lip 042026
 

Jeśli prawdą jest, że Radosław Sikorski dostał brytyjski paszport w roku 1981, a zrzekł się podwójnego obywatelstwa w 2006, na prośbę Lecha Kaczyńskiego, to znaczy, że przez ćwierć wieku był poddanym Korony.

Wojciech Giertych zaś do dziś ma obywatelstwo brytyjskie, choć po studiach w Polsce potwierdzono urzędowo, że jest Polakiem urodzonym w Londynie.

Dziś zmienimy nieco styl i nie będziemy posługiwać się cytatami z książki Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju. Na podstawie filmów i książek o modus operandi urzędników i poddanych korony, postaramy się zbudować ich charakterystykę.

Zacznijmy od tego co korona ofertuje swoim poddanym? W zasadzie nic. Krew, pot i łzy, jak powiedział Churchill. Ewentualnie kulę w łeb z zdradę, jeśli się sprzeniewierzą polityce państwa, a zostali wyznaczeni do jakichś ważnych zadań. Ja z wielką uwagą oglądam brytyjskie filmy, szczególnie te o policji, uważam bowiem, że tam znajduje się więcej prawdy niż w szpiegowskich produkcjach, gdzie pokazują gentlemanów sączących martini. Ostatnio zaś obejrzałem serial o celnikach, nie tak dobry, jak Line of duty, ale na swój sposób demaskatorski. Swoją drogą tego Line of duty nie sposób obejrzeć już chyba nigdzie. Wycofano go z platform. Może właśnie dlatego, że był za dobry.

Kogo rekrutuje korona? Ludzi z nizin, osoby nie mające nic do stracenia, ambitnych prowincjuszy i takich, którzy ciągną za sobą jakieś deficyty i kompromaty. Na przykład mieli katolickiego dziadka. Dostają oni do ręki zestaw narzędzi, którymi mogą sprawować władzę. Mam tu na myśli broń, przepisy, hierarchię. I z tym wyposażeniem wysyła się ich do zadań naprawdę niebezpiecznych. Oni zaś są świadomi ryzyka. I to wymusza na nich pewne zachowania. Podkreślmy teraz, że w hierarchiach krajowych ludzie ci są nikim. Co jest jeszcze bardziej widoczne w tych serialach, gdzie stałym motywem jest korupcja elit. O tym rzecz jasna korona nic nie wie i to na takich jak oni właśnie spoczywa ciężar uratowania państwa. Nie mogą więc mieć wahań. Bo niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Prócz świadomości zagrożenia, żyją oni także w przekonaniu, że muszą poradzić sobie sami w okolicznościach silnie niesprzyjających, czyli wobec innych wrogich hierarchii. I to można zrobić tylko w jeden sposób – zbudować nową hierarchię, której centrum będą oni sami, a miejscowe, czy to bandyckie, czy to tubylcze struktury zdegradować i podważyć zasadność ich istnienia. To nie jest trudne dla człowieka, który przeszedł brytyjską szkołę i rozumie, że przede wszystkim nie można mieć wahań. Schemat ten jest widoczny nawet dla bardzo niezorientowanych obserwatorów, takich jak ja. Podobnie jak widoczne są blokady, uniemożliwiające kariery wewnątrz brytyjskiego systemu. Być może one mają dziś inny charakter niż dawniej, ale na pewno istnieją. Przypomnę może anegdotę sprzed kilku dekad. Oto stareńki już dziś Michel Caine, rozpoczynał karierę aktorską i zgłosił się do castingu, gdzie wybierano aktorów mających zagrać w filmie Zulu. Reżyserem był Amerykanin i Caine dostał jedną z dwóch głównych ról. Według amerykańskiego reżysera bowiem wyglądał jak brytyjski arystokrata. Sam Caine mówił potem, że żaden anglik nigdy by go w tej roli nie obsadził. Był on bowiem człowiekiem z nizin i w zasadzie mówił cockneyem. Czy to się dziś zmieniło? Nie wiem. Uważam jednak, że pewne rzeczy są niezmienne.

Powróćmy jednak do metod, jakie poddani brytyjscy stosowali i stosują nadal wobec tubylców. Nie strzelają już do nich, jak Michael Caine do Zulusów w sławnym filmie z roku 1964, ale na pewno nie pozwalają im na jakąś tam samodzielność. No chyba, że zmienia się akurat polityczna logika i Zulusi są do czegoś potrzebni. We wspomnianym filmie widzimy scenę, na koniec, jak pokonani Zulusi, którzy nie umieli poradzić sobie z garstką Brytyjczyków stoją na wzgórzach i śpiewają smętną pieśń. Oddają w ten sposób hołd swoim pogromcom, dzielnym wojownikom w czerwonych kurtkach. Jest to nieprawda, a scena ta została tam umieszczona, albowiem właśnie zaczynała się walka z apartheidem. Normalnie Zulusi, jak wszyscy ludzie, nie tylko prymitywni, wypierali porażkę ze świadomości, a zwycięstwo konsumowali do końca, to znaczy wraz z wątrobą i jądrami pokonanych wrogów.

Rozpuszczono więc także po świecie plotkę, że setki zuluskich statystów nie otrzymało wynagrodzenia w pieniądzu, a jedynie w bydle, które także grało w tym filmie. A stać się tak miało, albowiem w RPA istniało prawo, które zakazywało dawać tubylcom gotówkę. Nie było takiego prawa, a wszyscy czarni dostali forsę do ręki. Pokrzywdzone były tylko dziewczyny, tańczące na początku, bo im wypłacono mniejszą gażę. No, ale one też nie musiały udawać nieboszczyków, jak ich koledzy, mężowie i dziadkowie.

