lip 282026
 

Jak wiele osób wie od dawna na tym blogu i w całym portalu „Szkoła nawigatorów”, proponujemy ludziom zabawę w nieoczywiste skojarzenia. Nieoczywiste to znaczy takie, których nigdy nie obejmie publicystyka kokieteryjna, czyli ta nadawana  24/24 godziny we wszystkich mediach i pasmach. Taka, w której dziennikarze przekrzykują się z politykami, albo robią dziwne miny, które mają oznaczać, że są w coś wtajemniczeni i powtarzają z tymi głupimi minami serie dobrze znanych wszystkim banałów. Tak robi cała „Telewizja Republika”, na przykład i to jest nieznośne dla większości widzów. Trzeba jednak totalnej klęski PiS, żeby ktoś to wreszcie pojął. No, ale okay, wracajmy do naszych nieoczywistych skojarzeń. Nie muszą być one słuszne, ale moim zdaniem są. Wszystkie głębokie zmiany zaczynają się od kolportażu informacji o możliwym życiu pozaziemskim. Dlaczego tak jest? Nie wiem, ale to prawidłowość zauważalna. I nie chodzi mi teraz o fantastykę, o jakiej mówi Gociek, ale o Arnolda Mostowicza. Jeśli w roku 1979 roku w TVP reklamowana była książka byłego lekarza z łódzkiego getta, redaktora naczelnego „Szpilek” – Arnolda Mostowicza – zatytułowana „My z kosmosu” i ja to pamiętam, to znaczy że zapowiadała ona jakieś zmiany. Było kilka wydań tej książki i za każdym razem były to nakłady dość spore. Kwestie zaś związane z paleoastronautyką i życiem pozaziemskim wjeżdżały w latach osiemdziesiątych do księgarń i kiosków na pełnej kurtyzanie. Nie inaczej jest dzisiaj, tyle że dziś nie wydaje się książek, bo to za duży ambaras, a nagrywa się podcasty z tak zwanymi ciekawymi ludźmi. I my tu o nich czasem piszemy. Wiem, że wielu to zlekceważy, ale dla mnie wyciągnięcie z szafy z napisem „freaki i dziwolągi” Roberta Bernatowicza i przewiezienie go po wszystkich niemal istotnych dla systemu programach było pewnym znakiem. Jestem przekonany, że idą wielkie zmiany, których charakteru nikt na razie nie umie sobie nawet wyobrazić.

Wczoraj na iksie ktoś puścił nagranie sprzed dwóch lat, w którym premier Mateusz Morawiecki, rzuca – ot tak sobie – słowa – „jestem wyznawcą pelagianizmu”. Przyznam, że aż otworzyłem usta w zdumieniu. Po pierwsze w świecie ludzi współczesnych żaden pelagianizm nie istnieje. Jeśli zaś gdzieś istnieje to w innym świecie, do którego my, wyborcy, nie mamy dostępu. Premier zaś ma. Jak wielki jest ten świat i jakie istoty go zamieszkują, nie mam pojęcia, ale uważam, że z tym pelagianizmem to nie jest żart. Mateusz Morawiecki bowiem raczej nie żartuje. To jest człowiek, który uważa się za intelektualnego mocarza i czasem zniża się dobrotliwie do nas maluczkich, by przedstawiać nam swoje racje, ale nigdy z nas nie szydzi i nikogo nie podpuszcza. To nie jest jego metoda. Inaczej się zachowują różni Kurscy i podobni im ułomni intelektualnie ludzie, błądzący gdzieś wśród rozlewisk rzeki Meander i próbujący znaleźć swoje miejsce w kulturze politycznej i takiej ogólnej. Takich rzeczy nie robi Mateusz Morawiecki. Skoro więc mówi o pelagianizmie, to znaczy że ten pelagianizm jest realnością, ale – powtórzę – nieodstępną dla nas. Ponieważ w takich razach, kiedy wyskakuje coś czego do końca nie potrafię zrozumieć dzwonię to jednego mojego kolegi, uczyniłem to i tym razem. On zaś, oderwany od jakichś superważnych zajęć, powiedział mi dwa słowa – pelagianizm hararyjski.

