lip 072026
 

Porozmawiałem sobie na targach z Panem Jerzym i dowiedziałem się arcyciekawych rzeczy, acz nie wszystkie z nich pokryły się potem z informacjami znalezionymi w wiki. No, ale te co się nie pokryły, nie miały wpływu na wnioski ostateczne, czyli na tak zwaną „pracę silnika”, jak mawiają niektórzy. No, ale zanim przejdę do rzeczy chciałem napisać tu kilka uwag w związku z cyklem tekstów opartym o książkę Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju. Jestem szczerze zdziwiony sprzeciwem niektórych osób wobec tego cyklu i brakiem zrozumienia dla niego. Już od dawna bowiem nie jesteśmy tu dla zabawy, a wręcz musimy się tłumaczyć z własnego istnienia. To, do czego doszliśmy przez lata pracy, a mam na myśli rzecz najważniejszą, czyli promowanie własnych jakości i fascynacji, z których nie musimy się nikomu tłumaczyć, przestaje mieć znaczenie, właśnie dlatego, że dominować zaczynają formaty o charakterze fetyszy. Jakoś się musimy wobec tego określić. Oczywiście w kontrze, ale tak, żeby nie przepaść z kretesem, ale przetrwać. Polityczne blogi i popularyzacja historii przestały mieć znaczenie. Autentyczne poszukiwania, sięgające nieraz bardzo głęboko nikogo nie obchodzą. Większość ludzi uważa, że promowanie laurek kopiowanych z wiki w rocznicę śmierci Pileckiego, to popularyzacja historii. Ewentualnie jakieś wykwity z AI. Jeśli do tego dołożymy ponurą, grafomańską i pretensjonalną działalność ludzi, których wybraliśmy do rządzenia państwem, zaczyna się robić niewesoło. Warto to zrozumieć. Ten klub prowadzony jest z pewnym wysiłkiem. Nie mówię, że dużym, ale jednak. Dobrze jest o tym pamiętać. Po opublikowaniu 6 tekstów zawierających frazę Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju, moje teksty pojawiać się zaczęły na 4 stronie z kolei, po wpisaniu tej frazy w google.  Jeśli napisałbym tych tekstów 30, a w zasadzie poza standardową reklamą polegającą na publikowaniu recenzji nikt nic na temat tej książki nie pisze, wynik były lepszy. Dlatego wrócimy do tej problematyki.

Teraz zmienimy jednak trochę koloryt naszych harcerskich zbiórek, dowiedziałem się bowiem, że Andriej Rublow nigdy nie istniał. A jakby tego było mało, wielbiony przed laty film Tarkowskiego opowiadający o jego życiu, został zrobiony na polecenie Chruszczowa. Nie uwierzyłem przyznam i zajrzałem do wiki. I to są powiem Wam niezłe jaja. W życiorysie Rublowa bowiem, w co drugim zdaniu znajdujemy takie oto frazy:

Jest uważany za najwybitniejszego przedstawiciela moskiewskiej szkoły pisania ikon.

Nieco niżej zaś znajdujemy takie zdanie:

Brak źródeł pisanych powoduje, że chronologia jego prac ustalana jest przez ich analizę stylistyczną.

A wcześniej:

Część prac artysty nie zachowała się, większość znajduje się w zbiorach Galerii Tretiakowskiej w Moskwie.

Rozumiem, że chodzi o tę większość, która została atrybuowana na podstawie analizy stylistycznej?

Wiele tu pisaliśmy o historykach sztuki, w tym momencie wypada wrócić do momentu, w którym sama dyscyplina się narodziła. I był to początek wieku XVIII. Mam na myśli zbieranie i systematyzowanie wiedzy o sztuce. Kiedy narodziła się historia sztuki ruskiej, tego nie wiem, ale podejrzewam, że znacznie później. I zapewne z polecenia któregoś z carów. Jeśli zaś tak było, nie ma powodu przypuszczać, by cokolwiek w ustaleniach dotyczących tej sztuki zahaczało choćby o prawdę.

