Paź 042019
 

Tekst dzisiejszy powstanie na szybko, albowiem muszę zaraz ruszać w trasę. Otworzyłem dziś sobie komputer, a tam ku mojemu nieopisanemu zdumieniu pojawiła się informacja, że Patryk Vega musiał przeprosić Misiewicza za to, że sparodiował go w filmie „Polityka”. Musiał wprost powiedzieć, że Rafał Królikowski zagrał postać, która z Misiewiczem nie ma nic wspólnego. Czy ja mam z tego jakąś satysfakcję? Żadnej. Nie mogę mieć albowiem Vega został rok wcześniej wyróżniony nagrodą Grzegorza Wielkiego, co w praktyce oznacza, że zaliczono go do twórców, którzy będą oddawali usługi propagandzie państwowej. I nie ma znaczenia co Vega zrobi, czy sportretuje Misiewicza, czy może kogoś innego, czy zostanie pozwany do sądu czy nie. W razie jakiejś niekontrolowanej obsuwy zmusi się go do przeprosin i tyle. Co było do okazania. Od razu zacząłem się zastanawiać czy tak jest ze wszystkimi „wybitnymi” artystami, których musimy oglądać w kinie i w telewizji. Zapewne tak, a to oznacza, że nikt już wśród lokalnych i globalnych manipulatorów nie wierzy w to, że mamy mózgi. Można to poznać choćby po tej akcji, którą swoim nazwiskiem firmuje metropolita łódzki. Zaproszono do niej Janusza Gajosa, fałszywego biskupa, który wyszydził hierarchię w filmie Smarzowskiego zatytułowanym „Kler”. To było całkiem niedawno, ale my mamy wrażenie, że fakt ów nie zaistniał. Gajos, w przeciwieństwie do Vegi, nie musiał przepraszać prymasa i hierarchów, za to, że zrobił z nich zdeprawowane szmaty. Oni dostali polecenie – tak sądzę – i zaangażowali go do akcji, której celem jest wychowanie rzeszy młodych, katolickich liderów, albowiem jest znany i rozpoznawalny. Podkreślę więc raz jeszcze – to jest pozwolenie na deprawację. I wyraźny sygnał, że można. Cóż my możemy zrobić w takiej sytuacji? Nie wiem jak Wy, ale ja nie potrafię udać, że tego nie widzę i nie potrafię pozostawić tych wypadków bez komentarza. Myślę ponadto, że jest to jedyna droga – głośne mówienie o tej patologii – do jej zatrzymania. Będzie to jednak dużo trudniejsze niż zablokowanie satanistycznych koncertów w kościołach, co parę lat temu udało się toyahowi. Tu bowiem w grę wchodzi akcja o charakterze międzynarodowym, a jej celem jest stworzenie dużej grupy tak zwanych liderów. Kim ci ludzie będą w rzeczywistości, wie tylko Pan Bóg i mam nadzieję, że on swoją mocą potrafił będzie powstrzymać ich w odpowiednim momencie. Nie mogę spokojnie słuchać o tym programie, którego efektem ma być powstanie milionowej rzeszy zmanipulowanych sprzedawców emocji. Nie mogę z tego względu, że Pan Jezus miał do dyspozycji tylko dwunastu ludzi, z których jeden w dodatku był zdrajcą. Wiem ponadto z całą pewnością, że ilość nie przechodzi płynnie w jakość, często nie przechodzi w tę jakość w ogóle. Powiem więcej – często jakość nie potrafi się manifestować w prostych sytuacjach, jakość potrafi się skompromitować w momentach bardzo jednoznacznych, gdzie w zasadzie miejsca na kompromitację nie ma i być nie powinno. A jednak zdarzają się takie sytuacje i wszyscy się potem zastanawiają – dlaczego? Wszak wszystko było dobrze przygotowane i zrobione jak należy? Widocznie nie było, widocznie przeoczono coś niesłychanie ważnego, bez czego manifestacja jakości nie mogła się udać. Pan Jezus dysponował dwunastoma pozornie przypadkowymi ludźmi, tak to ocenia wielu z nas, tak to oceniają niektórzy specjaliści od Biblii i historycy. Czy aby na pewno? Skąd wiadomo, że byli to ludzie przypadkowi? Bo nie znamy ich kwalifikacji, a te które są nam objawione uważamy za nie pasujące do sytuacji? Opowiem taką historię. Pracowałem kiedyś dla fantastycznego pisma „Kurier PKP”. Pewnego popołudnia wysłano mnie na wykład o elektryczności do Instytutu Rozwiązywania Podstawowych Problemów Techniki. Sala była pełna ludzi, wszyscy dysponowali wiedzą fachową. Prowadzący i towarzyszący mu profesor także nią dysponowali. Już, już miał się zacząć wykład, kiedy okazało się, że laptop się zepsuł. Tak po prostu, odmówił posłuszeństwa. I co? I koniec. Nie było na sali człowieka, który byłby w stanie usterkę naprawić. Instytut Rozwiązywania Podstawowych Problemów Techniki, dwóch profesorów na katedrze, same fachowce na sali i ja jeden głąb-humanista. Nie było nikogo, kto mógłby rozwiązać problem laptopa. Po jakichś piętnastu minutach urządzenie się zlitowało i postanowiło odnowić współpracę. No i jakoś się ten wykład odbył.

