cze 182026
 

Jak wszyscy od dawna wiedzą, tak zwane narracje patriotyczne zostały zarżnięte. Dlaczego tak się stało? W zasadzie odpowiedź jest banalna –  albowiem narratorzy uważali, że owe gawędy służą temu, by upiększyć i wywyższyć ich samych. I tak, od momentu, kiedy sieć zaczęła eksploatować historię, staczaliśmy się z wysokiej bardzo góry pojęć i problemów, z góry tekstów może nie ambitnych, ale wykazujących pewną dbałość o szczegół, w bagno mistyfikacji w którym taplają się z uśmiechami na krzywych gębach różni przebierańcy. Ustalają oni przy tym między sobą hierarchię – kto jest przebierańcem najważniejszym, a kto takim trochę mniej ważnym. Najciekawsze jest to, że nikt z nich nie potrafi sobie nawet wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Wszak wszystko to jest szampańską zabawą, a Netflix przygotowuje właśnie nowy sezon serialu 1670. I wszyscy będą zaśmiewać się do rozpuku. Nie wiem tylko z czego będą potem żyli, jak już nasza kura, znosząca złote jajka zostanie nie tylko zarżnięta, ale jeszcze ogryziona do kości. Pornografia jest już dawno unieważniona, a więc wykreowany przez AI gwałt zbiorowy na Baśce Jeziorkowskiej dokonany przez Azję Tuchajbejowicza i jego kumpli nie wchodzi w grę, bo zwyczajnie nikogo nie zainteresuje. A jeść trzeba, o czym nieśmiało przypominam wszystkim tym, co właśnie odkryli sztuczną inteligencję i są przekonani, że ona pomoże im w kreowaniu jeszcze fajniejszych niż serial 1670 opowieści. Tylko, żeby osiągnąć taki cel, musieliby umieścić gdzieś wśród postaci siebie, a do tego jeszcze ów zabieg wskazać, albo przez mrugnięcie okiem, albo wprost. Po takim jednak wyczynie staliby się ogólnym pośmiewiskiem. No, ale może przeceniam współczesną publiczność.

Powierzchowność jest grzechem ciężkim. Trzeba to sobie zawsze przypominać. Ostatnio słyszałem taką oto opowieść: w rocznicę śmierci króla Jana III, w pewnym kościele odbyły się uroczystości, które uświetniła grupa grubasów w strojach szlacheckich.  Nie zważali oni na to gdzie są, przez całą mszę stali w czapkach uśmiechając się jeden do drugiego. Niektórzy, nie zwracając uwagi na ludzi przystępujących do komunii, robili sobie zdjęcia. To jest finał operacji, na którą wskazałem w tytule. A teraz zrobię krótki przegląd motywów, które powinny stać się istotną treścią przekazu historycznego, ale się nie staną, albowiem tak zwani popularyzatorzy to stado zapchlonych małp, obnażających dziąsła w nieszczerych uśmiechach.

Czy wiecie, że:

Jak Karol Chodkiewicz ożenił się po raz drugi w późnym wieku, tuż przed wyprawą chocimską, tylko po to, by pozostawić potomka. Wybrał sobie młodą żonę, co było i jest powodem do kretyńskich żartów. Wiedział, że nie ma czasu, bo król na pewno jego wskaże jako dowódcę wyprawy przeciwko Turkom, wiedział także, że z tej wyprawy nie wróci. Ta historia daje piękny kontrast z charakterem hetmana, który był furiatem, człowiekiem gwałtownym i nieobliczalnym. Jego największą troską w czasie kampanii była, jak nam to pięknie opisuje Józef Tretiak, w Historii wojny chocimskiej, troska o zadzierzgnięcie węzła duchowego między Bogiem, a każdym pojedynczym żołnierzem. Przed bitwą pod Kircholmem Jan Karol Chodkiewicz zarządził 40 godzinne nabożeństwo, w czasie którego każdy żołnierz musiał się wyspowiadać i przystąpić do komunii. Na pewno tego nie wiedzieliście. Zwracam więc uwagę – hetman nie wygłaszał demagogicznych przemówień, nie częstował żołnierzy wódką i nie galopował przed nimi na koniu z buławą wzniesioną ku górze. To wszystko za to czyniliby współcześni popularyzatorzy historii, w tym celu, aby silniej zainteresować czytelnika historią, a jeszcze byliby przy tym przekonani, że taka gawęda jest malownicza i uwodzicielska.

