Było tak. Siedzą zalotnicy w pałacu Odysa na górce, a Telemach pyta się matki – dlaczego ich nie wyrzucimy? Na co Penelopa – ZUS każe ich ugościć, takie jest prawo. Troszkę się zdziwiłem, bo nie myślałem, że macki ZUS sięgają aż tak daleko w przeszłość. Obecność Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Odysei Nolana zaznaczona jest jeszcze kilkukrotnie, przez różnych ludzi. ZUS generalnie rządził. Może gdyby zamiast napisów w filmie był lektor, albo dubbing, słyszelibyśmy wyraz Zeus, ale nie ma, więc wszyscy gadają o ZUS-ie. I to jest jedyna zajmująca rzecz w tym filmie. Stale też wspominają o ludach morza, których przecież nie mogli tak nazywać, bo jest to wymysł archeologów z XIX wieku. No, ale Nolan tego nie rozumie, czym demaskuje siebie i wszystkich reżyserów, jako skończonych głąbów, którzy mają może jakąś tam sprawność w rozstawianiu aktorów na planie, kamer i oświetlenia, może wiedzą jak sprawić by czarny udający Greka z Myken nie ćpał w garderobie, a biały nie upijał się do nieprzytomności, ale to wszystko. Kwestie dotyczące zawiłości narracyjnych są poza nimi. Stąd Itaka i Troja jawią się w tym filmie niczym projekcje Jacka Bartosiaka. To zaś wprost oznacza, że największy mędrek okazuje się być największym durniem. Wszyscy pływają po morzu, wszyscy mają statki, żegluga nie jest dla nich tajemnicą, ale cały czas gadają o tych ludach morza, które mają przyjść i ich zjeść. Nikt nie myśli o żadnej strategii rzecz jasna, bo wszyscy też czekają na Odysa. Ten zaś, co łatwo wyliczyć, przez większość czasu, kiedy nie ma go w domu, jest na wojnie. To lat dziesięć, ale są kolejne lata, także dekada i z tej dekady siedem lat Odyseusz spędza na wczasach u nimfy Calypso, latając z nią po plaży i żrąc kwiatki lotosu, co rzekomo powoduje zaniki pamięci. Ja wiem, że tak było w Odysei, ale bez jaj, można było z tym coś zrobić w filmie. Calypso, przystojna pani w pewnym wieku zapewnia temu durniowi spokój i komfort. I daje mu ten lotos do jedzenia, który w filmie wygląda jak zrobiony z pianki poliuretanowej. Ostatni dureń domyśliłby się, że coś jest nie tak, ale nie spryciarz Odys. On nie wie o co chodzi. W końcu ta cała Calypso, najwyraźniej nim znudzona odstawia mu ten lotos, a on wtedy puka się w głowę i mówi – a, Pelenopa…! Okay, lecę…
Wcześniej Odyseusz zachowuje się równie nierozsądnie. Lądują na wyspie, widzą owcę, która samotnie lezie pod górę. No i Odys mówi – owce chodzą stadami, idźmy za nią. I dochodzą do jaskini. Jest jasny dzień, owce może i chodzą stadami, ale po pastwisku, a pojedyncze sztuki mają tendencje do gubienia się i włażenia tam gdzie nie potrzeba. I tak było tym razem. W jaskini cyklopa Polifema pali się wielkie ognisko, ale ludzie, nie wpadają na pomysł, by jednak stamtąd wyjść, bo ktoś większy od nich ten ogień rozpalił. No, ale okay, tu się czepiam, bo jakoś trzeba było ten fragment scenariusza zrealizować. No, ale dlaczego tak siermiężnie, przy technice jaką mamy?
