Lis 142014
 

W czasach kiedy chodziłem do szkoły średniej podręczniki dla techników leśnych to był wydawniczy rarytas. Niewiele osób je posiadało na własność, tak więc większość czasu na godzinach lekcyjnych poświęcaliśmy na sporządzanie notatek, tak jak się to zwykle czyni na wykładach. Najgorzej było z podręcznikami do użytkowania lasu, tych nie było w ogóle, podobnie było z urządzaniem lasu. Był jeden podręcznik, którego recenzentem był nawet nasz nauczyciel od tego przedmiotu, ale on sam zabronił nam korzystania z tego podręcznika. Najlepiej było z biologią, bo podręczniki można było wypożyczyć od nauczyciela przedmiotu i starczało ich dla każdego ucznia, podobnie było z ochroną lasu. Potem podręczniki do ochrony pojawiły się normalnie na rynku. Z hodowlą zaś lasu było tak, że podręczniki się pożyczało od prowadzącego, ale nie starczało ich dla wszystkich. Ślęczeliśmy więc nad nimi na lekcji po trzech albo czterech. Były to najstarsze podręczniki do nauk leśnych, wydane zaraz po wojnie i znajdowały się tam rzeczy absolutnie kuriozalne, które dziś zapewne miałby jakąś wartość dokumentacyjną, byłby świadectwem epoki, ale nie wiem czy choć jeden podręcznik do hodowli lasu zachował się do czasów obecnych. Weźmy takie choćby informacje o przygotowaniu gleby pod nasadzenia. Dla niektórych gatunków glebę przygotowuje się w ten sposób, że trzeba zedrzeć motyką darń na kwadracie o boku jednego metra. Czyni się to w górach głównie, na gruncie kamienistym, tam gdzie nie da rady wjechać wielki, leśny pług. I to się w tym podręczniku nazywało „placówka Łysenki”. Chodzi o ten kawałek ziemi pozbawionej trawy. Były i inne śmieszne rzeczy, ale już o nich zapomniałem. Jedna jeszcze pozostała mi w pamięci, autor radził, by, kiedy nie ma w leśniczówce odpowiedniego sprzętu do koszenia trawy na polanach, albo ludzi do tego, zawrzeć z chłopami umowę, obiecując im w zamian za skoszenie trzcinnika sprzedaż tej trawy po niższej cenie. Pan profesor od hodowli lasu, którym był straszny Władek, stawiający pałę za nierozróżnianie nasion olszy czarnej od nasion olszy szarej, bardzo się wstydził tego podręcznika. Mimo iż był zatwardziałym, ideowym komunistą. No, ale był to jedyny podręcznik i nic się nie dało zrobić. Władek dyktował nam bardzo dużo tekstu na lekcjach, żebyśmy się uwolnili jakoś od tych idiotyzmów z książki i poznali trochę prawdy o lesie i pracy. Wielu ludzi przepisując jego słowa wyrobiło sobie rękę i oko. Nie wszyscy, ale kilku tak. Przepisywanie było także na biologii, strona po stronie, lity tekst, bez stenografii. To byli czasy….No, ale jaki to ma związek z zamykaniem blogosfery? Już wszystko tłumaczę. Okazało się, że w tym tygodniku, co go wczoraj omawialiśmy, obok tekstu Skwiecińskiego znajduje się tekst Jachowicza, ja go nie zauważyłem specjalnie, bo nie chciało mi się czytać co pisze Jachowicz, a też bałem się trochę, że on napisał tam coś strasznego i tak głupiego, jak te placówki Łysenki i będę musiał się do tego odnieść. Redaktor Jachowicz zaś nie wywołuje we mnie żadnych krwiożerczych instynktów, pamiętam go bowiem z czasów kiedy pracował w gazowni i był to jeden z najsympatyczniejszy ludzi snujących się po tamtejszych korytarzach. Jego praca nigdy nie miała w sobie cienia tego zadęcia i pychy, które cechowały tak zwanych publicystów, a to pewnie z tego względu, że Jachowicz jest po prostu prawdziwym dziennikarzem. On w przeciwieństwie do Skwiecińskiego napisał dużo tekstów dziennikarskich, wszyscy te teksty cenili i trudno było się do Jachowicza przyczepiać o cokolwiek, bo znał się na robocie. No, ale zadzwoniłem wczoraj do Toyaha, żeby jeszcze trochę pogadać o tym tekście Skwiecińskiego. I Toyah zwrócił mi uwagę na tekst Jachowicza, a ja na swoje nieszczęście go przeczytałem. Okazało się, że to jest także tekst o blogosferze. Konkretnie zaś o pewnym blogerze, który skończył ogrodniczą zawodówkę na Mokotowie, jego nauczyciel, dobry fachowiec, obiecał mu załatwić pracę w ogrodzie botanicznym, ale się nie udało. Potem ten nauczyciel poszedł pracować do prywatnego parku Gierka w Bieszczadach, a