lipiec 142021
 

Wszyscy wiemy, jak mylące są pozory. Najpełniej owa właściwość pozorów manifestuje się w zdaniu, które kiedyś napisał Leopold Tyrmand o pewnym swoim znajomym – stary ubek o wyglądzie dobrotliwego pediatry.

My sami wielokrotnie spotykamy ludzi, którzy wyglądając na nobliwych profesorów, noszących do tego jeszcze przekrzywione, czarne berety, okazują się przy bliższym poznaniu agresywnymi chamami. Wiele jest taki przypadków. Nie zawsze jednak są one aż tak dramatyczne jak opisałem. Pamiętam jak dawno temu opowiadano mi z humorem dwie historie dotyczące najwybitniejszego polskiego historyka sztuki, profesora Jana Białostockiego. Pierwsza dotyczyła stanu wojennego. Otóż włoscy przyjaciele profesora byli zaniepokojeni jego losem, dzwonili do Polski i pytali czy był aresztowany i torturowany, bo takie słuchy chodzą po świecie. Ludzie, którzy mi to opowiadali śmiali się wesoło, albowiem były to przecież rzeczy niemożliwe do wyobrażenia. Potem jeszcze, w mojej obecności, a ja mam tę przypadłość, że pamiętam głupstwa, a zapominam rzeczy ważne, pewien nie do końca chyba odpowiedzialny człowiek, twierdził, że prof. Białostocki, przepisał po swojemu książkę Jansona zatytułowaną Historia sztuki. I wydał ją pod tytułem Sztuka cenniejsza niż złoto. Przypominam tu tę plotkę, choć wszyscy wiemy, że to jest nieprawda, wystarczy porównać obydwa teksty.

Nie wiem dlaczego, ale ta zasłyszana dawno temu fantazja została ze mną i wiele już lat kołacze mi się po głowie. Tak samo, jak wiele innych informacji, komunikatów i zmyśleń, które potem w jakiś tam sposób wykorzystuję w swoich tekstach.

Czytając ostatnio książkę Mariana Małowista pod tytułem Niewolnictwo, a potem jego biogram w wiki, nie mogłem zrozumieć dlaczego te książki, chociaż dobre i warte przeczytania, porównywane są do twórczości Braudela. Nie mają z nią nic wspólnego przecież. Tak jak książka Jansona nie ma nic wspólnego z książką Białostockiego. Widocznie ktoś z zagranicy, kto nie do końca rozumiał polskie realia i misję naukową Małowista, chciał sprawić mu przyjemność i taki komunikat zaczął kolportować w pismach i w towarzystwie. Mniejsza o to, jak było. W czasie lektury książki o Niewolnictwie trafiłem na nazwisko, które mnie mocno zastanowiło. Nie myślałem wtedy, że zbliżam się do dziewiątego metra. Nazwisko to brzmi Charles Verlinden. Małowist powołuje się nań i wchodzi w jakieś polemiki z jego tezami. Wymienia dwie, a ja przeczytawszy o co chodzi, zleciałem ze stołka. Otóż pisze Marian Małowist, za Verlindenem, że nazwa Radanici wywodzi się od rzeki Rodan, która uchodzi do Morza Śródziemnego nieopodal miasta Saint-Gilles. Pisze też, i z tym się nie zgadza, że Verlinden uważa XV wieczne miasta włoskie, także te w których rodził się renesans, za struktury niewolnicze. Sami więc rozumiecie…

Kiedy zajrzałem do wiki, żeby sprawdzić kim był Charles Verlinden, zamarłem. Pan ten napisał dwutomową, liczącą w sumie ponad 2 tysiące stron, pracę pod tytułem Niewolnictwo w średniowiecznej Europie. Sama lektura spisu treści zwala z nóg. A co dopiero mówić o treści. Książka Verlindena została wydana raz jeden tylko. Pierwszy tom ukazał się w roku 1955, drugi zaś w 1977. Akurat wtedy kiedy prace Mariana Małowista zostały objęte cenzurą przez peerelowskich siepaczy, dewastujących ważne treści. Przez co dorobek profesora nie mógł być promowany w mediach.

