cze 192026
 

Przypadkiem zupełnie wpadła mi wczoraj w oko książka Marcina Roli zatytułowana Garbate nosy. Kulisy judaizacji. Okładka w tonacji niebiesko-białej ma jeden czerwony akcent. Jest to taka niby pieczątka z napisem – certfikat niekoszerności.

Książka ta, wydana przez Instytut Karonia dystrybuowana jest przez allegro, bonito, księgarnie wydawnictwa Znak, i wiele innych zajmujących się sprzedażą książek platform. Treść tej książki demaskuje żydowski spisek przeciwko Polakom. Zważywszy, że pozycję tę sprzedaje Znak, jest to nawet zabawne. No i rzecz jasna o czymś świadczy. Zastanowimy się właśnie teraz – o czym. Uczynimy to poprzez ciąg prostych i trochę mniej prostych skojarzeń. Zanim to jednak zrobimy, zapoznamy się, za pomocą metody kopiuj/wklej z zajawką tę książki oraz osobami, które ją promują.

 

Czemu ma służyć pokazowy proces Grzegorza Brauna? Jak wygląda przyszłość Polski? Odpowiedzi jest kilka i każda prowadzi do kolejnych odważnych pytań. Dziennikarz śledczy Marcin Rola kompletuje szeroki materiał dotykający płaszczyzn politycznej, ekonomicznej, społecznej, kulturowej, a nawet cywilizacyjnej. Najmocniejsza publikacja ostatnich lat, poruszająca problem kwestii żydowskiej na wszystkich szczeblach ukrytej władzy w Polsce. Uważaj, co czytasz.

Treść, skompletowana wspólnie z Grzegorzem Braunem, Bartoszem Kopczyńskim, posłami na Sejm RP oraz publicystami – po prostu szokuje.

Wspólnie z Marcinem Rolą spisek demaskowali:

Marta Czech, Poseł Roman Fritz, Piotr Heszen, Przemysław Holocher, Dr Lucyna Kulińska, Mec. Krzysztof Łopatowski, Rafał Mossakowski, Konrad Niżnik, Prof. Jerzy Robert Nowak, Dr Sławomir Ozdyk.

Aż dziwne, że nie ma w tym gronie Stanisława Michalkiewicza, ale to chyba celowy zabieg, bo mam wrażenie, być może mylne, że Marcin Rola ma go zastąpić w przestrzeni publicznej. Pan Stanisław bowiem ma już swoje lata i pewnie trochę niedomaga.

Jest oczywiste, że gdyby w Polsce istniał jakiś problem władzy żydowskiej rozumiany tak, jak autor i niżej podpisani pojmują tę kwestię, książka ta nie mogłaby się w ogóle ukazać, a na pewno nie sprzedawano by jej przez ogólnie dostępne centra dystrybucji. Jasne więc jest, że takiego problemu – w wymiarach wskazanych w publikacji – po prostu nie ma. Czy istnieje on jednak w jakichś innych formatach? Ja tego nie wiem, a że jestem człowiekiem powierzchownym i oceniam zawsze ludzi po wyglądzie, a książki po okładce, dokonam teraz powierzchownej analizy tego zjawiska.

Swego czasu, jakoś mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Marcin Rola startował ze swoim kanałem, Paweł Kukiz został wielkim sojusznikiem PiS, a jak już został, to zaczął promować swoją nową płytę za pomocą wielkich bilbordów wywieszonych w centrach miasta. Na tych bilbordach ogromnymi literami napisane było – zakazane! I jeszcze był tam narysowany czołg, czy coś podobnego. Pamiętam, że pośmialiśmy się zdrowo z tego, wraz z kolegami. Kariera Pawła Kukiza zaś potoczyła się znanym nam już korytem. I teraz pełni on rolę paprotki w różnych publicystykach o charakterze demaskatorskim. To jest pierwsze skojarzenie, jakie pojawiło się w mojej głowie po tym, jak zauważyłem książkę Marcina Roli. Kolejne było podobne. W czasach kiedy Piotr Wilgucki, czyli Matka Kurka przemieniał się w pisowca, waląc się piąchą po klacie i wyznając publicznie różne grzechy, napisał książkę, której okładka utrzymana była dokładnie w tej samej tonacji kolorystycznej. Nosiła ona tytuł Berek i dotyczyła różnych żydowskich przeniewierstw. Jakich dokładnie, to sobie przeczytacie w recenzji opublikowanej u braci Karnowskich

https://wpolityce.pl/polityka/172332-berek-czyli-narodziny-pisarza-los-polakow-ogladany-poprzez-doswiadczenie-zydowskiego-dziecka-ocalonego-przez-chlopow-spod-lwowa