Wszystko, mam wrażenie, w tym filmie jest na odwrót, fragmenty w oczywisty sposób symboliczne są potraktowane dosłownie. Fragmenty w oczywisty sposób dosłowne potraktowane są symbolicznie. Możliwości interpretacyjnych jest w przypadku takiego materiału jak Odyseja masa. I to naprawdę ciekawych. Odys był jednym z zalotników Heleny, ale zdecydowała się ona na Menelaosa. To już otwiera interesującą drogę, ale reżyser nią nie poszedł. Wolał pierniczyć o ludach morza, jak Bartosiak w studio z Zychowiczem. Wolał upodobnić ten film do „Gwiezdnych wojen” niż zrobić z nim coś ciekawego. Agamemnon wygląda jak lord Vader. Nie ma twarzy, tylko hełm. Z tyłu hełmu zaś pozłocony kawałek kręgosłupa końskiego z włosiem z ogona. Wygląda to komicznie. Odys kłania mu się i klęka przed nim, tak jakby był on królem w średniowiecznym rozumieniu, a tak przecież nie było. Po prostu reżyser nie rozumie tekstu. To jest coś nieprawdopodobnego. Ludzie zaś czepiają się, że pozatrudniał kolorowych aktorów? To jest najmniejszy problem w tym filmie.
W różnych miejscach lądują ludzie Odysa, ale nagle patrzymy i widzimy piasek, sosny, wszystko jakby znajome. Ani chybi okolice Jantaru, albo Hel…Idą po tym piachu, wchodzą w las, a tam jakiś gnojek w zbroi masturbuje się w kucki odwrócony do nich plecami. Tak to wygląda. Nagle odwraca się i okazuje się, że jednak nie. No, ale gówniak zaczyna wrzeszczeć i z lasu wychodzą powiększeni dwa razy żołnierze imperium z filmu Spilberga. Całkiem nowocześni, bardzo operetkowi, wprost z wizji panów Bartosiaka i Zychowicza. Tak, jakby Odys trafił do tajnej bazy wojsk radzieckich pod Fromborkiem. Trzeba uciekać, bo tamci nie żartują, wygląda to zabawnie, bo Grecy pędzą po tym lesie, a my czekamy kiedy zaczną wywracać jakichś grzybiarzy, bo tylko ich w tej scenie brakuje. Ma to swoje uzasadnienie w tekście, oni się oczywiście jakoś nazywają, ale nie pamiętam jak. Nie ma to jednak uzasadnienia narracyjnego. Potem są inne przygody, syreny na przykład. Odys przywiązany do masztu wrzeszczy w niebogłosy, bo chce do syren, a jeden Chińczyk z załogi wyjmuje sobie wosk z ucha i rzuca się do morza, żeby płynąć wpław do tych skał, gdzie one siedzą. Jest to jeszcze mniej przekonujące niż ciągłe wzywanie na pomoc Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Z topografii poznać możemy, że Odys jest już dawno poza Słupami Heraklesa. I powinien zorientować się, że coś tu – kurde – nie sztymuje. Dopływają do wyspy, gdzie siedzi Kirke. Zwiędła lekko wiedźma otoczona zwierzętami. Udaje wystraszoną, a my odkrywamy, że okoliczności przyrody, w których przebywa są jakby średniowieczno-celtyckie. Kruk w klatce, brudne świniaki w zagrodzie, ale wcześniej po drodze widzieliśmy drapieżniki z krajów tropikalnych, więc trochę nam to burzy obraz. Mniejsza o to. Kirke zamienia kolegów Odysa w świnie, ale potem czuje do niego miętę i mówi – okay, jak chcesz to zrobię z nich z powrotem ludzi. I robi. No, ale do seksu nie dochodzi, bo jak to w średniowieczno-celtyckim świecie bywa wszędzie brud, smród i ubóstwo, a do tego wielkie szpary między deskami domu i wiatr hula jak chce.
