lt. 182021
 

Umieściłem tu wczoraj link do głupiej i niezrozumiałej piosenki, którą dwie dekady temu harcerze śpiewali przy ogniskach. Powtarza się tam fraza – Hej Leonardo. Jak to zwykle bywa z głupimi skojarzeniami mają one poważne konsekwencje. Akurat obok na stole leżała nowa biografia Leonarda, napisana przez Waltera Isaacsona. W niej zaś odnalazłem list, jaki Leonardo napisał do Lodovica Sforzy zwanego Il Moro (Maur), kiedy jechał doń na polecenie Kosmy Medyceusza. W tym samym czasie nauczyciel Leonarda – Verrocchio wysłany został przez Medyceuszy do Rzymu. Obaj ci ludzie, a także inni, których dom medycejski wykształcił, mieli do spełnienia zadania polityczne. Nie wiem co robił Verrocchio w Rzymie, ale wiem, co robił Leonardo w Mediolanie – nic. Zanim tam dojechał napisał ten nieszczęsny list, w którym wymienia swoje umiejętności, a właściwie rzekome umiejętności. Skąd wiemy, że rzekome? Albowiem żaden z projektów, które są tam zasygnalizowane, ani też żaden z projektów, które opisane zostały w notatkach Leonarda, nie został zrealizowany. Czego to dowodzi? Tego mianowicie, że pomiędzy teorią i wizją, a praktyką zieje przepaść, której nie da się zasypać w ciągu jednego życia, szczególnie jeśli to życie przebiega szybko i jest intensywne. Żeby zniwelować dół znajdujący się pomiędzy wizją a realizacją potrzebne są instytuty badawcze, wtajemniczenia, hierarchie i dużo, dużo świętego spokoju, który inwestor kupuje ludziom zdolnym i pracowitym za bardzo ciężkie pieniądze. Co tymczasem zrobili Medyceusze? Obmyślili projekt polegający na oszwabieniu wszystkich wokół. Powołując się na dostępne wszystkim w Italii wyobrażenia świata starożytnego, wzmocnili lekko i tak istniejące warsztaty rzeźbiarskie i malarskie, pracujące dla Kościoła, otaczając je opieką finansową i dając im zlecenia. Czyli po prostu przejmując nad nimi kontrolę. W tych warsztatach wykształcili szpiegów, których następnie rozesłali po całej Italii. Manewr ten był potem, w znacznie większej skali powtarzany wielokrotnie. Jego ofiarą padła również Polska.

Leonardo został wysłany do Mediolanu, jako konstruktor instrumentów muzycznych i człowiek w muzyce biegły. Nikt nie traktował go jak malarza, a on sam zamierzał robić karierę jako inżynier wojskowy. Mediolan, jak pisze Isaacson był sześć razy większy od Florencji. To dość znamienne. Jego władcy byli jednak stokroć mniej przebiegli i mieli mniejsze ambicje niż rodzina de Medici. W Mediolanie Leonardo nie zrobił nic. Namalował ostatnią wieczerzę u Dominikanów, w technice, która nie mogła przetrwać. Dziś wyjaśnia się, że to był wynik niespokojnego i niepokornego charakteru geniusza, a nie że on nie potrafił malować fresków i wszystko schrzanił, przez co wykłada się teraz masę pieniędzy, by tę ścianę restaurować co dekadę albo półtorej. Kiedy Leonardo skończył nicnierobienie w Mediolanie, pojechał do Rzymu. Tam miał pracować dla Borgiów. Jego plany zaś dotyczące budowy machin wojennych zostały na dworze Sforzów i zapewne robiły stosowne wrażenie na wszystkich, którzy je oglądali. Niestety nic z tych planów nie nadawało się do realizacji. Francuzi zaś, którzy wkrótce przekroczyli granicę księstwa, nie napotkali żadnego oporu, a Lodovico Sforza przepuścił ich grzecznie przez swoje ziemie. To samo zrobił papież Aleksander VI Borgia. Stawiać się próbowali jedynie Medyceusze. I to także wyjaśnia dlaczego Kosma wysłał swoich zaufanych ludzi do Rzymu i Mediolanu. Zapewne wiedział, że Francuzi przygotowują inwazję i wiedział, że ta inwazja zmiecie jego i jego rodzinę, cała zaś Italia zostanie podporządkowana Walezjuszom. Wymyślił więc chytry plan, polegający na tym, że podarował nie istniejące w istocie, obecne tylko na papierze now how, Sforzom i Borgiom, gangsterom i aferzystom, którzy doprawdy niewiele rozumieli z tego co się wokół nich dzieje, poza prostym komunikatem „jest kasa, nie ma kasy”. Liczył na to, że zafascynowani wojną Sforzowie stawią opór armii Karola VIII, a jeśli nie zrobią tego oni, to papież Hiszpan już z pewnością. W tym czasie Florencja zyska czas, a Francuzi się wykrwawią. Tymczasem wszyscy podnieśli ręce do góry, otworzyli bramy miast, żeby Francuz mógł wejść do środka, najeść się i zabawić, a potem pomaszerować dalej na południe. Florencję załatwiono bardzo elegancko, wprowadzając tam rządy ortodoksyjne, czyli Savonarolę. On się już postarał, by wszystko co miało jakikolwiek związek ze sztuką, rysunkami, projektami i wojną, choćby tylko minimalny, zostało spalone na stosach. Nie trzeba było interwencji piechoty, nie trzeba było ostrzału artyleryjskiego, żeby miasto spokorniało i przestało aspirować do roli hegemona. Kiedy Karol VIII zdobył Neapol Italia ochłonęła, ale niewiele to zmieniło. Francuzi musieli się oczywiście wycofać, ale ich armia, w której nie było żadnego Leonarda, ani też – jak mniemam – żadnego geniusza, lekko pokonała wojska Świętej Ligi, które zagrodziły jej drogę na północ. Przypomnę tylko, że król Karol był mężczyzną młodym, co do dziś nastraja historyków, by pisać o jego wyprawie jako o młodzieńczym wybryku. Tylko w dziełach historyków wojskowości, szczególnie artylerzystów, poświęca się osobne rozdziały organizacji tej formacji właśnie za Karola VIII.

