Ludzie zajmujący się powierzchownymi interpretacjami zdarzeń, ekscytujący się wyczynami konfabulantów w typie Kazimierza Leskiego, często używają formuły widocznej w tytule. Pisałem już o tym kilka razy, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Gotowy scenariusz filmowy to tekst nie do czytania dla laika. Powieść jest tym, co ludzie ci uważają za gotowy scenariusz, albo sam film. To istotne rozróżnienie, albowiem ono demaskuje braki intelektualne i warsztatowe takich autorów. Nie rozumieją oni także, że w filmie, takim o jakim myślą, najważniejszy jest suspens. Najgorsze jednak jest to, że czasami ktoś wpada na pomysł, by nakręcić film według ich wskazówek. I tak czyniono zawsze z życiorysem i męczeństwem Witolda Pileckiego, tak postąpiono z Tragedią Smoleńską. Zdewastowano jednym słowem historię i wyszydzono bohaterów, a przy okazji upokorzono widza, któremu odebrano władzę sądzenia, poprzez ten niby gotowy materiał na scenariusz filmowy.
Cytowałem tu niedawno Radosława Sikorskiego, który w emocjonalnych bardzo słowach odniósł się do kwestii spowiedzi Rudolfa Hoessa komendanta obozu w Oświęcimiu. Powiedział Sikorski, że brzydzi się tym spowiednikiem, który udzielił mu rozgrzeszenia. Wojciech Giertych coś mu tam tłumaczył, ale on się upierał. Tymczasem Lech Jęczmyk opowiada w swoich wspomnieniach taką oto historię. Pewnego razu do obozu w Auschwitz wszedł zakonnik jezuita i poprosił o to, by go tam zamknięto. Nie wiadomo dlaczego to zrobił, może chciał nieść pociechę duchową więźniom. W końcu jeden z uczynków miłosiernych co do ciała to – więźniów pocieszać. Zaprowadzono go do Hoessa, a ten kazał wyrzucić jezuitę za bramę, bo nie podobało mu się, że jakiś ksiądz wchodzi w jego kompetencje. Po wojnie osadzony w więzieniu Hoess poprosił przed śmiercią o spowiednika. Zgłosił się ten sam zakonnik. Spowiedź trwała trzy dni. Hoess żałował za grzechy, dostał rozgrzeszenie i ponoć jest pochowany w Wadowicach pod zmienionym nazwiskiem. Sikorski oczywiście nic o tym nie wie, bo uważa – jak przypuszczam – że należy potępić księdza udzielającego rozgrzeszenia naziście i to jest super materiał na scenariusz filmowy z żydami w tle. Nie jest. Nawet ta historia z domknięciem w postaci anegdoty Jęczmyka nim nie jest. To tylko epizod, który należałoby obudować treścią i postaciami. Problem w tym, że dziś nikt nie rozumie co to jest treść i żadne skojarzenia poza oczywistymi i po wielokroć już eksploatowanymi nie mogą być prezentowane publicznie. Bo ludzie filmu przekonani są, że widz to taki sam debil jak oni i nic nie zrozumie. Otóż jest dokładnie na odwrót. I czekam na kogoś, kto wreszcie zrealizuje film według swoich założeń, swoich pomysłów i ze swoimi skojarzeniami, a nie kolejną, pięćsetną dokrętkę jakiegoś szajsu.
Spróbujmy teraz zarysować jakąś historię, która mogłyby być prawdziwym scenariuszem filmowym. Widzę to na przykład tak:
Przyjęcie, uroczysta atmosfera, stół, przy stole Barbara Wachowicz, dziś już świętej pamięci. Osoba całkowicie oszalała w mojej ocenie, która chodziła w strojach koloru lila i z wielką emfazą opowiadała o Polsce i jej historii. Wygładzając przy tym wszystkie kanty postaciom i zdarzeniom. A to w tym celu, by lepiej się prezentować na ich tle. Siedzi sobie przy tym stole z sympatycznym panem, mocno już starszym, któremu opowiada o Janie Rodowiczu – Anodzie. Pan się uśmiecha, czasem marszczy brwi i słucha z zainteresowaniem. To dobry znajomy Jacka Kuronia, sławnego opozycjonisty, który ratował Polskę wyrywając ją z łap komunistów. Stół jest nakryty kolorem lila, na ścianie portret Kościuszki i w ogóle jest bardzo patriotycznie, podniośle i narodowo. Albowiem mamy tu premierę nowej książki Barbary Wachowicz wydanej w wydawnictwie „Rytm”. Cięcie.
