lip 102026
 

Dziś nie będzie o Sikorskim i Giertychu, ani o Rozmowach rzymskich. Będzie o pośle Braunie. Ale najpierw anegdota. Jeden z naszych czytelników ma taki pomysł, w który głęboko wierzy, że ja powinienem mieć swój program, a w zasadzie pasmo u Stanowskiego. W tej sprawie zaczepił nawet kiedyś Mazurka w Hali Mirowskiej i klarował mu, jaki to jest znakomity koncept. Mazurek ponoć przyznał rację, że ja jakoś tam jestem inteligentny, ale tak sobie wobec Mazurka nagrabiłem, że mowy o żadnych występach na wizji nie ma. Pośmiałem się serdecznie, bo ten czytelnik to człowiek młody i pełen entuzjazmu, który ma w sobie wiele wiary. No i musiałem wyjaśnić na czym polegały moje grzechy wobec redaktora Mazurka. Na tym samym, co wobec wszystkich: Warzechy, Jankego, Goćka i całej reszty. Na nieokazywaniu szacunku, który im się przecież należał z tytułu samego istnienia. Ta drażniąca postawa jest przeze mnie wyczuwalna na kilometr, ale żaden z nich nie potrafi wypracować innej. Bo wszyscy są przekonani, że mają jakiś rodzaj ochrony, krytyka zaś ich nie dotyczy. Jeśli chodzi o Mazurka, doszedł do tego jeszcze konflikt z Toyahem o to, co na temat Roberta Mazurka napisała w swoich listach Zyta Gilowska. Ja, ponieważ gram w jednej tylko drużynie, a nie w sześciu na raz, stanąłem po stronie Toyaha i taki stan się utrwalił. I niech tak pozostanie. To będzie najlepsze dla wszystkich. Przypomniałem sobie jeszcze taką akcję, że Toyah podszedł kiedyś na targach w Katowicach do Igora Zalewskiego i zapytał go o to, jak dziennikarze traktują blogerów i dlaczego jemu – Toyahowi – przyznali tytuł blogera roku. Zalewski, z tego co pamiętam, powtórzył to co wcześniej powiedział Sekielski, który tę nagrodę Toyahowi wręczał, a do tego jeszcze dorzucił coś od siebie, że jesteśmy durniami czy jakoś podobnie. Oczywiście w słowach nieco bardziej delikatnych.

Wróćmy do Mazurka. Pomysł, żeby określać kto jest, a kto nie jest inteligentny, akurat wobec Mazurka uważam za bardzo ekstrawagancki. No, ale rozumiem też, że w przypadkowej rozmowie trzeba wydobyć jakieś atuty koncepcji, którą człowiek chce reprezentować. Bardzo więc dziękuję mojemu młodemu czytelnikowi, że podjął takie ryzyko.

Teraz przechodzimy do Brauna. Do dziś zdarzają się ludzie, którzy przychodzą do mnie na blog, albo gdzieś mnie zaczepiają i mówią – a bo pana Braun wypromował. Odpowiadam im zawsze tak samo – niech więc wypromuje kogoś jeszcze. Bo próbował, ale nie wyszło. Wszyscy ci autorzy wrócili do swoich poprzednich zajęć, okazyjnie zajmując się twórczością, która polega w zasadzie na jednym – wieszczeniu zagłady. Czyli zrobił się z tego cyrk, ale słaby, bo iluzjoniści zamiast wyciągać króliki z kapelusza, opowiadają o masowej śmierci w niedługim czasie. Zostawmy ich samym sobie.

Grzegorz Braun potrzebował ludzi realizujących jakieś ciekawe projekty, albowiem szukał tła, na którym dobrze wyglądałyby zalety, jakie chciał prezentować jako polityk. Ja nie miałem pojęcia z początku do czego on zmierza i mało mnie to interesowało. Zajmowałem się bowiem stawianiem znaków na tych obszarach narracji, które mnie najbardziej interesowały i które uznawałem za godne eksploatacji. Można użyć takiego porównania, że wyznaczałem działki złotonośne. Czyli, występując te 15 lat temu, w aranżacjach przygotowanych przez Instytut Piotra Skargi, siedząc obok siebie, graliśmy w różnych całkiem grach. Grzegorz Braun chciał zostać politykiem, ja chciałem zostać autorem eksploatującym naprawdę ciekawe tematy, w zaskakujących konwencjach. No i można dziś, po latach rzec, że on wygrał a ja przegrałem. On został rozpoznawalnym politykiem, a ja zostałem niszowym wydawcą. To nie jest prawda, moim zdaniem, a na pewno nie jest to cała prawda.

