paź 022026
 

Nie podróżuję daleko, bo sama myśl o tym, że miałbym spędzać dłuższy czas w towarzystwie obcych ludzi, pod nadzorem jakichś nieznanych mi osób skutecznie mnie paraliżuje. Oglądam za to sporo rolek ludzi podróżujących i patrzę na to z rosnącym zdziwieniem i zaskoczeniem. W zasadzie jedyną motywacją skłaniającą ludzi do podróży jest seks. I to jest widoczne zawsze, choć autorzy starają się ów fakt ukryć. Opowiadając przeważnie o cenach jedzenia i hoteli. Ja się wtedy zastanawiam – po co jechać na drugi koniec świata, żeby nagrywać rolkę, której tematem są ceny owoców morza na lokalnym bazarku. I porównanie ich z bazarkiem na sąsiedniej wyspie. Dla wielu atrakcją jest to, że widzą, jak ich rodacy swobodnie poruszają się za granicą i zagadują obcych zadając im absurdalne pytania. Finałem jednak zawsze jest spacer po dzielnicy czerwonych latarni, gdzie chude – w przypadku Azji – istoty płci obojga prezentują swoje wdzięki. W Afryce jest na odwrót, wdzięki prezentują tylko dziewczyny w rozmiarach XXL. A w Ameryce Południowej nikt niczego nie prezentuje, bo wszyscy siedzą w domach ze strachu przed gangami.

Dawniej motywacją do podróżowania była deklarowana chęć poznania kultury i zabytków. Dziś to jest zupełny absurd. Zabytki nikogo nie interesują, albowiem każda gawęda o nich realizowana jest w pewnym, bardzo infantylnym standardzie. Kultura zaś sprowadzona została do jedzenia i sposobu jego podawania. No i cen za różne usługi. Chęć podróżowania jest jednak stale silnym motorem działań ludzi, szczególnie młodych dzięki temu prosperuje branża. Ta zaś ma zadania wychowawcze i musi sprowadzić klienta do pewnego niskiego, ale nie wolnego od aspiracji poziomu, żeby wydoić go z pieniędzy. Nie inaczej jest z tymi, który podróżują samotnie i uważają, że są wolni. Wszyscy chodzą po tych samych hostelach, pełnych wariatów i karaluchów, zarządzanych przez jakieś zaburzone osoby i z każdą kolejną rolką robią im więcej reklamy.

Dawniej turystyka była pasją i zajęciem ludzi majętnych, którzy chcieli podkreślić swoją niezwykłą pozycję. No i stąd zdjęcia pań w tiurniurach, wdrapujących się na Etnę, albo przewracających się o kamienie z tysiącletnimi reliefami, leżące gdzieś w górnym Egipcie. Czy była to także seks turystyka? Oczywiście, albowiem podróże służyły aranżowaniu małżeństw. Im bardziej egzotyczna sceneria tym łatwiej o taką aranżację w obrębie jednego obszaru aspiracji. Ten zaś wyznaczały właśnie podróże.

W miarę jak luzował się gorset obyczajowy, zmieniał się również charakter podróży. To znaczy bogaci geje jeździli do Włoch, żeby oglądać Caravaggia i szukać dzieł innych artystów podejrzewanych o homoseksualizm, a następnie utożsamiać się z nimi, co dawało im jakieś nie rokujące na spełnienie artystyczne, ale silne satysfakcje. I można znaleźć dość literatury, szczególnie brytyjskiej opisującej ten fenomen. Ludzi tych w istocie nie obchodziło nic poza własnymi emocjami, a te były i są nadal głównym napędem turystyki.

Jak ktoś był bardzo zboczony, albo nie mógł się zrealizować emocjonalnie w małżeństwie, nie szukał zabytków, ale jechał na wyprawę do dżungli, żeby tam sprawdzić swój charakter, odnaleźć nieznane gatunki zwierząt, albo dokonać jakiegoś pomiaru geograficznego. Ten aspekt podróżowania już od dawna się zdezaktualizował. Wszystkie pozostałe w znacznym stopniu także, ale nie do końca. Pozostał więc tylko seks, a seks turystyka stanęła dziś przed nami niczym jakieś upiorne bóstwo wymalowane w jaskrawe kolory, które domaga się coraz to świeższych ofiar.

Konsekwencją seks turystyki jest napływ migrantów. Po co bowiem jakieś wariatki mają wydawać pieniądze na loty i hotele, skoro można sprowadzić im tych murzynów na miejsce i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. To znaczy zrealizować pasje do seks turystyki, a jednocześnie zdewastować dawne aspiracje, które były podstawowym motywem podróżników. Czyli tę całą kulturę, ślady po niej, a nawet kuchnię europejską.

Skoro więc ani atrakcyjność obiektu, ani jego skala, ani kunszt odróżniający wielkie dzieła od nędznych nie jest wystarczającą motywacją do podróżowania, a za każdym razem trzeba dołączać do tego pakietu ukrytą obietnicę, która nie zawsze się spełni, ale zawsze dotyczy kwestii obyczajowo-seksualnych, po co więc podróżować? Nie lepiej zacząć robić coś fajnego na miejscu, dokonać serii prezentacji w kampaniach reklamowych, następnie zaś przyciągnąć tu podróżników, którzy sami już zaczną się stymulować tym seksem? To taki trochę żart, bo są w turystyce nisze, w których w ogóle nie ma miejsca na rozwiązłość. Ja sam byłem ostatnio świadkiem takiej realizacji Pojechaliśmy sobie na weekend do Sulejowa, co jest – w moim przypadku – wystarczającą i całkowicie zadowalającą moje potrzeby obcowania z egzotyką – odległością. Musieliśmy bowiem pokonać całe 120 km. Poszliśmy na grzyby, popatrzyliśmy na wyschnięty zalew, a na parkingu przed wejściem do lasu zobaczyliśmy kampera na zagranicznych znakach. Przed nim zaś na stołeczku siedział jakiś pan w klapkach i skrolował coś w telefonie. Wypoczynek, prawda, niejedno ma imię.