Przy okazji, jak już gadamy o tych żydach, mała dygresja, nie wiem czy wiecie, ale sławny żydowski noblista z Goraja w województwie lubelskim Isaac Bashevis Singer, miał brata, też pisarza. Josh mu było na imię. Był on znacznie lepszym autorem niż sam noblista i znacznie bardziej wydolnym warsztatowo. Napisał dwie olbrzymie powieści, w których zmieściłoby się ze trzy Kurki i z w pięć Roli. Jedna nazywa się Bracia Aszkenazy, a druga Rodzina Karnowskich. Nic nie zmyślam, sami sprawdźcie. Jedną z nich wydał jakiś czas temu Jacek Kusiński z Łodzi. Nie pamiętam jednak którą. No, tak że ten…lecimy dalej.

Kolor okładki, widzicie, jednej i drugiej książki jest bardzo podobny i to moim zdaniem mam spore znaczenie. Po kolorach…to jest, chciałem rzec, po owocach ich poznacie. Dlatego ja zawsze preferuję na swoich okładkach złoto i czerwień.

Teraz się pewnie zastanawiacie jak ja połączę Marcina Rolę, Piotra Wielguckiego i całą resztę z Sewerynem Nalewajko, znanym kozackim buntownikiem, który wywołał trwającą dwa lata wojnę na Ukrainie? Otóż zrobię to jak zwykle – z wdziękiem prestidigitatora.

Pierwsza informacja jaka szokuje nas kiedy zaglądamy do biogramu Seweryna Nalewajki, dotyczy jego ojca. Otóż tata sławnego atamana był kuśnierzem z Husiatyna. Popadł w konflikt z Marcinem Kalinowskim, starostą kamienieckim (chyba), nie mylić z hetmanem spod Batoha i został przez jego ludzi zamordowany. Była to zapewne wielka strata dla miasta Husiatyn, tak sądzę, bo nie przypuszczam, by znalazło się tam zbyt wielu kuśnierzy. Jego potomek – Seweryn, po ukraińsku – Semierij (Семерій) – nie zdążył chyba nawet dobrze poterminować u ojca, był za mały i wyjechał z matką do Ostroga. Tam jego brat był uczniem seminarium duchownego, ale jasne jest, że nie mógł on pomóc rodzinie. Znalazła się ona pod opieką księcia Konstantego Ostrogskiego, znanego przeciwnika Unii Brzeskiej. Kiedy Semerij dorósł, został żołnierzem. Służył w wojsku litewskim, a potem walczył przeciwko powstaniu kozackiemu wywołanemu przez niejakiego Kosińskiego.