Jak wiadomo kultury przenikają się, nie można więc wykluczyć, że do obyczaju politycznego w Wielkiej Brytanii przeszły jakieś zuluskie zwyczaje. Ja bym wręcz był pewien, że jakieś przeszły. Na pewno zaś znajdują się w brytyjskiej tradycji politycznej metody maskowania intencji i działań, poprzez wskazywanie na wyższość kulturową narodu, a także szlachetność jej poszczególnych członków.

Nie inaczej było w przypadku Radosława Sikorskiego, który w latach 90-tych przedstawiony został Polakom, jako szlachetny mudżahedin walczący z sowietami w Afganistanie, następnie zaś gentleman, z manierami, który kończył Oksford, Harvard, a potem przysłany został nad Wisłę, by także jego rodacy mogli nieco bliżej poznać wyższą kulturę świata anglosaskiego oraz metody jakimi oddziałuje ona na cywilizacje niższe. I wielu to fascynowało, zapewne także braci Kaczyńskich, zanim nie zorientowali się oni w co gra Radosław Sikorski. W roku 2006 zwrócił on brytyjski paszport, ale czy miało to jakieś znaczenie? I czy ma nadal. Poddanym brytyjskim jest się bowiem na zawsze, nie można się z tego tak po prostu wycofać, szczególnie kiedy człowiek jest politykiem.

Czy analogicznie sprawy mają się w przypadku Wojciecha Giertycha? Myślę, że tak, w Wielkiej Brytanii katolicy zyskali wszystkie prawa odebrane im przez królową Elżbietę, dopiero w I połowie XIX wieku. To zaś oznaczało, że nie ma przeszkód by realizowali katolicką misję także w samym królestwie. No, ale czy ktoś zadał sobie trud i zbadał, jak to wyglądało, w czasach królowej Wiktorii i później? W serialu Line of duty, którego akcja rozgrywa się dwie dekady temu, katolickie pochodzenie jednego z bohaterów jest jednak pewnym ambarasem i balastem. Czy wobec tego można założyć, że brytyjscy katolicy nie realizują co prawda misji Kościoła na wyspie, ale nie przeszkadza im to w realizowaniu misji Wielkiej Brytanii na kontynencie i w strukturach Kościoła. Ja nie wiem czy tak jest. Nie mogę się jednak oprzeć takiemu wrażeniu, kiedy czytam co mówi Wojciech Giertych w rozmowie z Radosławem Sikorskim. I cały czas mam wrażenie, że oni obaj suną cockneyem. A wszystko przez to, że gdzieś około roku 1964, czyli w początkach zwalczania apartheidu, kiedy Michael Caine zagrał jedną z głównych ról w filmie Zulu, gdzieś w najtajniejszych gabinetach królewskich służb specjalnych spotkało się kilku panów. I najważniejszy z nich powiedział – widzieliście, że tego zasrańca z Southwark obsadzili w roli oficera? Reszta pokiwała głowami ze smutkiem. – Nie do pomyślenia – dokończył. Pozostali zgodzili się z nim bez słowa. – Ale wiecie co? – zagaił znowu. Reszta podniosła głowy i wpatrywała się w niego uważnie. – To nie jest taki głupi pomysł. Będziemy rekrutować takich jak on i wysyłać ich do Zulusów. – Zulusi za chwilę przyjadą do nas – zauważył przytomnie jeden z obecnych. – Nie mam na myśli prawdziwych Zulusów, użyłem metafory – zirytował się tamten. Jego oponent zamilkł, bo choć pochodził ze starej szlachty, a jego pra pra pradziadek zdobywał Quebec wraz z generałem Woolfem, nie miał pojęcia co to jest ta metafora. A kończył przecież Oksford. Szef dostrzegł to i zirytowany pospieszył z wyjaśnieniem – mówiąc – Zulusi –  miałem na myśli wszystkich nie-Brytyjczyków. Tu zawiesił głos. – Także tych, którzy studiowali w Oksfordzie albo Cambridge – dodał po chwili.

No nic, na tym kończymy. Dziś i jutro siedzimy na targach w Ojrzanowie.

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  3 komentarze do “Brytyjczycy i Zulusi”

  1. Taki model Brytyjczyka aż do końca jest bohaterem „Cormoran Strike”. To kilkutomowa powieść Rowling napisana pod pseudonimem Galbright.

    Stary dość wojskowy skrzywdzony w wojsku chyba w Iraku.. kaleka, zostaje detektywem w Londynie. Pejzaż miasta i mieszkańców jak i Dickensa. I niezłomny żołnierz. Znakomite.

  2. Wszystko ulega dewaluacji, przyjmując,  że oba ptaszki co ćwierkały w Rzymie są agentami korony to ich agentura psieje. Uderzyło mnie kiedyś co Pan pisał o bracie babki braci Kurskich, ten to był ministrem w rządzie jej królewskiej mości, a Kurskim to się jednak udało ogłupić duża część społeczeństwa.  Giertych teolog i ptaszek Minister to już gorszy poziom. Słabo korona przędzie.

  3. Kiedyś napisałem, ale nie zaszkodzi powtórzyć – arystokrację brytyjska bardzo obrazowo została opisana w książce Historia naturalna bogaczy. Wątki historyczne przeplatane z popularną antropologią, odniesieniem do świata zwierząt i pierwotnych instynktów ukazują sposoby panowania nad światem. Nasza arystokracja niestety została szybciutko rozproszona, można chyba powiedzieć, że spotkało nas to co kiedyś Czechów w nowszej wersji?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)