznej?

  26. To pewnie dlatego dawno w tej tzw.publicznej bibliotece nie byłam.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.