Postawy urzędników najwyższego szczebla, reprezentujących nasze państwo są generalnie nieadekwatne. Jeśli nie liczyć Adama Glapińskiego, który jako jedyny zdaje się rozumieć gdzie się znajduje i po co go tam postawiono. Dołączył bym do tego jeszcze prezydenta, ale warunkowo, bo coraz bardziej sprawia on wrażenie człowieka, których chciałby, ale nie może. To jest lekko rozczarowujące. Reszta dawnych i obecnych władz najwyższego szczebla nie wie i nigdy chyba nie wiedziała po co została powołana na swoje stanowiska. Wynika to wprost z desakralizacji władzy i nadania jej charakteru fasadowego. To zaś oznacza, że ci co władzę sprawują mogą brać udział we wszelkich wygłupach, byle nie wypadli z roli, którą im wyznaczono. I tak się też w Polsce działo, do momentu, kiedy Internet nie pokazał swojej mocy. Nastąpił moment przetrzeźwienia, który niestety mamy już za sobą. Okazało się bowiem – na szczęście dla władzy – że z ludźmi siedzącymi przed monitorami można zrobić dokładnie to samo, co z tymi co dawniej gapili się w telewizor, trzeba jednakowoż mieć inne nieco narzędzia. I przez ostatnią dekadę narzędzia te wypracowywano, a dziś są one gotowe. Sieć ma tę właściwość, że nie widać kto stoi za poczynaniami tego czy innego gwiazdora, więc i pewności mieć nie można czy aktualnie używane narzędzie do deprawowania publiczności jest pochodzenia lokalnego czy może zagranicznego. Co dodatkowo ułatwia sprawę, albowiem przy rzucaniu różnych oskarżeń i podejrzeń, liczą się tylko komunikaty, które emitują ośrodki władzy legalnej lub ośrodki opozycji, wcześniej sprawującej władzę. I koniec. To z kolei sprowadza całą kwestię życia publicznego do czasów wczesnego Gierka i hasła – pomożecie?! Pomożemy!
Wspomniane ośrodki władzy i opozycji oczywiście nie mogą przemawiać wyłącznie przez rzeczników, a więc mamy do każdego z nich dokręcony zestaw gadających głów, które wymiennie i płynnie przechodzą z jednego studia do drugiego. I tam emitują komunikaty szkalujące przeciwników. Mają one odpowiedni stopień uszczegółowienia. Czyli nie są za bardzo skomplikowane, ale też nie za proste. Takie, żeby każdy bystrzejszy widz mógł się oburzyć, że to zbyt płaskie, a każdy mniej bystry mógł się zadurzyć i powtarzać je potem całkiem bez zrozumienia.
Do czego szykuje się nasze państwo? Od czasu wybuchu wojny wyłącznie do przyjęcia migrantów. I to w zasadzie wszystko. Nie słyszę i nie widzę oznak, by istniał jakiś plan, który – po jego realizacji – zmieniłby życie Polaków na lepsze, ich samych zaś awansował, uszlachetnił, podniósł znaczenie każdego z osobna i wszystkich razem. Ponieważ nie popieram obecnego rządu, a opozycję, czekam aż ona wystąpi z jakimś programem, który nie tylko będzie atrakcyjny, ale też zawierał będzie w sobie mechanizm, gwarantujący sukces. Tak się nie stało w roku 2023, albowiem opozycja postanowiła określić się – pojedynczo i w masie – wobec Donalda Tuska. Stan ten trwa do dziś. Centrum zainteresowania opozycji jest premier, który pełni tę samą rolę dla PiS, co czapka Hitlera dla rosyjskich nacjonalistów, czapka przechowywana w tym sławnym kompleksie religijnym pod Moskwą, do której modlą się politycy z Kremla.