W wiki znajdujemy informację, że kanon Rublowa wprowadzono na Soborze Stu Rozdziałów, w roku 1551. Duchowieństwo moskiewskie debatowało tam o sprawach najważniejszych w relacji pomiędzy cerkwią a carem, w tym także o tym, jak mają wyglądać ikony i malarstwo ścienne w świątyniach. Brał w tym soborze udział także Iwan Groźny. To powinno już z miejsca wyostrzyć nam wszystkie zmysły, szczególnie że według postanowień tego soboru wszystkie urządzenia i dekrety moskiewskie były ważniejsze niż te pochodzące z Grecji. Mnisi z góry Athos nie zaakceptowali ustaleń soboru. Co więcej – nie zachował się żaden oryginalny dokument potwierdzający jego ustalenia.  Są tylko odpisy i kopie. W latach 1666 – 1667 inny sobór, zakwestionował ustalenia Soboru Stu Rozdziałów, a w wiki przeczytamy jeszcze, że choć ustalono kanon dotyczący malowania ikon, to jednak mało kto się do niego stosował.

Sławna Trójca Święta, namalowana ręką Rublowa jest ponoć kreacją początku XX wieku. Nie mogę też sobie przypomnieć żadnej innej Trójcy Starotestamentowej namalowanej według takiego kanonu. Może Wam się uda taką znaleźć? Jeśli bowiem sobór coś ustalił i wskazał wyraźnie, takich schematów ikonograficznych, pochodzących z wieku XVI i lat późniejszych powinno być wiele. Czy tak jest?

No, ale wracajmy do życiorysu mistrza. Znajdujemy w wiki takie oto zdanie:

Urodził się w środkowej części Rosji, w ziemi rostowsko-suzdalskiej.

Poniżej zaś

Dokładna data jego urodzin nie jest znana, tak samo jak miejsce jego urodzin oraz środowisko, z którego się wywodził. 

I jeszcze:

Istnieją źródła, wedle których urodził się w miasteczku Sergijew Posad.

Może rzeczywiście istnieją, ale wiki ich nie wskazuje.

Dalej zaś wiki pisze : Przydomek „Rublow” mógł pochodzić od staroruskiego słowa oznaczającego narzędzie do garbowania skóry. Jakie narzędzie? Jak się nazywało? Może warto to wskazać? Rublow kojarzy się z rublem raczej, a słowo rubel pochodzi od rąbania. W średniowieczu w Moskwie w obiegu nie było monet, ale podłużne odlewane w srebrze sztabki z zaznaczonym miejscem do przerąbania na pół. Nazywano je rublami.

Rublow został prawosławnym świętym i nawet wielu katolickich duchownych się na ten fakt powołuje tłumacząc osobom postronnym swoją fascynację Rublowem. Tyle, że owa kanonizacja nastąpiła w roku 1988. I z daleka zalatuje budową nowej, demokratycznej Rosji.

Ja pamiętam, że na studiach – a była to historia sztuki, ale to samo mieli też na polonistyce – były specjalne seminaria filmowe, gdzie pokazywano między innymi film Tarkowskiego, tragiczną ramotę z roku 1966. Studenci zaś musieli oglądać ją kadr po kadrze i szukać gdzie też mistrz Tarkowski wstawił postaci aniołów. Chodziły na to głównie dziewczyny. Film Rublow puszczano na specjalnych pokazach. Byłem na takim pokazie. Nie było napisów ani lektora, wszystko po rosyjsku, nikt nic nie rozumiał, ale większość płakała bo film był czarno – biały, a na koniec pokazali ujęcia kolorowe, jak konie się pasą nad rzeką. I to taka poezja filmowa była.

Uważam, że ten Rublow, to jest jeszcze większy wyczyn historyków sztuki niż interpretacja obrazu Stańczyk Jana Matejki.