Wróćmy teraz do listu Leonarda, napisanego do Lodovico Il Moro. On nam się z czymś powinien kojarzyć. I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka wydał mi się znajomy, a ponieważ padło tu wczoraj nazwisko Roger Bacon, od razu wpisałem je w wiki, żeby sprawdzić, czy moja intuicja nie jest czasem słuszna. A jakże, to co jest w liście Leonarda do Lodovico Il Moro, jest także, w troszkę zmienionej formie, w pismach Bacona, które, jak wiemy inspirowane były nauką arabską. Teraz warto by się było zastanowić kim byli w średniowieczu i renesansie agenci emiratów afrykańskich i agenci sułtana? Na czym polegała atrakcyjność ich oferty? Tego oczywiście nikt nie będzie badał, bo trzeba by nie tylko wywrócić do góry nogami całą historię, ale także zgodzić się, że na dalekiej bardzo północy, w czasach, które kojarzą się bardzo ponuro, obecni byli emisariusze z południa, którzy lansowali w ośrodkach uniwersyteckich ciekawe teorie, inspirując tamtejsze intelektualne sławy. Imion tych emisariuszy zapewne nie poznamy nigdy.

To nie wszystko, gdybym miał dwa teksty, zawierające te same, czysto teoretyczne i nie dające się w żaden sposób zrealizować projekty, nie zawracał bym Wam głowy.

No, ale trafiłem na człowieka nazwiskiem Raimondo di Sangro. To XVIII wieczny geniusz z Neapolu, który zajmował się sztuką, ale także artylerią, pozostawił mnóstwo notatek i ponoć zaprojektował specjalne działo wykonane z lekkiego bardzo stopu, które mogło strzelać na odległość znacznie większą niż wszystkie podobne urządzenia w jego epoce. Niestety żaden z jego wielkich projektów nie został zrealizowany. Wszystko, poza drobiazgami jest na papierze. To co można przeczytać w wiki o di Sangro, bardzo przypomina treści pozostawione przez Bacona, a z Leonardem łączy Raimonda to, że pozostawił, jak na geniusza, zadziwiająco mało realizacji. Właściwie kojarzy się go jedynie z przebudową kaplicy Sansevero w Neapolu. No i z eksperymentami pirotechnicznymi, a także z fałszowaniem klejnotów, które ponoć wykonywał w specjalnym piecu. Oczywiście był masonem i zwalczał Kościół. Nie wiemy jednak, co to dokładnie oznaczało w praktyce. Jego pozycja pozwoliła mu współpracować z najwybitniejszymi artystami swoich czasów. Z artystami, a nie z naukowcami, choć w jego otoczeniu spotykamy jednego zdolnego finansistę.

