wrz 202026
 

Skuteczna propaganda jest niewidoczna, przyjemna, zapada w pamięć i serce, wywołuje dyskusje. Może być też kontrowersyjna, zawsze wywołuje emocje. Przede wszystkim jednak jej cechą jest to, że nie wygląda na propagandę. Nie działa wyłącznie bezpośrednio, jej siła polega na tym, iż stale się o niej dyskutuje, albowiem to gwarantuje zainteresowanie i korzyści osobom, które ją kolportują.

Dawno temu, bo dziś to już całkiem nieważne, w ten sposób zarabiano miliony na dziełach sztuki, także tej nowej. „Słoneczniki” van Gogha leżały gdzieś w sejfie, a pół aspirującego świata wieszało sobie je na ścianie kupując oleodruk za niewielkie sumy. Cena obrazu zwyżkowała, w najgorszym razie utrzymywała się na stałym poziomie, a pośrednicy kontrolujący rynek zarabiali na reprodukcjach. Podobnie, ale nie identycznie jest z treściami propagandowymi. Dzieło lub idea są chronione i znajdują się poza zasięgiem profanów, kawałki zaś i opinie kolportowane są w sieci, wywołując wściekłość lub nieszczere zainteresowanie. Każdy bowiem chce być znawcą. Jeśli nie sztuki, rozpoznawanej na podstawie oleodruków, to różnych innych tajemnic. Tak działa nasz świat i raczej tego nie zmienimy. Co nie znaczy, że nie należy próbować. Propaganda bowiem wymierzona jest zawsze w kogoś i stanowi część podboju. „Słoneczniki” van Gogha w zasadzie też, bo w wielu domach zastąpiły one święte obrazki i stały się symbolem nowej, świeckiej wiary w coś, do czego żaden biedak nigdy nie będzie miał dostępu.

Każdy mniej więcej wie, jak działa współczesna propaganda, która realizowana jest w sferze obyczajowej, polityczne i religijnej. Jest mało subtelna, ale ci, którzy wzięli na siebie trud zainteresowania, a raczej zainfekowania nią tłumów, muszą jednak tę subtelność podkreślać. Jest ona bowiem znaczącą częścią projektów propagandowych. Im bardziej jej nie ma tym bardziej jest.

Wczoraj wielu ludzi przekonywało na iksie innych ludzi, że te wszystkie bluzgi w nowym serialu na podstawie prozy Prusa to właśnie wyraz nowego rodzaju subtelnej komunikacji, której my nie rozumiemy. Niebawem ci sami ludzie będą tłumaczyć bliźnim, że okładanie kijami gołego zadka, to łagodna perswazja. I tak samo czuli się ci, którym tłumaczono, że płowiejące w słońcu, wydrukowane na słabym papierze „Słoneczniki” to wielka sztuka. Dokonywano za każdym razem gwałtu na wrażliwości. A wrażliwość ta nie mogła się w żaden sposób obronić. Dlaczego dokonywano i dlaczego nie mogła się obronić?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta – masowa sprzedaż to wielkie zyski. A przeciętny człowiek rozumie tyle, że jak coś dystrybuuje się masowo to musi być ważne. Żeby taka dystrybucja była skuteczna trzeba trafić do młodzieży. I to ona jest głównym celem działań propagandowych, dewastujących wrażliwość. Pół biedy jeśli tylko dla sprzedaży jakichś śmieci.