Pomiędzy rokiem 1955, a 1972 Charles Verlinden nie napisał nic co znalazłoby się w obiegu naukowym. Łatwo to sprawdzić przeglądając jego bibliografię we francuskiej wiki. Tuż po wojnie zaczął pracować nad książką o niewolnictwie, pierwszy tom ukończył w roku 1955, a drugi w 1977. Od początku lat siedemdziesiątych zajął się inną nieco tematyką. Mianowicie kolonizacją Afryki przez Portugalczyków, a także kolonizacją Ameryki przez Hiszpanów. W książce zaś o niewolnictwie (2 tomy, ponad 2 tysiące stron), pisał o kwestiach niewolnictwa w koloniach włoskich nad Morzem Czarnym. Rozumiem, że dwadzieścia lat milczenia profesora z Gandawy spowodowane było intensywną, chyba też obsesyjną pracą nad II tomem książki o niewolnictwie. Dlaczego jednak potem Verlineden nieco odwrócił się od tematu? Przecież na pewno go nie wyczerpał. Na pewno pojawiły się jakieś polemiki, które powinny skutkować tym, że jego praca wznawiana była wielokrotnie. No właśnie nie. Jego praca nie została wznowiona nigdy, choć przegląd jego dokonań, wskazuje, że to on był drugim Braudelem, a nie Marian Małowist. Być może, sam odsuwam od siebie tę myśl, Verlinden był pierwszym Braudelem, a sam Braudel był  drugi….Nie, to niemożliwe….

Na temat życia Charlesa Verlindena nie znajdziecie w sieci nic. Po prostu nic. Nie ma człowieka, są tylko najbardziej podstawowe informacje i bibliografia. Napisał najważniejszą pracę na temat niewolnictwa w Europie i nie została ona włączona do serii dokonań naukowych, które opisują mikrosystemy i systemu światy, tak popularnej w latach powojennych. Może dlatego, że Verlinden nie wierzył w te systemy i opisał tylko jeden system? Sam nie wiem. Dlaczego wobec tego Verlinden w ogóle jeszcze istnieje w sieci? Pewnie dlatego, że dostał od włoskich masonów, czyli od Rotary Club, nagrodę za wkład w popularyzację historii Italii. Ci Włosi, to zawsze z czymś wyskoczą, albo popsują księciu Wilhelmowi całą radość z oglądania finałów Euro, albo dadzą nagrodę jakiemuś facetowi, który przez dwadzieścia ponad lat psuł całą robotę poważnych zespołów badawczych zmierzających do uwiarygodnienia tych, w cholerę, systemów światów. W przeciwieństwie do Mariana Małowista, Włosi nie wystraszyli się teorii Verlindena mówiących o tym, że renesansowe miasta Italii były strukturami niewolniczymi. Uznali po prostu, że to prawda i nie ma się co sadzić. Ktoś jednak uznał, że teoria ta, a pewnie i inne zawarte w pracy Verlindena nie są dość przekonujące, by je kolportować w kolejnych wydaniach jego książki. W Polsce są dwa egzemplarze tej pracy, wiem, bo poprosiłem o sprawdzenie kolegę, który jest w różnych poszukiwaniach niezwykle skuteczny. Jedna znajduje się w bibliotece UJ, a druga w bibliotece UMK w Toruniu. Tę pierwszą można zamówić w postaci skanów za jedyne 250 zł. I radzę to wszystkim zrobić jeszcze dziś, bo jutro będzie już za późno.

Nie wiem na jakich warunkach udostępnia książkę Verlindena Toruń.

Dziś zaś od samego rana porównuję bibliografię Verlindena z bibliografią Mariana Małowista i jego uczniów. Oczywiście, to nie jest możliwe, z całą pewnością to nieprawda. Przecież Małowist pisał o Kaffie jeszcze przed wojną. A problematyką dotyczącą kolonizacji Afryki zajął się w późnych latach sześćdziesiątych. W latach osiemdziesiątych zaś zaczął pisać o niewolnictwie, do tego jeszcze w perspektywie znacznie szerszej niż Verlinden. W dodatku Małowist był objęty cenzurą, a Verlinden nie….Napisałem – nie? Bardzo się wstydzę. Teraz dopiero zeszliśmy na dziewiąty metr. Sami widzicie, że może istnieć promocja poprzez cenzurę i cenzura w świecie agresywnej promocji. I to dopiero jest nowa przygoda Pana Samochodzika.

