Cze 242018
 

Nie wiem czy się już chwaliłem, ale jestem jedną z nielicznych w Polsce osób, która potrafi zaśpiewać austro-węgierski hymn po niemiecku. Potrafię też zaśpiewać Katiuszę po rosyjsku, także kilka piosenek ukraińskich. Nie czynię tego jednak z troski o samopoczucie bliźnich, trzymam tę umiejętność dla siebie i kiedy czasem się napiję i siedzę samotnie, to puszczam sobie jedno z dobrych wykonań hymnu i daję czadu – Gott erhalte, Gott beschutze, unser Kaiser, unsern Land….I sami pomyślcie, jakie to szczęście, że nikt tego jeszcze nie sfilmował.

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem zauważyłem wczoraj, że współczesny hymn niemiecki to jest melodia hymnu cesarskiego – habsburskiego, z jakimiś dętymi republikańskimi kupletami zamiast pochwały domu panującego. Czymu tak – zastanawiałem się…I jedna tylko odpowiedź przyszła mi do głowy. Nie mogli wziąć melodii z hymnu cesarskiego Hohenzollernów, bo to jest po prostu melodia pieśni Gott save the king, imperialnego hymnu korony. Musieli wymyślić coś innego. I wymyślili. Ten hymn Szwecji zaś, który tak krzywo i na swoją zgubę odśpiewali wczoraj faceci w żółtych majtkach i niebieskich koszulkach, to jakaś wręcz francuska piosenka o przygodach huzarów na urlopie.

Nie mogę się powstrzymać od takiej refleksji – Niemcy-Szwecja, poziom wyrównany, sędzia Polak, w końcu Niemcy wygrywają 2:1….Teraz ciekawi mnie tylko czy sędzią w meczu z Kolumbią nie będzie czasem Niemiec, bo jeśli tak, to zawodnicy mogą się już pakować i zamawiać taksówki na lotnisko. Podyktowanie w doliczonym czasie wolnego, tuż przed linią pola karnego, w dodatku za faul na zawodniku, który nie miał szansy na oddanie strzału na bramkę, wydaje mi się mocno podejrzane. Jeśli zaś idzie o niemiecką wdzięczność, to jest ona rozsławiona hen, hen, po krańce ziemi…Ktoś powie, że przesadzam i lepiej już, żebym się zajął tym śpiewaniem hymnów, a nie omawianiem spraw dotyczących sportu, o którym przecież nie mam pojęcia. No, ale sami popatrzcie jeszcze raz na tę sytuację. To jest wręcz podręcznikowa ustawka, zrobiona tak w dodatku, żeby nikt się nie mógł przychrzanić. Ostatnie minuty, linia pola karnego, wykonanie tyleż zaskakujące, co precyzyjne i pewnie na dodatek ćwiczone setki razy na treningach. Kłopot był jedynie z momentem najdogodniejszym do zaaranżowania takiej sytuacji. No, ale się udało.

I jeszcze ci polscy komentatorzy, nie potrafiący ukryć satysfakcji, że jednak się bramka padła. Szwed heretyk wyeliminowany, mistrzowie świata mają znów szansę. A dziś Polska- Kolumbia i ciekawe kto będzie sędziował.

Ktoś tu napisał ostatnio, że Putina stać na to, żeby wykupić dla swoich drugie miejsce. No ciekawe, jeśli tak jest w rzeczywistości, może się okazać, że jakiś dowcipniś zaplanował finał – Niemcy Rosja, bo w zasadzie czemu nie. Po coś w końcu te mistrzostwa są. Moim zdaniem po to, by sygnalizować masom nieodwołalność pewnych politycznych koncepcji. To jest możliwe, ale na pewnych tylko obszarach, Amerykanie bowiem, jak pamiętamy nie grają w futbol, a Chińczycy mają do tego sportu stosunek lekceważący. Finał Rosja-Niemcy może być więc aranżacją ciekawą, ale ważną w takich mniej więcej zakresach, w jakich ważne są dla rynku muzycznego trendy kreowane na festiwalu Eurowizji.

