Wczoraj wpuściłem tu link do rolki, w której jeden z warszawskich antykwariuszy opowiada o tym, że firmy rozwijające AI kupują całe antykwariaty, setki tysięcy tytułów, i ładują to do systemu, poprzez skanowanie. Książki idą na przemiał, a wiedza zostaje w AI. Tam będzie przetworzona, zmieniona, następnie zaś udostępniana za pieniądze. Tego jeszcze nie widzi nikt, bo ludzie uważają, że książki i biblioteki są im niepotrzebne, a AI stwarza znakomitą okazję, by sobie trochę zarobić sprzedając bibliotekę po dziadku. Ciekawe. Bo nikt nie myśli, na przykład, co będzie z archiwalnymi zdjęciami z albumów. Jakie plany wobec dokumentacji fotograficznej, na przykład przedstawiającej architekturę, mają właściciele AI? No, ale to się okaże w przyszłości, kiedy wszyscy będą już szczęśliwi, bo sprzedali szpargały frajerom i teraz mogą wyjechać na swoje wymarzone wakacje. Interesujące jest też, kiedy AI złoży propozycje nie do odrzucenia wielkim bibliotekom, które mają zbiory w papierze, ale także skany. Przecież to zajmuje tyle miejsca? A miejsce można wykorzystać w inny jakiś sposób. I zobaczcie jaka tu się otwiera niezwykła przestrzeń dla autorów. Oto AI szykuje skok na wszystko, a w Polsce Gociek z kolegami świętuje 250 lecie polskiej fantastyki. Ta zaś, jak wiemy, jest po prostu kultem cargo. Jacyś udzie z Kanady składają facetowi, którego tu wczoraj zalinkowałem propozycję nie do odrzucenia, dotyczącą zakupu całego jego antykwariatu. A koledzy fantaści zastanawiają się jak to będzie z tym seksem robotów? Uda się czy nie uda? Kiedy oczywiście wizje z powieści SF się zmaterializują. Jak to już ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość SF służyła do odwrócenia uwagi młodych Polaków od spraw istotnych, które próbujemy jakoś ocalić także dzisiaj. I to się SF w pełni udało. Szczególnie zaś udało się to tak zwanemu nurtowi socjologicznemu. Ludzie, którzy z tego żyli i na tym zarabiali, udając szczerą fascynację tymi dętymi historiami, pragną powtórzyć dziś swój sukces. No, ale – jak widzimy – to nie jest zabawa. Im się jednak zdaje, że jest. Możemy mieć bowiem całkowitą pewność, że żadna polska pozycja z gatunku SF nie znalazła się na liście poszukiwanych przez właścicieli firm AI książek. Ich nikt digitalizował i niszczył nie będzie, Na pewno zaś do digitalizacji i zniszczenia przeznaczone zostaną tomy pamiętników. Wcześniej zaś przerobione zostaną one na tekst w AI nie wiadomo z jakimi zmianami. No, ale tym się nikt nie przejmuje, bo to jakieś starocie. Lepiej porozmawiać o tym, jak to ten Zajdel Janusz totalitaryzm opisywał i co z tego wynika dla nas dziś, kiedy mamy pełnowymiarową demokrację….Ho, ho, tak, tak…
Przedwczorajsza wyprawa do kina zaowocowała, w moim przypadku, serią dość ciekawych spostrzeżeń. Odyseja jest filmem strasznym. Reżyser dokonuje gwałtu na odruchach i zasadach logiki. Nie rozumie co to w ogóle jest logika narracji. Ponieważ jednak nadużywa efektów i wziął na warsztat tekst znany przez większość ludzi, od razu zyskuje zwolenników. I ci gotowi są go bronić, jakby był ich ojcem. To jest niezwykłe – ten moment, kiedy zakładamy, że zawodowy oszust z nami akurat postąpi uczciwie. Proszę Państwa, w prawdziwym świecie ofert kulturalnych i politycznych zawsze było tak, że człowiek składający taką ofertę musiał się uwiarygodnić. Inaczej jego intencja traktowana była źle, jako podstęp. Uwiarygodnieniu się pomagały kosztowne dary, albo niezwykłe przedmioty. Jeśli więc film potraktujemy