Wrażliwość nie może się zaś bronić, albowiem nie spodziewa się ataku ze strony ludzi kolportujących treści uważane za rozrywkowe lub edukacyjne. A on za każdym razie jest wyprowadzany właśnie stamtąd. Komuna edukowała poprzez szkołę, postkomuna poprzez rozrywkę i obyczaje. Jak pamiętamy i widzimy ci, którzy próbują się bronić, nie istnieją, są zamilczani, albowiem masowy kolportaż uwiarygadnia propagandę. Ludzie zaś nigdy nie uwierzą, że ktoś może ich oszukać i wykorzystać. Każda bowiem ofensywa propagandowa zaczyna się od podniesienia samooceny ofiary. Najlepiej obserwować to w modzie. Pierwsze dziewczyny, które założyły „małą czarną” czuły się sto razy lepsze od całej reszty. Ja nie mam nic przeciwko „małym czarnym”, jest też różnica w celu tych działań, wtedy chodziło o to, by drogo sprzedać kawałki czarnego materiału zalegające magazyny i rozpocząć rewolucję obyczajową. Dziś wiadomo, że jak się chłop przerobi na babę będzie lepszy od tego zwyczajnego chłopa. I to jest wyraźnie widoczne, ale nie zdiagnozowane do końca. Moim bowiem, skromnym i niewiążącym, zdaniem propaganda homoseksualna, transseksualna i każda inna podmieniająca role płci, to element inwazji islamskiej. I mam nadzieję, że taki Minakowski się o tym kiedyś przekona.

Trudno to ludziom wyjaśnić, albowiem znajomość rodzimej kultury jest u nas bliska zeru, a gdzie tu jeszcze mówić o jakichś tradycjach egzotycznych, w dodatku w sferze intymnej.

Wszystko co wiemy na temat samych siebie pochodzi z tanich oleodruków sprzedawanych po piątaku aspirującym osobom z nazwiskami kończącymi się na -ski. W sieci zaś trwa nieustająca dyskusja o tym, czyśmy wszyscy z chłopów czy nie z chłopów. Tak jakby ta okoliczność do czegoś nas zobowiązywała. Do chodzenia boso, albo w łapciach z łyka, na przykład. Tak, jakbyśmy nie żyli tu i teraz i nie mogli korzystać z naszej wolności. No, niestety w wielu wypadkach tak jest, albowiem propaganda to także cenzura. Tyle, że o wiele subtelniejsza i skuteczniejsza. Temat dyskusji masowej determinuje masowe zachowania. I jak raz Ziemkiewicz zaczął pieprzyć o tym chłopskim pochodzeniu, to już przestać nie można. Co jakiś czas to powraca. Chłopskie pochodzenie to systemowa nieskuteczność, poddanie się lepszym od siebie, życie „do środka”, nie zgłaszanie problemów, a do tego pijaństwo demonstrowane na weselach i uroczystościach rocznicowych. To także, o czym wielu, zapomina, skrajny egoizm klasowy i osobniczy, który wywołuje u postronnych odrazę. Ujmując rzecz w skrócie – rezerwat. Trudno więc nie rozumieć, że całe to gadanie o chłopskim pochodzeniu to element antypolskiej propagandy. Francuzi też pochodzą od chłopów, francuskie rolnictwo zaś do niedawna było potęgą. Powiedzcie przeciętnemu Francuzowi, że ma z tego robić jakąś ideologię, która go wyróżni na tle innych. Szczególnie jeśli porzucił wieś i robi teraz coś innego.

Są ludzie odporni na propagandę, naprawdę. No, ale nie można ich szukać w strumieniach treści propagandowych, bo propaganda jest cenzurą i przede wszystkim usuwa takich z pola widzenia. Potem zaś unieważnia i dewastuje produkowane przez nich treści.

To nie koniec jednak, w mechanizm dewastacji wrażliwości wbudowany jest też bunt. To znaczy, twórcy streamów propagandowych wiedzą, że nie wszyscy łykną wszystko i są na to przygotowani. Buntownicy z reguły dostają jakiś pakiet powierzchownych satysfakcji, albo wręcz są wyznaczeni do odegrania swoich ról, jak kiedyś Wałęsa i inni prowokatorzy. Ludzie nie rozumieją, że takie rzeczy mogą się odbywać w różne skali. Wałęsa był projektem w skali kraju, ale są projekty mniejsze.

Propaganda uwodzi znawstwem. To znaczy pojawiają się w jej nurcie edukatorzy, a także hierarchia, w której można awansować. I każdy chce być kaowcem, a w dodatku estetą, który wprowadza wśród pochodzącego od chłopów ludu nowe, ciekawe idee.

