lip 182026
 

W tomie wspomnień Lecha Jęczmyka zatytułowanym Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach, znajdujemy taki oto passus.

 

Bogomołow był podczas wojny oficerem wywiadu i zrzucono go na spadochronie w okolice Berlina. Pytał mnie, jak to możliwe, że jego grupa, nie znająca kraju, dla której niemiecki był językiem obcym, przetrwała kilka miesięcy, podczas gdy inne grupy złożone z niemieckich żydokomunistów wpadały po dwóch tygodniach. Wyraziłem bliskie pewności przypuszczenie, że były to grupy przeznaczone na straty, naszpikowane dezinformacją i zapewniające awans sowieckim agentom w Abwerze. Tak w każdym razie robili Brytyjczycy, wysyłając na śmierć szpiegów (przeważnie kobiety), które miały być złapane i na torturach wyznać fałszywe informacje.

Nie wiem, jak Wy, ale ja uważam, że fragment ten jest cokolwiek wstrząsający. I w mojej ocenie unieważnia od razu i z miejsca wszystkie rzewne gawędy o bohaterach i bohaterkach ruchu oporu. Z ich kolporterów zaś, szczególnie tych, co działają metodą copy/past, czyni nie tyle durniów, co mimowolnych agentów, a może i nie mimowolnych. Mam też wrażenie, że my, jako naród, jesteśmy taką właśnie grupą przeznaczoną na straty, naszpikowaną dezinformacją. I byliśmy tym samym wcześniej, w czasie naszych powstań i w czasie bohaterskich walk o wolność w I i II wojnie światowej. Czy czegoś się nauczyliśmy od tamtego czasu? Niczego, albowiem nieumiejętność czytania ze zrozumieniem jest najważniejszą cechą wyedukowanego Polaka. I cała polska edukacja służy jedynie temu – narzuceniu adeptowi metod czytania bez zrozumienia. To znaczy ochoczo powtarza on podsuwane mu brednie, niczego nie weryfikuje, nie posługuje się logiką i nie wyciąga wniosków. Jest za to przekonany, że opowiadanie ciągle tych samych historii o bohaterskiej Krystynie Skarbek, podnosi poziom patriotyzmu w narodzie i czyni go bardziej świadomym zadań, jakie nań czekają.

Jak wszyscy wiemy takie formaty plenią się dziś wszędzie i każdy oszust ochoczo z nich korzysta próbując zwrócić na siebie uwagę. Kiedy jemu się zwraca uwagę udaje, że nie wie o co chodzi, albo reaguje agresją. Realizuje bowiem, jak przypuszczam, być może błędnie, zadania zlecone. To znaczy pilnuje, by w komunikacji, jaka odbywa się w Polsce, poza ściśle określonymi treściami odpowiednio sformatowanymi nie było nic.

Wrócę do nieumiejętności czytania ze zrozumieniem. Każdy kto przeczyta wspomnienia Lecha Jęczmyka, powinien – jeśli rozumie co tam jest napisane – zlecieć ze stołka w trybie natychmiastowym i leżeć bez czucia na podłodze przynajmniej przez kwadrans. Co z tego rozumieją przedstawiciele polskiej inteligencji? Że Jęczmyk nie lubił Kuronia i uważał go za komucha. Tyle.

Wróćmy jednak do wzorców komunikacyjnych i wzorców postaw. Po prawej stronie dominuje format dezinformacyjny, to znaczy lud karmi się papką z puszki, z napisem – Jestem za Polską, Panem Bogiem i rodziną. Ten prosty format kolportują pisowcy i nawet nie zauważają, że ich postawa zdradza całkiem inne chętki. Widoczne aż nadto i to z bardzo dużej odległości. Można by je streścić w zdaniu – wóda, konserwy, je…nie bez przerwy. I nie mówcie mi, że tak nie jest. Oczywiście Tusk jest czarnym ludem i zagraża Polsce. Metody jego zwalczania jednak przypominają metody dywersyjne grup niemieckich żydokomunistów zrzucanych pod Berlinem. Kończą się po dwóch tygodniach. Nagrodą zaś dla najbardziej wytrwałych bojowników jest awansowanie ich z grup przeznaczonych na zatracenie do sekcji jako takiej przeżywalności. Rodzi się pytanie – kto rządzi naprawdę i kto wystawia kobiety przeznaczone na stracenie? To się okaże wkrótce, kiedy kariery tych biednych istot nabiorą pewnego rozpędu. A Magda Ogórek i Anna Popek, mają zapewne już sporo przemyśleń związanych z sensem walki o lepszą Polskę.