  23 komentarze do “Dziewiąty metr, albo do czego służy cenzura”

  1. To tak, jak mój sąsiad, po uszy zagrzebany w czarnej magii, a na jego twarzy maluje się domniemana niewinność. Ponoć taki wygląd też można sobie wyczarować, jak się duszę diabłu oddaje…

  2. Wolni byli tylko Frankowie oraz Kajko i Kokosz.

  3. …to znaczy Asterix i Obelix.

  4. Republika jako rozsadnik niewolnictwa … to jest … logiczne.

    Ludzie chętnie sprzedadzą wolność stając się niewolnikami pieniądza/nałogu/idei. W istocie stają się niewolnikami narzędzi, którymi kontroluje ich ich Właściciel. Oczywiście na drugim biegunie jest feudalizm, który daje opiekę i ochronę Patrona ale wymusza u lennika inicjatywą i samodzielną pracę, bo takie są potrzeby klientów lennika.

    Dla takich błysków wchodzę na ten blog.

  5. A może warto sprawdzić czego nie ma? Np.: Dlaczego Verlinden nie opisał handlu dziećmi ? 

  6. Dzień dobry. No właśnie – sam się odwrócił od własnej pracy. Może po rozmowie z jakimś znawcą książek z pokolenia na pokolenie, może nawet z rodziny Himmelblau… A Włosi to mnie też jednak fascynują, nie tylko poziomem gry w piłkę. Niby rozpiep…li ich w drobiazgi, a jednak się trzymają i pod warstwą pozorów są dalej tym, czym byli setki lat. Przynajmniej ci, których znam. Pewnie w porę pochowali co tam było w archiwach Wenecji, Genui i innych i trzymają to pod kluczem i groźbą Camorry, skuteczniejszą od żelaza. Trochę im zazdroszczę.

  7. No właśnie, feudalizm wymagał od lennika inicjatywy, a republika wymaga ślepego posłuszeństwa

  8. Może ktoś do niego zadzwonił w tej sprawie?

  9. Może to głupio porównywać się do Włochów , ale my również pomimo wdeptywania w ziemię ciągle wyłazimy i zniesmaczamy eleganckich sąsiadów.

  10. Rzeczywistość była bardziej skomplikowana

     

    https://m.youtube.com/watch?v=VsKcDbARalY

  11. Szkoły historyczne

    Wg wiki autorem głównej pracy teorii systemów-światów był pochodzący z polskiej rodziny żydowskiej Immanuel Maurice Wallerstein (1930-2019). „W pracach Wallersteina widać wyraźny wpływ Fernanda Braudela oraz szkoły Annales. Częste są również odwołania do prac polskich historyków, szczególnie Mariana Małowista i Krzysztofa Pomiana. W latach 1994–1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego, a w latach 1999–2005 dyrektorem Instytutu im. Fernanda Braudela”. Od czasu, gdy w swej dysertacji w roku 1959 zajmował się wyłonieniem jako państw Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej, opublikował wiele książek poświęconych kolonializmowi. Warto zauważyć, że wiki angielska wymienia wielu innych inspiratorów Wallersteina niż wiki polska, a mianowicie są to: Karl Marx • Vladimir Lenin • Rosa Luxemburg • Fernand Braudel • Andre Gunder Frank • Raúl Prebisch • Karl Polanyi • Joseph Schumpeter  • Sigmund Freud • Frantz Fanon • Ilya Prigogine.

    A jednak przed Braudelem, Małowistem i Wallersteinem był Marc Bloch (1884-1944), założyciel „Annales d’Histoire Economique et Sociale” w Strasburgu w 1929 roku. Wcześniej prowadził badania nad francuskimi niewolnikami. Braudel wiele zawdzięcza szkole Annales.