Wszyscy wiemy czym się karmi polityka w Polsce – odpadkami. Jest jak Hedora z japońskiego filmu – żre śmieci i ze śmieci powstaje. I ludzie się już tak do tego przyzwyczaili, że machają na ten fakt ręką. Grzegorz Braun dobrze o tym wiedział, ale uznał, że eksploatacja w polityce treści nazwijmy to umownie „patriotycznych”, wzbogaconych o niechęć do żydów i Ukraińców, pozwoli mu na długie halsowanie. I tak się rzeczywiście stało. Obstawił palikami tę działkę patriotyczną, sprosił na nich osoby podobnie myślące i rozpoczął wydobycie. Na znalezionych tam rewelacjach dojechał do PE i Sejmu. I tam się pomysły skończyły. Ha! Powie ktoś, ale jaki sukces! Okay, być może. Człowiek jednak w pewnym wieku powinien mieć pomysł na siebie. Czy Grzegorz Braun ma taki pomysł? Jego zwolennicy, ponieważ żaden z nich nie rozumie ani słowa z tego co tu napisałem, wierzą że ma. Dlaczego więc głosuje przeciwko rezolucji oskarżającej Zełenskiego o niepotrzebną eskalację? W dodatku konsekwentnie, bo czasie pięciokrotnego głosowania, jeden raz był w sprzeciwie całkowicie osamotniony. Czyli sprzeciwia się każdej części tej rezolucji. Bo byli tacy, którzy głosowali przeciw, jedynie w czterech przypadkach. Na przykład pani Kopacz, albo Śmiszek.

Zastanawiam się od wczoraj dlaczego on to zrobił i przychodzi mi do głowy jedna tylko rzecz. Grzegorz Braun musi eskalować. Jeśli ktoś wybrał taką drogę jak on – powierzchownej eksploatacji złóż. Nie ma wyjścia. No, ale taką drogę wybiera wielu. I wszyscy oni składają przed kamerami, na różnym tle, różne deklaracje mające wzbudzić emocje. Taka pani Hernik drze flagę banderowską. Inni odstawiają jeszcze lepsze cyrki, a wszystko przez to, by zwrócić na siebie uwagę. Bo łatwo jest korzystać z metody posła Brauna i czynić to co on. Pomysł z gaśnicą był i jest pomysłem jednorazowym. Już się wymydlił, a żyć trzeba. Cóż więc zostało Grzegorzowi Braunowi? Trzeba przekroczyć granicę eskalacji i dołączyć do owego aktu różne mądre egzegezy. I takie niewątpliwie się pojawią, no chyba że jego zwolennikom nie będą one potrzebne. Bo uwierzą oni, że Braun będzie zwalczał banderyzm poprzez przyjaźnienie się z banderowcami. Nie jest łatwo, powiem Wam, utrzymać się w polityce i nie jest łatwo utrzymać się w mediach. Trzeba mieć nie tylko dużo pomysłów, ale jeszcze świadomość, że dla masowego odbiorcy pomysły te muszą być po prostu odpowiednio sprofilowane. To znaczy, że powinny być maksymalnie płaskie, sensacyjne i drażniące. Tylko wtedy zwróci on uwagę na kolportującego je dziennikarza czy polityka.

I popatrzcie w jakim komforcie, w porównaniu z tym, żyjemy my tutaj. Wszyscy nas lekceważą, uważają, że to co robimy nie ma żadnego znaczenia, bo liczą się rzeczy ważniejsze. A co jest najważniejsze? Ja się wczoraj zastanawiałem i dokonałem odkrycia naprawdę epokowego, ale może być tak, że ja go dokonałem już wcześniej, a potem o tym zapomniałem i wczoraj to do mnie wróciło. Otóż wszyscy ci babrzący się w bieżączce szaleńcy chcą ratować cywilizację zachodnią. Pokład okrętu wyruszający na ratunek cywilizacji jest zatłoczony ponad miarę, wszyscy tam stoją głowa przy głowie, a więc pewne jest że krypa zatonie, a cywilizacja nie przetrwa. I mało kto wyjdzie z tego żywy. Niektórzy – jak poseł Braun już to widzą i próbują przesiadać się na szalupy podsuwane przez wrogów zachodniej cywilizacji, wprost po to, by ratować dupsko i nakręcać ludziom nowy makaron na uszy, przez kolejne kadencje.

A co się dzieje poza tym w sieci? Czy ktoś wbija chorągiewki w obszary znaczeń, które mogą mu gwarantować długofalowe zainteresowanie publiczności? No nie. Pokolenie, które w czasach kiedy my z toyahem zaczynaliśmy pisać w salonie24, wołało jeszcze na księdza – Zorro, szykuje się do robienia karier uniwersyteckich w oparciu o znajomości z politykami. I wszyscy się kłócą o to, który napisał książkę bardziej naukową, z lepszym aparatem badawczym. Nie wiadomo co powiedzieć, bo wydawało się, że ta metoda została ostatecznie skompromitowana przez prof. Dudka. On bowiem robi to co Braun, ale metodycznie, a nie artystycznie. I też domaga się oklasków.

