lip 172026
 

Nigdy nie uwierzycie czym się teraz zajmuje Szczepan Twardoch. Pisze książki, to jasne, ale jakie? Najlepiej niech on sam opowie, bo ja nie jestem  stanie uwierzyć w to co przeczytałem. Oto tekst z Instagrama:

Szanowni, w związku z opowiadaniem o alternatywnych losach Ignacego Rzeckiego, które napiszę na zaproszenie banku @ingpolska (o którym wspominałem wczoraj), chciałem Państwa zaprosić do współudziału w tym odważnym przedsięwzięciu.

Wspólnikami moimi mogą stać się Państwo odpowiadając na pytanie konkursowe, które brzmi następująco:

„Ta jedyna decyzja, dzięki której dziś żyjesz na własnych zasadach, to…?”

Odpowiedzi wyglądam w komentarzach pod tym postem, zaś zwycięski komentarz — który wybiorę — stanie się częścią mojej opowieści.

Zwycięzcy otrzymają 2 bilety na film „Lalka”, egzemplarz powieści Bolesława Prusa z podpisami aktorów, ale też zbiór opowiadań „Nie-Lalka”, w którym oprócz mojego, znajdą się również teksty Sylwii Chutnik oraz Wojciecha Chmielarza z adekwatną dedykacją.

Post ten jest — oczywiście — częścią współpracy reklamowej, zaś przystąpienie do konkursu oznacza, że akceptują Państwo warunki regulaminu, który znajduje się tutaj: www.ing.pl/nie-lalka

Teraz po kolei. Pisarz Twardoch, bezkompromisowy demaskator polskich grzechów wobec Ślązaków, piszący jednakowoż po polsku i dla Polaków, napisze alternatywną historię Ignacego Rzeckiego. Na zlecenie banku oczywiście. Ponieważ w tym zleceniu nie chodzi wcale o Rzeckiego, ale o to, by promować film, który wchodzi właśnie na ekrany, a także skłonić ludzi, do zwierzeń, które ułatwią Twardochowi pracę, musimy się zastanowić nad głębszym sensem tych działań. Oto grupa ludzi pozbawionych talentu i warsztatu, korzystająca do tej pory z gotowych, bardzo już sklepanych tematów, które ktoś im podsuwał, z nadzieją, że one uwiodą czytelnika masowego, postanowiła dokonać coming outu. Nie wiem kim jest ten cały Chmielarz, ale to nie ma znaczenia. Twardoch i Chutnik chcą nam dziś powiedzieć – nic nie potrafimy, ale i tak będziemy uważani za pisarzy. I gówno nam zrobicie. Możecie się za to przyłączyć do naszej zabawy, a w nagrodę dostaniecie całkowicie bezwartościowe gadżety, czyli książkę Prusa z autografami ludzi, którzy jego dzieło zdewastowali na ekranie oraz to, co my sami wycisnęliśmy z naszych biednych mózgów z waszą pomocą. To jest wprost nie do uwierzenia. Szczególnie jeśli się spojrzy na współczesne zdjęcia Szczepana, który nie wygląda już jak pogrążony w ponurych rozmyślaniach gangster, ale jest uśmiechniętym wykładowcą z amerykańskiego kampusu, przeżywający pierwsze kłopoty związane z kryzysem wieku średniego.