sam bohater tekstu Jachowicza nie mógł znaleźć roboty, ale w końcu jakiś znajomy kapuś załatwił mu pracę w blogosferze. No i on tam pracuje od siedmiu lat, pisze różne teksty pod kilkoma nickami i wkurza się na tych wstrętnych prawicowców, którzy wydają swoje gazety i do tego jeszcze uruchamiają portale internetowe. On tak nie może, jest anonimowy, słaby i nieszczęśliwy w swojej frustracji, ale jego zwierzchnik generał Dukaczewski postanowił, że na najbliższej odprawie da mu awans, czy tylko może pochwałę. Nie pamiętam dokładnie. Tak to mniej więcej leci i zostało zaplanowane jako tekst zabawny, do śmiechu.
Nie twierdzę, że to jest tekst na mój temat, ale odnoszę się doń, ponieważ w całej blogosferze ja jeden mam coś wspólnego z sadzonkami i drzewami. Nie piszę o tym za często, trzeba być więc dość uważnym czytelnikiem bloga, żeby się co do tego orientować. Nie wiem skąd się redaktorowi Jachowiczowi wziął pomysł na ten tekst, ale wiem, że nawet przy wielkiej wyobraźni, po zapoznaniu się z drogą jego kariery, trudno byłoby go nazwać prawicowcem. Nie wiem do czego redaktor Jachowicz aspiruje, ale przypuszczam, że usiłuje tym swoim tekstem jakoś skonsolidować środowisko, mam na myśli podupadające środowisko dziennikarzy nazywających siebie prawicowcami właśnie. Konsolidacja najłatwiej idzie w opozycji do jakiejś wyraźnej grupy, albo jeszcze lepiej do jednego człowieka, wtedy mamy gwarancję, że nie skończy się ona awanturą i stratami w ludziach oraz sprzęcie. Dawniej różni kokieteryjni publicyści pisali, że nienawidzą tłumu, logiki tłumu, tyranii tłumu i innych rzeczy dla tłumu charakterystycznych. Potem, kiedy człowiek się głębiej nad tym zastanowił okazywało się, że ten tak zwany tłum to jeden, góra dwóch facetów. I dziś mamy to samo. Jachowicz ze Skwiecińskim walczą z tłumem anonimowych blogerów, którzy przeszkadzają ich wydawcy zarabiać na reglamentowaniu treści w internecie. Ów tłum blogerów charakteryzuje się kompromitującymi ekstrawagancjami intelektualnymi oraz tym, że pokończył ogrodnicze zawodówki na Mokotowie. Przeciwko temu tłumowi wytacza się najcięższe działa i ogłasza się jego klęskę zanim jeszcze padł pierwszy strzał. Co to oznacza? To proste. Karnowscy będą musieli wkrótce zamknąć swój portal, bo kiedy wprowadzą opłaty za korzystanie, wszyscy ich zlekceważą. Jachowicz i Skwieciński będą więc musieli pisać do portalu Wpotylicę za darmo, albo portal zniknie. O nic więcej tu nie idzie. Uważam, że ta sytuacja to wielki triumf blogosfery. Ponadto sądzę jeszcze, że niebawem wszyscy tak zwani profesjonalni publicyści zostaną zmuszeni przez okoliczności lub po prostu przez zwierzchników do odpowiadania na komentarze pod ich tekstami. To jest jedyny sposób by ocalić ich pozycję, innego nie ma. Blogosfery nie da się zamknąć, nie można zlikwidować prywatnych blogów, a z tego co widać Igor Janke nie zamierza zamykać salonu. Czeka nas więc nowa epoka, epoka, w której Rafał Aleksander Ziemkiewicz zmuszony zostanie do grzecznych i układnych dyskusji z Amsternem. Już nie mogę się doczekać kiedy to się stanie. A stanie się na pewno, wczoraj bowiem pojawił się w salonie Paweł Sito, dziennikarz radiowy. Po co? Nikt nie wie. Po co popularnemu dziennikarzowi, słynnej trójki potrzebny jest blog? Po to, by mieć kontakt ze słuchaczami, by ich trochę pokokietować, trochę nagonić do słuchania tej stacji, żeby wyniki sprzedażowe były lepsze. Innego wytłumaczenia nie ma. Kłopot jednak w tym, że ludzie tacy jak Paweł Sito sądzą, że wystarczy wrzucić tekst i już, reszta zrobi się sama. Nie zrobi się, wielu już próbowało. Czekamy więc co się stanie. Na razie mainstream, po siedmiu latach istnienia salonu i naszej w nim aktywności zauważył, że jesteśmy. Zmusiliśmy ich do tego uporczywą pracą, owo zwrócenie uwagi zabarwione jest agresją, pogardą i lekceważeniem, ale to dobrze. To znakomicie rokuje na przyszłość.
Jeśli uważacie, że tylko prawa strona mediów zauważyła blogosferę, mylicie się. Taki oto komentarz wpisał ktoś wczoraj na mojej stronie www.coryllus.pl , pod tekstem „Czy należy bić pisarki”:

Drogi panie Coryllus alias damski bokser.
Trochę przypadkiem przeczytałem ten wpis i musze przyznać, że zostałem przez pana niejako wywołany do tablicy, ponieważ tak się zabawnie składa, jestem partnerem jednej z wymienionych tu bohaterek pana wpisu. Nie ukrywam zaskoczyła mnie pana prosta diagnoza, jak wpłynąć na kobiety prezentujące niezgodną z naszą wizję świata. Według pana należy im sprawić łomot. Ponieważ generalnie uważam, że bicie kobiet i dzieci jest zarezerowane dla takich śmieci jak pan, z chęcią zastosuję lansowaną przez pana metodę przy okazji naszego bezpośredniego spotkania. Skoro z takim zapałem zachęca pan do bicia kobiet, rozumiem że nie będzie miał nic przeciwko, gdy wyjaśnimy sobie słusznośc naszych racji bądź ich brak w bezpośrednim spotkaniu i przy użyciu pana metod?
Nie znam pana, nie wiem gdzie pan mieszka, ale może wybiera się pan z wizytą do Warszawy? Proszę tylko podać datę i miejsce pobytu. Jeżeli nie, trudno. Gotów jestem przyjechać we wskazane miejsce. Czy może pana zapał do stosowania przemocy ogranicza się tylko do bicia kobiet? Aha, gdyby Pan z jakichś niezrozumiałych powodów postanowił zignorować moją ofertę rozmowy, proszę sobie nie wyobrażać, że uznam sprawę za zamkniętą. Ktoś powinien panu dokładnie uzmysłowić konsekwencje lansowanych przez siebie pogladów i proponowanych rozwiązań. Mówiąc wprost, prędzej czy później się spotkamy panie gajowy, więc proponuję nie odwlekać tego w czasie.