Cela. W celi Kuroń z Modzelewskim, przychodzi strażnik. Oni wrzeszczą na niego wymyślają mu od najgorszych, Modzelewski po rosyjsku nawet. Strażnik się trzęsie, bo wie z kim ma do czynienia. W końcu woła innego strażnika i obydwaj prowadzą Kuronia i Modzelewskiego na przesłuchanie. Tam, w atmosferze wzajemnego zrozumienia z nieodłącznymi papierosami w ustach wszyscy trzej rozmawiają o scenariuszu wydarzeń minionych czyli o marcu roku 1968, a także o ich ewentualnej powtórce w nieco innych aranżacjach. Z niejakim trudem rozpoznajemy w przesłuchującym ich oficerze tego starszego pana, co go Barbara Wachowicz bawiła rozmową przy stole opowiadając historię Rodowicza-Anody. Ledwie to do nas dociera, a już scenarzysta zmienia dekoracje. Cięcie. Widzimy inną scenę – ulica Lwowska w Warszawie, młody człowiek odziany w ubrania z amerykańskiego demobilu spieszy na zajęcia, niedaleko jest budynek Politechniki, gdzie studiuje architekturę. Nagle wokół niego, całkiem zaaferowanego studiami na uczelni, wyrasta czterech tajniaków. Pakują go do przedwojennego jeszcze auta i wiozą niedaleko – na Rakowiecką. Tak, to Jan Rodowicz-Anoda. Kolejne cięcie. W następnym ujęciu widzimy pobitego, okrwawionego Rodowicza, jak osuwa się z krzesła na podłogę. Nad nim z zatroskaną miną stoi ten sam facet, co rozmawiał z Barbarą Wachowicz przy stole i co potem przesłuchiwał w dżentelmeńskiej atmosferze Kuronia i Modzelewskiego. To Wiktor Herer, znany ekonomista i oficer UB. W scenie z pobitym Rodowiczem trzyma w ręku okrwawioną, kanciastą nogę od krzesła. Cięcie. Przenosimy się znów do salonu, gdzie trwa bankiet wydany na cześć Barbary Wachowicz. Jest tam też szef wydawnictwa „Rytm” Marian Kotarski, który wznosi toast za zdrowie pani Wachowicz. Cięcie. Kolejna scena – burzliwe lata po roku 1989. Solidarność przejmuje władzę, ważą się losy ważnych dla państwa resortów. Kuroń przyprowadza na jedno z zebrań znakomitego fachowca-ekonomistę. To Wiktor Herer, wykształcony na akademii rolniczej. Kuroń go rekomenduje i zostaje on jednym z doradców w ministerstwie rolnictwa w wolnej już od komunistów Polsce. Cięcie.
Przenosimy się w czasy współczesne. Widzimy kolaudację filmu, który sami oglądamy. Ciemna sala, a w niej dziwni ludzie. Jeden okazuje się być Marianem Kotarskim, założycielem wydawnictwa „Rytm”, które wypuszczało na rynek książki Barbary Wachowicz. Po zakończonej projekcji on właśnie wstaje i mówi, że obraz nie nadaje się do dystrybucji, albowiem nie ma w nim prawdy czasu. Koniec. Lista płac. Oczywiście wszyscy rozumiecie, że musiałem zastosować pewne skróty, więc jest to tylko zarys fabuły filmu, który nigdy nie powstanie. Aha jeszcze tytuł – „Wampiry”.
Myślę, że publiczność waliłaby drzwiami i oknami, ale zamiast takiego filmu mamy dwie ekranizacje „Lalki”, w których postacie zastanawiają się ile jest rodzajów miłości i jakie.
