Dziś po raz kolejny napiszę coś o komunikacji między politykami, publicystami, a wyborcą i w ogóle tak zwanym „szarym człowiekiem”. Pochwalę się może tylko jeszcze, że mamy niewielki sukces w naszej walce o prąd w gospodarstwach domowych wokół Warszawy, w 20 gospodarce świata. Oto poseł Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej złożył w naszym imieniu interpelację poselską do ministra energetyki. Czy coś z tego wyniknie? Nie wiem, będę próbował dalej zainteresować posłów i polityków tą sprawą, która jest ważna, z którego by punktu widzenia na nią nie spojrzeć. Jeśli zaś ktoś będzie tu próbował dokonywać podziału posłów na lepszych i gorszych, skuteczniejszych i mniej skutecznych, niech się może zastanowi. Bo w takim razie można też dokonać podziału wyborców na lepszych i gorszych. I to według jednego kryterium – ci lepsi słuchają z otwartymi dziobami wyborczej propagandy, a ci gorsi zadają pytania i czegoś tam się domagają. I do tego właśnie zaczniemy.
W zasadzie rozpoczęła się kampania wyborcza. PiS, prezydent i ugrupowanie Rozwój plus rozpoczęli ją tradycyjnie od prezentowania deficytów. Tusk zaś i jego ludzie od potwierdzania wewnętrznej lojalności. Mamy więc otwarcie standardowe, ale jednak niestandardowe, bo nowocześniejsze, albowiem w kampanię prezydenta włączył się Stanowski. I teraz uwaga natury ogólnej – nie należy przesadzać z ironią kiedy się zdobywa popularność, albowiem może się okazać, że w grze politycznej inne niż ona atuty ważą. I co wtedy? Ironista musi wygłaszać komunikaty całkiem serio, w dodatku w obronie kwestii, które należałoby wyszydzić. I to się właśnie przytrafiło panu Stanowskiemu. Ja zaś postaram się opisać tę przygodę bez charakterystycznych dla mnie złośliwości.
Oto ktoś podsunął prezydentowi pomysł, by motorem jego spotkań z młodymi ludźmi byli gwiazdorzy współczesnej estrady. Bo to przyciągnie młodych do prezydenta. Dlaczego tak? Otóż ci, jak się kiedyś mawiało, spin-doktorzy myślą w taki oto sposób – jeśli gwiazdy estrady, rapujące lub śpiewające do tej pory o przygodach natury seksualnej w klubowych toaletach, albo w ogóle gdziekolwiek, nagle zaczną mówić i śpiewać o tym, jak dobrze być Polakiem, to z miejsca się to przełoży na sukces wyborczy i poparcie sondażowe. Oby tak się stało, ja jednak mam wątpliwości. Gwiazdy estrady bowiem nie biorą się znikąd. Stają na tej estradzie i gwiazdorzą albowiem ich przekaz został – na zlecenie osób rynek muzyczny kształtujących – sprowadzony do opisu emocji zwierzęcych. Te bowiem dotyczą wszystkich, a śpiewanie o nich pomaga nastolatkom kojarzyć się w pary i przeżywać tak zwane „najpiękniejsze chwile życia”, to znaczy ten seks w kiblu czy gdzie tam…Skolim, który został wynajęty do roboty patriotycznej opiewa, o ile pamiętam, spółkowanie na blacie kuchennym. Prócz tego jednak wygłasza komunikaty patriotyczne, które brzmią mniej więcej tak – nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, to super być Polakiem! A kto Skolimowi wmawia, że jest on gorszy? I od kogo? Nic nie rozumiecie. On nie ma na myśli siebie, bo wie, że jest lepszy. On ma na myśli tych, co chodzą na te jego niby koncerty, a potem pukają się na blacie. To oni są gorsi i taki przekaz, poprzez Skolima, kieruje do nich otoczenie prezydenta. Ktoś tam powinien się chyba owinąć mokrymi szmatami, żeby ochłonąć. Tylko nie wiem, niestety, kto.