Oczywiste jest, że człeczyna ów nie zajrzał na mój blog przypadkiem, ani trochę przypadkiem, jak pisze. On ten blog czyta stale, bo nazywa mnie gajowym, czyli jest czytelnikiem uważnym. Ponieważ ja w tym tekście o pisarkach wymieniłem z nazwiska jedynie Tokarczukową, Chutnik i Dehnela, wychodzi na to, że któraś z tych osób oraz jej otoczenie śledzą ten blog z uwagą godną lepszej sprawy. Nie ma przymusu, naprawdę, można nie czytać. Jeśli zaś nie śledzą, to znaczy, ze za tym tekstem kryje się któryś z tych bałwanów „naszych” i urządza sobie takie żarty. Oni bowiem nasze blogi czytają i mowy nie ma żeby przestali. Postanowiłem, że na razie nie będę składał zawiadomienia do prokuratury. Zrobię to dopiero gdy groźby się powtórzą. No, albo wtedy kiedy zostanę zaatakowany, bronić się nie zamierzam, jeszcze nie zwariowałem.

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl, gdzie sprzedajemy już nową książkę Toyaha o siłach ciemności panoszących się wokół nas.

  64 komentarze do “Wielki triumf blogosfery”

  1. Ty już nie jesteś sam! Za Tobą drużyna a może i kompania 😉

  2. Zaproszenie do ustawki? ( bo to się chyba tak nazywa). Niedawno w Metrze obok mnie chłopak (w dresie, zasłonięty kapturem, masywnej budowy, wzrost 175) rozmawiał przez telefon i umawiał się z drugim „na ustawkę”, która miała się odbyć gdzieś pod Józefowem, dłuższą chwilę uzgadniali ilość osób towarzyszących.
    Ale czy to nie podlega karze?

  3. Jak przypadkiem ustalisz kto jest ten bohater, co ma ochote na sparring, to ja go chetnie przejme w ramach walki z nuda. Ja takich wyrywnych ochotnikow zwykle dojezdzam w pietnascie sekund. Na gole rece, albo na topory.

  4. Dla mnie miarą cholernie dużego plusa blogosfery i niezależnych portali jest wpisanie w google Wildstein + Wasiukiewicz. Że znanych internetowych stron zauważyłem jedynie wPolityce.pl.
    Zaciekawiony wciskam link i ERROR 404 czyli nie znaleźliśmy takiej strony. Omerta ruszyła do boju?
    Tym większy sukces blogosfery. 🙂

  5. Czytają. Czytają. Bo mogą tu znaleźć rzeczy ciekawe, żeby się podciągnąć w warsztacie, coś skopiować, coś zrozumieć, żeby potem to zaciemnić itp. Albo zabawić cudzym kosztem jak ten wpis który jest typowym podżeganiem do bójki lub groźbą karalną. Jest to podstawa do zawiadomienia organów ścigania. Ale sądząc po stylu nie napisał go mięśniak ale raczej mózgowiec, więc nie ma co się bać. A one uwielbiają wtrącać się w każdą awanturę co daje im pretekst do istnienia lub zdobywania znajomości. Znam przykłady policjantów którzy po przejściu na emeryturę (ok. 40 lat) zostali menedżerami w firmach które wcześniej rozpracowywali, albo kończąc przesłuchanie jakiegoś biznesmena od razu umawiają mu spotkania biznesowe z jakimś znajomym. Zbiory funkcjonariuszy i cywili nie są ostro rozłączne. Przy współczesnych metodach najwłaściwsza jest całkowita jawność myśli i intencji o co apelował A. Doboszyński w pewnej broszurze. Twierdził że masoneria bez problemu infiltrowała SN. A obecni narodowcy nie potrafią znaleźć kretów (co wynika z ich ujawnionej korespondencji). A tak poza tym to tekst o pisarkach był kontrowersyjny (nie powiem prowokacyjny) i byłem pewien że sporo bluzgów admin nie przepuścił.