I na to wychodzi Piotr Gontarczyk i wygłasza w Onecie kwestię taką oto:

Celem działania UPA nie było mordowanie Polaków, tylko walka o niepodległość Ukrainy. Patrzę na wystąpienia polityków i publicystów, podburzających przeciwko Ukraińcom, z niesmakiem i niedowierzaniem.

Zanim się wypowiem na temat tych słów, pragnę podkreślić, że w moim tekście nie ma grama eskalacji. A to z tego względu, że ja nie szukam szalupy, na którą mógłbym się przesiąść. Piotr Gontarczyk zaś powinien, takie mam wrażenie, przemyśleć swoją wypowiedź dla Onetu. Podstawą do tych przemyśleń zaś powinna być kwestia taka – dlaczego oni akurat teraz mnie zapraszają? I kiedy czynili to poprzednio?

Ja nie wiem. Mam wrażenie, że nigdy. Tym bardziej nie należało tam iść. Kariery w mediach pan Piotr nie zrobi. Podejrzewam też, że po tej wypowiedzi kwestia naukowej, zaopatrzonej w aparata badawczy i bardzo poważnej biografii Wojciecha Jaruzelskiego, którą pisał Piotr Gontarczyk, spocznie na dnie wielkiego oceanu politycznych śmieci.

My zaś musimy się na coś zdecydować w ocenie naszych kapryśnych braci. Czy ta cała UPA to rosyjska prowokacja, do czego skłaniał się w pewnych momentach nawet Lech Jęczmyk, któremu wiele można było zarzucić, ale sympatii do Ukraińców akurat nie. Czy jest to jednak walka o wolną Ukrainę? Bo pogodzić się tego w jednym dyskursie nie da.

Jest jeszcze trzeci wariant, najbardziej bliski prawdy – to jest wyłącznie lans. A skoro tak, nie można przy ludziach biorących w tym udział nawet stać. O czym uroczyście informuję.

Jak wszyscy wiedzą w tematach dotyczących UPA udzielam się mało, albo wcale. Pamiętam bowiem doskonale dwie poprzednie dekady i ludzi, którzy się na tym wozili. Nie mogę się jednak nadziwić, że temat ten, którego clou jest rzecz niesłychanie poważna czyli ekshumacje ofiar, jest tak straszliwie eksploatowany przez różnych clownów. Może nazwijmy rzecz wprost – źle robicie ludzie. Ani wasze pro, ani wasze contra, ani próby podejmowania dyskusji nie mają żadnego znaczenia, poza rozrywkowym. Prezydent Ukrainy zaś i jego ludzie, obserwując was, nabierają jedynie większej pogardy dla takich postaw i większego lekceważenia. A niebawem, może się tak zdarzyć, zaczną za realizację takich pomysłów płacić. Pieniędzmi, które dostają od UE i Polski na wojnę. I ciekaw jestem kto w takim wypadku cofnie rękę.

No nic. My płyniemy dalej. Wstawiłem wczoraj do sklepu dwa nowe tytuły, z punktu widzenia logiki jaką się przy prowadzeniu wydawnictwa posługuję, niesłychanie ważne. Pierwszy to powieść Bogusława Sujkowskiego Rydwany bojowe. Opowiada ona o narodzinach Nowego Państwa w Egipcie, czyli o ofensywie Górnego Egiptu przeciwko państwu Hyksosów, którzy na ponad sto lat opanowali kraje nad Nilem. Powieść porusza wiele ciekawych wątków dotyczących strategii militarnych i politycznych, a także ma walor rozrywkowy. Jak to powieść.

Druga książka to Wojna brandenburska Ludwika Kubali, który omawia w niej kwestie związane z tą częścią Potopu Szwedzkiego, która rozpoczęła się po bitwie pod Warszawą. No i postawą Prus wobec Polski, jakże tragiczną w skutkach, o czym wielokrotnie mówił prof. Kucharczyk. W pracy tej omówiony jest także najazd Rakoczego na Polskę.

Prócz tego wstawiam dziś do sklepu trochę tytułów z rynku.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojsko-polskie-w-ii-polowie-xvii-wieku/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-jagiellonow-ze-wschodnimi-i-poludniowymi-sasiadami-krolestwa-polskiego-w-xv-wieku/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-polski-z-zakonem-krzyzackim-1308-1521/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/paryz-1919-szesc-miesiecy-ktore-zmienily-swiat-konferencja-pokojowa-w-paryzu-w-1919-roku-i-proba-zakonczenia-wojny/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-pruska-czyli-wojna-polski-z-zakonem-krzyzackim-z-lat-1519-1521-u-zrodel-sekularyzacji-prus-krzyzackich/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/polska-sztuka-wojenna-za-pierwszych-piastow/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  2 komentarze do “O ślepocie politycznej i propagandowej”

  1. Czyżby pan Piotr Gontarczyk wysłuchał wywiadu z panem Normanem Davisem?

  2. Dziwne te rosnące zachwyty nad panem posłem, skąd się to u ludzi bierze ?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)