Nie ma nic łatwiejszego jak wywołanie emocji w grupie młodzieży. Jeszcze lepiej kiedy ma się pieniądze, bo można tę młodzież opłacić i ona, za parę groszy będzie demonstrować takie emocje, że żaden Skolim by ich nie wywołał. Nawet gdyby na tym blacie, ten tego…wprost na estradzie…No, ale to są przypadki jednorazowe, które nie będą działać przy urnach wyborczych, bo wtedy już takie emocje będą wyciszone.
Co z tym wszystkim ma wspólnego Stanowski? Otóż reklamuje on Skolima, albowiem sam stał się jedną z twarzy kampanii promocyjnej prezydenta. Stanowski!!! Facet, który szydził z jakichś biednych dziewczyn co sfingowały swoje kariery, albo czepiały się portfela różnych dzianych „bizmesmenów”, nagle został promotorem chłopaka o ksywie Skolim, który wypromował sobie w Polsce różne marki – kiełbasę i stację benzynową, o ile pamiętam!!! Nie to jednak będzie przedmiotem dyskusji Stanowskiego ze Skolimem, będzie nim bowiem historia. Stanowski napisał wczoraj na iksie, że ten Skolim jest tak zainteresowany historią…I jak zacznie o niej opowiadać, to człowiek od razu staje jak zahipnotyzowany…taki był sens tej wypowiedzi, choć słowa padły trochę inne. No to czekamy na dyskusję Skolima ze Stanowskim w sprawie historii. Ja już dziś przyjmuje zakłady, że format tej rozmowy będzie dokładnie taki, jaki zademonstrował Skolim wcześniej – nie musicie czuć się gorsi, mamy wspaniałe osiągnięcia, Polak potrafi, itp, itd…czyli na stole pojawią się wszystkie, dobrze znane nam „atuty”, których obecność zawsze poprzedza klęskę. I nikt nie jest w stanie pojąć dlaczego ona nadchodzi. Otóż dlatego, że starć politycznych nie wygrywa się kokieterią, szczególnie zaś kokieterią wobec młodych. I nie mówcie mi teraz, że prezydent otwiera przestrzeń do dyskusji. Nie, on jedynie ją sugeruje. Tej przestrzeni w istocie nie ma, a nie ma jej, bo gdyby była zagroziłoby to natychmiast pozycji tych polityków i działaczy, którzy dyskutować nie chcą i nie potrafią. Dlaczego? Bo oni, jak Skolim zupełnie, czują się lepsi. I tę „lepszość” usiłują przekazać innym, pod warunkiem jednak takim, że ci inni znajdą sobie kogoś gorszego, by prezentować się na jego tle i nie daj Boże nie pomyślą o tym, by konkurować z nimi. I mechanizm ten działa od razu. Od wczoraj trwa na iksie kretyńska dyskusja, o tym kto jest gorszy. Tak, tak, nie mylę się, dobrze napisałem – po tych wszystkich wystąpieniach, nawoływaniach, filmach z Juraty i Międzyzdrojów, gdzie widać jak Stanowski pląsa z całą rodziną Skolima, i jacy wszyscy są świetni, rozpoczęła się dyskusja – kto jest gorszy. I nikt nie widzi w tym absurdu, demaskacji i słabości.
Chodzi bowiem o to, że na Campus Polska wystąpiła niejaka Mery Spolsky, tak się to chyba pisze. To też jest gwiazda estrady, ale ona dla odmiany, nie śpiewa o pukaniu na blacie, ale za to pokazuje się w bieliźnie. No i potencjalni wyborcy obu ugrupowań spierając się teraz o to, kto jest gorszy – ta cała Mery, której ubliżają pisowcy czy Skolim, z którego szydzą zwolennicy KO.
Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli w tym miejscu przypomnę, że mieszkańcy tak zwanego warszawskiego obwarzanka nie mają jesienią i zimą zasilania, występują masowe awarie, psują im się urządzenia, które kosztują duże pieniądze, nie ma kontaktu z zarządem PGE i ich sprawy każdy ma w dupie. Nie mogę się, wybaczcie, hamować, skoro na pikniku u prezydenta występuje kolo, co sprzedaje kiełbasę i śpiewa o pukaniu na blacie. A u prezydenta Warszawy tańcuje Mary, z cyckami na wierzchu. Grzeczniej już było.