  6. Jaki mozgowiec? To bezmozgowiec i to na dodatek taki co nie umie zrobic 20 pompek.

  7. prawdziwej groźby nie usłyszysz, prawdziwą groźbę poczujesz…

  8. Myślę że to raczej konkurencja Gospodarza a nie partner którejś z opisanych Pań. Jest to też próba zastraszenia lub zestresowania Gospodarza. Może służby ? Skoro mają czas żeby w godzinach pracy przeglądać gigabajty informacji z laptopów ONR-u, to może i Gospodarz ma już teczkę. Przecież często występował z GB, a ten stał na marszu obok Winnickiego i Zawiszy więc na pewno ma już teczkę z napisem „GAJOWY”. Ostatnio czytałem o STASI i ich metodach „destrukcji psychologicznej”.

  9. A poza tym zazdroszczę takich szkolnych wspomnień. Niedaleko mojej pracy jest technikum leśne. Oczywiście w XIX pałacu. Moja szkoła była z betonu, na osiedlu, im. Gomułki. Lubię las. Chodzimy z ojcem na grzyby. Tzn poszliśmy po 15 latach. I coś nawet znaleźliśmy.

  10. Ale myślę że chodzi o Szkołę Ogrodniczą z ulicy Bełskiej na Mokotowie, w granicach ulic: Bełska, Etiudy Rewolucyjnej, Płatowcowa, Miłobędzka, Karwińska mieszkało wielu znakomitych ludzi: ja, Książe Albert Radziwiłł z rodziną, Jasienica, Ochman, prof. Helsztyński, prof. Julian Krzyżanowski, aktor Edmund Fetting, Andrzej Jaroszewicz, średnia szarża uczelni warszawskich należących do spółdzielni mieszkaniowej „POLITECHNIKA” i szereg innych ciekawych osób. W ten sposób uważam, że obie te zbiorowości tzn mieszkańcy i uczniowie szkoły ogrodniczej, nawzajem się uzupełniali. Jedna grupa była już wykształcona a druga grupa dopiero pobierała nauki.

  11. walka z nudą – piękne. Jakby przyszedł z sekundantem, to zaproście i mnie. zostawcie coś dla mnie. proszę.

  12. Kiedyś podsłuchiwali ludzi, dziś czytają blogi.

  13. Nie wszyscy zdają sobie sprawę że w PRL kilka tysięcy ludzi pracowało na etacie i otwierało oraz czytało listy. Kilkadziesiąt procent listów zostało otwartych, przeczytanych i zaklejonych. Kilka tysięcy ludzi to robiło zawodowo. Biorąc pod uwagę rotację kadr, zwierzanie się rodzinie i znajomym, plotki i kawały, wychodzi na to, że wszyscy wiedzieli i nikt nie wiedział. Teraz są od tego programy.

  14. Mój ś.p.Tata został za te niedozwolone żarty pobity przez „nieznanych sprawców”, a dziś to są „nieznani partnerzy”.

  15. dokładnie, Pan ma pisać, a nie szarpać się z jakimś intelektualnym warzywem 🙂
    od narodowców pomocy Pan zapewne nie przyjmie, ale my też czytamy Pana blog 🙂

  16. biją się na pięści na jakimś odludziu, mają własnych lekarzy zazwyczaj, walka trwa mniej niż minutę, po tym podają sobie ręce i jadą do domu, nie podzielam tej pasji, ale dorośli mają do tego prawo, nie trzeba demonizować

  17. młody Wildstein faktycznie oszalał, kolega Wasiukiewicz nie będzie jednak z tego robił afery

  18. taaa… zamiast „zabijac czas” w ramach walki z nuda, lepiej przeczolgac jakiegos gnoja.

  19. przecież to BYŁA TEŻ USTAWKA

    🙂

  20. nie narodowca , tylko tego na W. z gapola ….

    nie chcę przerkręcić nazwiska .. Wasiukiewicz … albo podobnie …
    nie mam czasun sprawdzic bo ;lece…

  21. wpadaj tu do nas … ja też zabiegana … ale tu nasz klub … 🙂

  22. Zamiast prokuratora polecam się per procura. Mam czarny pas karate, trenuję 6 x w tygodniu, damy radę!
    A tak poważnie – zastanawiam się kiedy nadejdzie ten moment Coryllusie w Twojej aktywności blogera, pisarza i wydawcy, po którym wystąpi masowy wysyp coryllusów bis w wersji lajt?