    Co do Verlindena, to w przypisach powołuje się na niego Setton wskazując na kolonie genueńskie i weneckie.

  12. Dziekuję za wpis i polecam te przydatne linki:

    strona ze starożytnymi  tekstami różnych autorów wraz z wyszukiwarką

    https://www.perseus.tufts.edu/hopper/

    a także nauka greki i łaciny nowatorska metodą ( Opracowany program pozwala słuchaczom, jak twierdzą wykładowcy Akademii, na osiągnięciew ciągu ośmiu tygodni takich wyników, na które zwykle trzeba pracować przez trzy lata studiów. Kurs jest otwarty dla każdego, kto chce i czuje potrzebę zyskaniabiegłej zna-jomości łaciny i greki np. w czytaniu tekstów, główniedla studentów filologii, historii, prawa, filozofii, teologii czy medycyny

    https://wszechnicapolska.edu.pl/dokumenty/wydawnictwo/2017-Sylwia-Krukowska-Lacina-jako-srodek-komunikowania-tresci.pdf )

    https://vivariumnovum.net/en

  13. Zarzucil temat niewolnictwa … A temat jest zaskakujaco zywy. Zdziwilem sie ostatnio gdy natrafilem na oswiadczenie jednego brytyjskiego uniwersytetu, ze odzegnuja sie od niewolnictwa, nie uprawiaja niewolnictwa, brzydza sie, nie popieraja itd. ?!?!? Ki diabel? A od zatruwania studni i palenia czarownic sie nie odzegnuja, wiec co?

    Tymczasem okazuje sie, ze tysiace instytucji, organizacji i przedsiebiorstw w Wielkiej Brytanii sklada podobne oswiadczenia, tu je mozna poczytac. Nie powiem, zebym poczul sie jakos uspokojony.

  14. – mogę się zgodzić z tym zniesmaczaniem, ale nie jestem pewien, czy tak właśnie chciałbym to robić…

  15. – może chodzi o to, że my akurat się od niczego nie odcięliśmy i wobec tego – wiadomo, kto ponosi winę…

  16. USA, Wielka Brytania, Kanada, Francja, Włochy… rozliczjaą się z kolonializmem, jedna tylko Mateczka Rosija nigdy nikogo nie kolonizowała i podbitym ludom i narodom nieba gotowa przychylić.

  17. Raczej mamy tu do czynienia z opowieściami ideologicznymi. Przy okazji jednych się wybiela, drugich pogrąża. Sadzi się lasy, by ukryć w nich trefne liście. Bardzo dużo prac na ten temat pisali komuniści i ich sympatycy, udając że to co u siebie mają, to nie jest niewolnictwo. Trefny las pokrywał starodawny trefny liść. Teraz też, szuka się rasizmu tam gdzie go nie ma, a prawdziwy rasizm kwitnie jak kwiat paproci na pięknym g… .

  18. Raczej mamy tu do czynienia z opowieściami ideologicznymi. Przy okazji jednych się wybiela, drugich pogrąża. Sadzi się lasy, by ukryć w nich trefne liście. Bardzo dużo prac na ten temat pisali komuniści i ich sympatycy, udając że to co u siebie mają, to nie jest niewolnictwo. Trefny las pokrywał starodawny trefny liść. Teraz też, szuka się rasizmu tam gdzie go nie ma, a prawdziwy rasizm kwitnie jak kwiat paproci na pięknym g… .

  19. w Izraelu.

  20. Przejrzałem kilka artykułów Verlindena, ale nie widzę nic o miastach włoskich jako strukturach niewolniczych chyba, że za struktury uznamy sieci handlowe Genui i Wenecji do Katalonii i Aleksandrii. Przy okazji natrafiłem też na innego przemilczanego historyka, rumuńskie cudowne dziecko i premiera Nicolae Jorga (1871-1940). Jest co czytać.

    A dla pięknoduchów, którzy nigdy nie stali pod pośredniakiem w Warszawie, skąd nyski i żuczki zbierały ludzi do roboty, dołączam do dzisiejszej ilustracji (jako kontrast do niewolników) obywateli jednego z państw afrykańskich, dla których pośredniak to róg ulicy.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.