Cze 202020
 

Przyznajemy, że zadanie tych maniackich doktrynerów musi być piekielnie trudne

Emanuel Małyński „Nowa Polska”

Jeśli mamy liczącą ponad 500 stron książkę zatytułowaną Cień wiatru i drugą równie grubą pod tytułem Książę mgły, wychodzi na to, że częścią wspólną elementów znajdujących się w wyobraźni autora tych publikacji będzie cień mgły. Ponieważ zaś autor uchodził za tytana wyobraźni, lekko możemy przyjąć, że do cienia mgły w jego głowie przylepił się przymiotnik ostry. Wszystko zaś to wykorzystał później prezydent Andrzej Duda w swoim czelendżu.

Umarł Carlos Ruiz Zafon, autor wymienionych książek, który był ponoć najbardziej popularnym pisarzem na świecie. Nic o nim nie słyszałem. Ponoć 40 milionów ludzi przeczytało jego książkę, a ja się zastanawiam, po co? W sieci znajduje się lista cytatów z prozy tego dziwnego człowieka, a na stronach instytutu Cervantesa odbywa się jakiś program narodowej żałoby. To niezwykłe, jeśli się weźmie pod uwagę słabość tych tekstów i ich dziecięcą pretensjonalność. Oto przykłady

Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.

W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.

Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.

Ludzie są gotowi wierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę.

…ten, kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami.

Pan Zafon był milionerem, zmarł w Los Angeles, w wielkim i pięknym domu, a ja się tylko zastanawiam, jak to się robi i kogo trzeba znać, żeby na tak nędznych tekstach zarobić takie pieniądze? To może się komuś wydawać okropne, ale muszę podejmować takie wyzwania, albowiem sam jestem autorem. A co za tym idzie mam przed sobą dwie drogi, naśladownictwo tych, którzy zrobili sukces, albo próbę wyjaśnienia dlaczego oni go zrobili nie posiadając żadnych po temu danych.

Oczywiście sprawy mają się tak, że językiem hiszpańskim włada pół globu, a instytucje kulturalne krajów hiszpańskojęzycznych to jest machina promocyjna i propagandowa tak sprawna, że lepszej nie mają nawet Anglicy. Będę się przy tym upierał, albowiem jest ona napędzana resentymentem, a momentami nienawiścią do ludzi mówiących po angielsku. Co oczywiście skrzętnie się ukrywa. Kłopot jest taki, że masowy charakter komunikatów emitowanych po hiszpańsku zaniża bardzo ich poziom, a próba dorównania Brytyjczykom powoduje, że książki i pisarze hiszpańskojęzyczni to, od dłuższego czasu inny rodzaj pulpy. Przyrządzający ją autorzy usiłują kokietować czytelników samym tylko brzmieniem słów i nazwisk, a nie zawartością, która jest taka, jak wskazałem wyżej.

Oczywiście, hiszpańskim urzędnikom, politykom, dyplomatom od kultury i tajniakom pilnującym newralgicznych wydawnictw, redakcji i domów gdzie układa się jakieś narracje, wszystko to zwisa. Ich interesuje tylko to, by po śmierci takiego Zafona świat westchnął głęboko i skłonił głowę. Ja oczywiście współczuję rodzinie zmarłego, ale w życiu nie przeczytałbym książki zatytułowanej Cień wiatru. Jest to bowiem rafa, która wyłania się przed każdym ambitnym autorem, mniej więcej w dwa, trzy lata po tym, jak przekona on sam siebie, że może coś tam zdziałać na rynku wydawniczym. Jeśli pozostawi się takiego samemu sobie, ominie on ją i skieruje się ku sprawom i myślom ciekawszym i dającym silniejszy dreszcz i większą satysfakcję. Jeśli są przy nim moderatorzy kultury państwowej, przebierający nogami jak małe kurczaki, w nadziei, że oto zaraz narodzi się autor, który pokaże wała Joan Rowling, ten biedak już się nie wywinie. Do końca życia pisał będzie o cieniach wiatru i książętach mgły. Ludzie zaś, którzy go uwielbiają i płaczą po nim, z największą łatwością będą wyszydzać prezydenta Dudę i ostry cień mgły, bo to przecież idiotyzm i grafomania.

