wrz 262026
 

Oglądałem wczoraj mecz, grali nasi z Bośnią i Hercegowiną w jakimś nowym układzie, czyli w tej całej Lidze Narodów. Ponieważ nasza drużyna nie nadaje się do niczego, zostaliśmy przesunięci do drugiej dywizji, czyli – jak to mawiają podwórkowi specjaliści – gramy z kelnerami. No i oczywiście komentatorzy tego meczu stanęli na wysokości zadania. Liczyli ile było strzałów na bramkę, czy były celne, jaki jest profil stopy tego czy innego zawodnika, jaka pogoda…itp. itd. Czyli interesowali się wszystkim, tylko nie tym dlaczego nie ma goli. W pewnym momencie na boisko wszedł zawodnik nazwiskiem Nowak i ci durnie komentujący mecz zaczęli opowiadać, że to jest już szósty Nowak z tej rodziny, jaki gra w reprezentacji. Oczywiście, według komentatorów każdy z nich był świetny, przysłużył się drużynie i walczył na boisku jak lew. Ten nowy też się tak zachowywał, choć doprawdy trudno było to zauważyć. Ja po usłyszeniu tych przemów na cześć Nowaka, szóstego z kolei, zamarłem. Pamiętam bowiem wiele nazwisk z kadry, z czasów kiedy odnosiła ona sukcesy, ale nie było tam nazwiska Nowak.

Ostatnim sukcesem polskiej drużyny narodowej był srebrny medal na olimpiadzie w roku 1992, wcześniej zaś trzecie miejsce na mistrzostwach świata w roku 1982. Czyli ostatnie znaczące zwycięstwo odnieśliśmy 34 lata temu. Bo potem sukcesami nazywano po prostu zakwalifikowanie się na mistrzostwa, albo wyjście z grupy. Co, rzecz jasna jest oczywistym kłamstwem, albowiem nie są to sukcesy, tylko porażki, nazywane tak dla niepoznaki, żeby ludziom nie odwidziało się oglądanie piłki nożnej.

Jak myślicie, dlaczego polska piłka jest na dnie od trzech dekad z okładem? Moja teoria jest taka: zatrudnia się w na boisku sześć pokoleń Nowaków, a także innych jakichś ancymonów powiązanych rodzinnie, i oni grają w tę piłkę jak umieją, ale za nic nie można z nich zrezygnować. Dlaczego? Bo są zasłużeni. W czym i dla kogo? Tego za bardzo nie wiemy, ale możemy się domyślać, że dla kogoś ważnego. Czy można by zatrudnić lepszych? Na pewno, bo 40 milionowym narodzie, na pewno znajdą się lepsi. Dlaczego więc się ich nie angażuje? To proste – bo nie są zasłużeni.

Czy ktoś, prócz nas tutaj, potrafi postawić taką diagnozę? Rzecz jasna nie. Wszyscy bowiem wierzą, że udział rodziny Nowaków i innych rodzin wielopokoleniowych w polskiej piłce kopanej, nie ma związku z porażkami. No, ale nie ma przecież sukcesów, jakiś związek, z czymś, ten udział jednak ma. Do wyboru mamy: sukces i porażkę. O sukcesach nie słyszeliśmy od 34 lat, porażki są nazywane sukcesami, ujmując więc rzecz w twarde ramy logiki, wychodzi na to, że jednak rodzinny charakter biznesu piłkarskiego w Polsce decyduje o tym, że przegrywamy, a komentatorzy, wstydząc się zapewne bardzo, gdzieś tam w środku, muszą przekonywać ludzi, że słaby występ grupy iluzjonistów jest występem dobrym. Do tego jeszcze dochodzi Lewandowski, który zachowuje się, jakby go ktoś zaczarował. W każdej innej sytuacji strzela gole jak natchniony. Kiedy tylko wejdzie na boisko w składzie reprezentacji, nie trafia do bramki z trzech metrów. Tak samo było wczoraj. Nagle, po stałym fragmencie gry, Bośniacy, którzy dawali się spychać na swoją połowę, gdzie już czekał Lewandowski, by nie strzelić gola, wpakowali piłkę do siatki, ale bramka nie została uznana. Jeden z zawodników drużyny bośniackiej bardzo nieładnie uderzył w twarz naszego bramkarza. Nowy zaś bramkarz nazywa się Bułka, Marcin Bułka. Na szczęście jest nowy także w kontekście rodzinnym, no chyba, że ma ciotkę zatrudnioną w PZPN, bo dawniej zawodników o nazwisku Bułka, w polskiej piłce nie było. Mecz zakończył się remisem 0:0, a komentatorzy mieli na tyle przyzwoitości, by nie nazwać tego sukcesem.