Następna w kolejce jest Islandia, czyli Hades. Tam Odys spotyka wszystkich poległych pod Troją kolegów, którzy zachowują się jak wampiry z greckich wierzeń o życiu po śmierci. Dostają od Odysa krew ofiarną i ją piją. Agamemnon też. Zabiła go żona, siostra Heleny, co też nie zostało należycie wykorzystane, bo reżyser skupił się na tym, że Bogowie to frajerzy, których trzeba wykiwać. Tak myśli Odys, ale jego koledzy mają inne zdanie. Po jakimś czasie Odys orientuje się, że z Bogami nie ma żartów. Konkretnie zaś w Hadesie czyli na Islandii dociera doń ta prawda. Nieboszczyki bowiem podnoszą się z błota i pędzą za nim ile sił w nogach, a to wszystko dlatego, że nie pochował ich należycie. No i on dostaje od tego ślepego, co tam też jest w tym Hadesie instrukcje jak ma dokonać uroczystego upamiętnienia zabitych. Dociera do niego też, że z Bogami nie ma żartów i do domu dotrze tylko wtedy kiedy złoży im ofiarę ze swoich kolegów. Najgłupsza scena jest kiedy pokazują stado Heliosa. Naprawdę można było coś z tym zrobić. Tymczasem oni przybijają do jakiejś plaży, gdzie pałęta się kilka chudych król razy polskiej, takich czerwonych. I przepędzają to niby stado Heliosa z miejsca na miejsce. Potem w tajemnicy przed Odysem kopią wielki dół, tam palą ognisko i jedzą jedną krowę. Wkurzony Helios idzie do ZUS-u na skargę, ale tego nie pokazują, a szkoda. No i zgodnie z przepowiednią, wszyscy giną poza Odysem, a jeszcze wcześniej jest Scylla i Harybda.
Tymczasem w Itace….Penelopa siedzi za jakąś kratką i ma zdradziecką służącą, która w zmian za seks z jednym panem kapuje wszystko co ona robi, mówi i myśli do niego właśnie, szefa zalotników. Po co wstawiono postać tej służącej? Nie wiem, bo zgodnie z logiką scenariusza powinna zostać w widowiskowy sposób zabita, a tego nie widać. Po Itace kręci się ślepy pasterz, którego rola w Odysei jest istotna – jest on łącznikiem między dawnymi a nowymi laty i czeka na Odysa. Zalotnicy mu ubliżają. Jest też pies, który ma rozpoznać Odysa, bo tak było w tekście Homera. No, ale psy nie żyją dwudziestu lat, jak tłumaczyła mi wczoraj żona, broniąc tego filmu. A w tym akurat momencie reżyser postanowił być dosłowny. No więc w pewnej chwili tego psa, mocno już steranego życiem, zalotnicy wyrzucają na kompost. Następuje cała sekwencja zdarzeń, która w mojej ocenie trwa co najmniej tydzień. Próbują zabić Telemacha, przypływa Odys przebrany za żebraka, zalotnicy wiodą jakieś dialogi, nie powiem skąd wyjęte. I ten pies cały czas leży na kompoście. A kiedy przybywa Odys i kładzie mu rękę na głowie, on porusza ogonem i umiera. I patrzący na to Telemach już wie, kim jest żebrak.
Sceny w sali biesiadnej nawet mi się nie chce opisywać. Reżyser nie zrozumiał co to znaczy – strzelał przez ucha toporów – choć przecież w starej ekranizacji Odysei pokazane to było wyraźnie. Topór miał z tyłu wąskie ucho, okrągły otwór, w który teoretycznie nie można było wcelować, a Odys przestrzeliwał dwanaście takich uch. Tu mamy powiązane topory, takie do rąbania drewna w Kanadzie, i one są ustawione w kozły, a on strzela przez te kozły. To jest bieda z nędzą, brak rozeznania i zrozumienia materiału historycznego.
Na koniec mamy znów straszenie ZUS-em i Odys mówi do Penelopy – jeszcze nie rozpoznany – nasza epoka brązu kończy się. No, ja pierniczę!!!Do kogo jest adresowany ten film? Potem zaś gada o spaleniu Troi, o tych wszystkich okropieństwach, a ona robi się coraz bledsza i nagle woła – to wy jesteście ludami morza! A on kiwa głową. Mam ochotę wpisać tu serię niecenzuralnych wyrazów, ale się powstrzymam. Na koniec zostawiają tego Telemacha, żeby królował w Itace, i płyną na zachód oddać cześć poległym pod Troją.