Może przesadzam z tymi ustawkami, ale widzimy co się dzieje z tak zwanymi wielkimi, którzy przyjechali z Ameryki Południowej. Argentyńczyków już nie ma, Brazylijczycy chodzą po tym boisku, jakby tydzień w naszej smażalni siedzieli. No to kto ma wygrać i kto ma awansować? Chorwacja? Okay, niech będzie, ale co najwyżej do trzeciego miejsca, bo te wyższe są już wykupione.

Zastanawiam się nad tym, jak wygląda omawianie strategii w takiej piłce. Myślę, że poważnie, a udział tak zwanych stałych momentów gry jest w tej strategii sprawą najważniejszą. Nie może być inaczej, a rozwiązanie takie podpowiada nam logika faktów, następujących po sobie, tak jak to wczoraj widzieliśmy w meczu Niemcy-Szwecja. Kolejną kwestią jest omawianie elementów strategii pozaboiskowej. Wszyscy pamiętamy przecież słowa trenera Wójcika, który, zatrudniony w jakimś klubie, po przyjrzeniu się zawodnikom i ich umiejętnościom, rzekł – tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić. No więc pytanie istotne przed meczem z Kolumbią brzmi – czy nasi wiedzą do kogo zadzwonić? Putin wiedział i zadzwonił do prezydenta Senegalu z gratulacjami. No, a Nawałka? Czy on zna właściwy numer? Jasne jest, że nie można zadzwonić do Putina, bo nie odbierze, może w takim razie trzeba zadzwonić do kogoś z Niemiec i wytargować chociaż wyjście z grupy? Przecież tymi podaniami w poprzek boiska to można sobie kamasze wymościć co najwyżej i wybrać się w nich potem na malowniczą, górską wycieczkę.

Ze strategią mistrzostw świata jest chyba tak, że ona musi być planowana dużo wcześniej dla całej imprezy, wtajemniczeni zaś w nią są ludzie, których ani w transmisjach, ani w ogóle nigdzie nie możemy zobaczyć. Jak się więc wpisać w taką strategię, żeby osiągnąć choć najmniejszy sukces, przy świadomości, jakże bolesnej, że oddanie strzału na bramkę jest dla polskich zawodników zbyt trudnym zadaniem? Ja tego nie wiem, ale liczę na to, że obecni tu znawcy wypowiedzą się na ten temat. I jeszcze jedno – warto zastanowić się też z jakim wyprzedzeniem i w oparciu o jakie polityczne plany budowana jest strategia każdych kolejnych mistrzostw.

Od wczoraj inaczej już będę reagował na to, co komentatorzy mówią o tak zwanych stałych momentach gry. Zbyt mało transmisji oglądam i nigdy nie zwróciłem uwagi na to zaklęcie, ale wczoraj obłuda wylewająca się z tych zaangażowanych wypowiedzi demaskowała je w sposób ostateczny i nieodwołalny. Stałe fragmenty gry – tylko to nas ratuje. Pod warunkiem, że sędzią nie będzie Niemiec, bo wtedy koniec. Obstawiam już dziś, że nasi niczego z nim nie uzgodnili, nie zadali sobie nawet trudu, żeby poznać osoby, które w bezpieczny i nie kompromitujący sposób mogłyby ich z nim skomunikować. No, ale czekajmy, może sędzią będzie Francuz, albo Rosjanin i wtedy mamy szansę. Byle do wieczora.