Kiedy pada nazwisko Harari kończy się moja wiara w supermoce Mateusza Morawieckiego. A kończy się dlatego, że jako autor, oczywiście nieporównywalnie płytszy i słabszy niż Harari, wiem iż pisanie jest to konkurencja wysiłkowa. Nie zręcznościowa, ale wysiłkowa. I trzeba napisać pięć ton tekstu, żeby zyskać wreszcie pewną jasność myśli wyrażonej w piśmie, a nie tylko w mowie, która może być kreowana przez różne szkolenia i nawyki trenowane w grupie. Jeśli więc ktoś ma dorobek w postaci pięciu broszur o objętości zeszytu 32 kartkowego w trzy linie i się tym chwali, to moim zdaniem nie ma dobrych zamiarów. Treść zaś znajdująca się w tych zeszytach jest najprawdopodobniej skądś przepisana. Jego obecność zaś w przestrzeni publicznej jest wymuszona, tak jak swego czasu wymuszona była obecność w tej przestrzeni Arnolda Mostowicza i jego książki „My z kosmosu”. I teraz słowo wyjaśnienia – nie traktowała ona o kosmitach jedynie, ale o wszystkich niezwykłych, czyli wymyślonych dla niejasnych celów, zjawiskach, o których Arnold Mostowicz nie mógł mieć żadnego pojęcia. Były to rzeczy skądś przepisane i wydane w druku zwartym dla jakichś, nie do końca rozpoznanych celów. Część z nich była wcześniej drukowana w „Tygodniku Demokratycznym”. Nie wiedziałem co to, ale wczoraj zajrzałem do wiki i okazało się, że był to organ Stronnictwa Demokratycznego, w którym publikował nie tylko Mostowicz, ale także Jerzy Robert Nowak.

Wracajmy jednak do Mateusza Morawieckiego, nagranie z jego wypowiedzią zauważyli wczoraj na iksie wszyscy prawie i wielu ludzi uznało, że należy się do niej odnieść. Przeważnie czyniono to w sposób nieadekwatny do wagi tej wypowiedzi. Ktoś tam tłumaczył, że to ma kontekst polityczny, a ktoś inny, że później się okaże jaki i generalnie żeby się nie przejmować. No, ale jak tu się nie przejmować, kiedy w tym całym pelagianizmie chodzi z grubsza o to, kto może dostąpić zbawienia – czy tylko wierzący w Jezusa Chrystusa czy ktoś jeszcze? A jeśli tak, to kto? Bo jeśli ktoś jeszcze to jest zbawienie poza Kościołem, czyli istnieje życie pozaziemskie, jeśli przełożylibyśmy rzecz na język marksizmu-leninizmu i giordanobrunizmu. Jeśli jest zbawienie poza Kościołem to po co Kościół? No to wskażmy może gdzie jest to zbawienie – w prawie i niewinności. Nie ma grzechu pierworodnego, niemowlęta zmarłe przedwcześnie idą od razu do nieba, a za nimi może podążyć człowiek nie wierzący, ale przestrzegający prawa. Jak rygorystycznie? Aż się chce w tym miejscu zadać takie pytanie. I czy jazda w dzień bez świateł wyklucza pelagiańskie niebo, czy nie? A jeśli wyklucza to czy można powrócić na ścieżkę zbawienia? I w jaki sposób, skoro Kościół i jego sakramenty już odrzuciliśmy?

O jakim prawie pisał Pelagiusz? Nie wiemy, ale przypuszczać możemy, że o pogańskim prawie rzymskim i o prawie starotestamentowym. Czyli zbawienie mogą osiągnąć nie tylko Żydzi, ale także poganie. Czy dobrze rozumujemy? To z kolei prowadzi nas do wniosku, że premier Mateusz Morawiecki wyrasta daleko poza znany nam porządek rzeczy i przybył tu do nas z okolic, gdzie wszystko jest urządzone inaczej.

Nie przejmujecie się jednak za bardzo tym co ja tu piszę, bo może się okazać, że wszystkie moje skojarzenia są po prostu błędne.

Wczoraj czy przedwczoraj deklarację solidarności z premierem złożył marszałek Terlecki, człowiek, który w poważny sposób próbował ograniczyć nasze percepcje historyczne w publicznym wystąpieniu, w tejże samej Krynicy, w której premier wyjawił iż jest zwolennikiem pelagianizmu. To mnie ostatecznie przekonało, żeby być wobec pomysłów pana premiera ostrożnym. Bo skończą się one właśnie tak, jak to wskazywał marszałek Terlecki – odebraniem nam władzy oceniania zjawisk. I takie czynności zostały już podjęte. W kwestiach, które nie są w żaden sposób sporne, żeby się od razu larum nie podniosło. Oto Adam Borowski, który od kilku miesięcy jest ciśnięty na wizji, jak swego czasu książka Mostowicza, wystąpił z panem Boguckim, promując swoją z kolei książkę pod tytułem „Byle nie Tusk”. Mi się to od razu skojarzyło z paleoastronautyką i jej niewyjaśnionymi do końca funkcjami propagandowymi. Czyli wskazano nam cel – byle nie Tusk. No, ale…ten cel był już wskazany w podobny sposób w roku 2023, ale nie został osiągnięty ze względu na źle sprofilowaną komunikację. Nie zostanie on też osiągnięty teraz, albowiem do kogo innego adresowany jest przekaz premiera – jestem zwolennikiem pelagianizmu, a do kogo innego przekaz Adama Borowskiego – byle nie Tusk.

