wrz 222026
 

Obejrzałem wczoraj film pod tytułem „Operacja Argo”. Jest to film fajny, ale dęty. Opowiada o tym zaś, jak zrobiono inny dęty film, żeby wywieźć zakładników z Teheranu w roku 1979. Zakładników, którzy ukryli się w kanadyjskiej ambasadzie po zajęciu amerykańskiej przez „studentów” – lewicujących islamistów.  Polecam wszystkim ten obraz, choć nie pokazuje on wcale prawdy. No, ale jak wiemy jest prawda czasu i prawda ekranu. Film jest ciekawy i dynamiczny. Tyle, że koncentruje uwagę widza na sprawach nieistotnych lub takich, które się w ogóle nie zdarzyły.

W Hollywood rzeczywiście wymyślono dęty scenariusz, który miał posłużyć jako pretekst do zjawienia się w Iranie ekipy poszukującej plenerów dla filmu. Tyle, że nie trzeba go było wykorzystywać, albowiem zakładników dało się wyprowadzić po prostu. Strażnicy rewolucji ich nie zaczepili, a tamci wsiedli do samolotu i odlecieli. W tym czasie ci, co mieli miej szczęścia, bo pozostali w ambasadzie, byli przedmiotem targów, prowadzonych przez administrację Cartera i rząd Iranu.

W kinie amerykańskim wyraźnie widać dialog, jaki prowadzą ze sobą demokraci i republikanie. Cały film „Uśpieni”, wymyślona i absurdalna historia, której potworny rdzeń był pewnie prawdziwy, ale reszta już nie, zrobiona została po to, by dwaj gangsterzy, którzy są akurat postaciami pozytywnymi, mogli wyrzucić z baru dwóch grubasów popierających republikanów. W filmie „Operacja Argo”, Ben Affleck leci do Hollywood i widzi sławny napis na górze, całkiem połamany, Rządzą demokraci, ta pierdoła Carter, więc jak inaczej ma to wyglądać? Do tego służby, kompletnie zdezorientowane, proponują, by ukrywający się w ambasadzie Kanady ludzie, jechali do granicy z Turcją na rowerach, w styczniu, przez góry. Może nikt ich nie zatrzyma.

No, ale zwycięża w końcu opcja zrobienia filmu pod fałszywą flagą i Irańczycy się na to nabierają. Potem, kiedy akcja się udaje, CIA kryje się przed mediami, całą zasługę przypisując Kanadyjczykom.

I ani w filmie, ani w życiu nikt nie wskazał jeszcze chyba, że cała rewolucja irańska była preludium do interwencji w Afganistanie. Sowieci długo przygotowywali się do niej, wraz ze swoimi europejskimi sojusznikami, z którymi musieli mieć jakiś deal, Chomeini ukrywał się między innymi we Francji. W łonie rewolucji istniał podział – na islamistów i „lewicowych islamistów”, czyli na tych, co odgrywać będą fanatyków religijnych i na tych co udają fanatyków sprawiedliwości socjalnej. Ci ostatni właśnie zaatakowali ambasadę USA udając studentów, akcja była koordynowana od wewnątrz i z zewnątrz. Powiodła się, a administracja Cartera została skompromitowana w sposób bezprzykładny. Za fiasko operacji „Orli szpon”, zwanej także operacją „Miska ryżu” odpowiadał Brzeziński. Nie ona jednak jest treścią filmu.

Jeśli ktoś ma ochotę, może oczywiście wierzyć w rewolucję, która wybuchła, bo szach kazał torturować ludzi. Myślę jednak, że są granice naiwności. Tylko mi tu nie piszcie teraz, że za wszystkim stał Izrael, który nienawidził szacha. Żeby zrobić rewolucję i zdobyć poparcie dla niej w kraju tak zasobnym jak Iran trzeba się trochę namęczyć. Na przykład pousadzać sadystów na stanowiskach policyjnych menedżerów średniego szczebla. Potem zaś wskazać ich jako głównych winnych kryzysu. Podając przykłady wyjątkowo bestialskiego zachowania tych ludzi.

