Ktoś powie, że się mylę, bo właśnie jest. Oto wchodzimy na stronę Stowarzyszenia Warszawa 1944 i znajdujemy tam listę ambasadorów Powstania Warszawskiego. Oto link do tej listy i do fotografii tych ambasadorów
Wśród nich znajduje się także Jacek Bąk. No, ale to nie jest ten Jacek Bąk, o którego mi chodzi. Ten na zdjęciu to dawny piłkarz ze Śląska, który ubrał się w tą dziwną koszulkę i nie wiadomo z jakiego powodu pozuje do zdjęcia. Podobnie jak inni towarzyszący mu panowie, którzy wyglądają jak banda Bonotta. Czym oni się zajmują nie wiem i wiedzieć nie chcę, wcześniej zajmowali się sportem, a teraz promują w całym kraju obchodzi rocznic Powstania Warszawskiego. To znaczy co konkretnie robią? Nic. Być może sięgają po jakieś dotacje z instytucji państwowych i samorządowych, ale trudno to stwierdzić na pewno. W każdym razie żaden z nich nie ma nic wspólnego z Powstaniem Warszawskim, za to chętnie się na tym Powstaniu lansuje. Stowarzyszenie zaś do niedawna współpracowało z rządem Donalda Tuska i ministerstwem kultury. No, ale już nie współpracuje, bo okazało się, że do grona ambasadorów Powstania wciągnięto jakąś panią, która pokazuje swoje wdzięki na platformie Only fans. No i ona zrobiła sobie zdjęcie w tej koszulce i wyszła z tego niezła chryja, nawet dziennikarka Korwin-Piotrowska poczuła się oburzona, wręcz dotknięta do żywego, bo jej ojciec czy też dziadek brał udział w Powstaniu. Poza tym nic więcej nikogo nie zaniepokoiło. Tylko jakaś pani, co pokazuje cycki. Reszta ambasadorów jest w porządku, nie mamy im nic do zarzucenia, odważnie i bezkompromisowo promują powstanie fotografując się w różnych przypadkowych miejscach, nieogoleni, z dziwnymi minami. To jest nasz sukces i to nie jest nasze ostatnie słowo – mówią te miny. Najważniejsze zaś, żeby cycków na wizji nie było. Inne kwestie nie mają znaczenia. No i żeby był tam, wśród tych ambasadorów Jacek Bąk sławny sportowiec.
Jacek Bąk, o którym myślę, nie jest sławnym sportowcem. Jest wnukiem porucznika Lewara – Jana Piotrowskiego. Człowieka, który w czasie walk w Śródmieściu zrekonstruował swoją kompanię, bo żołnierze nie dotarli na miejsce zbiórki, następnie zaś opracował szczegółowy plan zdobycia Kościoła Świętego Krzyża i Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu, a potem ten plan wykonał. Jacek Bąk, jego wnuk, najpierw namówił dziadka na szczegółowe odtworzenie tych wypadków, spisanie ich, a było to w roku 1984, potem – dekadę później – wydał te wspomnienia drukiem. Dziś jest rocznica zdobycia Kościoła Świętego Krzyża i Komendy Policji. Książka opisująca te wydarzenia zaś, jedna z lepszych jakie czytałem, wciąż jest w dystrybucji u mnie, albowiem przez 30 lat żaden z ambasadorujących dziś Powstaniu panów widocznych na tych fotografiach ani tą, ani żadną inną książką o Powstaniu się nie zainteresował. Ktoś powie, że się czepiam. Owszem czepiam się. A czynię to, albowiem nie ten Jacek Bąk został mianowany ambasadorem Powstania. Rząd, instytucje państwowe i samorządowe współpracują ze stowarzyszeniem, które zrzesza nie wiadomo kogo i mieści się nie wiadomo gdzie, jego jedyną misją jest wręczanie koszulek z napisem Powstanie Warszawskie jakimś przypadkowym osobom. Człowiek, który kręci o Powstaniu filmy dokumentalne, jest właścicielem praw autorskich do gotowego scenariusza filmu, który gloryfikuje Powstańców nie dlatego, że mężnie ginęli, ale dlatego, że w najtrudniejszych z możliwych warunkach potrafili zbudować oddział, opracować, wespół z dowództwem, plan zdobycia dwóch ważnych obiektów, a następnie plan ten wykonać w najdrobniejszych szczegółach. I co? Nikogo to nie interesuje? Najwyraźniej nie. Korwin-Piotrowska obudziła się tylko dlatego, że okazało się iż tamta ma większe cycki od niej. A wcześniej tym ambasadorem mianowali jeszcze tego całego Różalskiego, eksperta od wszystkiego, który uchodzi za głos opinii publicznej. Potem mu zabrali koszulkę, bo powiedział, że lubi Putina. Ludzie, to jest degradacja i dewastacja pamięci o Powstaniu! I nie ta pańcia z cyckami jest tu problemem najważniejszym ale to, że Jacek Bąk, wnuk Powstańca, strażnik pamięci, wydawca wspomnień, autor filmów dokumentalnych jest dla polityków i dla urzędników, a także dziennikarzy nikim. Budzą się oni wszyscy dopiero wtedy kiedy widzą wytatuowaną gębę Różalskiego, albo słodkie focie pani Moniki. Resztę mają, pardon, w dupie. Chodzi wyłącznie o rozgłos, możliwie powierzchowny i nie zaprzątający niepotrzebnie pamięci.