Jeśli to tego dołożymy kwestię podziału PiS i wystąpienie Kurskiego, a także Cejrowskiego w Republice, a obaj napisali swego czasu jakieś książki, to tworzy nam się hierarchia wtajemniczeń: pelagnianie, poczciwe chłopaki, agresywne sukinsyny, co wiedzą swoje. Czyli ujmując rzecz innym nieco językiem – my z kosmosu, tak zwani zwykli ludzie i małpy na końcu. I teraz uwaga – gros przekazu adresowane jest do małp. Was to nie niepokoi? Mnie bardzo, bo entuzjazm w stadzie małp narasta. I na to wychodzi w jakiejś publicystyce czołowy przedstawiciel poczciwych chłopaków – pana Borowski właśnie – i mówi, że to wszystko są takie strategie, bo chodzi o to, by się przed wyborami podzielić, a potem połączyć przeciwko Tuskowi. Czy to jest tylko naiwność i frajerstwo? Moim zdaniem nie. To jest strategia, ale wymierzona w nas. Kto i z kim jest zblatowany okaże się później. Podziały, które dziś są widoczne, rzekomo widoczne, albo sugerowane nie będą już wkrótce miały znaczenia. To zaś co mówi Adam Borowski to ściema. Uważam tak z jednego prostego powodu, nie można ujawniać działania strategii. Jeśli się to czyni, to znaczy że jest inna strategia o innym, ukrytym mechanizmie. I tyle.

Jest oczywiście taka opcja, że żadnej ukrytej strategii nie ma, a oni wszyscy są durniami, tyle że niektórzy wierzą w Harariego, a inni w Cejrowskiego. Nie można tego wykluczyć, ale dla nas wyborców oznacza to, że nie mamy oferty. Po raz kolejny zaś nie chcemy wybierać mniejszego zła. I albo oni dorosną do sytuacji, albo niech spieprzają ze swoim folklorem i dziwnymi nawykami.

Jeśli zaś jest ukryta strategia, to znaczy że jest ona ukryta przed nami. Bo Tusk dobrze wie o co chodzi. I wie też, że to nie on jest celem. Poznaje to po książce Borowskiego – „Byle nie Tusk”, tak jak dawnie po książce Mostowicza – „My z kosmosu” poznawano, że kosmici to ściema. I wierzyły w nich tylko dzieci.

Oczywiście najbardziej mnie zastanawiają ci, którzy wierzą Mateuszowi Morawieckiemu i nawołują do jego poparcia, albowiem był przez osiem lat dobrym premierem i umie rządzić. To niezwykłe, zwłaszcza gdy się wysłucha nagrania, w którym prezes Kaczyński mówi, że Mateusz Morawiecki powiedział mu iż chce przejąć partię, bo z partii bierze się władza prawdziwa – cytuję z pamięci. Nie ze stołka premiera, a z partii. I co? Nikomu to nie daje do myślenia? Nikt słysząc te słowa nie usiłuje zdefiniować w kategoriach bliższych realizmowi, jaka jest funkcja premiera? Dziwne. Postawa Mateusza Morawieckiego to entuzjazm, a postawa Jacka Kurskiego to zawziętość. I raczej jest oczywiste, że żaden z nich nie jest autentyczny. A skoro tak, to obu łączy jeden moment. Nie zgadniecie jaki. Chodzi o bezradność wobec zjawisk ukrytych przed naszymi oczami. I możemy je sobie definiować różne – tak, jak Arnold Mostowicz, Robert Bernatowicz czy ktoś tam jeszcze. Ja jednak bym się skoncentrował się na głównym motywie, którym tłumaczono klęskę w wyborach roku 2023. To znaczy na postawie Amerykanów. Oni mieli nie poprzeć PiS. Z powodów, które dla nas nie są jasne. I nie sądzę też by były jasne dla Harariego. Myślę, że w nadchodzących wyborach także nie poprą jednoznacznie PiS, a to postawi ludzi takich jak Rachoń w sytuacji dziwacznej. Wszyscy już to widzą i rozpoczęło się właśnie rozpaczliwe poszukiwanie wajchy, która wyniesie partię w górę, tak by poparcie narodu dla niej gwarantowało sukces, bez konieczności oglądania się na Amerykanów. Niestety od razu zdemaskowano ubóstwo narzędzi, którymi się to próbuje osiągnąć. A będzie gorzej. Bo wszak i po jednej i po drugiej stronie są ludzie przekonani o swojej skuteczności. Ta zaś, jak wskazał Jarosław Kaczyński, cytując Mateusza Morawieckiego, bierze się z partii. Partia zaś to wyborcy, ale  postawieni w sali krzywych luster. I do tego widoku, który tam widać w tych lustrach obie grupy dostosowywać będą strategie.