Ja oczywiście chylę czoło przed hiszpańskimi animatorami kultury i jej promotorami. Nie wiem z kim oni tam współpracują, kto im płaci i co mają w duszach, ale wciśnięcie ludziom takiego kitu, jak Zafon, to jest w mojej ocenie wyczyn. W ogóle mechanizm globalnej promocji kultury w oparciu o sieć instytutów, jest czymś niezwykłym. W Polsce to się nigdy nie uda, nawet nie dlatego, że po polsku mówi garstka ludzi. Powód jest inny. Myślę, że wśród Hiszpanów, bycie pisarzem, to nie jest żadna nobilitacja, to jest wyłącznie cholerny kłopot i konieczność udawania kogoś kim się w rzeczywistości nie jest. W Polsce pisarz to jest stanowisko w hierarchii niejawnej, które się dziedziczy. Kłopot w tym, że owa hierarchia i samo stanowisko, nie ma żadnego znaczenia. Nie tylko na świecie, ale także w kraju. Jeśli zaś idzie o promotorów polskiej kultury, to są oni jeszcze gorzej zorientowani w sytuacji niż polscy pisarze. No i także dziedziczą swoje stołki, nie rozumiejąc w ogóle dlaczego mieliby cokolwiek robić dla tego, pardon, motłochu, który zamieszkuje krainę nad Wisłą.

Można rzecz ująć jeszcze inaczej. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, ze książki zawsze są elementem jakiegoś większego globalnego projektu, za którym stoją bankierzy, także żydowscy, przyjdzie nam przyjąć, że ich polscy przedstawiciele, mają wyjątkowo niskie czoła i pochodzą z plemion, które snuły się na szarym końcu wielkiej karawany zmierzającej do Kanaanu. I jeszcze się po drodze zastanawiali, czy nie lepiej było zostać w tym Egipcie.

W tym miejscu – idiotom dla nauki – przypomnieć chciałem Józefa Weyssenhoffa, autora nostalgicznych powieści o życiu na kresach, takich jak „Soból i panna”. Był to przez jakiś czas zięć Jana Gottlieba Blocha, który pisał i nakazywał pisać swoim ludziom rzeczy znacznie ciekawsze niż to, co wychodziło spod ręki jego zięcia. Był Bloch autorem siedmio-tomowego dzieła, nigdy chyba w Polsce nie omawianego i nie wydanego, pod tytułem „Przyszła wojna”. To jest ekonomiczna i polityczna analiza konfliktu, który rozpoczął się w roku 1914, sprokurowana wiele lat wcześniej, przez lub pod nadzorem człowieka, który się na ekonomii, produkcji i finansach rozumiał, jak mało kto. Ona rzecz jasna nie interesuje polskich historyków, albowiem zainteresowanie to zagroziłoby akademickiej hagadzie, którą ludzie ci kolportują. Także pod jakimś nadzorem, jak sądzę.

Wracajmy jednak do literatury popularnej i jej zadań. Służy ona do utrzymywania pewnego, stałego poziomu zidiocenia czytelnika masowego, oraz przekonania go, że może – jeśli tylko zechce zamienić się w kogoś innego. Chcę teraz zaznaczyć wyraźnie, że entuzjazm dla literatury popularnej jest taką samą pułapką, jak pogarda dla niej. Ta ostatnia jest może nawet groźniejsza. Jeśli człowiek bowiem odwraca się od treści masowo kolportowanych, uznając je za próbę degradacji jego i jego myśli oraz emocji, zaczyna natychmiast poszukiwać treści poważnych. I tu już czekają na niego kolporterzy tych treści, z minami tak srogimi, jak gajowy z lasu Żacholec, który przyłapał Cypiska na zbieraniu grzybów. Mają oni w rękach całe pakiety treści, które można omawiać do, pardon, usranej śmierci, entuzjazmując się przy tym swoim zaangażowaniem, powagą, dociekliwością i determinacją w ich propagowaniu. W ten sposób sprzedaje się fałszywe poczucie wybraństwa. Ono jest kreowane wokół treści, które niepokoją ludzi w każdym wieku, a więc dotyczą jakości życia i śmierci, która powinna nastąpić w okolicznościach mało deprymujących, ale coś jednak podpowiada ludziom, że może być inaczej. O czym ja myślę konkretnie? O tym, że jak pan Żółtek zaczyna analizować kwestie medyczne dotyczące szczepień, to z miejsca znajduje wiernych i oddanych słuchaczy. Cóż może być bowiem ważniejszego niż zdrowie naszych dzieci? No i nasze własne? Podobnie jest z innymi jakościami, mającymi na pudełku magazynową naklejkę z napisem „tylko dla ludzi poważnych i dojrzałych”. Ludzie ci, nawet nie zauważą, kiedy znudzą się konsumpcją tych treści, a usłużny sprzedawca podsunie im nowe, leżące na półce, zaraz obok książek Zafona tylko inaczej opakowane i inaczej – po skonsumowaniu – porządkujące sytuację w jelitach. Bo przecież nie w głowie.