Dziś jesteśmy już o krok dalej, albowiem rozpoczęło się dewastowania wszystkich tych jakości, które przez ostatnie lata próbowano utrzymywać na powierzchni, bardziej nadzieją niż rzeczywistymi działaniami. Pielęgnowano marzenia, ale nikt nie rozumiał i nadal nie rozumie jaka jest skala zagrożeń i jakie niebezpieczeństwo niosą nowe, propagandowe streamy.

Myślę, że powód jest taki iż dawno nie było żadnych konfiskat. Ludzie szydzący zaś z życia ziemiaństwa, z tradycji szlacheckiej, nie rozumieją, że przede wszystkim ludzie ci żyli w stałej obawie konfiskat majątku lub jego utraty na rzecz wierzycieli. Takie rzeczy znajdują się poza horyzontem edukowanych w nowy sposób, albowiem sam język się zmienił. Oto wczoraj niejaki Wojciech Engelking napisał na iksie, że ktoś tam gra larum nad serialem „Lalka”. To jest niesamowite, bo pan ten skończył studia uniwersyteckie. I nie rozumie języka, którym przyszło mu się posługiwać od urodzenia.

Współcześni szydercy, opłaceni lub ogłupieni, działając w złej woli i na szkodę nas wszystkich, domagają się w swoich produkcja i w swoich ocenach, by Polacy z przeszłości wzięli dziś, postmortem, odpowiedzialność za siebie i innych w oczach potomności. To jest właśnie mechanizm niszczenia tradycji. Ludzie chroniący własność, rzecz na tej ziemi istotną, musieli bronić się przed opresją państw zaborczych, przed nieuczciwym i drogim kredytem, a także przed wykreowanymi przez zagraniczne ośrodki „wyzwolicielalmi”, czyli socjalistami. Dziś zaś szydzi się z nich, albo stawia im zarzuty, że nie edukowali chłopów. I co jeszcze? Samolotu też nie wynaleźli, ani mąki krupczatki…

Wspomniałem tu pana Minakowskiego czy też panią Minakowską, on zaczął swoją przygodę bardzo wdzięcznie od uwiedzenia tej części społeczeństwa, która jednak z chłopami nie chce mieć nic wspólnego. Stworzył swój portal, zdobył zaufanie, rozpropagował ideę, poparło go wielu zasłużonych profesorów i genealogów i stał się rozpoznawalny. Po czym przebrał się w „małą czarną” i zaczął kręcić dupą. I są ludzie, którzy mu wierzą, że to tak naprawdę, z wewnętrznej potrzeby.

Nie rozumiecie ludzie co się dzieje, bo chcielibyście być znawcami produktów kultury, po obejrzeniu jednego filmu, po zobaczeniu obrazów w jednej galerii, po przeczytaniu jednej książki, poleconej przez jakąś znakomitość najlepiej. Żeby miała gwarancję jakości, bo inaczej po co tracić czas? To jest droga na manowce, wręcz wprost do piekła. No, ale cóż ja mogę? Miłego pobytu życzę wszystkim.

Dodam jeszcze tylko, że wszelkie próby przeciwstawiania się strumieniom propagandy, są przez jej administratorów witane z entuzjazmem. Mają bowiem charakter ubogi, prostacki i nie zawierają elementu odpowiedzialności. To znaczy odbiorca treści jest pozostawiony sam sobie z jakimś paździerzem w ręku. I tym ma się obronić przed kolporterami dysponującymi ogromnymi budżetami, dystrybucją, gwarancjami międzynarodowymi i systemem premii, które paraliżują umysł przeciętego, wyedukowanego w Polsce kaowca. Co on może zrobić? Jedynie się przyłączyć i zacząć tłumaczyć tym, których uważa za gorszych od siebie, że zwrot „chujec borsuczy”, którego użyła w serialu „Lalka” Izabela Łęcka, jest wyrazem nowej wrażliwości, ewentualnie subtelnym szyderstwem ze skostniałych obyczajów. Ja dodam jeszcze tylko, że – tak mnie objaśniono – zwrot ten pojawił się najpierw w serialu „1670”, do „Lalki” zaś został przeniesiony jako cytat. I taki, prawda, żart…Jeśli jest żart, to powinien wywołać uśmiech. W tym przypadku nie ma o tym  mowy. No chyba, że zaczniemy drwić z nędzy w jaką wpędziła Polaków masowa edukacja i jej reformy wdrażane od lat trzydziestu.