Na dziś to tyle. Jeszcze ogłoszenia i promocja

Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.

https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification

Okazało się, że konferencja w Zielonej Górze jednak się odbędzie. W sobotę 5 września. Szczegóły będą po weekendzie w ulotce, którą tu opublikujemy. Dzień wcześniej rozpoczyna się winobranie w Zielonej Górze. Wszystkich szczegółów dowiedzie się od Marcina i Pawła

marcin.zylewicz@wp.pl

pawelsroczynski80@gmail.com

Do nich też należy zgłaszać chęć uczestnictwa. Nie wiem ile to teraz kosztuje. Na pewno mniej niż u mnie.

Wygłoszę tam wykład pod tytułem „Stosunki polsko-ukraińskie” w XIX i XX wieku i będę opowiadał same herezje.

A oto promocje na dziś:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stefan-batory-edmund-jezierski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/niemcewicz-od-przodu-i-tylu-karol-zbyszewski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-pomorza/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  3 komentarze do “Czy kosmici mają swoją ojczyznę? Albo książki jako narzędzie podstępów politycznych”

  1. A premier Tusk powiedział, że wprawdzie on po PiS nie będzie płakał, ale w ogóle to nie ma się z czegoś cieszyć. Nie znam się na PO.

    Loty tam i spowrotem w głębiny kosmosu są tematem obowiązkowym. Najwięksi uczeni na Ziemi nie mają odwagi powiedzieć wywiadującym ich tzw dziennikarzom naukowym, że takie loty to bzdura.

    Przyjęto formułę, że takie loty będą możliwe, gdy..i tu dopiero wyliczane są konkretne warunki wynikające z praw fizyki. I widać że choćby nie wiem co, nie jest to możliwe.

    No ale miłośnicy reptilian wiedzą swoje.

    Naprawdę my tu żyjemy w kompletnie innym świecie.

    Na szczęście poza Kościołem nie ma zbawienia.

  2. Pelagianizm to farmazony Harariego, które Mateusz Morawiecki bierze na serio. To kolejny etap historii przedstawionej przez T. Gluzińskiego w „Zmierzchu Izraela” . Manifest Komunistyczny 2.0 Po drodze była Olga Tokarczuk ze swoimi „Biegunami” i „Księgami Jakubowymi”, a dzisiaj jak już ogłoszono zerwanie człowieka ze źródłem czyli z Bogiem to można go już podłączyć do laptopa Harariego, gdzie AI skompilowała każdemu jego nową świadomość. Próba nadania heretyckiego sznytu nowej formie inżynierii społecznej spreparowanej wiadomo przez kogo 🙂 Śmieszne to i straszne zarazem. Tylko ludzie o mocno ograniczonych horyzontach mogą forsować coś takiego ale to właśnie tacy uważają, że są wstanie zapanować nad całym światem i nie mają przy tym żadnych wątpliwości. Wczoraj oglądałem, chyba na YT, filmik, na którym cała ta technologiczna wierchuszka zachwycała się swoim powrotem do judaizmu. Wyglądało to żenująco. Jak nawróceni alkoholicy, którzy opowiadają jak to na nowo „zaprzyjaźnili się z Jezusem”. Niby poważni ludzie, robią z siebie politruków „nowego świata”. Dla elity judaizm, dla niższego szczebla – pelagianizm, a dla hołoty – laptop Harariego.

  3. Pelagianizm? Człowiek, który rzekomo odcinał farsz mięsny z pierogów podanych przez nieświadomoą nicego gospodynię i jadł tylko ciasto ponieważ to był piątek,  jest wyznawcą pelagianizmu? Jakby Spielberg o tym wiedział, z pewnością dodał by taką scenę do swojego ostatniego filmu: goście siedzą przy okrągłym stole (a jakże), wnoszą pierogi, Mateusz pyta z czym one są, słyszy odpowiedź, a ponieważ przestrzega piątkowego postu, je tylko ciasto. Obserwuje to Kiszczak, poleca przyprowadzić Mostowicza, coś tam sobie szepczą, aż tu nagle wchodzi Harari i zjada mięso z farszu. W tle leci muzyka z Archium X.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)