Zaciągi na wojnę z Turkiem czyniono bardzo opornie i część z nich była po prostuj sabotowana. Zgromadzono wielką ilość pieniędzy, ale było ich ciągle za mało, żeby wystawić wojsko mogące zatrzymać armię sułtana. Sam surowy opis tych poczynań zrobiłby wrażenie na czytelniku, a gdyby go jeszcze trochę podrasować, to mielibyśmy ogólnonarodową dyskusję o zbrojeniach. Nie będziemy jej jednak mieli, bo takie dyskusje prowadzi Bartosiak, który twierdzi, że Rzeczpospolita Obojga Narodów mogłaby być Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Nie mogłaby być i wynika to wprost z listów Chodkiewicza pisanych do wielkiego kanclerza litewskiego, a dotyczących współpracy z Kozakami. W nich bowiem senat i sam kanclerz pokładali nadzieję. Chodkiewicz był jednak sceptyczny i ten sceptycyzm widać we wspomnianych listach.

Przed rozpoczęciem zaciągów przekazano starszyźnie kozackiej, w tym Sahajdacznemu, zaległy żołd. Starszyzna podzieliła go na pół, wypłacając towarzystwu tylko jedną część – po złotemu na dwóch za rok służby. Drugą połowę zatrzymała dla siebie. Potem zaś wszyscy lamentowali, jak mało Polska płaci za służbę. Odbyło się to już po wyjściu z Siczy, w czasie koła generalnego, gdzie Sahajdaczny odczytywał listy Teofana, patriarchy Jerozolimy, który dokonał największego sabotażu w dziejach kraju. Przybył jako wysłannik kościoła greckiego i ustanowił hierarchię dyzunicką na terenach Litwy i Ukrainy. Miała być ona poważna, stateczna i dojrzała w przeciwieństwie do hierarchii unickiej składającej się z osób młodych i niedoświadczonych. Po tym akcie dwóch metropolitów dyzunickich od razu rozpoczęło zajazdy na klasztory i kościoły tak unickie, jak i katolickie. Król nie mógł z tym nic zrobić, albowiem Sahajdaczny, którego przedstawiano mu jako „wielką nadzieję białych” , uznał sam siebie za obrońcę wiary greckiej. Uznanie więc, czy też rzekome uznanie przez króla hierarchii dyzunickiej, zostało wymuszone w obliczu zagłady państwa. Teofanes został zdemaskowany jako turecki agent, który pojechał do Moskwy z propozycją wspólnej wojny przeciwko Rzeczpospolitej. Ponieważ jednak nie zachował się żaden dokument potwierdzający jego agenturalność, traktowana jest ona przez historyków jako pogłoska. Co innego Cyryl Lukaris, o nim  można pisać, że był tureckim agentem, ale nie można pisać, że był agentem angielskim, co jest przecież wyraźnie stwierdzone w książce Anglikanizm i prawosławie grecko-słowiańskie.

Udział Kozaków w wyprawie chocimskiej nie był więc żadną próbą pojednania i stworzenia Rzeczpospolitej Trojga Narodów, ale próbą wymuszenia skutkującego oderwaniem Ukrainy i podporządkowaniem jej nie wiadomo w zasadzie komu. Fanarionowi chyba, który jest w ogóle niewidoczny dla nikogo.

Już sam opis kontrowersji wokół werbunku i zaciągów daje ogromne pole do popisów prawdziwie malarskich, oczywiście zdolnym autorom, a nie osobnikom, co im się zdaje, że po, pardon, wypierdzeniu kilku zdań w rzekomej staropolszczyźnie, zbiorą oklaski.

Król nie wierzył Kozakom, nie ufał Sahajdacznemu, ale udzielił mu audiencji i zgodził się na jego propozycje, nie wiemy jednak dokładnie na które. Zygmunt pokładał za to nadzieję w piechocie cudzoziemskiej. Ta zbierała się opieszale na Pomorzu, a także na Podlasiu. Po koncentracji zaś przystąpiła do rabowania Żydów, mieszczan i klasztorów, a także plebanii. I są znane nazwiska dowódców tych rot, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zdolny historyk prześledził ich losy, sprawdził czy nie pobierali pieniędzy od kogoś jeszcze, a następnie opisał to w jakimś popularyzatorskim tekście.

