Gru 272018
 

Dziś niestety znowu będzie o książkach i o niebezpieczeństwach związanych z handlem książką. Ponieważ mam teraz w domu telewizor, bo mieszka z nami babcia, która ogląda wiadomości, mogę od czasu do czasu zobaczyć co tam w telewizji mówią o książkach. Na przykład wczoraj cały program „Uwaga” w TVN poświęcony był Remigiuszowi Mrozowi. Ja go obejrzałem i byłem naprawdę wstrząśnięty. Okazało się, na przykład, że Remigiusz Mróz pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Dacie wiarę? Po kilkanaście godzin dziennie. Jeśli to prawda spieszę poinformować pana Mroza, że mam kontakt z bardzo dobrym psychiatrą i jeśli tylko zdecyduje się oderwać na chwilę od swoich wydawców, których też w tym programie pokazywali, jest szansa, że pomogę mu się uratować. Mam sporo do powiedzenia jeśli idzie o pracę po kilkanaście godzin dziennie. Sam pracuję maksymalnie po cztery, pięć godzin i muszę zasnąć w ciągu dnia, na chwilę, bo nie daję rady. Samo sprawdzanie informacji i budowanie tekstu, tak by się nie okazało, że jeden akapit nie pasuje do drugiego w warstwie faktów, które nie łączą się u mnie na zasadzie prostej, podręcznikowej oczywistości, jest najbardziej dręczące. I mam przy tym bardzo dobre wyniki. Nie tak dobre jak Pan Mróz, ale ja mam jeszcze dom na głowie, dzieci, które wożę w różne miejsca i liczne obowiązki poza pracą. No i jestem o 20 lat starszy. Patrzyłem na wydawców Remigiusza Mroza i słuchałem jak mówią. Nie wpuściłbym ich na podwórko, to pewne. Nie mam broni palnej na szczęście, ale siekiera Fiskars leży w garażu i ja się nią dość sprawnie posługuję. Najgorszy był ten suchy, trzęsący się gość, którego podpisano słowami „kolega Remigiusza Mroza”, to jest moim zdaniem oczywisty oszust. Z tego co zdążyłem się bowiem zorientować w czasie oglądania Mróz jest po prostu wariatem, który korzysta z koniunktury, jaką na rynku krajowym nakręcono w związku z jego osobą. To mu daje szczęście i spokój. Rozumiem oczywiście, że z ludźmi, którzy zarabiają na koniunkturze podtrzymywanej przez seriale telewizyjne nie można polemizować. Jeśli bowiem ktoś uwierzył, że jest Rockefellerem, może gadać tylko z innymi Rockefellerami. Sprawdzałem to wielokrotnie w praktyce. Wydawcy Mroza wyglądają właśnie na takich, którzy uwierzyli, że są, jeśli idzie o finanse, w górnej strefie stanów wysokich. Sepleniąca zaś pani, reprezentująca jedno wydawnictwo, powiedziała z uśmiechem, że zarobili na Mrozie bardzo dużo. Ciekawe ile zarobiliby na Deszczu. Polemika jest zablokowana, to jasne, bo każda uwaga spotka się ze zdziwionym spojrzeniem i odpowiedzią – a ty synu ile zarobiłeś na swoich książkach. Ja nie wiem przede wszystkim ile zarobił Mróz, a to by mnie interesowało najbardziej, z tego co się zorientowałem nadal mieszka on w bloku. Czy wobec takiego spozycjonowania produktu można w ogóle z kimkolwiek i czymkolwiek polemizować? Nie. Nawet jeśli kariera Mroza się załamie, dyskusji nie będzie, bo wykreowany zostanie inny autor-wariat, a pisarze to wariaci przecież, Mroza zaś wyniosą na szufelce w kawałkach. To także nikomu nie da do myślenia, albowiem rynek wydawniczy to przemysł. I Mróz ten przemysł firmuje swoją osobą i swoim życiem. Robią to także ci zidiociali wydawcy, którzy mówią, że szykują dla niego sukces międzynarodowy. Już Bayer Full miał sukces międzynarodowy w Chinach, a teraz wydawcy przygotują nowy sukces, tym razem na rynku książki. To jest oczywista dziecinada i wystarczy jeden rzut oka na tych bęcwałów, żeby to stwierdzić. Żeby zrobić sukces międzynarodowy trzeba komuś zapłacić, a oni nawet nie wiedzą komu. Już Miłoszewski miał zrobić międzynarodowy sukces i skończyło się na jednej pogadance w londyńskiej kawiarni. Cóż nas to wszystko obchodzi, zapytacie. Obchodzi, albowiem takie eventy kształtują czytelnika. Czytelnik zaś, dla nas tutaj, jest bardzo ważny. Jakiego czytelnika próbuje uwieść Mróz? Opowiem co było w tym programie, to może się sami zorientujecie. Oto historia Remigiusza Mroza. Jako dziecko mieszkał w blokowisku, miał różne przygody, jak to taka na przykład, że usiłował zarobić – jako przedszkolak – myciem szyb w autach zatrzymujących się przy skrzyżowaniu, ale przyskrzyniła go ciocia i zaprowadziła do mamy. Potem miał dziewczynę, którą poznał przez komunikator i ta dziewczyna powiedziała kilka słów do kamery, o tym jaki Mróz jest fajny. I kolegów też miał, a ci uznali za stosowne wyznać wczoraj w telewizorze, za Mróz zawsze otoczony był kobietami, ale traktował jest z szacunkiem…Naprawdę, ciężko mi było to znosić, ale trwałem licząc, że w końcu powiedzą ile on zarabia. Nie powiedzieli. Potem było o tym, że wolny czas spędza w swoich ukochanych Tatrach. W przebitkach pokazywali jak Mróz łazi po lesie przy jakimś ogrodzeniu z drewna, a także pokazywali Bondę, która przepitym głosem mówiła, jaki z niego geniusz. Przedszkole, komunikator, dziewczyna, powodzenie u kobiet, ukochane Tatry. To są narzędzia, za pomocą których, jak to wdzięcznie kiedyś ujął Jarecki, poszukuje się wymarzonego czytelnika idioty. Ponoć jest takich bardzo wielu, ale ja znam tylko kilku, czy to nie jest okoliczność niezwykła? Nie wiem czy można wymyślić bardziej płaski format, ale chyba nie, jeśli oczywiście nie wchodzimy na teren zajęty przez pornografię. I z tego są te wielkie pieniądze.