Potem Nalewajko sam wywołał bunt, domagając się od króla, by ten wydzielił dla Kozaków ziemię między górnym Bohem a Dniestrem. Polacy mieli stamtąd zniknąć, a ziemia ta przejść miała na własność ludzi Nalewajki. Był to stały postulat w sporach kozacko-polskich, całkowicie niezrozumiały, zważywszy na fakt, że zamieszkująca te ziemie szlachta była jak najbardziej szlachtą ruską, częściowo wymieszaną z Polakami, którzy przybywali tu od wieków, a Kozacy – jak pisze nam Zdzisław Stroński w artykule Swawola ukrainna w końcu XVI wieku – byli tam przybyszami z całej Europy. Można było wśród nich znaleźć nawet Hiszpanów. O co więc chodziło i dlaczego ten jakiś Nalewajko domagał się od króla Zygmunta najżyźniejszych, najlepiej zagospodarowanych i najludniejszych ziem? W wiki tego nie przeczytamy, ale Zdzisław Stroński pisze nam, że tak zwane powstanie Nalewajki wybuchło w dość szczególnym momencie. To znaczy – rzec można slangiem młodzieżowym – Nalewajko odpalił się w szczególnym momencie. Wracał ponoć z Węgier, gdzie wysłał go sam król Zygmunt, na pomoc cesarzowi. Jak widzimy wysłano na ziemie cesarskie nie tylko Lisowczyków. Oznacza to jednak, że Nalewajko był czyimś protegowanym. I my już wiemy czyim – księcia Ostrogskiego. Gdyby był jakimś tam zwykłym synem kuśnierza, nikt by mu nie powierzył takiej misji. Wobec tego faktu rodzi się kolejne pytanie – czy król wiedział jakie poglądy na temat sztandarowego projektu państwa czyli Unii miał kniaź Ostrogski? No wygląda na to, że nie. Może jednak coś przeczuwał?

Nalewajko, w chwili gdy rozpoczął swoją wojnę z Rzeczpospolitą miał więcej wojska niż król. Myślę więc, że jego wystąpienie zostało dobrze przygotowane. Centralne zaś organy państwa zostały w jakiś sposób sparaliżowane i nie można było uchwalić podatków na wojsko. Stanisław Żółkiewski został z problemem Nalewajki sam i sam go rozwiązał. Kozacy zajmowali się głównie paleniem miast i grabieniem ludności, a Żołkiewski ich ścigał. Opis tej kampanii wydaje mi się całkiem nieprawdopodobny, a historycy tacy jak Stroński nie ułatwiają jego zrozumienia. Zastanawia się bowiem autor artykułu pod tytułem Swawola ukrainna w końcu XVI wieku czy ruch Nalewajki miał charakter społeczny czy religijny. I wskazuje, a za nim ciotka wiki, że raczej religijny, bo za wszystkim stał Ostrogski usiłujący storpedować Unię. Pytania – komu służył Ostrogski? – nikt już nie zadaje, a jest ono kluczowe, zważywszy na to, że w Londynie już powstaje projekt unii kościołów anglikańskiego i prawosławnego. Czy historycy polscy w ogóle o tym piszą? Nie, albowiem to jest – patrząc z ich punktu widzenia – całkowita egzotyka. Jak już sobie zaś ustaliliśmy wcześniej – egzotyka, fantastyka i dziadostwo – to trzy elementy, które służą rozmaitym siłom do porządkowania wyobraźni ludzi i hierarchizowania pojęć w tej wyobraźni. I tak, jak przypuszczam, dla Marcina Roli, taki Nalewajko, nie będzie synem kuśnierza z Husiatyna, ale protoplastą banderowców. Spalił on bowiem spory kawał Wołynia. Dla piszącego w czasach komuny Strońskiego, będzie on wyrazicielem słusznych postulatów ciemiężonego ludu Ukrainy albo religijnych niepokojów. I nic ponadto. A najważniejsze informacje jakie sam Stroński nam podaje, zostanie ominięta i zlekceważona przez niego samego. Otóż w obozie pod Sołonicą, gdzie cała impreza Nalewajki się zakończyła, a jego ludzie wydali go w ręce Stanisława Żółkiewskiego, znaleziono cesarskie sztandary i bębny, a także chorągiew księcia Siedmiogrodu, jak najbardziej katolickiego Zygmunta Batorego. Byłbym zapomniał – Nalewajko złożył ważną deklarację – powiedział mianowicie i zostało to nawet zapisane, że chce wytępić całą szlachtę, a także zdobyć Kraków. Ktoś mu ten pomysł raczej podsunął. Sam by na to nie wpadł.

I ten ktoś uznał, że to jest możliwe, zważywszy na szczupłość sił hetmańskich oraz opiekę Ostrogskich jaką się Nalewajko cieszył. U Strońskiego czytamy, że hetman napisał list do Ostrogskiego, aby ten nie wtrącał się w działania armii koronnej. I Ostrogski wziął sobie tę przestrogę do serca. Widocznie było w nim już mało miejsca dla Seweryna Nalewajki.

