Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wchodzi facet do piekarni i mówi – jestem gejem. Kolejka patrzy na niego i milczy. On się nakręca. Wykonuje dziwne ruchy i powtarza – jestem gejem, jestem gejem. Jakieś dziecko, co przyszło z matką zaczyna płakać. Babina co smutno gapiła się w lustro na przeciwległej ścianie dostrzega go wreszcie i zasłania oczy. Jakiś emeryt stuka laską w podłogę i mówi głosem, który kiedyś był stanowczy – panie, my tu po chleb przyszli….A kolo dalej swoje – jestem gejem, jestem gejem…I zaczyna ściągać spodnie. Babina mdleje, piekarz dzwoni po straż miejską. Ta przyjeżdża, legitymuje gościa i wzywa policję. Zabierają go na dołek. Całą scenę z ukrycia obserwuje młody, postępowy dziennikarz lokalnego tygodnika. Kręci on głową z niedowierzaniem, kiedy widzi jak szarpiącego się geja, ze spodniami opuszczonymi do kolan policja ciągnie do radiowozu. On zaś woła – przyszedłem tylko po chleb, przyszedłem tylko po chleb! Choć to przecież kłamstwo, bo wszyscy słyszeli, że wizytę w piekarni zaczął od demonstracji obyczajowej. Potem – w kolejnym numerze pisma „Co tam u sąsiadów” ukazuje się na pierwszej stronie artykuł pod tytułem – Nie sprzedał chleba gejowi!
Skąd się biorą w mojej głowie takie projekcje? Tak, zgadliście, znowu zacząłem czytać książkę Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju. Ominąłem jednak te kawałki, w których Sikorski i Giertych mówią, że muzułmanie co prawda podpalają kościoły z głupich powodów, ale to używana przez katolików formuła – obraza uczuć religijnych – jest najgorsza. Zacząłem dziś lekturę od tego kawałka:
Katolicy w Polsce nie doznają trudności ze względu na wyznanie. Mają mimo to manierę mówienia, że religia może ich zwalniać z zachowywania prawa cywilnego. Mam klauzulę sumienia i mogę nie wydrukować książki, z którą się nie zgadzam, albo nie wykonać zabiegu medycznego z którym się nie zgadzam, mimo że prawo tego ode mnie wymaga. To idzie zbyt daleko. Zacznie się od aptekarza, który nie sprzeda pigułki „dzień po”, a skończy na piekarzu, który odmówi sprzedaży chleba gejowi.
Gdzieś tam hen w Afryce płoną kościoły, ale Radosław Sikorski montuje w swojej głowie wizję eskalacji, która zaczyna się od niesprzedania zasmarkanej nastolatce pigułki poronnej, a kończy odmową sprzedaży chleba gejowi? A co pomiędzy? Ja sobie to wyobrażam tak:
Przychodzi nastolatka do apteki, a tam za szybą jakiś powiatowy doktor Mengele, łysy i spocony. Patrzy na nią łakomie, a ona, wycierając nos i przybierając minę spaniela proszącego o chrupkę z kurczakiem mówi – poproszę pigułkę. Na co on – ty łajdusie! Będziesz się puszczać po kątach?! Tak? Jakbym twojego ojca nie znał?! Mogła byś raz zajrzeć do mnie po dobranocce, pokazałbym ci kolekcję minerałów! Ona w płacz. On zaś, podnosząc kącik wąskich ust i obnażając kieł ryczy – won z apteki!
Kiedy zamyka zakład i wychodzi na ulicę widzi psa co kuli się pod jego samochodem. Pies już wie co się stanie i próbuje się chować, ale dosięga go zamaszysty kopniak. Zwierzak leci przez pół ulicy, spada na asfalt, po czym zrywa się, w ostatniej chwili przed hamującym autem i pędzie na oślep przed siebie.
Powiatowy Mengele jest zadowolony. Idzie do swojego kolegi piekarza, żeby po pracy zagrać z nim w skata znaczonymi kartami. A dlaczego w skata zapytacie? Bo tam nie ma dam, za damę robi wyżnik, a za waleta niżnik. Czyli dwaj faceci, co oczywiście jasno wskazuje na antyfeministyczny charakter gry, na dodatek wskazuje też na to, że obaj są ultrakatolickimi kryptogejami, którzy usiłują przetrwać w miasteczku pełnym opresji. A czynią to poprzez jej eskalację. Wizja tejże zaś zagnieździła się w głowie naszego ministra.
Grają, piją i patrzą na siebie dziwnie, jak to kryptogeje. W końcu piekarz wali się pod stół, a Melegele zgarnia wygraną pulę i idzie chwiejnie do domu. Rano piekarz budzi się, patrzy – nie mam forsy na stole. I już chce lecieć do apteki i robić awanturę, ale przypomina sobie, ze brat aptekarza to kierownik urzędu skarbowego. I spokojnie siada na tyłku. Kiedy się jakoś ogarnie idzie do swojego sklepu. Patrzy, a do lady podchodzi miejscowy nauczyciel plastyki, gość z fantazją, co uwodzi babki udając Francuza z XIX wieku. Nosi beret, białą koszulę i czerwoną apaszkę. Na jego widok piekarz nie wytrzymuje, chwyta nóż i przez całą długość sklepu ryczy – won pedale!!! W mojej piekarni już ty chleba nie kupisz!!!!