Jakoś w Polsce nie doszło po wojnie do ogólnej rewolucji, jak w Iranie, choć zbrodnie śledczych były oczywiste i bardzo brutalne. Dlaczego? Albowiem tacy ludzie jak Różański, Fejgin i ten trzeci, zostali osądzeni i skazani. Ludziom zaś dano trochę oddechu, czyli tak zwaną odwilż. W Iranie odwilż miała charakter rewolucji, bo za dużo było na stole, żeby bawić się w jakieś odwilże. W grę wchodziło panowanie na Bliskim i Środkowym wschodzie, a wymiana ciosów pomiędzy mocarstwami była szybka i brutalna. No, ale ludzie patrzyli na to, jak na dęty film, w dodatku puszczany w salce kinowej bohaterom innego dętego filmu.

Aha, a propos Różańskiego i reszty. Nikt nie wie czy rzeczywiście siedzieli i gdzie, ale wiadomo, że nie za bardzo ucierpieli w wyniku tego całego procesu. Nie to co ich ofiary.

No, ale wracajmy do Iranu. Amerykanie i Brytyjczycy wprowadzają na tron szacha, który zastępuje lewicowy rząd nacjonalizujący pola naftowe. Ten rząd działał w porozumieniu z Moskwą i Paryżem. Przez dwanaście lat rządów szacha, doprowadzono kraj do skrajnej degeneracji, która stała się rzekomym powodem wybuchu rewolucji. Jej istotnym powodem była jednak aktywność agentów po obu stronach konfliktu. Ci zaś zachowywali się jak agenci, czyli wykonywali różne spektakularne ruchy, zwracające uwagę opinii publicznej. Informacje o nich zaś kolportowano jawnie lub poprzez szeptankę – żeby były znane.

Po rewolucji w Iranie mamy, w zasadzie od razu, interwencję w Afganistanie i wybuch wojny iracko-irańskiej.  Cała reszta jest już bliższa naszym czasom i każdy może sobie dopowiedzieć dalszy ciąg tej historii.

No, ale zmierzajmy do meritum. Mieszkamy w kraju, gdzie produkuje się same dęte filmy, w których pokazywane są losy bohaterów z innych dętych filmów. Polska publiczność zaś domaga się, by reżyserzy tych obrazów traktowali ją serio i schlebiali jej gustom, a także karmili ich wyobraźnię. No i rzecz jasna intensywnie ją inspirowali. Kiedy filmowcy tego nie czynią, albo wręcz drwią z publiczności, ta jest oburzona i wyraża to swoje oburzenie w sieci. I ja także się do tego oburzenia dołączyłem, albowiem gdybym tego nie zrobił, żaden z moich argumentów nie zostałby zauważony. Cała bowiem uwaga skoncentrowana jest na produkcjach filmowych z ostatnich miesięcy i ich dętym charakterze.

Ludzie, skoro film Bena Afflecka jest dęty, ale przy tym oskarża demokratów o różne niepiękne rzeczy, do tego jeszcze ujawnia, poprzez sekwencję zdarzeń, rzeczywisty mechanizm wojny i rewolucji na Bliskim i Środkowym Wschodzie, to może czas przestać się ekscytować tym, że Łęcka i Wokulski klną jak furmani przed karczmą, a Rzecki odbywa stosunek płciowy ze służącą na stole? Może nie o to chodzi? A o co dokładnie? Tego się dowiemy, gdy na ekrany wejdzie kolejna wersja „Lalki”. Myślę, że bierzemy udział w operacji „Miska ryżu”. Być może nie w skali 1:1, ale sami popatrzcie na szczegóły. Brzeziński wymyślił, że aby uwolnić z rąk „studentów” zakładników uwięzionych w ambasadzie, trzeba zbudować małe lotnisko na pustyni, pod Teheranem. Następnie zaś ze stojącego na morzu lotniskowca polecą tam samoloty i helikoptery z komandosami. Oni zaś wedrą się do miasta i uwolnią zakładników.

Każdy kto choć raz widział filmy pokazujące irańską rewolucję, rozumie że jakakolwiek akcja komandosów w Teheranie była niemożliwa. Cała więc ta operacja „Miska ryżu” jest podejrzana i nie wiadomo czy się w ogóle wydarzyła. Ludzie jednak opowiadają o niej, jak o spektakularnej klęsce Amerykanów, którzy się skompromitowali. I to są ci sami ludzie, którzy kwestionują lądowanie na księżycu.