Żeby zyskać zaufanie polityków opozycji trzeba nagadać na Tuska. I to w zasadzie wystarczy. Nic więcej się nie liczy. Nikt w całej partii opozycyjnej nie potrafi wzbić się ponad ten poziom. Gwarancją tej nieskuteczności jest niestety prezes, nie potrafiący zrozumieć, że awantury uliczne przed pomnikiem smoleńskim obniżają rangę władzy. I nie czynią go bynajmniej bardziej atrakcyjnym dla wyborców. Szczególnie młodych, których przybywa. Starzy zaś, co pokazał rok 2023, zawiedli. I to widzimy dokładnie do dzisiaj. Lepiej nie będzie. Taka postawa wykreowała i wypromowała Romana Giertycha, z którego wielu ludzi się śmiało, a tymczasem on przeprowadził swój plan precyzyjnie i dokładnie kradnąc cały wyborczy napęd PiS. Bo jeśli było inaczej i Giertych jest kimś innym, to chętnie – jako publiczność siedząca przed monitorami – posłuchalibyśmy kim naprawdę on jest. Nie mamy tej szansy, albowiem opozycyjni dziennikarze zajęci są wskazywaniem nam przeniewierstw Tuska. No i kibicowaniem jednemu, którego właśnie aresztowano, rzekomo za to, że tropił Giertycha. Dlaczego tylko on jeden chciałoby się zapytać, skoro ten Giertych jest taki groźny? Dlaczego nie wszyscy? I dlaczego papiery, które ten jeden wystawił swego czasu na allegro, nie stały się podstawą dla szeregu dziennikarskich śledztw prowadzonych w różnych redakcjach? Może taka strategia nieco by pohamowała Romana Giertycha? Nie sądzicie?
Prezes przepycha się ze Szczurkiem i policją pod pomnikiem. Ta sama policja aresztuje niezależnego dziennikarza, inni dziennikarze reagują oburzeniem, ale takim zalatującym operetką, całkiem bez znaczenia. A na koniec wychodzi Roman Giertych cały na biało i mówi, że chętnie temu aresztowanemu pomoże. Postawa na natychmiast zostaje nazwana szczytem hipokryzji. Możliwe, że tak jest, ale w takim razie, dlaczego kochana opozycjo, składająca się z tylu bystrzaków i tylu mocarzy intelektu, tylu dzielnych prawników i finansistów nawet, nie potraficie jakoś tej mocy zniwelować? Bo Roman Giertych właśnie ujawnił swoją moc. A wcześniej, uciekając do Watykanu, ujawnił swój spryt. Pewnie może ujawnić jeszcze kilka atutów, ale czeka z nimi cierpliwie na dalsze absurdalne posunięcia opozycji. Ta zaś woła – reżim Tuska, reżim Tuska! Tak, to jest reżim, ale czyj dokładnie, nie wiadomo. Bo jeśli odejmuje się Tuskowi sprawczość i czyni go niemieckim pachołkiem, nie można jednocześnie wskazywać go jako głównego zagrożenia. Czyni to bowiem z działań opozycji zbiór ofert przedstawianych nie wiadomo właściwie komu. Jakiejś instancji reprezentującej porządek moralny. Czyli chyba hierarchii Kościoła? No, ale Roman Giertych wyjechał swego czasu do Watykanu, z którym Polska nie ma umowy o ekstradycji. No więc znów nie bardzo to wygląda.
Na szczęście pojawiły się jakieś doniesienia, że PiS zwołuje zespoły ekspertów, których celem będzie przeciwdziałanie bezprawiu Tuska. Narady mają odbywać się w sejmie. Oby to było skuteczne. I to nie tylko w przypadku aresztowanego dziennikarza.