Tak to z grubsza wygląda. Nie mam słów. Ludzie jednak są bezradni wobec takich manipulacji i takiej degradacji tekstu, bo wierzą, że reżyser chciał dobrze. Nie chciał. Jedyne co go interesowało to wyciągnięcie pieniędzy, dlatego poustawiał czarnych aktorów w różnych miejscach. Kolo co jest tym całym zapiewajłą na uczcie wygląda jak Bob Marley, tylko beretu nie ma. No i wobec powyższego wiele osób będzie bronić tego filmu, bo wyjdą wzruszeni, albowiem Penelopa płacze, jest wierna do końca, a Odys jednak żyje. Ja jednak jestem przeciw. Film ten wskazuje też dokąd prowadzi kinematografię nowoczesna technika, do Hadesu mianowicie. Każdy, najgłupszy pomysł może być zrealizowany. Liczą się tylko efekty, im durniejsze tym lepiej. To zaś co wynika z tekstu, a wynika wiele, w dodatku są to same nieoczywiste rzeczy, nie ma najmniejszego znaczenia.
Teraz ogłoszenie: Okazało się, że konferencja w Zielonej Górze jednak się odbędzie. W sobotę 5 września. Szczegóły będą po weekendzie w ulotce, którą tu opublikujemy. Dzień wcześniej rozpoczyna się winobranie w Zielonej Górze. Wszystkich szczegółów dowiedzie się od Marcina i Pawła
Do nich też należy zgłaszać chęć uczestnictwa. Nie wiem ile to teraz kosztuje. Na pewno mniej niż u mnie.
Wygłoszę tam wykład pod tytułem „Stosunki polsko-ukraińskie” w XIX i XX wieku i będę opowiadał same herezje.
No i promocja na dzień dzisiejszy jeszcze
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zolkiewski-na-kremlu/
A ci co nie słyszeli ostatnich pogadanek mogą sobie je odsłuchać teraz
https://www.youtube.com/watch?v=lZ-TzeDwhok&t=1s
https://www.youtube.com/watch?v=Vd_4BGcs9QU&t=1s
Dzięki -:))). Czasem miewam taki pomysł, żeby obejrzeć któryś głośny film. Dość szybko rezygnuję, i jak widać ma to sens.
Aż przeczytałam sobie biogram Nolana. Anglik. Amerykanie są pozbawieni wykształcenia. Ale Anglik bez pojęcia o tekście absolutnie klasycznym?
ZUS górą, może jest na liście sponsorów?-:))).
Nie wykluczam. No właśnie Anglik i nie rozumie tekstu…
A to jest bardzo ciekawe, co u licha aż tak podoba się Akademii i tzw wszystkim?
Akademia zachwycona Odyseją, Nolan ochrzczony mianem „reżysera kompletnego naszych czasów” https://share.google/A8Hr6zpELlAMONMds
To jest stara, dobra hipokryzja i życie w zakłamaniu. Ludzie zawsze się oszukują przed ostatecznym upadkiem
Nie zakładam, że cała Akademia to idioci. Pierwsze nasuwa mi się troszkę tu zapomniane słowo: dekonstrukcja. Totalna.
Po kolei wszyscy i wszędzie biorą na warsztat klasykę i ją po prostu psują. Świat widziany oczami małpy.
Płaczemy, że neguje się cywilizację łacińską, chrześcijańską. Do tej pory przeciwstawne było pięknie klasycznej Grecji.
Teraz krok dalej. Grecja to też już brudni idioci. Hulaj dusza piekła nie ma.
Wartości zostaną przeniesione do murzyńskich lepianek
Tym bardziej jestem ciekawa wersji Odyseji wykonanej przez Groka. Musk wiele razy obchodził swoje urodziny na zorganizowanych przez poprzednią żonę przyjęciach kostiumowych – inscenizacjach dawnych historii. Podobno odreagowywał w ten sposób traumę straconego dzieciństwa.
Nolan zrobił z Odysa jakąś c**ę z PTSD. To film nie oparty na Odysei lecz na jakimś nowym tłumaczeniu z którego ma wynikać, że wojna jest zła i to wszytko przez kult macho. Oczywiście upraszczam. A poza tym Odys nie zjadł kwiatu lotosu. Kazał jeść swojej załodze.