Teraz ważne ogłoszenie. Ponieważ kwartalnik nasz Szkoła nawigatorów, staje się coraz grubszy i zawiera coraz więcej unikatowych treści, a do tego jeszcze staje się kosztowniejszy w produkcji postanawiam co następuje – jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 25 zł za egzemplarz, bez kosztów wysyłki. Tylko przez dwa tygodnie. Potem prenumerata zostanie zawieszona do końca roku 2018, a od stycznia 2019 kwartalnik kosztował będzie 35 zł za egzemplarz. Szkoła nawigatorów ukazuje się już cztery lata, cena nie była przez ten czas zmieniana. Koszta produkcji rosną, a i przydałoby się też zróżnicować honoraria autorów. Jeśli nie zastosujemy tego zabiegu produkcja SN przestanie się opłacać i trzeba będzie kwartalnik zamknąć. Tak więc jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 100 zł za 4 numery, potem przerwa do końca roku i zmiana ceny na 140 zł za 4 numery.

  33 komentarze do “Wojna trzydziestoletnia w Soczi”

  1. Sędziował będzie Meksykanin

  2. Obawiam się ,że będzie  żydowskiego pochodzenia a kwestie obywatelstwa  sobie dopowiedzmy sami .

  3. Ciężko o strategiczne zaplanowanie całego turnieju bo piłka nożna jest grą, w której bardzo często króluje przypadek. Oczywiście od tego są sędziowie i działacze aby te przypadki eliminować, ale jednak nie zawsze się uda.

    No i raczej Putin i cała Rosja nie wyobrażają sobie Niemców wygrywających w Moskwie!

    Wczorajszy mecz to to był chyba prztyczek w nos Putina 😉

  4. „(…) bardzo często króluje przypadek.”

    Coś takiego jak przypadek nie istnieje. O przypadku czy szczęściu mówią ci, którzy nie rozumieją i nie potrafią sobie wytłumaczyć ciągu zdarzeń i konsekwencji różnych decyzji.

    Istnieje tylko przyczyna i skutek.

  5. Marciniak wywalił z boiska kluczowego niemieckiego obrońcę gdy jeszcze było 1:1.

    Szwedzi zrobili wiele, żeby ten mecz przegrać – cofnęli się tak głęboko, że te gole wisiały w powietrzu.

  6. Ale Marciniak nie gwizdnął karnego dla Szwedów w I połowie.

    Tu szczegóły:

    http://weszlo.com/2018/06/23/var-marciniak-para-niedobrana/

  7. A na Euro 2012 był mecz Polska-Rosja. I sędziował zgadnijcie kto? Oczywiście Niemiec…

  8. a  kto finansuje  te mistrzostwa ? Moskwa ,Krym ,Chabad Lubawicz też się dokłada ? No jeszcze Niemcy albo Chiny .

  9. Ludzie, toż ta piłka nożna to zwyczajnie nie sport tylko …  polityka

  10. Sport dawno przestał być czystą grą. To już jest wielki biznes. Brudny biznes. Wszystko jest zależne od obstawiania u bukmacherów.

  11. Nie wszystko, ale pewnie dużo…

  12. Hail Columbia!

    To nie jest propozycja zawołania bojowego dla Kolumbii, ale sugestia do barytonowego repertuaru Coryllusa. Przy okazji symboliczna ilustracja czym Columbia różni się od Marianny.

  13.   ,,i kiedy czasem się napiję i siedzę samotnie, to puszczam sobie jedno z dobrych wykonań hymnu i daję czadu – Gott erhalte, Gott beschutze, unser Kaiser, unsern Land….,,

    mam podobnie 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=liL5PCOqDcc

  14. Columbia nie pokazuje cycków? 🙂

  15. Dziwne, ale słowo daje ze czasem gdy popiję, to również śpiewam ten hymn, ale znam tylko pierwszą zwrotkę więc dalej tylko: „tra ta tata”. I to przy ludziach.

  16. Kapitalny wpis, Panie Garielu  !!!

    À le juz mozemy sobie te strategie darowac…

    … Pan Bog ulitowal sie nad naszym biednym i umeczonym narodem i nasi moga juz tylko jutro spakowac walizki i wrocic do domu…

    … a na pocieszenie Ania Lewandowska ufunduje tym wszystkim grajcarom… i bandzie oglupialych presstytutek bijacym emocjonalna piane…  swoje ciasteczka  !!!