Powtórzmy więc – nie można dojechać zimą na rowerze z Teheranu do granicy z Turcją. To jest odległość rzędu 500 km. Nie można w ogarniętym rewolucją mieście, gdzie działają grupy agentów od 10 lat przygotowywane do tej operacji wysadzić komandosów z helikopterów i wywieźć kilkudziesięciu ludzi bez strat. To są brednie. Chodzi o to, by skoncentrować uwagę publiczności, także tej przeszkolonej i bardzo pewnej siebie, na wydarzeniach spektakularnych i budzących duże emocje. Potem tę zaś strumień informacji całkowicie fikcyjnych rozproszyć za pomocą poustawianych w kluczowych miejscach pudeł rezonansowych. Takich, jak krytycy, entuzjaści i pożyteczni idioci.

Musicie wreszcie zrozumieć ludzie, że polscy filmowcy nie są polskimi filmowcami. To strażnicy rewolucji, przygotowywani do tej roli przez kilka dekad. Oni dobrze wiedzą co robią i nie mają wahań. Ich postawa i komunikaty zaś uwodzą także osoby, które my uznajemy za polityków, a które w istocie nie są do końca rozpoznane. No więc jeszcze raz – nie ma żadnych polskich filmowców. Są wyłącznie filmowcy antypolscy. Filmowcy polscy byli za komuny, albowiem władza była wtedy antypolska i potrzebowała kamuflażu. I wychowała sobie ten kamuflaż dokładnie w tym momencie, gdy aresztowano Różańskiego, Fejgina i tego trzeciego.

Dziś władza, która w roku 1989, zgodziła się pełnić rolę demokratycznej dekoracji, nie rozumie, że nie ma nawet takiej mocy, by wychować sobie polskich reżyserów. I sądzi, że ci, którzy tymi reżyserami są i żerują na państwowych budżetach, działają z pobudek osobistych, ideowych, estetycznych, czy jeszcze jakichś, nie antypolskich i agenturalnych. Tak myślą idioci. Tacy w dodatku, którzy wierzą, że naród może pracować za miskę ryżu, jak mu się puści ciekawy lub kontrowersyjny film w kinie.

Politycy próbują zawierać sojusz z tak zwanymi ludźmi kultury, nie rozumiejąc w ogóle kim są ci ludzie i skąd tu przybyli. Co my mamy robić w takim razie? Nie podniecać się za bardzo. I nie ekscytować głupstwami. To po pierwsze. Po drugie – zrozumieć, że każdy kto robi tu medialną karierę z dnia na dzień i przelatuje jak meteor przez wszystkie stacje telewizyjne, a także zyskuje popularność dzięki autorskim podcastom, na pewno działa w złej wierze. Po trzecie – zacząć czytać książki. Tam można jeszcze znaleźć prawdę, albowiem autorzy książek, wyjąwszy opłacanych z góry oszustów, traktują się przeważnie serio.

I ja mam dziś dla Was niespodziankę. Ponieważ nie spina mi się budżet, zmuszony jestem ogłosić krótką promocję. Potrwa ona do soboty wieczorem. Oto lista tytułów z obniżoną ceną.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-48-hohenzollernowie/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zmierzch-izraela/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-komunizmu-w-starozytnosci-i-w-sredniowieczu-karl-kautsky/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/maryna-mniszchowna-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dymitr-samozwaniec-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  4 komentarze do “Dęty film w dętym filmie i nieprawdopodobnie głupia publiczność, czyli operacja „Miska ryżu””

  1. Pamiętam tamtą operację, te wyczyny rzeczywiście wyglądały filmowo. Ale wtedy wcale się nie zajmowałam tak odległymi wydarzeniami. Jakiś czas temu, dziennikarz w rozmowie z Brzezińskim wspomniał akcję jako jego wielki sukces. -:)).

    Te dekoracje które nam prezentują coraz lichsze, ale ludzie się niczym nie interesują. Bieżące życie napełnia ich głowy takim zgiełkiem idiotycznym, że chcą te głowy schronić. Że w durnych filmach to inna sprawa.

    Wspominasz czasem dawne produkcje, rzeczywiście aktorzy w PRL starali się. Ale ich byt zależał od władzy, a nowa władza rywalizowała z pamięcią o tym co „przedwojenne”. Żyło tamto pokolenie. A nowa władza traktowała siebie serio.

  2. https://www.youtube.com/watch?v=n-grR1e6dw8

    Pytanie jest zawsze to samo, czy narody mogą korzystać ze swoich zasobów bez pośredników/instytucji z zewnątrz?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)