Czyżby więc sprawa postępu i pogłębiania wiedzy wyglądała następująco? Mamy odgrzewany przynajmniej od XIII wieku kotlet, który nie może być skonsumowany, albowiem wiedza teoretyczna nijak się ma do praktyki, a wizja maszyn latających sformułowana przez Bacona nie powoduje, że maszyny powstają. Kotlet ten przekłada się na coraz to bardziej wyszukane patelnie, usiłując go odgrzewać co mniej więcej 200 lat. Patelnie te przygotowują ludzie, którzy normalnie zajmowali się rzemiosłem, ale potrzeba kreowania i dystrybuowania wizji, które – gdyby je zrealizowano – dałby temu, kto za nie zapłacił miażdżącą przewagę, zamieniła ich w prawie inżynierów. Nie są nimi w istocie. Ich umiejętności zaś – malowanie, rzeźba, projekty architektoniczne, wykonywane przecież także długo przed nimi, służą temu jedynie, by budować złudzenia dotyczące panowania politycznego za pomocą cudownych machin. Te jednak uporczywie nie chcą powstać. Powstają tylko wizje, trwałe lub mniej trwałe, ale nie mają one nic wspólnego z tym, do czego dążą władcy. Mają za to jeden cel – zniszczenie potęgi Kościoła i jego nauki. Wizje te, w zasadzie wszystkie, zostały zrealizowane dopiero w naszych czasach. Po Leonardzie zaś zostały dwa sławne obrazy, jeden mniej sławny, osypująca się ściana w kościele Dominikanów i zamek kołowy do arkebuza, który udoskonalili i wprowadzili do produkcji masowej Niemcy.

Dla mnie najciekawsze w tym wszystkim było owo podobieństwo listu Leonarda do pism Bacona, a także podobieństwo obydwóch tych tekstów do pism i planów księcia di Sangro. No i ich całkowicie teoretyczny nie nadający się do realizacji charakter. Wizja i plan z wmontowanym w środek podstępem, który kusi, a nie może się ziścić. Być może przez ów podstęp, a być może przez coś innego.

  16 komentarzy do “Dość jest wszystkiego…Hej Leonardo!”

  1. Dzień dobry, Trafił Pan, Panie Gabrielu, w mój ulubiony temat. Ja od dawna szukam tych związków pomiędzy „geniuszami” różnych epok, intuicyjnie wyczuwając, że za ich plecami stoi co najmniej jednolita inspiracja intelektualna, jakby powiedzieli współcześni masoni decydujący wszak o tym, kto był geniuszem. Obecność na ich liście pomaga nam ukierunkować badania, choć są one bardzo trudne. Możemy robić tak zwane badania końcówkowe, jak to mówią inżynierowie, ale to zawsze coś. No i Savonarola. Muszę przyznać, że do dziś nie wiem, czy mam wierzyć w szczerość jego intencji, czy jednak pracował na zlecenie wrogów Medyceuszy udając ortodoksa…

  2. W tamtym czasie to nie miało znaczenia. Papież był istotą podejrzaną, Medici realizowali swój plan wbrew Francuzom, czyli próbowali oddać Italię w pacht Turkom i zawłaszczyć stanowisko generalnego komisarza. W tym celu osłabili i wprowadzili na drogę do katastrofy królestwo Węgier. Savonarola był wariatem, który się przydał Francuzom. Dostał zlecenie – żeby się wszystko zjarało. No i się zjarało. Potem Medici się opamiętali, a w następnym rozdaniu Francuz sam zaczął kombinować z Turkiem.

  3. Ja chcąc nie chcąc stworzyłem sobie obraz Savonaroli jako prawego w sumie człowieka ogarniętego bojaźnią bożą i potrzebą przeciwstawienia się zepsuciu, które promowali Medyceusze. A że oni mieli złe zamiary – tym bardziej sympatia prostego czytelnika zostaje po stronie biednego mnicha…

  4. Zniszczenie potęgi Kościoła i jego nauki – no tak. Ale muszę przyznać, że trochę mnie to przeraża. Jak zwykle zresztą. Przecież Ci, którzy chcieli zniszczyć w ten sposób Kościół musieli wiedzieć, że to projekty rozciągnięte na … setki lat… Aż tak dalekosiężne plany?

    I druga sprawa – pytanie. Ciekawe, w którym momencie w dziejach Kościół stał się na tyle potężny, że zaczęto wobec niego snuć plany długoterminowe?