W angielskiej wiki znajdujemy bowiem jeszcze takie słowa:

Jedynym dziełem autentycznym w całości należącym do niego jest ikona Trójcy Świętej. Jest ona oparta na wcześniejszej ikonie znanej jako „Gościnność Abrahama” Rublow usunął ze sceny postacie Abrahama i Sary.

I wszędzie podkreśla się bizantyński charakter jego ikon, choć tylko jedną – Trójcę – wskazuje się jako na pewno namalowaną jego ręką. Tyle, że nic w historii tej ikony na to nie wskazuje. A Sobór Stu Rozdziałów nie nawiązywał do tradycji bizantyńskiej, ale podkreślał wyższość ustaleń i obrządków moskiewskich.

Aha, jeszcze najważniejsze – Rublow nie podpisywał się pod swoimi dziełami.

Zacytujmy jeszcze jeden fragment angielskiej wiki:

 

Datowanie Trójcy Świętej jest niepewne. Nie ma zbyt wielu danych historycznych na ten temat, a nawet na początku XX wieku historycy nie odważyli się twierdzić żadnych faktów i mogli jedynie snuć domysły i założenia. Ikona została po raz pierwszy wspomniana w 1551 roku w Księdze Stu Rozdziałów, zbiorze praw i przepisów kościelnych uchwalonych przez Synod Stogławski.

Przypomnijmy – nie ma ani jednego autentycznego egzemplarza tej księgi.

No nic. Na dziś to tyle. Miłego dzionka.

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  6 komentarzy do “Andriej Rublow – czy kiedykolwiek istniał?”

  1. Trochę anegdotycznie, właśnie słuchałam rozmowy z młodym księdzem, który przeszedł do Bractwa. Kilka lat temu biskup skierował go na studia w KUL. Historia sztuki. Nie bardzo chciał, ale okazało się że na wykładach dowiedział się podczas analizy kolejnych starych dzieł, dużo więcej niż w seminarium. Zrozumiał w co wierzymy itd. Najpierw zaglądał do kaplicy z mszą tradycyjną, podczas pandemii gdy zamknięto prawie kościoły, tylko w tej kaplicy mógł normalnie funkcjonować. I to go przywiodło do Bractwach sw. Piusa itd.

    Jak widać historia sztuki różnie wpływa na studentów.

  2. Dzień dobry. Cóż, istniał czy nie, tego się raczej nie dowiemy. Nikt nie zajmuje się autentycznością Iwana Groźnego, która z pewnością ma ogromne znaczenie, więc taki Rublow nie ma szans…

  3. Dobrze prowadzone zajęcia z ikonografii są super, ale to chyba jedyna rzecz warta uwagi

  4. No, my się zajmujemy, poza tym to jest wdzięczny bardzo ogródek, na którym różne kwiatki mogą urosnąć

  5. Ta jedyna ikona mogła być wzorowana na gościnności Abrahama.

    W ogóle ciekawe czemu nikt nie bierze porównawczo sytuacji w zachodniej Europie. Ci wielcy malarze mieli pracownie – firmy z wieloma pracownikami, z których wychodziły obrazy sygnowane ich nazwiskiem. W istocie myślę że szkic obrazu i pewne elementy były wykonane ręką mistrza.

    Pamiętam że ikony też powstawały w dużych skupiskach malarzy. Nie sygnowano ich nazwiskiem autora, ponieważ to były dzieła zbiorowe.

  6. Ikona ostała się jedną ale za to jaka! Wieki całe kontemplacji tego genialnego dzieła. Tarkowskiego film też dobry. Ale rzeczywistość i tak potrafi zaskoczyć, świat natury idzie swoim porządkiem a stworzenia też idą z postępem,w takim świętokrzyskiem głośna afera,psy zmontowały ekipę i napadły na dwie alpaki,biedne imigrantki nie miały szans ,co też psom do tych łbów strzeliło, żreć nie miały co?  Albo brak wietnamskiej knajpy w pobliżu tak rozzuchwalił psi gang.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)