  23. „Na smierc, nie na niewole”, jak zastrzegl sobie Macko z Bogdanca przed pojedynkiem z Kunonem von Lichtensteinem.

  24. „Czeka nas więc nowa epoka, epoka, w której Rafał Aleksander Ziemkiewicz zmuszony zostanie do grzecznych i układnych dyskusji z Amsternem.”
    Panie Gabrielu, a kto to jest Amstern?

  25. Partner ??? Może to jeszcze jeden z tych co nie dostali Nike ?

  26. Blogosfera to jest piekna rzecz bo NATURALNA!
    Nie ma zadufkow jak Ziemkiewicz czy Warzecha czy innych tuzow dziennikarstwa i publicystyki ale jest zdrowa I rzeczowa dyskusja I wymiana pogladow. Czasami sie wprawdzie zdarza ze pojawi sie jakis sfrustrowany gosc ktory po prostu chce sie wyzyc slownie i rzuca miesem ale takich nasz gospodarz sprawnie usuwa na szczescie.

  27. nie wszystko jest ustawką, oni się nie lubią nie na żarty 🙂

  28. to dobra rada, czy raczej groźba?

  29. Amstern to jest przedstawiciel wilhelmińskich Niemiec w salonie24

  30. Ale zaraz, to Jachowicz to ten nobliwy dziennikarz śledczy, co jest po prawej stronie, co zawsze ma swoje zdanie i go się nie boi, to ten prawicowiec dokucza Coryllusowi? Teraz się połapałam, że omawiany Jachowicz to człowiek, którego (do tej pory) lubiłam, ale przestaję go lubić.

  31. Albo wzywa do przekuwania kos na sztorc i szarży na armaty. Jak Molibden niedawno. Ale Gospodarz zachował zimną krew.

  32. Wpadam poczytać i zawsze jest coś ciekawego- lubię tu być, gazet nie czytam.

  33. Jachowicz vs Gospodarz – klient vs ziemianin. Na WOLNĄ MYŚL trzeba sobie zapracować …
    Na swoim 😉
    Gdzie biegnie linia podziału My – Oni ? Nasi – Obcy ?
    Czy zawsze odpowiedź brzmi: A kto za to płaci ? A kto dotuje ? A kto daje dystrybucje ?
    Obcy kapitał nigdy nie zainwestuje w naszą wolność. On kupuje tu wpływy.

  34. Wildstein to jest popierdulka. Mysle, zy tylko jakies Wasiukiewicze moga sie nim przejmowac i brac go na powaznie.

  35. jednak jak Ci na głowie ląduje butelka, to minimum powagi trzeba zachować 😀

  36. a wracając do pisarek – tu może warto brać przykład z żabojadów – wystarczy tu myślę soczysty strzał z liścia, i nie ma co zaraz biciem epatować…

    no i oczywiście, taki porządny strzał z liścia to świetnie działa na obie płci…

  37. ale Pan nie jest nieudolną pisarką, której trzeba stosować terapię przetaczania rozsądku w sposób zdecydowany z jednych rejonów w inne,
    ten ktoś nie umie czytać ze zrozumieniem

  38. Byłam w moim zaprzyjaźnionym Domu Kultury połączonym z Biblioteką.
    Pokazałam Album Komiks Tomka i Gabriela . Pani kierowniczka aż mlaskała , choć usiłowała to robic dyskretnie :))

    Pogadałyśmy sobie o różnościach typu spotkania autorskie , dyskusje … i bieda finansowa w kulturze,.

    Bardzo ciekawa rozmowa .

    🙂

  39. to sa popierdulki. Obydwoje. A okolicznosci tej calej draki sa niewyjasnione. Wszyscy placza sie w zeznaniach.
    Kiedys Coryllus tu napisal o stylizacji Wildsteina. Ten chlopek bez stylizacji po prostu nie istnieje. A to cale zajsce na marszu to tez jest stylizacja. Na rzekomo „niezaleznej” o tym jest cicho.

