kwiecień 012021
 

Mało jest w literaturze światowej fragmentów tak trywialnych, oszukanych i pretensjonalnych, jak sławny niegdyś, bo dziś już dobrze zapomniany, fragment Braci Karamazow znany jako Wielki inkwizytor. Jest to jeszcze w dodatku fragment kokieteryjny i nieszczery. Kiedyś służył on do podnoszenia samooceny ambitnym studentom polonistyki, a dziś wydaje się nie mieć zastosowania i mało kto go pamięta. Jest to jednak fragment istotny, albowiem emocjonalnych schemat operacyjny, jaki skreślił Dostojewski, wykorzystuje się często współcześnie, jeśli ktoś chce zamarkować głębię przeżyć i autentyczność swoich poczynań. I taki właśnie numer, odwalili ostatnio Dominikanie, wraz ze swoim ulubionym pupilem Tomaszem Terlikowskim.

Oto powołano specjalną komisję, mającą ocenić postępki jednego z braci, który dwadzieścia lat temu dopuszczał się przemocy i molestowania członków i członkiń wspólnoty duszpasterstwa akademickiego we Wrocławiu. Przeczytałem stosowną informację i uśmiechnąłem się pogodnie do samego siebie. Mianowanie Terlikowskiego wielkim inkwizytorem, to jest pomysł przedni i moralnie głęboki. Następnym będzie mianowanie go kimś w rodzaju zastępcy Pana Jezusa. I nie myślcie, że ktokolwiek się tam cofnie, albo, że któremuś zadrży ręka.

Terlikowski ma być przewodniczącym komisji, która owe niecne postępki będzie oceniać.

Oto link do informacji https://wpolityce.pl/kosciol/545238-dominikanie-powolali-komisje-na-jej-czele-terlikowski

A tu słowa samego wielkiego inkwizytora Terlikowskiego:

To była trudna decyzja. Rola publicysty jest bardzo wygodna. Wygodnie jest komentować, krytykować, wiedzieć lepiej. Czasem jednak stają przed nami wyzwania, które wymagają wyjścia ze swojej roli, ze strefy komfortu. Tak jest tym razem.

Można się rozpłakać ze wzruszenia i popaść w głęboką zadumę, ale można też zareagować tak, jak Alosza u Dostojewskiego i wszystko wyszydzić. Alosza co prawda uczynił to, w fałszywej intencji, a Dostojewski poprzez jego szyderstwo, chciał podkreślić wagę wizji, jakiej doświadczył Iwan, ale co nas to wszystko obchodzi. Pisma wielkoruskich autorów, kwitujemy ziewnięciem, mamy swoje sprawy na głowie. Nie wiem co Wam przypomina ten fragment, ale mi kojarzy się on jednoznacznie z zapowiedziami premier literackich Remigiusza Mroza. To jest dokładnie ten sam format. Pełen moralnych wątpliwości i świadom osobistych deficytów, skromny, ale odważny człowiek, porywa się na rzecz niemożliwą, która może całkowicie odmienić jego życie. Może też, postawić go w sytuacji, z której niemożliwe będzie wyjście z twarzą. A przecież pamiętać musimy, że ma on rodzinę, która kocha nad życie. Co będzie? Jak potoczą się jego losy? Czy podoła zadaniu? Odpowiedzi na te pytania, znajdziecie już niebawem w nowym pakiecie Netflixa.

Na czym polega w istocie rola Terlikowskiego w tej komisji? To proste. Na całkowitym wybieleniu tego, co dzieje się u Dominikanów, a jeszcze przy tym na wystruganiu grubej, dębowej pały, którą będzie się później prało innych duchownych. – Patrzcie – powiedzą Dominikanie – oczyściliśmy się, a nasze oczyszczenia przypieczętował swoim stemplem niezależny publicysta katolicki, wielki inkwizytor Terlikowski. Teraz kolej na was. On też was oczyści, musicie tylko stanąć przed nim w pokorze, zzuć sandały i posypać głowy popiołem.