  17. Cała koncepcja jest bez sensu. Nie da się z przeciętnych zagranicznych zawodników posiadających polskie papiery sklecić szybko  drużyny narodowej. To nawet nie wina Nawałki. To było nie wykonalne.

  18. Ja podejrzewam, że naszych jakby było nawet dwa razy tyle na boisku to byśmy przegrali. To był zupełnie inny poziom gry jak gra 20-stolatków z jakimiś 40-stolatkami.

    Lewandowski nie mógł się nawet popisać, bo nic asysty, on raczej musiał asystować swoich. Dla mnie oprócz niego i Zielińskiego reszta powinna iść do wymiany. Zamiast za wszelką cenę organizować tą zbieraninę z zagranicy niech wystawią całą polską drużynę ligową – pewnie lepiej zagraliby.

    Przypadek przypadkiem w piłce nożnej ale w dzisiejszym występie mało było tego przypadku a raczej rezultat rządów tych kacapów z PZPN.

    Dzisiaj ksiądz mówił na kazaniu, że jak najemnik może dobrze zajmować się owcami jeśli jest tylko najemnikiem. Takie są właśnie polskie „elity”, elity najemniczo-pasożytnicze.

    To jest kolumbijska salsa:
    https://commons.wikimedia.org/w/index.php?title=File%3ABailarines_de_Salsa_en_Cali.webm
    Na boisku Kolumbijczycy też odegrali taką salsę.

    Kraj katolicki (rzekomo?) przynajmniej w 70%, jak do tego mają się te polskie statystyki? Zaczynam odnosić wrażenie (bardzo odważny skrót myślowy), że chrześcijaństwo lepiej służy ale Latynosom a nie Słowianom. Polacy są jacyś tacy umęczeni tym, głęboko zmartwieni, w oczach tych biednych chłopaków na murawie widzę ten post-komunistyczny obłęd, jakieś takie klapy.

  19. Oczywiście chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z grą w piłkę nożną, ale to jest właśnie ten mój odważny skrót myślowy. Bóg jest po stronie zwycięzców.

  20. Nie chcę psuć zabawy, b. podoba mi się ten tekst, a o dzisiejszych Szwedach po 11 latach w ich kraju mam takie sobie zdanie, ale banalna i prawdopodobna hipoteza byłaby taka, że się po prostu zmęczyli i próbowali utrzymać wynik przy coraz bardziej nerwowych szkopach.

  21. Sorry, ale taka „kolumbijska salsa” wabi się CUMBIA. 😉

    Pzdrwm

  22. Nawet jeśli polski sędzia był sprzedany i nie podyktował karnego dla Szwedów to trzeba przyznać, że większa część drugiej połowy należała do Niemców i ta mnogość prób z ich strony musiała w końcu zaowocować nawet w dodatkowym czasie.

    Brazylia do 90 minuty w meczu z Kostaryką była 0:0 a w dodatkowym czasie strzelili 2 gole.

  23. ło matko i córko, ale mamy drużynę piłkarską, ale chłopacy zagrali. Przy brydżu to się mówiło, że „gra jak saracen na trąbie”, ani chybi piłkarze aspirują do bycia saraceńską trąbą.

  24. Paryżanko masz rację, ulitował się Pan Bóg nad naszym umęczonym narodem i skończył ten kabaret meczów męczących.

  25. Co za czerwiec: w środku tygodnia człowiek wstaje z „Senegalem”. Od poniedziałku czujemy „Kolumba”. Aż nie chcę myśleć, jaki dołujący może być trzeci klin…

    Co by nie mówić o kulisach (zakłady bukmacherskie, tło polityczne, przydział sędziów, wyrywkowe WAR (używany wtedy, gdy sędzia chce, czyli tak naprawdę WAR zwiększył zakres manipulacji), to jednak, przy tym wszystkim, piłka nożna to przede wszystkim widowisko.