Kreślę tu schemat pewnego porządku, który został stworzony z myślą o dobrze zorganizowanej dystrybucji. Czynię to, mając świadomość, że na mnie i moje książki w tym schemacie miejsca nie ma. I jeśli sam go sobie nie znajdę, mogę pakować manatki. Co jakiś czas, ktoś pyta mnie, po co – zamiast skupić się na sprawach istotnych – wydaję książki takie, jak „Zbigniew Nienacki vs Karol Dickens”. Proszę Państwa, jestem całkowicie przekonany, że jeśli zająłbym się dostarczaniem rozrywki wyłącznie przekonanym już do mnie ludziom. Oni, sami nie wiedząc kiedy, znudziliby się produkowaną przeze mnie treścią i zaczęli szukać nowych, ekscytujących rozrywek. Tak działa ten schemat. Już to ćwiczyłem. Wobec ciągłej i intensywnej działalności machiny promującej słabych i wtórnych autorów na wszystkich rynkach, także tak nędznych jak nasz, autorów, których zadaniem jest wyłącznie przypominanie, że język w którym piszą nie umarł całkiem, trzeba zająć jakieś stanowisko. To jest konieczność, nawet jeśli komuś wydaje się, że jest inaczej, bo on by chciał, żeby było. Nie mogę Was bez przerwy zabawiać tym samym, bo stąd wyjdziecie, przekonani, że nic już więcej ciekawego się tu nie zdarzy. Nie mogę także udawać, że rynku masowego, na którym jestem obecny bardzo słabo, nie ma. Jak dobrze wiecie jestem wrogiem hasła – zamknijmy się w kiblu i ogłośmy niepodległość. Uważam, że z tą treścią, która jest tłoczona pod ciśnieniem do wszystkich głów należy polemizować. I można to zrobić wyłącznie ironicznie. Ja już dziś wiem, że to się nie spotka ze zrozumieniem wielu ludzi, albowiem każdy chce być traktowany serio. Ja zaś takich gwarancji nie daję. Udziela ich za to pan Żółtek, kandydat na prezydenta, oraz cała Konfederacja, a także pan Tanajno i jego akolici. No i ekolodzy, a także ruch LGBT, wszyscy ci ludzie mają w statut i w serce wpisane, że trzeba klienta traktować poważnie i rozmawiać z nim o poważnych sprawach. Co też czynią. U mnie będzie inaczej. Jeśli ktoś tego nie rozumie, mogę tylko rozłożyć ręce w geście bezradności. No i przypomnieć o książce Michała Radoryskiego, który już w lipcu wyda kolejną, równie przekorną i pełną niedomówień powieść. Tym razem kryminalną.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zbigniew-nienacki-vs-charles-dickens/

  32 komentarze do “Zbiory wyobraźni i ich część wspólna. Cień wiatru + Książę mgły = Cień mgły”