Proszę Państwa, z pisarzami jest całkiem inaczej. Weźmy taki oto przykład – rynek książki amerykańskiej – to pisarze narzucali mu swój styl, a macherzy tego rynku ich akceptowali bądź nie. I pisarze płacili za to cenę, głównie poprzez uzależnienia, depresje, kryzysy i dewastację życia osobistego. Pisarze rosyjscy, także płacili cenę za to, że narzucali swój sposób komunikacji – lądowali w łagrze, albo podpisywali lojalki. Wczoraj przeczytałem, nie byle gdzie, bo we wspomnieniach Lecha Jęczmyka, że pisarz na amerykańskim rynku utrzymywał się średnio siedem lat. Potem przesuwano go gdzieś, a jego miejsce zajmowała inna gwiazda. No, a Szczepan jest z nami już ze dwie dekady i ani mowy nie ma, by go gdzieś przesunąć. Najpierw był prawicowym autorem, który mierzył się z tematami religijnymi. To znaczy wykorzystując bardzo zgrane karty, usiłował zwrócić na siebie uwagę osób takich, jak Braun. Pamiętam, jak szydziłem z Brauna i mówiłem mu, że ze Szczepana nic nie będzie, bo jest zwyczajnie słaby i niewydolny. No, ale mi nie uwierzył. Dopiero potem, kiedy Szczepan zrobił woltę, coś do niego chyba dotarło, ale wtedy już nie gadaliśmy. Później Szczepan reklamował ubrania, w których wyglądał, jak Nosferatu wychodzący z trumny i stał się agresywnie antypolski. Mówił, że nie jest Polakiem, tylko Ślązakiem, wygadywał jakieś okropne rzeczy, ale ludziom to, jak widać nie przeszkadzało. W linku na końcu tekstu znajdziecie informacje, że dziś Szczepan jeździ po bibliotekach w całym kraju i jest przymilny jak mały kotek. Wręcz łasi się do publiczności. Całym swoim życiem dał więc dowód, że nie jest żadnym pisarzem, ale formatem, który można dowolnie kształtować, w zależności od okoliczności. Ludzie i tak niczego nie zauważą, a nawet jeśli – to co? I tak nikt już od dawna nie rozumie po co są książki, skala zakłamania w komunikacji nie daje się już zmierzyć. Rządzi wszechobecny syf, co łatwo zauważyć oglądając trailery do nowych produkcji opartych na prozie Prusa. Pisarza zaś z publicznością łączy tylko kokieteria, ta zaś będzie zawsze. I zawsze będzie można ją stymulować. Czy to jest dramat? Moim zdaniem taki sam, jak odpadnięcie z Tańca z Gwiazdami. Trudno oczywiście będzie znaleźć kogoś równie plastycznego jak Szczepan, a on niebawem wejdzie w wiek, kiedy będzie już tylko pierdział i przepraszał. I nie zmieści się już w żaden nowy kostium. No, ale na jego miejsce czekają inni, a na eksperymenty już czasu nie ma, bo ludzie odwracają się od książki i od czytelnictwa. Powód jest jeden – nie ma pisarzy. Są atrapy, ale niektóre z tych atrap wierzą, że dostały do ręki receptę na nieśmiertelność. Otóż, kochane atrapy, informuję, że to co tam macie zapisane na tych świstkach, działa tak, jak biseptol na Rumunki, które nie chciały zajść w ciąże w latach 90-tych. Nie traficie do nieśmiertelności. No, ale w sumie i tak gówno was to obchodzi…

Winę za upadek czytelnictwa w Polsce zwala się na czytelników. I to jest doprawdy niezwykłe. Winni bowiem są sponsorzy ludzi, którzy zostali wyznaczeni do udawania pisarzy. I mam nadzieję, że oni ten swój projekt doprowadzą do końca, to znaczy, że zarżną rynek, unieważnią książkę i będą zmuszeni udawać, że niczego poza nimi i obszarem ich działań nie ma. A przecież jest. I tego im życzę z całego serca.

Tu macie link do strony Szczepana na Instargamie

https://www.instagram.com/p/Da2CRcrt3WB/

Teraz kolejna sprawa, która demaskuje głupotę działaczy PiS. Od kilku lat w Tygodniku Solidarność aktywny był niejaki Waldemar Krysiak. Był to gej deklarujący prawicowość i przywiązanie do wartości konserwatywnych. Przez tę swoją postawę i aktywność na iksie stał się gwiazdą prawicowego Internetu. Krysztopa i Matecki głaskali go po główce i przytulali, albowiem był żywym dowodem na to, że Kaczyński nie jest faszystą, oni sami zaś nie wysługują się brunatnemu reżimowi. I trwało to ładnych parę lat. I wczoraj pan Krysiak opublikował na iksie coś takiego:

Przeraża mnie to, w co zamieniła się „prawica*”. Dekadę temu odezwałem się, żeby stawić opór skrajnej lewicy — teraz też nie mogę milczeć. Fanatyczna prawica jest bowiem realnym zagrożeniem dla naszej wolności. Przez ponad rok milczałem, żeby przypodobać się prawicowym partiom i politykom. A dlaczego? Bo udało mi się wywalczyć jakąś pozycję w mediach. Nie miałem żadnych chodów. Moja mama jest urzędniczką, mój tata był policjantem. Jestem pierwszym pokoleniem w rodzinie, które poszło na studia. Te zasięgi, które mam, wywalczyłem sam i z pomocą życzliwych ludzi. 64 tys. na Xie, 70 tys. na YouTube, 26 tys. na TikToku. To nie jest OGROM, ale dla mnie to WIELE. Był taki okres, że miałem 2 miliony wyświetleń dziennie na Twitterze i 10 milionów miesięcznie na YouTube. Ludzie zagadywali mnie na ulicy. Żeby to utrzymać, wstawałem o 6:00 i kładłem się spać po północy. Byłem w ciągłym stresie. Ciągle żarłem i tyłem, żeby ten stres zagłuszyć. (Obecnie udało mi się trochę uspokoić i schudnąć o ponad rozmiar.) Było to opłacalne. Zapraszano mnie na konferencje, interesowali się mną ministrowie, najważniejsi politycy w kraju zaczęli mi schlebiać. Komplementy ze strony władzy to jednak miecz obosieczny. Jesteś promowany, ale zaczynasz się samocenzurować. Jak tylko zaczniesz się wychylać, media przestają cię zapraszać. I ja, wypracowawszy sobie pewną pozycję, zacząłem się samocenzurować mniej więcej dwa lata temu. Zacząłem opowiadać rzeczy o aborcji, w które sam nie wierzyłem. Żeby przypodobać się prawicy, mówiłem o „mordowaniu dzieci nienarodzonych” nawet wtedy, gdy płód miał 5 cm i nie miał jeszcze ani mózgu, ani świadomości. Zacząłem przekręcać swoje opinie o gejach. Żeby wpasować się w prawicową narrację, mówiłem, że związki partnerskie tak, ale małżeństwa jednopłciowe i adopcje — nie. Nie ma na to silnych naukowych argumentów. Sprzeciw wobec związków homoseksualnych to w dużej mierze pozycja religijna i emocjonalna — prawicowy, irracjonalny marker tożsamości. O tym jednak kiedy indziej. Milczałem, żeby chronić partyjnych złodziei. Milczałem, żeby nie zaszkodzić kolegom z różnych partii. Trzymałem w sobie takie sekrety, że wielu ludzi byłoby w szoku, wiedząc, co dzieje się na polskiej „prawicy”. Musicie bowiem zrozumieć: zakłamanie, które zdominowało skrajną lewicę, panuje również wśród prawicowców. Konserwatywni publicyści, którzy kurwią się na prawo i lewo, potem publicznie krytykują „seks pozamałżeński”. Obłudnicy utrzymujący ukraińskie kochanki psioczą na masową migrację. „Patrioci” okradają propolskie organizacje i szantażują dziennikarzy, żeby ci milczeli. Kryptocioty walczą z prawami gejów, bo im się akurat taka walka opłaca. Jak powiesz coś ponad miarę — konserwatyści zniszczą ciebie i twoją rodzinę. Prawdziwe obrzydzenie ogarnia człowieka, który widział politykę od kuchni. Najgorsze świństwa są maskowane fałszywą religijnością. Prawica po prostu wyciera sobie gqębę Bogiem. Do tego dochodzi szaleństwo. Za jego ilustrację niech zaś posłuży ten case: kilka miesięcy temu jeden z działaczy prawicowej partii opowiadał mi z pełną powagą, że swoich chorych dzieci nie zabiera do lekarza — tylko do kościoła, bo „kościelne mury przepędzają choroby”. Skrajna „prawica” to w wielu przypadkach banda niebezpiecznych szaleńców. W swojej szkodliwości niczym nie różni się od aktywistów genderowych, którzy również przeczą rzeczywistości. Wracając do sedna: jeżeli moje media społecznościowe mają dalej istnieć, to nie chcę brać udziału w tej zbiorowej zmowie milczenia. Wiem, że w najbliższych miesiącach stracę część odbiorców. Wiem, że niektórych obrażę. Rozumiem, że część osób uzna mnie za zdrajcę. Chcę jednak iść za swoim sumieniem i integralnością duszy. Nawet jeśli ta nie istnieje jako jakaś magiczna substancja wewnątrz ciała. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Przepraszam, że Was tym dręczę, ale moim zdaniem te sprawy się łączą. Ten Krysiak to jest jakieś zero, które kokietuje ludzi tym, że wstawało o 6 rano. I co z tego? Tropi zakłamanie i hipokryzję, a to oznacza tylko jedno – szuka nowego sponsora, bo czuje że wiatr się zmienia. I co na to odpowiadają Matecki i Krysztopa? Ten drugi proponuje mu współpracę dalszą, a ten pierwszy pisze doń – porozmawiajmy. Dlaczego tak? Bo zasięgi Krysiaka są dla nich skarbem największym.