jako przedmiot, możemy przyjść za pewnik, że pan Nolan i producenci, którzy go wynajęli nie mają wobec nas uczciwych zamiarów. Bo zamiast złotej kaczki, co pływa po stawie i kwacze, nakręcana specjalnym kluczykiem, przynieśli nam posypane sproszkowaną farbką truchło. I domagają się zachwytów. A co najlepsze niektórzy się zachwycają. Bo to tylko film. Jasne. Tylko film, tylko książka, a tak naprawdę chodzi o to, by wspólnie coś przeżywać. Co? To, pardon, gówniane misterium, ciągnące się trzy godziny? Pełne absurdów wszystkich możliwych gatunków i rodzajów? Na którym teraz wszystkie organizacje i stowarzyszenia filmowców stawiają pieczątki jakości? Nie zastanawia Was po co to robią? Mnie zastanawia. I myślę, że po to, byśmy już nigdy nie zaczęli tworzyć niczego sami. Bo po co? Skoro wszystko wygeneruje nam AI. Zostanie tylko fantastyka, czyli najgorsze śmieci, które podniesione zostaną do rangi proroctw, co już się właściwie odbywa. A będzie jeszcze wskazywana, jako ostatni bastion wolności słowa. Nie na tyle mocno jednak, żeby ktoś pozwolił komukolwiek na pisanie czegoś samodzielnie. Ja, przeglądając wypowiedzi na iksie, zorientowałem się, że większość widzów nie jest w stanie skoncentrować się na żadnych szczegółach filmu. Tak bardzo wczuwają się w emocje bohaterów, które są przecież udawane. Nic więcej ich nie obchodzi. No, ale zdanie, które wypowiedział Odyseusz do Penelopy – kończy się nasza epoka brązu – zauważyli wszyscy i kilka osób nawet się uśmiechnęło. Większość jednak nie potrafi pojąć dlaczego ich to uderzyło i co z tym zdaniem jest nie tak. Przyszłość więc widzę ponuro. Tak oto mniej więcej – ludzi pragnących nagrać podcasty z innymi, ciekawymi ludźmi, by w ten sposób nastukać sobie lajków, a jednocześnie nie wydurniać się jakąś niecertyfikowaną aktywnością, jest dziś więcej niż potencjalnych bohaterów tych podcastów. To widać. I ten stan będzie się pogłębiał. Nie będzie z kim gadać, bo w końcu każdy może nagrać rolkę i gadać sam ze sobą. No więc AI zaproponuje nam wkrótce nową zabawę – najsławniejsi podcasterzy, ci co mają najwięcej lajków i odsłon będą mogli wykupić sobie dostęp do wywiadów ze sławnymi aktorami z przeszłości, a także ze sławnymi autorami. I na wizji, w studio, przeprowadzić z nimi rozmowę. Nikogo nie obejdzie, że ci ludzie są od dawna martwi, bo ich wszystkie wypowiedzi będą w AI i system modyfikując je na bieżąco, będzie tworzył z nich odpowiedzi na pytania. Będą one z istoty idiotyczne – kończy się nasza epoka brązu – ale nikogo to nie obejdzie, bo i niby dlaczego. Jeśli narzekacie dziś na scrollowanie w sieci, które zabiera czas, poczekajcie aż oni zeskanują wszystkie antykwariaty, biblioteki i zasoby archiwalne. Wtedy jakaś następczyni Ophry Winfrey spróbuje przeprowadzić wywiad z samym Jezusem Chrystusem, którego wizerunek zmaterializowany zostanie na podstawie Całunu Turyńskiego i chusty z Manopello. Ilość możliwości jakie ta technologia otworzy pochłonie uwagę całej ludzkości. Ktoś oczywiście będzie widział konsekwencje, ale za autentyczną twórczość brane będą tylko te produkty, które znajdą się poza systemem AI. I to będzie najnędzniejsza polska fantastyka, którą ludzie, jakimś cudem uwolnieni z macek systemu, podnosić będą z ziemi niczym kruszynę chleba z wiersza Norwida i całować z nabożeństwem. Oszustwo bowiem zawsze ma drugie dno, a czasem trzecie. Tylko, że większość ludzi nie jest w stanie tego nawet zauważyć, a gdzie tu jeszcze mówić o zrozumieniu.