Po co ja to piszę? Po to, by uzmysłowić kilku osobom, że stoją nie naprzeciwko gromady głąbów, z której się wyodrębnili w wyniku procesu selekcji pozytywnej. Jest dokładnie na odwrót. Negatywna selekcja, którą prowadzą wszystkie hierarchiczne organizacje spowodowała ich wyniesienie, oni zaś, znając swoje deficyty i drżąc ze strachu w środku, próbują przekonać siebie nawzajem i jeden drugiego, że my, ludzie stojący naprzeciwko i patrzący im uważnie w oczy jesteśmy stadem bezmyślnych baranów. To nie jest prawda. Vega może oczywiście przeprosić Misiewicza, a Misiewicz może te przeprosiny przyjąć. Hierarchia może wyłożyć pieniądze na wzruszający film o św. Ojcu Pio, a w roli głównej obsadzić Gajosa. Może też potem spędzić na ten film do kina wszystkie okoliczne zgromadzenia zakonne – widziałem taką sytuację – ale to oznaczać będzie li tylko tyle, że korzysta z wypróbowanych wzorów komunistycznych. I nic więcej. Piszę to także po to, by uzmysłowić paru osobom, że mogą – całkiem niespodziewanie – znaleźć się w takiej sytuacji jak ci faceci z Instytutu Rozwiązywania Podstawowych Problemów Techniki. Mogą mieć wiedzę, trzymać w ręku wszystkie sznurki, mogą reprezentować potężne siły i mieć w talii same asy, a do tego kilka zapasowych w rękawach. I nagle zgaśnie jedna żarówka, ale wydarzy się coś drobnego, ale tak wymownego, że strach ich obleci.

Póki co oznajmiam – widzimy tego Gajosa, widzimy kogo grał i widzimy, że może zagrać wszystko. Nie uważamy, że jego rola w wychowaniu katolickiej młodzieży może przynieść coś dobrego. To już lepszy byłby Kutz. No, ale jego Pan Bóg zabrał gdzieś daleko, zanim hierarchowie zaczęli firmować swoimi nazwiskami i twarzami ten cały program.

Na dziś to tyle. Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl

  15 komentarzy do “Wspólnota myśli i interesów, czyli o możliwej blokadzie akcji szlachetnych”

  1.  

    Gajos już zagrał kogo trzeba w filmie „Jasmimum”, a Globisz w filmie „Anioł w Krakowie” (przed „Klątwą” i przed wylewem) i tłum ukamienuje każdego, kto powie, że Gajos albo Globisz to są źli ludzie, natomiast blokada akcji szlachetnych idzie pełną parą i jest to realizowane w banalny sposób przez 5-procentowy próg pokazywania lub nie pokazywania czegoś w telewizji. Chłopi pańszczyźniani i kobiety, wbrew potocznym przekonaniom, nie mają bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, natomiast mają kontakt pośredni poprzez emocje i instynkty. Ludzi, którzy mają dostęp do rzeczywistości przy pomocy wywodu rozumowego nazywamy intelektualistami albo „umysłowymi” i są oni elitą społeczeństwa. Zredukowanie istnienia elity do dostrzegalnej ilości poniżej 5 procent umożliwia władzy uzyskanie pełnej sterowalności nad społeczeństwem, a tych nielicznych wyposażonych w intelekt po prostu się nie pokazuje – wystarczy powołać się na badanie statystyczne, z którego wynika, że jakiś fakt nie jest dostrzegany przez 95% ankietowanych lub stwierdzenie przez dziennikarza, że ma on wrażenie, iż faktyczność faktu jest na poziomie poniżej 5% bez zaokrąglenia.

     

    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/wiadomości-w-kuriozalny-sposób-przeprosiły-konfederację-przy-okazji-zlustrowały-sędziego/ar-AAIfrRU?ocid=spartanntp

    Jest już pozamiatane:

    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/kobiety-poczuły-że-są-siłą-i-muszą-wziąć-sprawy-w-swoje-ręce-bo-nikt-inny-nas-nie-obroni/ar-AAIgide?ocid=spartanntp#page=1

  2. Tekst krótki, gigantyczna ilość treści!

    Chapeaux bas !

  3.  
    Cyprian Kamil Norwid przedstawił cel rewolucji światowej w następujący sposób:
     
    Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
     
    Wokoło lecą szmaty zapalone;
     
    Gorejąc nie wiesz, czy Stawasz się wolny,
     
    Czy to, co twoje, ma być zatracone?
     
    Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
     
    Co idzie w przepaść z burzą? – czy zostanie
     
    Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
     
    Wiekuistego zwycięstwa zaranie…
     
     
     
    Jeżeli istnieje pierwiastek boski w człowieku, to teoretycznie można go wyekstrahować przez totalne zniszczenie wszystkiego, co jest ludzkie i słabe. Stawanie się wolnym (boskim) jest celem masonerii, a symbol diamentu jest obecny w wielu bajkach animowanych, jako finał zmagania się dobra ze złem. Adolf Hitler podsumował swoją akcję słowami: „ Niemcy przegrali, bo byli słabi (a więc jednak nie byli bogami)”. Żydzi też nie, bo nic po nich nie zostało w krematoriach. Romantyzm i powstania są z gruntu antychrześcijańskie, bo jednak każdy włos jest policzony i ważny, zatem ekstrahowanie diamentu na drodze ciągłego niszczenia materii jest tego zaprzeczeniem. Sens bajki o rybaku i złotej rybce jest taki, że dobrobyt materialny nie jest problemem, ale nie o to chodzi w postępie. Gdy bogata już baba chce na koniec zostać bogiem, następuje powrót do stanu pierwotnego (a więc nie jest to żadna tragedia ani kara, tylko logiczny rezultat nieprawidłowego postępowania). Celem postępu jest osiągnięcie boskości i wieczności, a środkiem do tego jest zniszczenie wszystkiego, co nie jest wieczne, łącznie z dobrobytem, a także zniszczenie wszystkiego, co temu dobrobytowi materialnemu sprzyja (wiedza, technologia, zasoby, prawo i zasady chrześcijańskie). Taki jest też cel działań premiera Morawieckiego i abp Rysia, który mówi, że jego celem jest boskość, a nie dobrobyt na Ziemi. Abp Ryś mówi, że „dobro” – dyjament tkwi w człowieku, jako stała i niezmienna pozytywna wartość, ale nie jest człowiekiem. 

  4. „…Vega został rok wcześniej wyróżniony nagrodą Grzegorza Wielkiego, co w praktyce oznacza, że zaliczono go do twórców, którzy będą oddawali usługi propagandzie państwowej.” – molto grazi –  wszystko jasne. 

  5. Ciekawe kiedy „biskup” Ryś zaangażują do apostolatu świeckich obu kolegów Szczurów 😉

  6. Vega powiedział, że w przyszłym roku będzie kręcił dla polskich widzów filmy o Bogu. Kościół nie ma siły przebicia w głoszeniu prawd, poza tym dla mocodawców Vegi wizja tradycyjnego Kościoła na temat Boga jest absolutnie nie do przyjęcia.

  7. Szaleniec chce robić film o Bogu. Wszystko jasne.

  8. to jak może być w tym filmie Vegi o Bogu ?,  że niby dobry ten pomysł z Constantinem, że  Vega jako wytatuowany  super man  ,  w takim  skromnym scenariuszu (ograniczonym do lania aktorów),   tak z plaskacza będzie  trzaskał osoby z kadru tj statystów, aktorów –  i starczy (żeby to dzieło dofinansować z PISF?)

    No  może taki monotematyczny scenariusz w jego przypadku jako super -mana/boga wystarczy ? Nie wiem.

  9. Eddie (Israel) Constantine z matki Polki i ojca rosyjskiego jubilera był bardzo sympatycznym człowiekiem. Wyemigrował do Francji, więc nie grał w Hollywood lecz we francuskich filmach kategorii B, a jego twarz idealnie nadawała się do kapelusza nasuniętego na czoło i wysoko postawionego kołnierza. Jak opisuje dalej Hłasko, w kinie Ben-Jahuda wywoływał wielkie emocje łącznie z nawalanką na krzesła. Na YouTube można obejrzeć wiele nagrań jego piosenek francuskich. Jakoś nie natrafiłem na podobne nagrania polskich aktorów znanych z filmów kategorii B (czyli należy nam się Oscar) lub … Académie française. Nie przychodzi mi do głowy żaden polski aktor tej klasy, ale przyznaję, że komediantów mamy bez liku.

  10. Tak, Panie Gabrielu…

    … zwlaszcza po „wycofaniu pozwu”  przez PROPiS’owego  Misiewicza  i  „przeprosinach”  tego  POpapranego  Vegi  WIDAC  JAK  NA  DLONI,  ze  WSPOLOTA  INTERESOW  POPiS’owych  jest   PRZEOGROMNA  !!!

     

    TYLKO  ich  zabic  pustym  smiechem… tych  macherow od tej  HANIEBNEJ  USTAWKI…  majacej na celu  DALSZE  WSPOLNE  OKRADANIE  NARODU  POLSKIEGO  !!!  Oni  wszyscy  sie  juz  dawno  ZAORALI  !!!

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.