    A najlepszymi aktorami tego widowiska od zawsze są ci z przewagą chuci nad intelektem, czyli tacy, którzy najpierw kopią, a potem myślą. Ci, u których najpierw działa UZI (Umiejętności, Zryw do piłki i Intuicja), a potem dopiero takie elementy, jak Plan, Strategia i Kontrolowanie meczu. Biorąc z jednej strony rasową jedenastkę, która nigdy ze sobą nie grała, ale czuje ducha walki, a z drugiej średniaków, którzy wiernie realizują plan trenera, ale nie mają w sobie tego zacięcia i tej waleczności, które powinien mieć piłkarz, otrzymujemy rezultat taki sam, jak wczoraj.

    Na pocieszenie: jesteśmy tak samo silni, jak ostatni wicemistrzowie świata: Argentyna. Bo polska reprezentacja gra „jota w jotę” tak, jak oni. Pierwszy mecz: Argentyna remis z Islandią, my remis z Kolumbią. Drugi mecz: Argentyna z Chorwacją 0:3, my Kolumbią 0:3.  W meczu Argentyny Messi nie strzela karnego, w meczu z Kolumbią Lewandowski też nie strzela karnego (choć powinien być podyktowany). Tylko że Argentyna ma 1 pkt i nadal szanse na awans, a my punktów mamy zero.

  26. Ale nie martwcie się, kochani, Nawałka i Błaszczykowski będą z nami do końca turnieju, w reklamach.

  27. Z drugiej strony, jeśli gra w reprezentacji ma polegać na tym, że piłkarze obawiają się o własne łydki i więzadła, bo od września z powodu nabytej kontuzji mogą stracić miejsce w wyjściowej jedenastce w klubie i pokaźne apanaże u siebie w klubach, to czemu by reprezentacji nie przypisać takiego miejsca, jakie ona faktycznie pełni, czyli trampoliny do gry w zachodnich klubach? Ergo: powinni w niej grać wyłącznie dobrzy słabo opłacani acz ambitni lokalni gracze, dla których mundial to szansa przejścia na wyższy poziom gaży. Jeśli przegrają 10:0, to nikogo to nie zdziwi, bo taki jest stan polskiej ligi. Lewandowski grając z Borusią Dortmund przeciwko Realowi strzelał 4 gole, grając przeciwko Bayernowi strzelił hattricka. I dzięki temu się wylansował… naturalny mechanizm motywacyjny…. Gracz mający lat 30 tego mechanizmu motywacyjnego jest pozbawiony, patrz przypadek Messi / Lewandowski). Z gwiazd: na razie tylko Ronaldo jeszcze na resztkach młodości stara się ciągnąć za sobą cały zespół….

  28. Za dużo „Warki” wypili…

  29. Hahaha! I jeszcze pewnie Boniek.

    Nie zapominajcie, że w mistrzostwach zostali jeszcze nasi sędziowie.

  30. Ta cala narodowa zgraja,  ten caly  skorumpowany i zdemoralizowany PZPN…

    … to cale  futbolowe  DZIADOSTWO powinno byc wystrzelone w kosmos… niech grajcary graja za  SWOJA  kase…

    … ci wszyscy partacze won od panstwowych pieniedzy  !!!

  31. VAR…

    … i jeszcze „nowosc” – mundial’26 rozgrywany w 3 krajach  !!!

    To dopiero sie zwie bezczelna, zlodziejska  chucpa  !!!

  32. Porównanie Polski z Argentyną ma sens, ale nie czepiałbym się tych współczesnych gladiatorów aż tak bardzo.

    Piłkarze robią dobrą robotę, mają za to płacone, na grę Chorwatów, Brazylijczyków, Kolumbijczyków, Serbów miło się patrzy.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.