Przełóżmy to teraz na język publikacji historycznych. Oto rozmaici, natchnieni wydawcy, wypuszczają na rynek książki o najważniejszych sprawach na świecie. O geopolityce, pivotach, globalizacji, odejściu USA na Pacyfik, o tym skąd się biorą totalitaryzmy, dlaczego idee są zbrodnicze, itp., itd…książki te jednak nie mają nic wspólnego z ewangelizacją, ani nie wskazują udziału Kościoła w procesach politycznych, tak dobrych, jak i katastrofalnych. Wyraźnie za to pokazują, że udział tego czy innego Nowaka, miał kluczowe znaczenie dla rozwoju spraw, nie tylko w Polsce, ale też za granicą. I to nie jest rzecz nowa. Bo ciągnie się ona za nami od czasu kiedy zaczęto systemowo nauczać w Polsce nowoczesnej historii, czyli – mniej więcej – od początku wieku XX. Kiedy tylko zaczęto wyjaśniać wszystko humanistycznym pędem ku ulepszeniu ludzkości i wprowadzać ten format do szkół i na wyższe uczelnie Polska przestała odnosić sukcesy. No znaczy wyzwoliła się w końcu, po 123 latach zaborów, ale wyzwolenie to było chwilowe i dalece nie satysfakcjonujące. Potem przyszły katastrofy o jakich się wcześniej nie śniło, ale nikt nie powiązał ich z udziałem rodziny Nowaków w piłce kopanej, to znaczy z egzegezami historycznymi, które niczego nie tłumacząc, wskazywały na to, że jakieś trzeciorzędne postaci bez wpływu na cokolwiek, bez umiejętności gry na światowym poziomie, o czymś tam decydowały.

W dodatku historię zaczęto tłumaczyć dzieląc ją na segmenty, czyli tak, jak w wierszu o strasznych mieszczanach, którzy widzą wszystko oddzielnie – że dom, że Stasiek, że drzewo. Stan ten trwa do dziś i powoduje, że nie możemy pojąć dlaczego nie ma sukcesu. I nazywamy tym sukcesem nagrodę Nobla dla Tokarczuk. To jest takim sam sukces, jak zakwalifikowanie się na mistrzostwa po barażach, a potem odpadnięcie w fazie grupowej. Pokładamy nadzieję w poetach i pisarzach, od mniej więcej wieku XVI i nie rozumiemy, jaka była ich rzeczywista funkcja, a było nią krzywienie optyki narodu, w spojrzeniu na własne dzieje i współczesność. Tak, jak dziś to czynią komentatorzy opowiadając o tym, że profil stopy Świderskiego jest taki właśnie jaki powinien być, by umożliwić mu strzelanie goli. No, ale Świderski nie strzela goli – niecierpliwi się publiczność. No, ale może mógłby, gdyby była lepsza pogoda.

Mamy więc w naszej niełatwej historii segmenty takie jak w piłce nożnej – Liga Narodów, Liga Konferencji i inne ligi, a wszystko po to, by przykryć nieumiejętność i sabotaż towarzyszący tworzeniu zwycięskiej drużyny.

Mamy więc historię polityczną, historię literatury polskiej i sztuki także, ale nie mamy historii ekonomicznej, bo jest w niej za dużo tabelek i wykresów, których nikt by nie zrozumiał. Nie mamy także historii Kościoła oraz jego hierarchów, albowiem to należy do kategorii bajek. Bajkami bowiem z całą pewnością muszą być gawędy o tym, że Kościół przyjmował do swego łona nie tylko zasłużonych „Nowaków”, czyli siostrzeńców biskupów, takich jak Andrzej Krzycki, ale także różnych nołnejmów, jak biskup Zadzik i oni potem robili kariery i wpływali na politykę państwa. W dodatku tak, by to państwo chronić przed zdrajcami i agenturą. Takich rzeczy nie ma i nigdy nie było. Najważniejsi bowiem w historii Polski byli poeci i humaniści.

No, ale cóż, zadałem pytanie – kto błądzi? My czy cała reszta? Nie pamiętam już kto powiedział słowa takie oto – błąd jest błędem nawet jeżeli wszyscy są w błędzie. To znaczy, że nie można przegłosować nieskuteczności i zdrady i nazwać tych antyjakości sukcesami. Nie można zrobić tego ani w polityce ani w piłce nożnej. A jednak ktoś stale próbuje i ma na to carte blanche oraz potrzebne zaplecze. Pozwolicie więc, że będę kontynuował swoją misję w takich zakresach, w jakich uznam ją za właściwą i ważną. Oto przykład. Postanowiłem powrócić do wydawania serii „Biblioteka gospodarczej historii Polski” i wznowić dawno nie widziany tytuł.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/

Do pomysłu wydawania tej serii, ostatecznie przekonał mnie kiedyś, dawno już temu, prof. Wiesław Jan Wysocki. Był on zawsze zatrudniany na stanowisku telewizyjnego eksperta w TVP za rządów PiS. I tam opowiadał o tym, czy Józef Piłsudski bardziej kochał Polskę, czy swoją żonę Olę. Uśmiechał się też promiennie nasz dobry profesor. I ja kiedyś, wiedziony tym samym fałszywym instynktem, co komentujący polską piłkę mistrzowie słowa, podarowałem mu, na targach jedną książkę z tej serii. On się uśmiechnął, potem popatrzył na tę biedną książkę jakby ze wstrętem i powiedział z niedowierzaniem i dezaprobatą – biblioteka historii gospodarczej Polski?! Po czym wrzucił książkę do torby i poszedł. Już nigdy potem nie zachodził na nasze stoisko.