Nie wygramy z tym, bo nie kontrolujemy masowej dystrybucji. No i nie kręcimy seriali według prozy Mroza, a te seriale są bardzo ciekawe, pokazywali fragmenty takiego, w którym gra Cielecka. I to było niezłe, bo po tym przedszkolu, dziewczynie, szacunku dla uwodzących go kobiet i ukochanych tatrach, Cielecka wypowiada w kierunku aplikanta, który się u niej pojawił słowa takie jak: du…a, spier…alaj, ty ch…u i podobne. Aplikant przypomina żywo samego Mroza i to zdaje się zostało pomyślane jako komunikat podprogowy dla czytelników i widzów nieco inteligentniejszych niż ta jego pierwsza dziewczyna. Widzicie, mówi reżyser tego przedstawienia, on pisze książki o tej adwokatce Chyłce, albowiem kręcą go starsze, zdecydowane kobiety, sam bowiem jest wycofanym, wrażliwcem, wychowanym przez matkę. Fajnie, prawda? I tu wydawcy już zacierają ręce, bo wszystkie zmagające się a alkoholizmem prawniczki popędzą zaraz do księgarni po prozę Mroza, a potem, po jej przeczytaniu, włączą sobie telewizor, żeby obejrzeć kolejny odcinek serialu. Ja tu nie szydzę bynajmniej, tak właśnie będzie, albowiem ludzie chcą, żeby ich ktoś utwierdzał w ich nałogach i brzydkich nawykach, a nie odwracał od nich ich uwagę i zawracał głowę sprawami nieważnymi.