Są więc obszary w branży turystycznej, których istnienia nawet nie podejrzewamy. I myślę, że cała kultura grzybobrania się do takiego zbioru zalicza. Jeśli komuś chce się jechać tu z dalekich krajów, żeby siedzieć przy  kamperze, na skraju  wsi, przy drodze, którą chodzą grzybiarze i przeglądać newsy, to znaczy, że wszystko może być atrakcją. Nie tylko transwestyci nachalnie promujący się na ulicach miast w Tajlandii.

I tego się drodzy rodacy trzymajmy. Bo może się okazać, że to Polska jest najbardziej atrakcyjnym krajem na świecie pod względem walorów turystycznych. Dzięki nieznanym smakom, można rozbudować ofertę miejscowej kuchni, która i tak już jest bardzo bogata. Można odbudować obiekty, które są całkowicie zapomniane, takie jak na przykład zamek w Krupem, położony między Chełmem, a Krasnymstawem. A także inne zamki, powoli, wbrew idiotycznej doktrynie konserwatorskiej, podnoszące się z ruin. Takie jak na przykład Ćmielów, którego właściciel zaprosił na czerwiec przyszłego roku samego Russela Crowe, żeby tam zaśpiewał. To ciekawa inicjatywa moim zdaniem, choć nie każdy pewnie lubi jak Russel śpiewa. Wskazuje ona jednak właściwy kierunek organizacji turystyki dla Polaków i nie tylko dla Polaków. Zamiast jechać w świat, ściągnij ten świat do siebie. Ludzie bowiem mieszkający w tym wielkim świecie spragnieni są normalności i spraw w ich właściwym, a nie przeskalowanym, czy też skażonym obłędem wymiarze.

Stworzenie takiej oferty, dla wielkiego świata to prawdziwe wyzwanie. I każdy może się w nim spełnić. A także, jeśli akurat tego mu potrzeba, znaleźć męża lub żonę, albo kogoś bliskiego po prostu. Nie zamykajmy więc drzwi i nie dajmy sobie wmówić, że w Polsce nie ma żadnych atrakcji, albo że są one gorszej kategorii. Nie dajmy sobie też wmówić, że sprowadzanie tu migrantów ma cokolwiek wspólnego z jakąś kulturą. Bo kraj nasz to nie jest przechowalnia, poprawczak, ani nic w tym stylu.

Na dziś to tyle. Pioter wydał nową książkę. Oto ona

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/mateusz-pretoriusz-orbis-gothicus-swebia-scytia-i-sarmacja/

Mamy nowe książki, o czym nieustająco przypominam.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zywot-sw-jozafata-kuncewicza-opowiedziany-na-tle-historii-kosciola-ruskiego/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/

Ponieważ na jesień zaplanowałem sporo premier, muszę oczyścić magazyn, który jest bardzo mały niestety. Postanowiłem więc, że obniżę ceny nawigatorów. Bez tego i tak nie mógłbym powrócić do wydawania kwartalnika, a w robocie są już kolejne numery. Tak więc dla własnej przyjemności i dla dobra zakładu wydawniczego „Klinika Języka” kupujcie ludzie ile możecie.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-46-pomorze/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-44-fuggerowie/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-41-galicja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-40-poswiecony-pociagom-pancernym/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-39-poswiecony-szermierce-i-pojedynkom-na-bron-biala/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-38-wegierski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-luzyce-nr-37/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-36-poswiecony-morzu-i-zwiazkom-rzeczpospolitej-obojga-narodow-z-morzem/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  2 komentarze do “Czy turystyka zawsze była seks-turystyką?”

  1. Była obszarem aranżacji małżeństwa. Kiedy sezon w dużych polskich miastach nie spełnił oczekiwań, trzeba było wyekspensować się na dalsze wojaże. I takiego Wilda pannę, dość już starszą, przywieziono na sezon towarzyski do Londynu -:).

    W Polsce, a na pewno w Krakowie, jest masa młodych Niemców. W lecie rozumiem. Ale właśnie widzę wycieczki szkolne starszej młodzieży snujące się niekoniecznie po zabytkach. Nad kolejnymi bajorkami przerobionymi na lokalne atrakcje widać tę młodzież. A jak nie widać, to idąc ścieżką słychać zza krzaków jak sobie miło szwargocą nad wodą.

    Niestety to ubogi turysta. W Krakowie, nawet na targowisku, które owszem odwiedzają różne pańcie w każdym wieku, jest dla nich drogo. Że zdziwieniem zauważyłam, że sprzedawane okazjonalnie szpargały, owszem mające swoją cenę ale nie przestaną, wywołały szok cenowy i takich turystek.

    Kraków prosi rząd o wskazanie wysokich widełek opłaty turystycznej, bo niestety, dopłacamy do sprzątania po dziadach. Zachodnie chamy śmiecą. Zdziwieni że tu tak czysto.

    Tak że, zastanowiła bym się, kogo zaprosić.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)