Dlaczego ja tak okrutnie szydzę z tej historii? Otóż dlatego, że ona się rozłazi w rękach już przy pierwszej próbie opisu, takiego zwykłego, składającego się z podstawowych faktów. Dlatego właśnie nie opisuje się jej, ale czyni z tej afery pewien symbol, który dotyczy całego Kościoła. A to nieprawda, on dotyczy tylko dominikanów i ich metod. Mamy oto gościa, który dwadzieścia lat temu, czyli w czasach kiedy Terlikowski i Górny byli już znanymi katolickimi publicystami, współpracującymi z wydawanym przez Janusza Palikota tygodnikiem Ozon, zajmował się zaczepianiem pełnoletnich osób w ramach duszpasterstwa akademickiego. Nie wiadomo co dokładnie robił, ale było to tak straszne, że nie można nad tym przejść do porządku dziennego. To ciekawe, bo nikt póki co nie zawiadomił prokuratora o popełnieniu przestępstwa. No, a chyba od tego należałoby zacząć. Zamiast dochodzić sprawiedliwości i szukać zadośćuczynienia w istniejącym systemie prawnym, który obejmuje przecież także duchownych, dominikanie tworzą system zastępczy, a na jego czele stawiają Terlikowskiego. Gdzie jest prokurator, pytam?

Jeśli ktoś miał odwagę, by przed władzami zakonu oskarżyć tego zboczeńca i psychopatę, to dlaczego nie zawiadomił policji i prokuratury. Może to zrobić jeszcze dzisiaj. Rozumiem, że uczynił to z troski o Kościół. Bo niby z jakiego innego powodu.

Podkreślę, że zarzuty dotyczą zachowania nagannego wobec ludzi dorosłych, których z oskarżonym nie łączył żaden stosunek podległości. To byli wolni, pełnoletni członkowie wspólnoty. Mogli, w czasie kiedy on coś im proponował, wyjść z sali, albo wręcz prasnąć go w łeb. Nie zrobili tego. Do kogo mają teraz pretensję?

Kolejna kwestia – co tak naprawdę próbują ukryć dominikanie, wystawiając na odstrzał jednego ze swoich? Może metody jakimi przez lata posługiwali się w czasie swojej pracy z wiernymi? Ja nie znam tych metod, bo od dominikanów trzymam się z daleka, ale – tak się tylko zastanawiam – nie mają może one wiele wspólnego z duchem chrześcijańskiej miłości, ale z jakimś innym duchem?

I jeszcze jedno – stoczyliśmy tu kilka krwawych bitew o Szustaka. Pan ten opowiadał publicznie jak to chadzał na dziwki, będąc już w zakonie, jakie przeżywał dylematy w związku ze swoim temperamentem i nie dającym się ukoić zainteresowaniem płcią przeciwną. On to wszystko mówił i to zostało mu nie dość, że wybaczone, to jeszcze potraktowano to, także tu u nas, jako fantastyczne narzędzie ewangelizacji i zachęcania młodych ludzi do tego, by się nawracali. Pytam więc – Szustaka nie postawicie przed komisją? Może by się znalazła jakaś, która by go oskarżyła o molestowanie? Pewnie nie. Cóż ja tam mogę wiedzieć, biedny frajer, Szustak jest poza wszelkimi oskarżeniami o molestowanie, bo on takie rzeczy wciąga nosem. Nie dość, że żadna mu nie odmówiła, to jeszcze wszystkie były zadowolone jak nie wiem co. O cóż go więc oskarżać? Co innego tamten niedojda, który roił sobie w tym swoim pustym łebku, jakieś fantazje i miał, jak się zdaje, zamiar wpływać na psychikę osób, które przychodziły doń, by zapoznał ich ze Słowem Bożym.

Tak, w mojej ocenie, sprawa ta przedstawia się na gruncie realnym. I nie rozumiem dlaczego nie można ujawnić szczegółów, które doprowadziły do postawienia tego całego Pawła przed komisją. Skoro można pisać o pedofilii Gulbinowicza, pijaństwie Głódzia i obsesjach innych hierarchów. O co chodzi w tym przypadku? No o to, że dominikanom, pardon, ktoś podpalił dupę i oni usiłują to zgasić, a na głównego strażaka wyznaczyli Terlikowskiego.

I teraz mam prośbę, jeśli Tomasz Terlikowski, jak to ma w zwyczaju, zechce podkreślić głębie swojego miłosierdzia wobec atakujących go osób, w tym wobec mnie. Jeśli weźmie przykład z Wielkiego Inkwizytora opisanego przez Dostojewskiego i, niczym Jezus, zamknięty przez tegoż inkwizytora w celi, zechce mnie kiedyś, przy przypadkowym spotkaniu, pocałować w usta, albo w coś, to niech się lepiej dobrze zastanowi, zanim to zrobi.