Jasne jest, że ani Mróz, ani żaden inny pisarz, nie popierany przez poważną jakąś organizację, nie zrobi kariery za granicą. To jest niemożliwe. Takiego Szczygła, za którym stoi gazownia, a wcześniej stał cały aparat promocyjny państwa stać było na opanowanie Czech jedynie. Mróz nie celuje w nic, jego targetem jest mydło gadające po polsku o ukochanych Tatrach. Taki mamy klimat. W istotnym interesie wszystkich byłaby natychmiastowa zmiana tego klimatu, ale to jest niemożliwe bez grupowej terapii elektrowstrząsami. Na polecenie ministra kultury najlepiej, bo nie wiem czy Wam wiadomo, ale minister Gliński dostał nagrodę tygodnika Karnowskich zatytułowaną „Człowiek wolności”. To jest duża rzecz ten człowiek wolności, bo jak widzimy o żadnej wolności nie ma nawet mowy. Mróz ścina wszystko, a za nim postępuje chrypiąca Bonda. I można się długo oszukiwać, że coś z tego wyniknie, ale nie wyniknie nic. Nie można z tym polemizować tak po prostu, bo nie polemizuje się z chamem, który ma pieniądze. To jest poniżej godności. I niech nikt nie myśli, że problemem są tu autorzy tacy jak Mróz. Kłopot prawdziwy to wydawcy. To są ludzie, którzy też chcą mieć swoje pięć minut sławy i nie rozumieją, że nic takiego jak sława nie istnieje. Program zaś ministra Glińskiego, człowieka wolności, nie może opiewać li tylko na budowanie muzeów żołnierzy wyklętych w Ostrołęce, ale powinien przede wszystkim zawierać plan dotyczący obecności polskich autorów na rynkach zagranicznych i dostępności ich książek w językach obcych. Bez machiny państwowej się tego nie osiągnie. I nie ma doprawdy sensu tłumaczyć takich rzeczy wydawcom Mroza. Może jednak da się to wyjaśnić ministrowi. Jak sądzicie?

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  21 komentarzy do “Wolność słowa na wolnym rynku”

  1. I bardzo dobrze, że znów o książkach, jak mawiał mój Dziadzio Leon: „Patrz tego, z czego masz chleb” – więc o czym ma Wydawca pisać jak nie o tym właśnie. W ramach hipotetycznego sprawdzenia, czy „da się to wyjaśnić ministrowi” przejrzałem pobieżnie życiorys min. Piotra Glińskiego. Sporo tam socjologii oraz zainteresowanie ruchem Zielonych do tego stopnia, iż próbował założyć tego typu partię w Polsce. W sumie nieźle by się sprawdził w roli krytykowanego zewsząd min. Szyszki. Małżonka zaangażowana w Polsko-Amerykańską Fundację Wolności więc jakieś odniesienie międzynarodowe też jest.

    Po tej krótkiej analizie uznałem pół-żartem, iż udając się przez zainteresowania do serca min. Glińskiego na pierwszy ogień do tłumaczenia na angielski i wydania w USA typuję „Rozum z ptakami odlatuje” i pozostałą twórczość prof. Piotra Tryjanowskiego. Dobra odpowiedź?

    A już całkiem serio, marzenie o „sukcesie międzynarodowym” jest do bani. Lubię robić zdjęcia i wrzucać w Google Maps, np. takie Ponary k. Wilna czy mało znane kościoły. Ostatnio przyszła mi z tego serwisu informacja mniej więcej taka: „Gratulacje, już 2 i pół miliona ludzi obejrzało twoje zdjęcia”. Wrzuciłem ich tam kilkaset przynajmniej. I co się okazało? Pół miliona wyświetleń przypadło na zdjęcie z restauracji, na którym widać stół, krzesła, ścianę, a na niej pośrodku bulaj i dwa obrazy. Czort znajet, jaki algorytm decyduje, że to akurat ma się ludziom podobać, a nie dziesiątki ciekawszych / ładniejszych widoków.