Całości tego obrazu nędzy dopełniają fotografie i nagrania ze zjazdu Klubów Gazety Polskiej w Sulejowie. Informują nas liczne doniesienia o tym, że obecni tam politycy PiS, siedzieli przy ognisku i śpiewali „Pierwszą brygadę”. Marcin Przydacz zaś napisał jeszcze na iksie, że wszyscy tam obecni poszli do kościoła na mszę. Nie to co tamci – bezbożnicy i barbarzyńcy.
Proszę Państwa, jeśli szykuje się jakaś wojna, to dyskusje przed nią powinny być raczej wyciszane, prezentacji zaś nie powinno być wcale. No, a na pewno już nie nikt nie powinien porównywać obydwu wojsk pod kątem – kto ładniej wygląda przed bitwą na błoniu i czyje zbroje bardziej lśnią w słońcu. Do tego zaś sprowadzają się demonstracje na tym zlocie Klubów Gazety. Można to też nazwać przekonywaniem przekonanych. Co sensu nie ma tym bardziej, że w poprzednich wyborach ci przekonani jednak zawiedli. I przekaz o złych tuskoidach, co każą nam jeść robaki, okazał się jednak chybiony.
Jakby mało było tych demaskacji, w paśmie publicystycznych wszystkich możliwych mediów pojawiają się ludzie służb, którzy z uśmiechami na twarzy klarują wszystkim, że może, prawda, spaść nam na łeb, bomba atomowa. I to dopiero będzie temat do polemik i gawęd, będzie można pokazywać spalone trupy i oskarżać się wzajemnie, a eksperci będą jeszcze bardziej zadowoleni, bo cała publicystyka wypełniona będzie wyłącznie twarzami właściwych ludzi.
Ja, oceniając to wszystko, wiem że na Warszawę nie musi spadać żadna bomba. Wystarczy trochę śniegu i trakcja kolejowa nad torami ulegnie trwałemu uszkodzeniu. Prądu nie będzie, jak powieje trochę i połamie kilka gałęzi. Ludzie stracą łączność i nie będzie jej nawet pomiędzy poszczególnymi dzielnicami stolicy. No, ale służby, politycy i wojsko ogłoszą sukces, bo ich systemy zasilania i łączności działać na pewno będą. Tyle, że najprawdopodobniej zostaną przejęte przez wroga. To nie zdejmie jednak uśmiechów z żadnych twarzy, a najwięksi patrioci, w oczekiwaniu na atak nowego Tuchaczewskiego, puszczać sobie będą patriotyczny rap, albo różne kuplety Skolima. Bo trzeba Wam wiedzieć, że na tym spotkaniu z prezydentem w Juracie był też sławny raper Kubańczyk, który co prawda z Kubą nie ma nic wspólnego, ale za to w roku 2018 zadebiutował singlem zatytułowanym „Lady Pank”, który przyniósł mu rozpoznawalność.
Cześć pracy…I ojczyźnie…
Muszę sprzedać jeszcze parę książek, żeby wyrobić normę w tym miesiącu. Pomożecie? Zostały mi resztki takich oto tytułów.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojsko-polskie-w-ii-polowie-xvii-wieku/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ksiadz-i-lekarz-od-swietych-uzdrowicieli-do-bioetyki/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ksiaze-regent/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/gawedy-o-czasach-i-ludziach-ksiadz-walerian-meysztowicz/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/gdy-zagrzmial-zloty-rog-2/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/bonerowie-krakowska-rodzina-soprano/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-moskiewska-ludwik-kubala/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jerzy-ossolinski-biografia-ludwik-kubala/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zyciorys-wlasny-przestepcy/
Nie wiem czy taki był zamiar, ale opisał Pan ruski świat.
Opisałem to, co wczoraj widziałem na iksie
Dokładnie, wszystko się zgadza, ilość podobieństw aż bije po oczach.
Zdaje się, że Mr. Nawrocki właśnie „rozłożył nóżki swoje…”