Ja zaś wiedziałem, że serię należy kontynuować, choćby nie wiem co.

Przypominam, że jeszcze tylko do dzisiejszego wieczora można kupić poniższe tytuły po obniżonej cenie.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-48-hohenzollernowie/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zmierzch-izraela/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-komunizmu-w-starozytnosci-i-w-sredniowieczu-karl-kautsky/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/maryna-mniszchowna-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dymitr-samozwaniec-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/

 

 

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  7 komentarzy do “Czyśmy pobłądzili, albo dlaczego Lewandowski nie strzela goli w reprezentacji?”

  1. Mam nieodparte wrażenie, że ludzie w klasztorach i zresztą w administracji kościelnej byli dobierani z prostego ludu. Było jakieś nauczanie w parafiach i ksiądz który wypatrzył wśród gamoni kogoś rozgarniętego rekomendował go wyżej, biskupowi itd. Ci liczni skrybowie, sekretarze i kopiści, co zapełniali wszystkie stanowiska poniżej funkcji biskupa skądś się brali. Wątpię aby szlachta tak masowo wysyłała synów dziedziców do klasztoru.

  2. No tak właśnie było, do tego służyły szkoły przyklasztorne, przynajmniej od czasów Łokietka

  3. Biskup Zadzik? Dość exstraordynaryjne nazwisko dla biskupa podobnie jak Chrząszcz i Kleszcz, ale nazwa nie zdobi człowieka tylko czyny. W kościele funkcjonuje wiele poziomów kultury i strategii na użytek wiernych,parę dni temu rankiem trafiłam w Radio Maryja na dość osobliwe kazanie z okazji patrona tego dnia sw O. Pio. Kaznodzieja tajemniczym tonem przestrzegał przed synodalnością jako złem w kościele i przytaczał słowa o.Pio że lepiej aby kościół był pusty niż pełen demonów,że o.Pio nigdy nie mówił źle o kościele ale wszystko pokornie znosił. Na zakończenie Mszy jeszcze raz pogroził zuchwalcom którzy ośmielili by się mówić źle o kościele że takim o.Pio ukaże się w nocy i taka da im nauczkę że popamiętają.  No cóż, są i takie metody zastraszania prostaczków żeby im nic w głowie nie zaświtało ale że w tych czasach? Synodalnością można straszyć jeśli chce się wiernych trzymać na dystans by nie zadawali dziwnych pytań tylko do czego to prowadzi,ludzie nie są już dziećmi specjalnej troski jak utrzymywać chce chce radio o. Rydzyka,proszę popatrzeć na prezenterów tv Trwam, młodzi adepci wyglądają i mówią jak wypożyczeni z Korei północnej ,strasznie to wygląda,ale takich właśnie słuchaczy urabia założyciel Radia Maryja. Mimo ewangelizacyjnej pracy sieje kłamstwo i postrach,przykro na to patrzeć ale tak to wygląda,na biciu piany o rzekomym prześladowaniu ten człowiek zbija kapitał propagandowy i zasiewa lęk i nieufność ,no bo prawda jest tylko u niego.  Z wieloma znajomymi nie da się rozmawiać bo są nakręceni tym radiem, słuchają go w nocy nawet,potem nie mogą się pozbierać w dzień, żyją w nerwowym oczekiwaniu i złości na polityków,rozmowy zawsze naprowadzają na ten temat. W tych układach trudno będzie o normalnego następcę po ojcu Dyrektorze co się sam kanonizował za życia,ale może jednak pozytywna zmiana nastąpi jeśli Matka Boża ma tam coś do powiedzenia. Tak czaruje się ludzi we wszystkich dziedzinach,nie tylko w pisarstwie i filmie,czy piłkarstwie,oszukiwanie,stwarzanie pozorów dobra a w tle korzyści materialne,zero honoru, działanie pod emocje ,brak odpowiedzialności przed państwem. Naprawiać to co możliwe wokół siebie,to już wiele.

  4. Selekcja. W ten sposób rozpracowano np. Enigmę. Robi się wstępne zbiegowiska, wybiera lepszych, potem najlepszych.

    Kluczem jest zrobienie zbiegowiska – konkursu, szkolenia, kursu. I wybranie rzeczywiście najlepszych.

    To powinien robić selekcjoner. Jak sama nazwa wskazuje.

  5. Jeden Nowak był w porzo, jako piłkarz i człowiek….znałem go jak jeszcze grał w w RKS Ursus……Krzysztof Nowak (piłkarz) – Wikipedia, wolna encyklopedia https://share.google/ZkCE9ZafrFQUfSm0e

  6. Ciekawe dlaczego Lewandowski może, tylko że nie u nas.
    Mieliśmy duże osiągnięcia w sporcie i mamy też wypracowane skuteczne metody które min. opracował śp. prof. Huciński. Próbuje to obecnie przepchnąć dr. Wilczewski który założył Fundację Impeksis. Jak ktoś ma małe dzieciaki to warto się zainteresować.

  7. tak czy owak,  zawsze Nowak

    (nieodkrywccze)

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)