  40. Proponuję wyprać….zmieni kolor.

  41. Wielki tryumf blogosfery .

    Tak , oczywiście . Ci co piszą notki i nie odpowiadają potem na komenty , mają przechlapane.
    Sa takie blogi , ciekawe dla mnie z różnych dość powodów , gdzie gospodarz nie odpowiada . Na salonie , gdzie liczy się klikalność po przeczytaniu textu , lub np obejrzeniu zdjęć … bo i takie blogi odwiedzam , nie ma już po co zaglądać. Jeśli ktoś daje fajne zdjęcia , to salon je wrzuca jako ozdobę strony i może taka osoba uwaza że funkcjonuje dobrze .

    To nie całkiem tak . Są tacy co na zdjęcia nie klkają , nie mając czasu na aż takie sledzenie strony. Jeśli poza zdjęciem jest jeszcze ciekawa rozmowa z gospodarzem …. lub śmieszna … jest taki blog na salonie …to nawet niezbyt zainteresowani wybranym do prezentacji zdjęciem zajrza. Zobaczą inne , cos przeczytają.

    Są też blogi gdzie jest wieczna awantura . Są tacy co to lubią , choć ja tam nie klikam po sprawdzeniu jak to wygląda .

    No i jest blog Coryllusa …. bodaj jedyny na salonie gdzie przy niezbyt częstych wizytach gospodarza z komentem , pojawia się ogromna liczba rozwinięć tematu . Linków . Cytatów . Wiadomości podanych wprost .

    Właściwie chodzę tam głównie aby czytać. Tekst coryllusa czyta się lepiej tutaj , bo nie ma stronicowania . Natomiast tam komenty . Nie wszystkie linki …i wdzieczna jestem tym komentatorom którzy choć krótko zasygnalizują czego dotyczy link … ale sporo można znaleźć dla siebie .

    I komiksy , i blogi …internet z pełną gama informacji ….. Fajnie :))

  42. Pod koniec dnia, w pracy, wywiązała się swoista blogosfera na temat ,,zadymy” w czasie marszu Niepodległości w Warszawie. Nie mam ,,przekaziora” w domu w POstaci TV, więc mogłem częściowo przyjrzeć się z bliska jak działa główny nurt propagandy. Muszę przyznać, że dość skutecznie. Zacietrzewienie i pełny entuzjazm dla poczynań milicji i drastyczne przykłady rozprawienia się z maszerującymi. Wywody na przyszłość w postaci zakazu organizowania Marszu Niepodległości. Jeżeli w zasięgu wzroku widzę ogłupionych ludzi w taki sposób, to co mówić dalej. W takim razie zaproponowałem znajomym ,,zdolnym NKWDz-istom”, aby zabronić organizowania meczów, ponieważ chodzą również na nie tzw. kibole; zabronić wchodzenia do lasu, bo zaglądają też tam kłusownicy (posiadający legalnie dubeltówki) i wywożący nielegalnie śmieci; zabronić łowienia ryb, bo też tam łowią kłusownicy; zabronić jazdy samochodami, bo kierowcy przekraczają prędkości i nie jeżdżą zgodnie z przepisami, itp. itd…
    Jak takim zmanipulowanym, dorosłym osobnikom wytłumaczyć, że nie o to chodzi….???
    Oni już wyartykułowali i wiedzą, że marsz organizowany przez ,,namiestnika żyrandola” jest dobry i tam zadym się nie organizuje, a marsz Niepodległości to kibole, faszyści, zadymiarze i sama hołota.
    A więc przydupasów ,,żyrandola”, którzy przyszli nie dlatego, że mają taką wolę, ale poprawność polityczna i lizanie łapy pana, należy oceniać pozytywnie i chronić.
    Natomiast pozostałe marsze i grupy to wg. zasady ,,kto nie z nami, to przeciw nam”- należy pałować, oskarżać, zabrać dobre imię i traktować jak gorszych.
    A więc czyje marsze, czekoladowe orły (orzeł może) i pochody są lepsze według ,, tresowanego pospólstwa”??
    Już oceńcie to sami..,