Może ktoś powinien wytłumaczyć ministrowi Sikorskiemu, że ludzie przychodzący do piekarni nie robią demonstracji obyczajowych. Piekarze zaś są przeważnie skoncentrowani na swojej pracy, a interesuje ich głównie zysk ze sprzedaży, nie zaś prześladowanie kogokolwiek. No, ale kto ma to zrobić? Na pewno nie Wojciech Giertych, który odpowiada na tezy ministra w taki oto sposób.
W tym rozumowaniu widać dziedzictwo komunizmu: każdy jest niewolnikiem państwa i wobec tego działa jak urzędnik. Opowiadam się za społeczeństwem wolnym. Jeśli komuś nie podoba się, że w kiosku musi wykładać obok prasy religijnej magazyny pornograficzne, to może zmienić pracę. A jeśli ktoś wynajmuje pokoje we własnym domu, to może zdecydować, że nie będzie przyjmował określonej grupy ludzi, bo nie ma obowiązku wynajmować pokoju każdemu, kto tylko przyjdzie.
Na co Radosław Sikorski:
Tak, to już było: nie kupuj u Żyda, plaża nie dla Żydów.
Nie wiem, co z pornografią w kioskach, w dodatku położoną obok pism religijnych, ma wspólnego plaża nie dla Żydów, ale może Wy rozwikłacie tę zagadkę.
Muszę jednak powściągnąć swoją krytykę i oddać sprawiedliwość Wojciechowi Giertychowi, albowiem obronił on prywatną przestrzeń domową przed ingerencją rozpędzonego Radosława Sikorskiego. Niestety nie obronił piekarni, która także może być przestrzenią prywatną. A co do kiosku z pornografią – znalazłem w sieci taki oto tekst z roku 2006
Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych poinformował, że powołał w resorcie specjalny zespół, który ma zająć się problemem zbyt łatwej dostępności dzieci i młodzieży do pornografii.
Zespół ma za zadanie przygotować zmiany w prawie, które maja ten dostęp ograniczyć.
„Specjaliści, psychologowie i pedagodzy zgadzają się, że na zachowania młodych ludzi, szczególnie chłopców, takie jak miały miejsce w szkole w Gdańsku wpływ ma m.in. łatwy dostęp do pornografii” – powiedział Giertych na specjalnym posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży poświęconej tragedii jaka miała miejsce w jednej ze szkół w Gdańsku.
Uczniowie tamtejszego gimnazjum, którzy w klasie molestowali seksualnie koleżankę. 14-latka na drugi dzień popełniła w domu samobójstwo.
Giertych poinformował, że w poniedziałek w ministerstwie edukacji ma odbyć się spotkanie ekspertów, którzy mają dyskutować na temat gimnazjów i problemów wychowawczych jakie występują w tych szkołach. Podał, że 60 proc. aktów przemocy w szkołach ma miejsce właśnie w gimnazjach. „Proponuje dyskusję, czy nie należałoby tego modelu zmienić – wracając do rozwiązań poprzednich lub szukając innych” – powiedział. Minister zaznaczył, że choć sam – jak określił – nie jest entuzjastą gimnazjum, to w tej chwili jest za wcześnie przesądzać czy struktura szkół powinna być zmieniona czy nie.
Jak widzimy coś się w rodzinie Giertychów zmieniło przez 20 lat. Roman będąc ministrem chciał zwalczać pornografię, jako patologię ewidentną, a jego stryj w dwadzieścia lat później gotów jest pozwolić na wykładanie jej obok prasy religijnej. Jakie to szczęście, że prasa papierowa już dawno zdechła i jest dziś tylko pretekstem do drukowania programów telewizyjnych dla emerytów, pornografia zaś ma swoje – dobrze oznaczone – strefy w sieci, gdzie nikt nie musi wchodzić, szczególnie jak jest nieletni. Nie mogę tylko dociec, jak to się dzieje, że te nastolatki ciągle chcą kupować w aptekach pigułkę „dzień po”? Czyżby ktoś jednak je deprawował? Ciekawe kto. Pewnie ksiądz na porannej mszy dla dzieci i młodzieży.
No nic, miłego dzionka.
Prócz nowości, które są z nami od dwóch dni, mamy dziś jeszcze jedną książkę, całkiem a propos tego tekstu, ale tylko 20 egzemplarzy.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/opatrznosc-a-ufnosc-w-bogu/
Niezwykły tekst. Nigdy bym nie uwierzyła, że pozornie poważni ludzie popiszą się czymś takim.
Koniecznie ktoś chce podnieść ciśnienie w Polsce. GB się popisuje, premier ogłosił budowę muru pamięci ofiar wołyńskich. Litwa zdaje się broni decyzji Zielińskiego.
Strach pomyśleć co dalej, kto jeszcze.
U władzy nie ma poważnych ludzi. Są tylko osoby zaburzone albo roszczeniowe
„plaża nie dla Żydów.” zaiste pierwsze słyszę.