Na koniec garść refleksji ogólnych. Wszyscy zastanawiają się nad przyczynami kryzysu w Kościele. Oświadczam iż żadnego kryzysu w Kościele nie ma. Kryzys jest wyłącznie poza Kościołem i Terlikowski jest na to żywym dowodem. Defensywa w jakiej znajduje się Kościół spowodowana jest jednym właściwie zaniedbaniem. Treści ewangeliczne głoszone są wyłącznie w przestrzeni kościołów. Treści zaś Kościołowi i duchowieństwu wrogie, są głoszone wszędzie. Cały plac jest oddany za bezdurno. I nie mówcie mi, że są przecież katolickie pisma. To nie są żadne pisma, ale formaty publicystyczne służące wrogiej propagandzie. Z tego jednego zaniedbania, wypływa konsekwencja następująca – degeneruje się forma przekazu. Nie dacie rady mili księża przeciwstawić się złu, plotąc trzy po trzy w czasie homilii, a do tego adresując swoje komunikaty do najstarszych babin, z największymi ubytkami słuchu. Tamci mają przewagę miażdżącą. I nie wołajcie teraz na pomoc Matki Bożej, bo jeszcze przyjdzie i co wtedy? Kolejnym etapem, będzie propozycja następująca – albo zamykacie fanatyków w świątyniach i nie pokazujecie ich światu, a fanatycy to wszyscy ci, co mają jakieś anse do Terlikowskiego, albo wpuszczacie do tych świątyń transwestytów, którzy też są dziećmi bożymi. A nie dość tego, to są znacznie lepsze dzieci boże niż wy. I dlatego właśnie będą mogli otrzymywać święcenia i udzielać sakramentów.

To taki trochę żart, a trochę nie. Ileż ja razy słyszałem żart o żabie gotowanej na wolnym ogniu. I nigdy nie zauważyłem, by ktoś się tym przejął naprawdę.

  16 komentarzy do “Wielki inkwizytor Terlikowski”

  1. Panie Coryllusie, tekst fenomenalny.

  2. Dzień dobry. To fakt, te homilie to naprawdę czasem wystawiają na próbę… Nadzieja tylko w tym, że może kilku duchownych czytuje Pańskie teksty i dostrzega swój obowiązek pielęgnowania otrzymanego od Stwórcy talentu. Bo mamy taki obowiązek, prawda?

  3. Trzech na pewno czytuje, a jeden na pewno korzysta 🙂

  4. rzeczywiście prawie na co drugim przystanku stolicy można się natknąć na plakat prześmiewczy wobec kościoła katolickiego /kościółek drewniany odwrócony/ , a tak mi się przypomniało sprzed dwóch lat zdarzenie w Białymstoku, że nawet festyn przy kościele przeszkadzał, został ostrzelany przez straż ochraniającą marsz równości czyli idących ulicą i nie zaczepianych  przebierańców tęczowych.

    Uczestnicy kościelnego festynu zostali zaatakowani z ulicy, przez tęczową ochronę, no bo kto ma w kieszeni gumowe kule przecież nie tęczowy przebieraniec, tylko ochrona tego przebranego.

    A dwa lata później już był w całej Polsce wrzaskliwy wysyp tych co się rzucili na fasady Kościołów…

  5. Uwarzam ze nie ma Pan racji w tym aspekcie „Na czym polega w istocie rola Terlikowskiego w tej komisji? To proste. Na całkowitym wybieleniu tego, co dzieje się u Dominikanów, a jeszcze przy tym na wystruganiu grubej, dębowej pały, którą będzie się później prało innych duchownych. – Patrzcie – powiedzą Dominikanie – oczyściliśmy się, a nasze oczyszczenia przypieczętował swoim stemplem niezależny publicysta katolicki, wielki inkwizytor Terlikowski. Teraz kolej na was. On też was oczyści, musicie tylko stanąć przed nim w pokorze, zzuć sandały i posypać głowy popiołem.”. Mozna nie lubic Terlikowskiego czy nie zgadzac sie z jego pogladami, ale za nim stoi najwikszy autorytet zyjacy wsprod duchownych Ks. Isakowicz-Zaleski. Zdecydowanie trzeba oczysci Kosciol za pomoca lustracji, a tym samym oczysci sie z lawndowej Mafii. NIe kupuje zdania czesci ludzi, że „nigdy nie bylo ksiedza zboczecna, pedofilia, to wszystko masoneria, liberalne media, komuna wymyslilia” itp. Teraz juz niektorzy Lewacy twierdza, ze Terlikowsi chroni ksiezy i ukrywac bedzie pedofili. 