Odyseusz nie mógł znać słowa – epoka. Nie rozumiał też co to jest żelazo. Chrystus wygenerowany przez AI na podstawie artefaktów uznawanych za relikwie nie będzie prawdziwym Chrystusem, albowiem królestwo jego nie jest z tego świata. Jego sukces zaś polega na tym, że jest dostępny bezpośrednio każdemu wierzącemu. Także artyście, który próbuje go namalować, bo ten człowiek jest również w bezpośredniej z nim relacji. Nie jest jednak w tej relacji system. I w ten oto sposób uniknęliśmy pułapki ikonoklazmu, w którą wpadlibyśmy z pewnością, usiłując – w logicznym wywodzie – unieważnić wszelkie wizualizacje dotyczące Biblii. Pokusa bowiem by postawić tylko na Słowo, bo technologie są wynalazkiem Szatana, jest duża. Gdybyśmy w nią wpadli, zostalibyśmy sami z Ewangelią, którą – chcąc nie chcąc – zaczęlibyśmy intepretować z pomocą AI czując własną słabość, albo z wizualizacjami z tejże AI. I koniec. A wtedy – dobranoc babciu – jak mawiał jeden mój znajomy.
Niestety są to dylematy obce większości widzów, którzy idą na film Odyseja, bo to taka rozrywka. Kino od dawna nie jest rozrywką, a być może nigdy nią nie było. Podobnie jak wszelka twórczość. Jej rozrywkowy charakter to jedynie pułapka, o czym przekonuje nas historia polskiej fantastyki.
No nic, na dziś to tyle. Teraz ogłoszenia.
Okazało się, że konferencja w Zielonej Górze jednak się odbędzie. W sobotę 5 września. Szczegóły będą po weekendzie w ulotce, którą tu opublikujemy. Dzień wcześniej rozpoczyna się winobranie w Zielonej Górze. Wszystkich szczegółów dowiedzie się od Marcina i Pawła
Do nich też należy zgłaszać chęć uczestnictwa. Nie wiem ile to teraz kosztuje. Na pewno mniej niż u mnie.
Wygłoszę tam wykład pod tytułem „Stosunki polsko-ukraińskie” w XIX i XX wieku i będę opowiadał same herezje.
No i promocja na dzień dzisiejszy jeszcze
https://basnjakniedzwiedz.pl/?s=Henryk&post_type=product
Przygotowywana jest potężna infrastruktura pod te zmiany. Rok temu Gates odwołał, mu zdumieniu pytających go dziennikarzy, zmiany klimatyczne. I wrzucił temat braku energii na świecie.
Data Center żrą niesamowite ilości energii. Budują je nie tylko w USA czy China. Saudyjczycy, trochę spóźnieni, rzucili właśnie swój rodem z SF projekt miasta ekologicznego. Będą budować DC na pustyni w oparciu o swoją ropę. Czy się też spóźnili?
A elity europejskie, trudno sądzić że na samej górze nie zorientowane ku czemu idzie, wytrwale niszczą energetykę.
Obrazy SF są idiotyczne wobec tego co nadchodzi.
Niemcy oczywiście wiecznie spóźnieni, nie są w stanie sami odwołać zielonych idiotyzmów, budują nagle dużą ilość elektrowni gazowych. Ciekawe skąd za kilka lat wezmą tyle gazu -:)). Czyżby z Rosji ?