  1. Jakby sztukę (pisarstwo) zastąpić nauką to brzmiałoby to tak.

    W Polsce naukowiec to jest stanowisko w hierarchii jawnej, które się dziedziczy. Kłopot w tym, że owa hierarchia i samo stanowisko, nie ma żadnego znaczenia. Nie tylko na świecie, ale także w kraju. Jeśli zaś idzie o promotorów polskiej nauki, to są oni jeszcze gorzej zorientowani w sytuacji niż polscy naukowcy. No i także dziedziczą swoje stołki, nie rozumiejąc w ogóle dlaczego mieliby cokolwiek robić dla tego, pardon, motłochu, który zamieszkuje krainę nad Wisłą ☺

     

    sas

  2. czyli przekazujemy treści uniwersalne…jest dobrze…:-)

  3. kiedy ukazało się na rynku polskim „100 lat samotności” Marquez`a, w naszej grupie dysponowaliśmy jednym egzemplarzem, i właściciel pożyczał na jedną noc do przeczytania. No przez noc to trzeba było przeczytać, żeby móc się popisywać znajomością tekstu, bo obowiązywała w środowisku zasada, że ci co nie czytali,  nie liczyli towarzysko.

     

    No taki to był kiedyś południowo amerykański szlagier.

  4. ciekawe czy sami tłumacze literatury wiedzą skąd się bierze decyzja o wyborze  książek do przetłumaczenia na nasze. Czy w swoim związku tłumaczy otrzymują instrukcję, zapewne tak.

  5. coryllusie, nędzny grafomanie i mitomanie – odpieprz się od Zafona. Nie czytasz -Twój wybór.

  6. A może po prostu dla pieniędzy 😉
    Pozdrawiam

  7. „Do usranej śmierci” – proponuję użyć ” ad mortem defaecatam.

    Brzmi i dostojnie i mądro.

  8. Nie będziesz decydował do kogo mam się przypieprzać szmato

  9. W przypadku Zafóna sprawa jest prostsza, bo był bezdzietny.

  10. Zafon od 1993 mieszkał w Hollywood. Więc raczej nie pracował dla Hiszpanów.

    Kupiłam wiele lat temu Cień wiatru, żeby sprawdzić jakie elementy zawiera masowy bestseller. Bo książka ta od razu była pisana jako bestseller właśnie i to się czuje od pierwszych zdań. Jest tam WIELKA TAJEMNICA, WIELKA NIESZCZĘŚLIWA MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ I UKRYTE MIEJSCE (w tym wypadku- cmentarz książek). Napisane to jest jakby ktoś na siłę wziął powyższe elementy i zmieszał je w mikserze na niestrawną nudną papkę. Moje wydanie jest wydrukowane na papierze toaletowym, tak małą czcionką, że czytanie jest męczarnią.

  11. >machina promocyjna i propagandowa…

    Na 45. odcinku zakończył się irański serial o proroku Józefie, pełen uwielbienia dla Józefa i nienawiści do kapłanów. Nie rozumiałem kontekstu propagandowego, aż do ostatniej sceny, gdy Józef jako gubernator Egiptu sprowadza z Kanaanu swego ojca i jedenastu braci.

    Juda (ten, który kiedyś sprzedał Józefa w niewolę) zwraca się do Szymona: Czy myślisz, że o przyszłości narodu dzieci Izraela zadecyduje Józef czy Juda. Szymon: Oczywiście Józef. Juda: Nie Szymonie. Przyszłość pokaże, że dzieci Izraela będą nazywane Judejczykami a nie Józefitami.

  12. Sprawdziłam kto wydał Zafona w Polsce, bo dostać taki kontrakt to są przeca wielkie hajsy. No i uwaga: Włodzimierz Czarzasty!

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Muza_(oficyna_wydawnicza)

  13. no ale to rodzina od pokoleń że tak powiem wydawnicza, bo wcześniej (PRL) niejaki Saturnin  Czarzasty też wysoką funkcję wydawniczą pełnił. Po prostu finansujący wiedział że pokoleniowo – warsztatowo – będzie najlepiej tą robotę Czarzastym powierzyć

  14. I tłumacz Cienia wiatru, też nie byle kto, ale hiszpański komuszek związany z Muza SA

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Carlos_Marrod%C3%A1n

     

    No i ta cała Muza, internacjonalna komusza agentura, próbowała powtórzyć sukces serii iberoamerykańskiej w Polce:

    „Druga seria literatury iberoamerykańskiej wydawana przez Muzę nie powtórzyła sukcesu WL sprzed lat i została zarzucona.”

    http://cojestgrane24.wyborcza.pl/cjg24/Lublin/1,45,602775,Bitwa-o-literature–Realizm-magiczny-albo-co-sie-s.html#top

    Ja nie wiem, jak można oczekiwać tu sukcesu, jeśli ten z lat 70-tych oparty był przede wszystkim na tym, że nic nie było. To tak jakby oczekiwać, że dziś ludzie rzucą się na meble albo buty. W tamtych czasach mój ojciec wchodził do księgarni i prosił o zapakowanie wszystkich nowości, co daje wyobrażenie  o tym jak nie wiele ich było i jak niska była cena książek.

  15. podobne zamówienie składał kolega w Księgarni Wojskowej (róg Krakowskiego Przedmieścia i Bagińskiego ?) przy Hotelu Europejskim.

    To było przeżycie, te nowości, coś tak jak w osłupieniu wysłuchałam wywiadu Rosjanki, że ich elita intelektualna czytała po polsku Coldwella, Faulknera i innych, bo w ZSRR tego w ogóle nie było. Cenzura ZSRR, niechcący zmusiła aspirujących do zachodniej cywilizacji do czytania w naszym języku.

    No kto dziś zrozumie,  że to trwało kilka pokoleń

  16. O rynku księgarskim aktor Jan Nowicki w wywiadzie w dzisiejszym „Plus Minus” mówi tak: Wydawnictwa Bellona i Agora „były nastawione na to, żeby ludzie kupowali dużo książek. Za dużo. Niekoniecznie wartościowych. […] Długo się namęczyłem, żeby nazwać te wszystkie pozycje, które leżą w księgarniach i nazywane są książkami […], jak nazwać to wszystko, co powstaje z myślą o księgarniach. Na Boga, przecież to nie są książki! […] to są ‚produkty masowego spożycia’. I to się sprzedaje.”

  17. Czyli tak kolejny Coelho

    Pisanie to sztuka tworzenia słów. Żyją tak długo, jak choć jeden cytat będzie pamiętamy w chwili smutku. – To ja, dla jaj.

  18. A kiedy wyjdzie  Pana  kryminał krakowski , Panie Autorze  bloga ?

  19. Stara rybko, co ty możesz wiedzieć o smaku wieprzowych, mielonych kotletów. Wybacz, że cię pociągnąłem klejem.

  20. To nie jest już mój kryminał, wydzierżawiłem go Michałowi Radoryskiemu. Wyjdzie w lipcu, tak jak zapowiedziałem.

  21. Oni mu na to odpowiedzą, że to znak czasów

  22. Zafón inspiruje tytułami czyli Sztuka zamiast prozy

  23. a ta okładka z policjantem to jakiś pitaval policyjny ? bo nie znam

  24. Ja też nie znam. Pozostawiam skojarzenia odbiorcom. Ale przyznam, że ten policjant, który podpiera się latarnią przed cieniem wiatru, to mój drugi wybór osobnika przy latarni. Pierwszy zapodział się w katalogu 50 tysięcy moich zdjęć.

  25. jest dobrze…

    może lepiej nie było.

    hmm.

  26. też tak mi się wydaje, że za parę lat nie będą wiedzieli w bibliotekach, która książka naukowa jest warta digitalizowania , warta w swej treści do pozostawienia społeczeństwu na pamiątkę

  27. a Ameryka Południowa tajna fabryka pełna talentów pisarskich –  haha, przykład „Ciotka Julia i skryba ” Mario Vargas Llosy – facet zapewne pracuje w redakcji miejskiej jakiejś gazety, otrzymuje wiadomości z miasta (na pograniczu katastrofy i kryminałku) zamienia w opowiadania i na 470 stronach pisze  o tych zdarzeniach z miasta a  nicią wiążącą jest rodzina autora i romans z ciotką. Autor ma 18 lat a  ciotka 28 – romansowi się nie dziwię on ciekawy świata, ona po rozwodzie .

    Taki oto pełen talent pisarski.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.