Pamiętajcie o naszych książkach. Bo jak ich zabraknie, zostanie Wam, za czas niedługi, tylko muzułmański modlitewnik rozdawany za darmo przez transwestytów w czarnych miniówach.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/bohun/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zywot-sw-jozafata-kuncewicza-opowiedziany-na-tle-historii-kosciola-ruskiego/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  11 komentarzy do “Edukatorzy, esteci i kaowcy”

  1. Zobaczyłam wśród nazwisk osób, które skleiły scenariusz serialu kogoś o nazwisku Demirski. On działał na polu niszczenia teatru razem z panią Strzępką w Narodowym Starym.

    Teraz zapowiadają, dla oburzajcych się serialem, prawdziwą Lalkę. Na dużym ekranie. To dopiero może być pułapka, sądząc po komplementach.

    Jedynym sposobem przeciwko tej fali jest wypracowanie własnego języka.

    To jest tak, że poza pewien pułap „oni” nie sięgają. Widzą co się dzieje, prowadzą badania społeczne, wywiad biały i tajny, wpuszczają agentów. Ale ich umysły są tak sformatowane, że nie są w stanie odkryć istoty. Oczywiście biją po całości, wulgarnie i prymitywne, zawsze coś odleci. Ale póki istota komunikacji jest poza zasięgiem, to jednak kulą w płot.

    Kiedyś zorientowałam się, że np słynna moc telepatii też tu się zatrzymuje. Można wyłapać akcentowane słowo, nazwę itd. Nie można wyłapać istoty myśli, interpretacji, gdy umysły nie współbrzmią. Dwie obce planety.

    Dlatego to co tu się dzieje, owszem, można ukraść. Widzę, że pewne pomysły autorów z SN są po kilku dniach wpuszczane przez kogoś w media. Powierzchnie i głupio. Z intencją wykręcenia istoty sprawy, bo wyczuwają zagrożenie i chcą ukraść temat i zagadać po swojemu.

  2. Marszałek właśnie zakupił portret Daszyńskiego wykonany przez Witkacego. Co za groteska!

  3. Tak się dzieje, też to widzę. Ta duża Lalka, to domknięcie pułapki

  4. Dla widzów, co już machnęli ręką na tzw kulturę finansowaną przez państwo duża Lalka jest finansowana przez państwo tylko 10 procent. Nie wiem na razie, kto prywatnie finansuje. Zapewne z nadzieją, że ludzie się na to rzucą do kin.

    Jak nie kijem to pałką.

  5. No bo się rzucą. To pewnie jest ugadane z Netflixem

  6. Czasami myślę, że te całe ekranizacje, to zemsta na Prusie za tę ” pierzynę gęściej zaludnioną od Belgii”.

  7. Oźralców i opilców łatwo dość skusić.

    Człowiek w pełnym wymiarze nie idzie na plewy. Do tego trzeba mieć poczucie własnej wartości i ćwiczyć umiejętność znoszenia przeciwieństw. Tego oducza już szkoła. Plus rodzice, bez umiaru wskazujący dziecku, że ten drugi umie lepiej więcej itd. Bez rozeznania, że nie koniecznie trzeba pchać siłą wszystkie paprochy do pamięci.

    Dużo by pisać.

    Trzeba pamiętać o godności dzieci bożych. Każdy odpowiada najpierw za siebie.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)