Znane są też nazwiska tych polskich dowódców, którzy dopuszczali się podobnych horrendów związanych z wyłudzeniami żołdu, albo rabunkami. Wołyńska chorągiew husarii, świadoma tego kim jest Chodkiewicz i jakie ma nawyki, wzięła pieniądze za ćwierć roku i miała maszerować na Ukrainę. Towarzysze jednak rozjechali się do domów w początku czerwca. Była to chorągiew Jerzego Zbaraskiego. Czy to czasem nie z tych Zbaraskich, co ich Wanda Dobrowolska podejrzewała o zorganizowanie zamachu na króla? A jakże, ponieważ jednak nie ma na to dowodów na piśmie, nie możemy wskazać na zdradę i sabotaż w obliczu wroga, ale jedynie słodko pierdzimy o samowoli szlacheckiej i nieodpowiedzialności politycznej narodu.

Mimo iż różne horrenda zdarzały się każdej w zasadzie formacji, głównymi oskarżonymi są Lisowczycy. Byli tacy, którzy domagali się, by król zwolnił ich ze służby. Lisowczycy powrócili właśnie ze Śląska i jeden z nich, znany z nazwiska dopuścił się napadu i rabunku na osobie królewskiego posła. Normalnie odrąbano by mu łeb, ale nie można było tego zrobić w obliczu wroga. Nie mamy niestety żadnych dokumentów, które by wskazały na agenturalną działalność tego pana, ale może po prostu nikt ich nie szuka, uznając, że na Lisowczyków można wygadywać co się chce.

Mamy więc taką oto sytuację – umierający hetman prowadzi armię na bój ostatni. Korona wysyła listy do wszystkich potęg świata chrześcijańskiego z prośbą o pomoc. Odzew jest żaden. Jedynie król Jakub godzi się przysłać ludzi, ale oni – co za pech – przybywają kiedy jest już po wszystkim. Ani papież, ani cesarz nie zamierzają Zygmuntowi pomagać. Hierarchia grecka kontrolowana przez Turków i wspomnianego króla Jakuba, jednym ruchem odcina połowę kraju i czyni ją strefą podporządkowaną swoim interesom. Szefem tej operacji mianując Sahajdacznego. Jednak wszyscy wiedzą, że w polu, pod Chocimiem może się wydarzyć wiele, a sprawy nie muszą wcale iść tak, jak to zaplanowano. Sahajdaczny próbuje dokonać wymuszenia, a król się na to godzi. Gwarancją tej zgody ma być królewicz Władysław obecny w obozie pod Chocimiem. Jest on wyraźnie zafascynowany zarówno Kozakami jak i samym Sahajdacznym.

Zanim więc dochodzi do bitwy, Polska jest w zasadzie przygotowana do skonsumowania, w której – co dość oczywiste – ma wziąć udział także Austria.

Tak się nie stało. I to nie dzięki Kozakom, ale dzięki wszystkim, którzy stali ponad miesiąc w okopach i odpierali ataki janczarów. Po bitwie nastąpiło wielkie fałszowanie narracji i przebaczanie win. Czego absolutnie nie powinniśmy oglądać.

Co dotarło do naszych czasów z tej historii? Albo raczej co dopuścili do świadomości ludzi oczadziali popularyzatorzy? Taką oto gawędę: zły król Zygmunt nie wykorzystał okazji, jaką była przychylność Kozaków i zamiast im płacić złożył fałszywe obietnice. Potem zaś nie chciał się z nich wywiązać, bo człowiek, któremu je składał, umarł w pół roku po bitwie. Lisowczycy to niesforne żołnierstwo, co przyczyniło się do upadku kraju. A w ogóle to bitwa chocimska była dawno i najważniejsze jest, że Turcy odstąpili akurat wtedy kiedy w obozie polskim została tylko jedna beczka prochu.

No nic, tośmy sobie pomarudzili. Sprawy niestety zostaną po staremu. Nie dlatego, że wszyscy razem i każdy z osobna jesteśmy głupkami, co nie rozumieją spraw najprostszych, ale dlatego że ktoś tego pilnuje. I są nawet znane nazwiska tych osób, ale sami rozumiecie…Potem zaś, jak zawsze będzie jeszcze większe fałszowanie narracji i ogólne przebaczanie win.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  Jedna odpowiedź do “Przepis na rosół z kury znoszącej złote jajka”

  1. Dzień dobry. Ano jest tak, jak Pan pisze, ale też to nie zwalnia nas od obowiązku szukania prawdziwego obrazu tych wydarzeń i innych. Nikt za to nie podziękuje ani nie pochwali, ale to najlepszy dowód, że czynimy słusznie. Mamy wszak dość długą tradycję działań konspiracyjnych a i wprawę, róbmy więc z tego użytek. Ot, tak. Bo możemy.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)