    Kto wie, jaki algorytm podpowiada czarodziejom kultury globalnej co ma być, a co nie być. Wieczorem łatwiej spojrzeć w lustro, jeśli pisało się po prostu rzetelnie, na fakcie, o sprawach ważnych i poszanowaniem godności czytelnika.

  2. Tak ! Tryjanowski gwiazdą międzynarodową! Jestem za

  3. No to już są 2 głosy. Pytanie kto z tym pójdzie do ministra. Obecnie Pan ma bliżej, nic na to nie poradzę 🙂

  4. Co do  „Człowiek wolności” to jest jakiś żart. On powinien dostać od nagrodę, za utrzymanie tzw kultury w rekach lewicy. Nagrodę powinien dostać rzecz jasna od tzw liberalnej lewicy. Smutne to, że ktoś taki sprawuje tak ważną funkcje. 

  5. On musiał dostać tę nagrodę, jak ktoś nie ma sukcesu realnego to mu się wymyśla nagrody

  6. Lyteratura , to panie cuś takiego ,że czyta się konwencję na  poziomie fabułek z dysneya worlda i potem leci do kościoła  na  mszę a w tygodniu ogląda film Kler . To jest ta lyteratura w polszy dla wyrobionego czytelnika  . Jak zgłaszasz pretensje do konwencji to życia nie znasz i nikt ci nie sprzeda używanego zajumanego w tramwaju  smajfona szajsunga .

    Świat z szuflandji ,czyli autorzy i wydawcy stamtąd rodem a kto nie ,ten urodzony w kongsajzie i biada psychice krasnoludków ,którą zdewastują książki wydawców niszowych .

  7. Premier Profesor nie wyrazi zainteresowania Waszym pomysłem, nawet nie wyrazi opinii – skąd miałby ją mieć? On jak każdy Członek Rządu i w dodatku Profesor zainteresowany jest tylko Krzyżem i Duchem Świętym.

    Zanim oskarżycie mnie o głupotę lub bluźnierstwo wyjaśnię pojęcia:

    Krzyż składa się z pionu (słupki poparcia dla Rządu i personalnie Profesora) oraz poziomu (pasek z przekazem dnia Resortu, Rządu, Państwa a nawet Kościoła). Praca Premiera Ministra Profesora nad swoim własnym Krzyżem zajmuje mu cały dzień Boży.

    Pamiętajcie o roli Ducha, jest nader ważna! Premier Profesor wsłuchuje się w podszepty, czy wiatr  bardziej wieje w stronę Danielsa czy Mossbacher. Stąd w III RP mamy Urząd Ministra Koordynatora Ducha Świętego.

    Wy zaś tu z profesorem Tryjanowskim wyjeżdżacie, a kysz, kysz !

  8. Część mojej rodziny cmokała z zachwytem nad dziełami Mroza no ale … święta są raz do roku, więc zdzierżyłem to bez słowa

  9. niestety nikogo nie zmusimy do tego by czytał książki ambitne jak i nie zmusimy część społeczeństwa do zaprzestania oglądania ,,tasiemców brazylijskich”….no ale jak ktoś chce walczyć z wiatrakami i być wiecznym rewolucjonistą któremu wydaje się że zbawi świat to życzę powodzenia

  10. A które to książki są ambitne  ?Żeromski też był uważany i pewnie jest (choć już nie czytany)za literaturę ambitną i wielką ,że och i ach . Dość względna  i umowna  sprawa .

  11. Kontakt z dobrym psychiatrą? Z tego co sprawdzałem to prof Święcicki nie przyjmuje prywatnie.

  12. Wszystkie Pana wpisy, Panie Gabrielu…

    … o ksiazkach, o rynku, o dystrybucji  nie nudza sie wcale… sa super, bo naprawde opisuja panujaca tam rzeczywistosc…  trzeba byc wyjatkowo utalentowanym, pracowitym i konsekwentnym aby odniesc sukces porownywalny do Panskiego sukcesu  !!!