No, a poza tym mamy jeszcze zgraję bałwanów, którym się zdaje że pokazanie relacji Krystyny Skarbek z mężczyznami to „gotowy scenariusz na film”.
Owszem wokoło jest mnóstwo tematów filmowych i gotowych ujęć, ale akurat nie tam gdzie ci ludzie spoglądają. Dlaczego więc piszą oni takie rzeczy? Bo są przekonani, że w ten sposób będą wychowywać innych. Tak, jak wychowywała ludzi do patriotyzmu Barbara Wachowicz, smęcąc coś o Kościuszce i jego dylematach.
Miałbym jeszcze tych pomysłów sporo. Ale skupię się na jednym i to w wielkim skrócie. Kuroń wychodzi z więzienia. Nie ma pracy, bo odmawiają mu zatrudnienia w państwowych instytucjach. I wtedy pomocną dłoń wyciąga do niego Igor Newerly, prezes ZLP. Kuroń zostaje jego sekretarzem. I może nadal pracować dla dobra Polski, wraz z Wiktorem Hererem znanym ekonomistą i samym Igorem Newerly, który co prawda jest komunistą, ale za to bardzo wrażliwym. Poza tym ma niebywałe szczęście w życiu i rękę do ludzi. Będąc sekretarzem Janusza Korczaka przed wojną, a do tego nie mając jednej nogi od szesnastego roku życia, przeszedł przez cztery konclagry, w tym Auschwitz. Można by w ogóle zacząć od tego, że młody Newerly zatrudniony w obsłudze komendanta obozu obserwuje i podsłuchuje scenę z tym zakonnikiem, co go opisałem na początku. Potem, już po wojnie, rozmawia z nim na temat spowiedzi Hoessa i wespół omawiają różne moralne problemy oraz dylematy. I nagle zakonnik pyta – jak się panu udało przejść przez cztery rodzaje piekła bez jednej nogi? – Miałem dużo szczęścia – mówi Newerly – Bóg nade mną czuwał.
– Ale pan nie wierzy przecież w Boga – mówi zakonnik. Newerly uśmiecha się, cięcie, w następnej scenie widzimy jak przyjmuje do pracy w swoim gabinecie Jacka Kuronia. Resztę sobie dośpiewajcie. Tytuł filmu? Wampiry 2. Po co to szukać nowego tytułu, każdy wie, że publiczność jest głupia i pójdzie obejrzeć to samo dwa razy. Najlepszy przykład na to macie teraz – na ekrany wchodzą dwie adaptacje „Lalki”. I to jest metoda. Miłej niedzieli życzę wszystkim.
Słabo ją kojarzyłam, takie osoby jakoś mnie odpychają swoim zachowaniem. Widzę że pisała też dla Naszego Dziennika.
I tak to się plecie.
Oczywiście, wszyscy szczerzy patrioci pisali dla Naszego Dziennika, dlatego nigdy nie można się było tam dopchać z jakimiś tekstami. Trzeba się było jakoś uwiarygodnić
Mocna historia, przejrzałem wiki szybko pod kątem tego ptaszka Herera, no to byłaby bomba! Można by jeszcze scenę z sierpnia 80 wrzucić gdzie Herer doradza Bolkowi, a potem wrzutkę z lat 90 jak z Wchowskim wódeczkę piją.
My tu mówimy o jak się zdaje, kosmicznych mądrościach.
A mnie w wiadomościach plotkarskich pojawiła się wrzutka o pani chyba znanej ludziom? Otóż Kinga Rusin, kimkolwiek jest, pojechała że „swoim ukochanym” po krótkim pobycie w Polsce, do któregoś z krajów arabskich żeby tam sobie pomieszkać. I już z hotelu pisze na Instagramie, że w tym momencie się dowiedziała że może mieć kłopot z powrotem. Bo znowu jest niespokojnie.
Dzisiaj się dowiedzieli. Już mi się udało pozbierać szczękę z podłogi po tym newsie.
Zdaje się, że to wszystko są osoby kształtujące opinie mas ?