  5. Mamienie technicznymi obiecankami, przesłaniającymi działania polityczne pozostaje nadal ulubioną strategią rządzących tym światem. Wizjonerzy i geniusze są więc nadal w cenie. Bardzo ciekawie opisuje to na przykładzie Stanów Zjednoczonych Richard Barbrook w książce „Przyszłości wyobrażone”. Można się zdziwić czytając, jakie porywające wizje technologicznego postępu towarzyszyły kolejnym przemianom politycznym w USA i jak były one (i są) wmontowane w ten cały system.

  6. Nie wiem czy ktokolwiek w XV wiecznej Italii był ogarnięty bojaźnią bożą

  7. Po pokonaniu herezji w Langwedocji

  8. Być może nikt. Ale ja miałem na myśli pewną wizję postaci historycznej opisywanej jednostronnie i kreowanej na bohatera, bez uwzględniania całości sytuacji, choćby konfliktu między Medyceuszami a Francuzami. Ja mogłem przeczytać to co zalazłem, z pewnością było to dalekie od jakiejś naukowej rzetelności. Ot, propaganda…

  9. To nie był prosty biedny mnich, ale ponura, zacietrzewiona  postać polityczna. Wszyscy bali się wpływu jego kazań i przepowiedni na prostaków. Na propozycję kapelusza kardynalskiego od papieża Aleksandra VI odpowiedział: «Non voglio cappelli, non voglio mitrie grandi o piccole, voglio quello che hai dato ai tuoi santi: la morte. Un cappello rosso, ma di sangue, voglio!» (Nie chcę twoich kapeluszy, nie chcę mitry dużej lub małej, chcę tego, co dałeś swym świętym: śmierci. Chcę czerwonego kapelusza śmierci!) , Dostał to co chciał, choć nie został spalony żywcem, ale został wcześniej uduszony, co było w tamtych czasach wyróżnieniem.

  10. To nie był prosty biedny mnich, ale ponura, zacietrzewiona  postać polityczna. Wszyscy bali się wpływu jego kazań i przepowiedni na prostaków. Na propozycję kapelusza kardynalskiego od papieża Aleksandra VI odpowiedział: «Non voglio cappelli, non voglio mitrie grandi o piccole, voglio quello che hai dato ai tuoi santi: la morte. Un cappello rosso, ma di sangue, voglio!» (Nie chcę twoich kapeluszy, nie chcę mitry dużej lub małej, chcę tego, co dałeś swym świętym: śmierci. Chcę czerwonego kapelusza śmierci!) , Dostał to co chciał, choć nie został spalony żywcem, ale został wcześniej uduszony, co było w tamtych czasach wyróżnieniem.

  11. Mój ulubiony współczesny włoski mediewista zapowiadał film paradokumentalny o „geniuszu” Leonarda, Wyjął notatnik i odczytał jedno z zapytań, które mu przysyłają internauci: „Czy to możliwe, że Leonardo miał kontakty z UFO, skoro wynalazł samolot, samochód, etc.?” . Odpowiedział, że Leonardo rysował sobie fantazje, ale nic nie wynalazł z wyjątkiem nieudanych metod nakładania fresków. Dodam, że rysunki znane są z wcześniejszych ksiąg, do których Leonardo mógł mieć dostęp. Natomiast co do siedmiokrotnych konserwacji „Ostatniej wieczerzy”, to na jego usprawiedliwienie wspomnę, że po stajni, jaką urządzili żołnierze Napoleona, nawet freski pompejańskie straciłyby swój koloryt.

    Konserwacja „Ostatniej wieczerzy”, freski pompejańskie i moja „Dama z gronostajem” przed konserwacją.

  12. Czy ten historyk mediewista opublikował gdzieś swoje tezy?

    Dziękuję.

  13. Alessandro Barbero opublikował masę książek i wykładów.  Można go znaleźć na You Tube szukając Leonardo i Barbero, ale warto też posłuchać innych włoskich popularyzatorów, którzy są sceptyczni wobec osiągnięć inżynierskich Leonardo.

  14. Dziękuję bardzo

  15. nie „ci, którzy chcieli zniszczyć”

    ale: „ten, który chce zniszczyć”

    Liczba pojedyncza, czas teraźniejszy niedokonany. Jego słudzy to debile (vide Biden, Budka) ale jego inteligencja daleko przekracza ludzką.

  16. ciekawy przypadek – mnie też ostatnio polecono A. Barbero…

    Może warto poczytać?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.