A teraz napiszę kilka słów o sobie. Dlaczego ja nie jestem ambasadorem Powstania Warszawskiego? Po pierwsze dlatego, że nie założyłbym tej koszulki i nie ustawiłbym się do zdjęcia z tymi facetami, uważającymi się, najwyraźniej za przedstawicieli społeczeństwa, w dodatku za najbardziej reprezentantywną grupę. Po drugie dlatego, że żaden rząd, czy obecny, czy też przeszły nie zamierza współpracować z wydawcami takimi jak ja. Nie czyni tego, albowiem urzędnicy mają zamiar wyłącznie konsumować sukcesy – im bardziej powierzchowne i głupkowate tym lepiej. Ja zaś, we współpracy z Danutą Francki, dziś już świętej pamięci, córką majora Zbigniewa Sujkowskiego, a chrześnicą Józefa Piłsudskiego, wydałem dzieło jej ojca zatytułowane „Bitwa o Warszawę 1944”. Wydałem też inną książkę – „Sylwetki”, również napisaną przez Zbigniewa Sujkowskiego, opowiadającą o bezprzykładnym bohaterstwie kobiet w konspiracji. Czy dziennikarka Korwin-Piotrowska może się kiedyś tą lekturą zainteresowała? Pytam, bo to ważny tekst źródłowy, jeden z najważniejszych. Wszyscy przy nim płaczą. Sądzę więc, że ktoś taki jak ona, szczerze zainteresowany losami kobiet w sytuacjach traumatycznych powinien to przeczytać. Tekst jest krótki, pani Piotrowska się nie zmęczy przy lekturze. Dziś sprzedaję wspomnienia Lewara – Jana Piotrowskiego – dowódcy kompanii Lewar walczącej w Śródmieściu, na jednym z najważniejszych odcinków i współpracuję z Jackiem Bąkiem jego wnukiem. Tym, który nie został ambasadorem Powstania. I w tych pozycjach chyba zastygniemy, bo raczej nic się nie zmieni. Jak wróci rząd PiS ambasadorem Powstania zostanie pewnie Mazurek, albo inny jakiś zasłużony publicysta internetowy.
Mniejsza o to. Trudno doprawdy znaleźć dziś lepszy przykład degradacji pamięci i bohaterstwa niż to całe stowarzyszenie i afera wokół cycków pani Moniki, które posłużyły jako detonator. Jeśli dołączymy to tego nową pańcię od promocji, która zaprzęgła do roboty AI, zrozumiemy gdzie jesteśmy i za kogo nas uważają. Za jakieś szczury pałętające po ruinach. Za jakichś prostaczków, którym nie należy się nic poza sfingowaną uwagą i koszulką za 20 zyli w prezencie. Co za gnidy…
Zostało mi tylko 19 egzemplarzy tej książki.
Niestety w miejscowości gdzie mieszkam odcięto wczoraj prąd i raczej nie włączą go przed poniedziałkiem. Tak więc komentował nie będę. Tą kwestią zajmę się chyba w osobnej kampanii, bo widzę, że ani władze lokalne, ani państwowe nie mają zamiaru nic z tym zrobić wszyscy satysfakcjonują się słodkim pierdzeniem o rozwoju i 20 gospodarce świata. Tymczasem tysiące gospodarstw wokół stolicy są odcięte od zasilania, bo spadło trochę deszczu. Może trzeba wynająć do protestu przeciwko Energetyce Pruszków jakąś panią z Only fans? Jak myślicie? Ona pokaże cycki, a oburzona Korwin-Piotrowska rozpropaguje ten protest dalej. Zły pomysł?