Wróćmy teraz do Kościoła. Papież odprawił mszę w bazylice Sagrada Familia, co jest, moim zdaniem, szalenie ważne. Wskazuje bowiem na to, że tradycja jest żywa. I dziedzictwo Kościoła, także materialne, również jest żywe. Oczywiście nie wszyscy duchowni zdążyli się w tym połapać, bo niektórzy oddali powierzone ich pieczy, stare świątynie innym parafiom, koncentrując się na budowie nowych, co zawsze jest wdzięczniejsze niż jakieś tam rupiecie sprzed wieków, do których miesza się jeszcze konserwator zabytków. No, jak sądzę, kierunek został wskazany. Kościół żyje, kończy swoje budowy, sakralizuje je, wskazuje na wielkość oraz powszechny charakter misji i zamierza trwać dalej, w tych okolicznościach, które nadejdą. Czekam aż papież namaści pierwszego monarchę nowoczesnej Europy. Być może się nie doczekam, ale uważam, że trend ten zaznaczał się będzie coraz wyraźniej. Trend ku legitymizacji władzy poprzez apostolstwo. Nie wiem czy wszyscy dokładnie to widzą, ale główne ośrodki krzewienia idei antykościelnych w Europie właśnie – pardąsik – zaliczają zwałę. Mam na myśli Londyn i Berlin. Wszystko zależy bowiem od przyjęcia odpowiedniej perspektywy. Ta zaś, którą dają nam urzędnicy i akademicy państwa świeckiego, nie nadaje się już do niczego. Monarchie protestanckie, które były głównymi dewastatorami władzy apostolskiej oraz ich wschodnioeuropejskie agendy idą w odstawkę.
Wznieśmy się więc i odrzućmy wypracowane w XIX i XX wieku przesądy oraz metody. Kościół bowiem, co wczoraj pokazał papież, ma perspektywę ponad czasem. Państwo pruskie przestało istnieć już jakiś czas temu, a Niemcy zamieniły się w hub amerykańskich technologii. Właśnie tracą tę rolę. Londyn tak mocno uwierzył w swoją misję, że król zaczął sam jej zaprzeczać. I to chyba jest nie do odwrócenia. Islam zdewastuje Europę Zachodnią i unieważni jej instytucje. I wtedy okaże się, że potrzebny jest król z prawdziwego zdarzenia. To znaczy pomazaniec, który patrzy ponad czasem. I nie widzi ludu, lecz ludy. Te zaś mają być ponownie połączone w jedno pod chrześcijańskim berłem. Czy my to widzimy? Czy widzimy coś innego? To już każdy musi rozstrzygnąć we własnym sercu. No, ale ta zmiana perspektywy jest szalenie istotna. Bo za jednym razem kasuje wszelkie fałszywe autorytety, czyli fałszywych proroków jak powiedział Pan Jezus. Inspiruje też do działania, także w zakresach osobniczych, indywidualnych, a także wskazuje cel modlitwy – tak myślę.
Jest to także dobry moment, byśmy zaczęli inaczej oceniać naszą własną historię, na którą patrzymy poprzez pryzmaty interesów rozumianych na sposób XIX wieczny. I rzucamy różne głupie oskarżenia pod adresem władców, którzy wszak byli pomazańcami i widzieli więcej niż my. I to nie oni pozwolili sobie na słabość i ulegli deprawacji, ale naród, który słuchał fałszywych proroków.
I z tym Was dzisiaj zostawiam. Wstawiłem nowe książki do sklepu.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przewodnik-po-powstanczej-warszawie/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/tysiac-szkol-na-tysiaclecie/
W Hiszpanii król z żoną nie odstępowali papieża. Mieli okazję Polansować się przy Nim.
Poza wystąpieniem w Kortezach, świeckie władze były w cieniu.
O różnicy w sposobie władania krótko wskazał Jezus.
Już nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi.
To jest ogromna różnica, bo sługa nie wie o co chodzi jego panu. Dostaje cząstkowe polecenia i ma iść gdzie władza kazała.
Jezus mówi zaś, że swoich nazywa przyjaciółmi. Dowodem prawdziwości tych słów jest, iż mówi im wszystko czego dowiedział się od Ojca. Sługi się nie informuje o niczym.
To w zasadzie wyczerpuje sprawę świeckiej władzy.
Państwa-korporacje „produkują” szczury korporacyjne czyli fasadowych aktorów, których jedynym zmartwieniem jest aby nie wypaść z roli „mężów stanu”.
Tak właśnie
Widzimy to codziennie