    Powtarzanie jak mantra przez rzecznika POlicji Pana Sokołowskiego zdanie, że ,,policja działała legalnie i adekwatnie do zachowania atakujących” nie brzmi wiarygodnie, jeśli ma się pewien pogląd na całokształt tego jak ma to zostać wdrukowane..
    http://www.dailymotion.com/video/xv51wx_jan-pospieszalski-blizej-marian-kowalski-witold-tumanowicz-tomasz-sakiewicz-mariusz-sokolowski-marsz_news

  43. na moście schodzący byli blokowani …. a od tyłu nowi ,,popychani ” do wejścia na most …odpowiuednimi zdarzeniami na obu końcach …..

    jak jest wytrzymałość mostu na obciązenie , czy mógł się w wyniku tych działań zawalić…. …

    TV trwam nie dostała pozwolenia na kamery na dronach … co pozwoliłoby z góry zobaczyć sytuację…???

  44. Eeee tam.
    Ja tego dziada dojadę pierwszy.
    -w.

  45. czy ktoś był osobiście na marszu lub mieszka w okolicy ??

  46. Za dwa lata będzie zupełnie wytarty i stanie się biały. Zbielały, wytarty pas to dopiero symbol prawdziwego mistrza.

  47. Myślę że Coryllus może śmiało odrzucić wyzwanie bo ,,partner,,Tokarczukowej,Chutnik albo Dehnel nie może mieć tzw,,zdolności honorowej,,.Nie może i już !To oczywiste.Boziewicz gdyby żył to by mi pewnie przyklasnął.

  48. jeżeli to drugie to bym nie pisał

  49. Próbuje Pani pozbawić ludzi odrobiny wolności? Jeżeli OBAJ tego chcą, dlaczego Pani wstawia między nich totalitarne państwo?

  50. mlody, pijany wildsztajn z butelkom… satry, pijany olbrychski z szablom… kochas z piensciom na C…
    zywiom, broniom i bawiom-smieszom

  51. ??

    nie wiedziałam , wyglądało na ustawkę -:(

  52. ale się tez odezwij , nie tylko czytaj …..:)

  53. General Stanislaw Szeptycki mial kiedys zatarg z Pilsudskim. Zniecierpliwiony marszalek powiedzial mu:”bo pan to jestes taka k… co to raz temu a raz innemu d…daje”.
    Szeptycki chcial go wyzwac za to na pojedynek ale Pilsudski powiedzial ze nie bije sie z podwladnymi. To chyba tez zgodne z kodeksem Boziewicza.

  54. sie spiesz bo masz konkurencje.

  55. ,,nieznany partner,,-niezłe )))

  56. Musimy napisać scenariusz do filmu ,,Czas Nieznanego partnera,,.Coś jak ,,Czas Apokalipsy ,,.

  57. Ten pan co robi filmy o policji to chyba mógłby nakręcić taką „prawdę czasu, prawdę ekranu” o kulisach tych przygotowań do prowokacji nazwę je „Marszowych”. Materiału pełno, zdarzeń prowokacyjnych też, i co roku inne, choć osoby prowokujące są te same. Zawsze to jest w układzie hierarchicznym: premier – minister spraw wewnętrznych – Komendant Policji w Warszawie – Policja z jednej strony no i po przeciwległej stronie 100 tys Polaków którzy cieszą się że żyją w niepodległym państwie. Fajny temat pokazać jak tych cieszących się wolnością za pomocą prowokacji i manipulacji pokazać jako niezasługujących na wolność. Wyjdzie z tego „prawda manipulacji”.

  58. Bo ,,oni ” nasłuchali się kiedyś piosenki Pietrzaka …. gdzie są takie słowa padajęce z ust ubeka : pan do tych nie należy …. którzy powinni zajmować się Polska ….. No i traktuja to serio

  59. „Nie wiem, więc się wypowiem”? Wasiukiewicz jest blisko RN.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.