Może dam taki przykład; ZSRR, żeby uwiarygodnić się w oczach zachodnich intelektualistów wysyłał za zachód różnych prześladowanych pisarzy, a ci opowiadali tam o swoich cierpieniach, ale także o tym, jaką egzystencjalną głębie ma życie w sowietach. I na to łapał się każdy, kto nie był amerykańskim sierżantem z Teksasu. PiS usiłuje kokietować publiczność, która jest albo znudzona, albo wkurzona tekstami jakiegoś spaślaka z brodą, co sobie wymyślił, że będzie żył z kontrowersji, która jest tak powszednia w naszym świecie, jak psy srające na trawnikach. Niezwykłe. Zwróćcie też uwagę, że Krysiak stosuje te same chwyty, co Twardoch na początku swojej kariery – pieprzy coś o duszy i zaraz napisze Epifanię wikarego Trzaski część drugą. A może Nie-Epifanię Nie-wikarego? Bo zechce trafić do większej grupy osób…

To nie koniec. Wczoraj okazało się, że przymknęli Świrskiego za jakieś wygłupy. No, ale zaraz go wypuścili. I on ogłosił, że rozpoczyna przedsprzedaż swojej nowej książki. Tak o niej pisze na iksie

 

„Unicestwianie” to opis tego, jak w III RP system medialny i prawny wygasza z życia publicznego polskich patriotów. Nie teoria ale konkretne przypadki. W środku wywiady z ludźmi, których przepuszczono przez maszynerię hejtu: Jarosławem Kaczyńskim, Antonim Macierewiczem, prof. Bogdanem Chazanem, Jackiem Saryuszem-Wolskim i innymi.

System wygasza polskich patriotów? Oni sami się wygaszają, właśnie dzięki takim postawom, jakie reprezentuje Świrski. Im się zdaje, że w książkach mogą być ich projekcje na własny temat, bo to poruszy serca ludzi, którzy na co dzień mogą ich obserwować w mediach społecznościowych? To tak, jakby po egzekucji na Golgocie, Kajfasz wezwał do siebie św. Mateusza i powiedział – suchej no…po śląsku oczywiście, żeby zyskać na autentyczności – ciepnij ino tego Jizusa i szrajbnij cuś o tym, jak nos, faryzeuszów, Rzym prześladuje…

Tak wyglądają nasze obecne realia komunikacyjne. Choć w zasadzie jest jeszcze gorzej, bo taki Pitoń, co do wczoraj był moim znajomym na fejsie, twierdzi, że PiS płaci mi za teksty, w których opisuję Brauna. I wiecie co jest najlepsze? Nigdy byście nie zgadali. Wszyscy oni ustawiają wolność na czele listy swoich priorytetów.

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  8 komentarzy do “Fałszywe recepty na nieśmiertelność”

  1. Brzytwy się chwytają.

    Tokarczuk wywołała nie tak dawno wzburzenie, mówiąc że korzysta z pomysłów AI. A teraz mówi, że najnowsza powieść, to ostatnia powieść jaką napisała.

    Będzie pisać już tylko małe formy. Czyli nawet AI nie pomogło.

    Skąd innąd słyszę ciągle, że czytelnicy nie chcą czytać grubych książek.

  2. Poza Tolkienem oczywiście. Ja to słyszę od 25 lat. Tak mówią ci, co nie umieją napisać nic dłuższego, albo piszą na zlecenie

  3. Teraz sprawdziłam dokładnie. Co ING chce reklamować alternatywnym Rzeckim??

    Nowa Lalka to absolutny koszmar. Co jeszcze ma być alternatywą.

  4. To może być pouczająca lektura. Należy tylko sprawdzić czego w niej nie będzie, albo w jaki sposób zostaną pokazane przygody bohaterów np. takiego  Izydora Gutmorgen.

  5. Zajawka filmu to nędzna pornografia. Na pewno nie pójdę. Takich rzeczy nie da się odzobaczyć.

  6. Teraz to chyba taka moda. Film „Tata” o stosunkach  polsko – ukraińskich też tak ma.

  7. To jakiś dramat! Idę się wyrzygać!

  8. Te wszystkie dekonstrukcje należy uważnie monitorować i wyśmiewać bez litości.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)