    Oczywiscie, ze zaden Mroz, Szczygiel czy inna nedza Bonda nie odniesie  DZISIAJ  zadnego  „sukcesu” za granica… nawet nie ma o czym pisac  !!!… natomiast jest to  JAWNY,  BEZCZELNY  PRZEWAL  panstwowych czyli naszych pieniedzy… i te  „zagraniczne promocje”  – nie tylko wydawnicze, ale takze  KARYGODNE  wyrzucanie pieniedzy panstwowych  W   BLOTO,  chocby przez taka nedze jak fundacja narodowa powinno byc  kategorycznie ukrocone…

    … a nawet  bezwzglednie karane  WIEZIENIEM  !!!

  13. Gdy ostatnio widziałem fragment programu Uwaga to pokazywali życie faceta, który zmienił płeć. Opowiadał jak jest teraz cudownie, pokazywali jak gotuje, jak podlewa kwiatki w domu itd. Pewnie ten mężczyzna był taką KOBIETĄ jak Pan Mróz pracującym KILKANAŚCIE godzin dziennie pisarzem. Schemat ogólny programu się nie zmienił tylko wkleili inną zmanipulowaną historię.

  14. Już nie chodzi o to wino ale kto te węże tam włożył? https://swietatradycja.wordpress.com/2018/12/27/bibe-amore-sancti-joannis/

  15. kiedyś, z dekadę temu przynajmniej, słuchałem w radio wywiadu z młodą, obiecującą i właśnie utytułowaną autorką, która żaliła się jaka to ciężka praca pisanie powieści, jak praktycznie przez ponad rok orała, pot z niej się lał i harowała po kilkanaście godzin dziennie zaniedbując dzieci, partnera i resztę rodziny. Przełączyłem na inny kanał, komentując „Skoro Cię to męczy babo, to po co to robisz” A były to czasy apogeum mojej pisaniny, gdzie potrafiłem dla kaprysu machnąć 400 wersów trzynastozgłoskowcem, albo monodram. Tylko dlatego że sprawiało mi to przyjemność. Zmieniłem kanał z powrotem i zanotowałem nazwisko obiecującej autorki, o której jak się pewnie domyślacie, już nikt nie pamięta. W domu poszukałem jej dzieła i zobaczyłem, że przez rok ciężkiej harówy wypociła nieco  ponad 300 stron.

  16. Tytuł już mam. „Gone with the birds. Non-reasoning in ornithology, hobby and politics”

  17. Małe votum separatum: proszę w przyszłości nie nobilitować Mrozów, Twardochów, Szczygłów i tego całego mrowia hultajów do nich podobnych. Pisząc o nich cokolwiek dowodzi Pan tego, że zasługują oni na Pańską – i naszą, s.v.p. – uwagę, tymczasem – nie zasługują. Trzeba im wszystkim odpłacać tym, co im się z całą pewnością należy: totschweigen. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek powinniśmy przestrzegać przykazania Horacego: digna dicere.

  18. A Francuzi reklamują film, gdzie głównym bohaterem jest przebrany za Świętego Mikołaja złodziej. Czyli taka europejska wersja Bad Santa.

  19. I  ex  pA prezidA…

    … z 4% spolecznego poparcia sprzed 2 lat,  pajaca i  starego  dziwkarza Hollande  na…  eLrodeputowanego do  PE  !!!

  20. Kiedyś z ciekawości sięgnąłem po książki Mroza i bodajże Pużyńskiej, cóż można napisać?  Równie dobrze mógłbym nie sięgnąć, chyba tyle tylko można napisać, za dużo piszą i to chyba jest problem, wodniste to jak cienka zupka, niby można byłoby coś z tego wycisnąć(oczywiście jako literatura lekkiego kalibru), niby potencjalny potencjał byłby możliwy,  z tym że jest jak jest, i mógłbym nie sięgnąć. Taka prawda.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.