Toczymy, widzicie, wielkie dyskusje o naturze spisków i o tym czy rządzą żydzi, czy kto inny może, a tu powracający z królewskiej misji syn kuśnierza z Husiatyna, wszczyna, jak gdyby nigdy nic, wojnę domową i wszyscy się zastanawiają jakiż to rodzaj szlachetnych intencji mu przyświeca? Czy są to intencje dotyczące społecznych nierówności na Ukrainie, czy może projektu Unii Brzeskiej, która wyjmowała prawosławie spod wpływu sułtana i szykujących się do jego przejęcia Anglików? Nazywajmy rzeczy po imieniu, jeśli bowiem patriarchowie prawosławni na wschodzie byli poddanymi sułtana to realizowali jego politykę. Gdyby stali się poddanymi Elżbiety, a potem Jakuba, realizowaliby ich politykę. Ta zaś oznaczała koniec Rzeczpospolitej. No, ale jakoś trzeba było ją było podzielić, prawda? I stąd właśnie te cesarskie chorągwie i bębny, gdzieś tam w kącie obozu pod Sołonicą, przykryte mokrymi i zakrwawionymi szmatami, na które nikt całkiem uwagi nie zwraca. Podobną, moim zdaniem, metodą jak Zdzisław Stroński posługuje się Marcin Rola, wskazując na okoliczności kreowania współczesnej władzy. Ja zaś się zastanawiam jakie on z kolei sztandary i bębny trzyma w swoim składziku ma miotły i grabie. I czy są one purpurowo-złote, czy może mają inne jakieś odcienie?

Jak pamiętamy Seweryn Nalewajko, kozak, syn kuśnierza, przewieziony został do Warszawy i tu, po dziesięciomiesięcznym śledztwie, został ścięty. Podobnie jak wcześniej Iwan Podkowa, który miał za sobą podobne wyczyny. Niemiecka propaganda na Ukrainie, w tysiącach druków ulotnych, rozkolportowała jednak wersję, w której Nalewajko był męczennikiem, bo Polacy upiekli go we wnętrzu miedzianego wołu. Wcześniej oczywiście dręcząc okrutnie. Jak już kiedyś pisałem ta wersja silnie koresponduje z opisami finału innej ruchawki, która miała miejsce na Węgrzech przed najazdem tureckim. Jej przywódcą był drobny szlachcic Jerzy Dozsa. Najpierw wyróżnił się on w walce, potem dano mu szlachectwo, a potem listy przypowiednie na werbunek armii. Zebrał ponoć ponad 100 tysięcy żołnierzy, którzy zamiast na Turka, ruszyli na węgierskie zamki, by dochodzić sprawiedliwości społecznej. Dozsa jednak źle skończył. Nikt nie wie jak dokładnie, ale Niemcy pisali w ulotkach, że upieczono go na żelaznym tronie, koronując wcześniej rozpaloną do białości, żelazną koroną. Historia Dozsy, tak, jak historia Nalewajki i innych „bojowników o wolność” trwale zagościła w popularnej kulturze niemieckiej i „komiksy” ilustrujące ich niezwykłe przygody kolportowane były po całej Europie przez dwa co najmniej stulecia. Dziś uchodzą one za wiarygodne źródła historyczne, a Dozsa ma swój pomnik w Budapeszcie. Na szczęście Nalewajko nie ma pomnika w Polsce.

My jednak mamy problem, bo musimy się zastanawiać w jaki sposób ci żydzi nami rządzą. I czy możemy ten problem jakoś rozwiązać. Wierzę, że Marcin Rola, wkrótce nam takie rozwiązanie przedstawi. Może nawet całkiem niedługo.

Ja zaś wstawiam dziś do sklepu takie oto książki

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/centralna-kolej-transandyjska-callao-lima-la-oroya-dzielo-polskiego-inzyniera-ernesta-malinowskiego/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/gierymscy-zazdrosny-talent/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wyprawa-sobieskiego-do-moldawii/

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)