  6. jeden Wielki Inkwizytor a drugi Wielka Serbia – czekam na jakiegoś Wielkiego Chorwata co porządek zrobi, oby …. nie wywołał wojny

  7. a co to takiego „lawendowa mafia” ? Bo śmierdzi na kilometr Wyborczą i TVN

  8. Naprawdę myślałeś, że cię nie poznam? Niesamowity jesteś….

  9. Naiwnością (lub złą wolą) jest sądzić, że wśród konsekrowanych ludzi Kościoła nie ma takich, co nie ulegli pokusie. To byłoby równie głupie i nieuczciwe, co głębokie przekonanie, że w domu Bożym nie sposób po prostu zarazić się koronawirusem.

    Podobnie, naiwnością (lub kpiną z inteligencji interlokutorów) byłoby twierdzić, że wrogie Kościołowi grupy interesów nie próbowały wprowadzać doń swoich „śpiochów” czy wykorzystywać ekskluzywną i skrywaną wiedzę o Niebu obrzydłych sprośnych błędach kapłanów i zakonników. To z kolei byłoby równie uczciwe, jak nagłe „comingauty” 40-letnich mężczyzn, nagle ujawniających głębokie i niezagojone rany po przeżytym w wieku lat 17 molestowaniu przez kochającego inaczej proboszcza, który podstępnie nakłonił ich do wsadzenia rączki nieskalanej pod czarną sukienkę.

    To sprawy w zasadzie oczywiste dla każdego w miarę rozsądnego, w miarę uczciwego, nade wszystko zaś przytomnego człowieka, który przez dłuższą chwilę potrafi zapanować nad subiektywizmem swych uczuć społeczno-politycznych. Jednak, co już dla wielu mniej oczywiste, a jednak równie rozsądne, bo poparte obiektywnymi obserwacjami i zeznaniami świadków i samych zainteresowanych, jest założenie, że i w łonie Kościoła są różne rywalizujące frakcje i że niektóre z nich mogły uznać, że miast kulić się i grać na przeczekanie, warto potraktować obecny kryzys jako sposobność i nieco nim pozarządzać dla bardzo zbożnych celów (takich na przykład, jak uzyskanie partykularnej przewagi nad braćmi w zakonie, błądzącymi we mgle pychy, próżności i głupstwa).

    Sprawne zasię zarządzanie kryzysem wymaga kilku rzeczy, w tym wsparcia najemnych autorytetów, zdolnych obezwładnić moralnie przeciwników – nie drogą analizy argumentów, ale przez zastosowanie mechanizmu przeniesienia: skoro jestem uznanym w środowisku autorytetem, bo kiedyś w taki czy inny sposób dorobiłem się tego w środowiska tego opinii (lub uzyskałem to drogą kooptacji i nominacji), to usiłowanie podejmowania dyskusji z moimi obecnymi tezami jest nie tylko głęboko niesłuszne, ale wręcz niemoralne i oburzające. I po takim oburzeniu właśnie możemy ich łatwo rozpoznać.

    Mądry i przebiegły zarządzający kryzysem wie także doskonale, że prawdziwie istotną, choć chytrze skrywaną rolę takiego poręcznego autorytetu można opisać przysłowiem o kowalu i szczypcach. Najemne autorytety mają bowiem to do siebie, że czasem dość szybko się zużywają w ogniu walki i muszą być zastępowane świeżymi.

    Na koniec uwaga dla umysłów ścisłych: pojawianie się najbardziej nawet paskudnych występków w łonie hierarchii Kościoła to w zasadzie wyłącznie kwestia nieubłaganej statystyki: szansa, że w bogatym zbiorze zróżnicowanych elementów, zbiorze o złożonej hierarchii wewnętrznej, nie stwierdzi się dowolnego z obserwowanych w uogólnionym społeczeństwie wzorców zachowań, jest matematycznie pomijalna. CBDO

  10. autorytety zużyte i nie zużyte – dobre

  11. >zechce mnie kiedyś, przy przypadkowym spotkaniu, pocałować w usta, albo w coś…

    Dodałem do ilustracji strój ochronny na spotkanie z autorytetami moralnymi u dominikanów

  12. działo się to 20 lat temu … wszyscy z wymienionych byli dorośli i odpowiedzialni /dziennikarze i zakonnicy/ , no dobrze a kto działał na zdezawuowanie duchowieństwa … kto był wtedy u władzy, czy to była  walka o wyborcę i ośmieszanie tych tradycyjnych… no jakoś tak to wygląda, ciekawe kto wtedy państwem rządził…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.