Konfabulacja jest najważniejszym narzędziem komunikacji polityków z narodem. I zawsze działa poprzez pośredników. Wygląda to w ten sposób, że pomiędzy ludem a oligarchią stawia się osoby zasłużone z jakiegoś powodu, przeważnie weteranów. Mogą być różni weterani, nie tylko wojenni. Mogą być weterani stanu wojennego, albo weterani walczący o demokratyczne przemiany w Polsce. Najważniejszym weteranem przez długi czas był Lech Wałęsa, ale ponieważ nie działał on w lesie pod Berlinem, a w mediach polskich, nie można go było zlikwidować za pośrednictwem Gestapo. A co za tym idzie dezinformacja, którą był naszpikowany rozlała się szeroko. I miała ten walor, że uświadomiła część ludzi w zakresie metodologii konfabulacyjnej. Niewiele to pomogło, albowiem format Bóg, honor, ojczyzna w wersji nie wymagającej weryfikacji nadal jest używany i wygłupy Wałęsy go nie unieważniły. Co to znaczy – nie wymagającej weryfikacji? To znaczy, że głosząc te hasła nie trzeba się ukrywać w lesie pod Berlinem, ani zastanawiać się co będzie na kolejnym przesłuchaniu. Można używać tych haseł ot tak sobie, pieprząc trzy po trzy i zmieniają kolory awatara na iksie. Zawsze ktoś się na to nabierze.

Ostatnio lansuje się w przestrzeni publicznej dwóch weteranów, a każdy z nich jest inny i inny rodzaj „weteraństwa” reprezentuje. Adam Borowski jest zasłużonym działaczem opozycji, którego bronił mecenas Siła Nowicki, a Leszek Kraskowski jest prześladowanym przez ludzi Giertycha bojownikiem o prawdę.

Ostatnio pan Leszek zaczął publikować wspomnienia z aresztu. Czyni to na iksie, a wyglądają one tak:

Gdy siedziałem w areszcie na Białołęce, 25-letni chłopak poprosił mnie o pomoc w zaadresowaniu koperty. Wcześniej o to prosił więziennego wychowawcę, ale ten wysłał go na najdalej rosnące drzewo w Burkina Faso. Napisał list do ojca, ale nie wiedział jak go wysłać. Łebski chłopak. Fajnie mi się z nim gadało. Inteligentny, przebojowy. Ale o epoce przedcyfrowej miał niewielkie pojęcie. Dla niego były to opowieści z czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Najpierw nie rozumiałem w czym problem. – Jak to, nie znasz adresu ojca? – Adres znam. Ale nie wiem gdzie go umieścić na kopercie. W życiu ani jednego listu nie wysłałem. Tylko maile. Zaadresowałem tę kopertę. List udało się wysłać. Po wyjściu z puszki zadzwoniłem do ojca chłopaka. – Może być pan dumny z syna, pomimo tego gdzie się obecnie znajduje – powiedziałem, a łzy ze wzruszenia napływały mi do oczu. – Cały czas podtrzymywał nas na duchu. Był jak skała. To świetny chłopak. Był najmłodszy, a był szefem celi. Niech pan go pilnuje z tą marychą. Dostał trzy miesiące aresztu za kilkadziesiąt gram zioła. Wiem, że Holendrzy umarliby ze śmiechu. Ale to jest Polska. Niech to zioło rzuci w cholerę lub wyemigruje. Następnym razem wlepią mu kilka lat.

Ktoś zwrócił mu uwagę, że za posiadanie i inne przestępstwa siedzi się w więzieniu, a nie w areszcie. Ani sam autor, ani komentatorzy nie zwrócili na to uwagi, a dyskusja poszła w kierunku biadolenia nad upadkiem edukacji. Dlaczego ja się czepiam osoby wzbudzającej sympatię wszędzie, jaką bez wątpienia jest Leszek Kraskowski? Otóż dlatego, że przeczytałem książkę Jęczmyka. A zanim ją przeczytałem zajrzałem na biogram pana Leszka w wiki, który owszem, jest tam od dawna. I znalazłem tam linki do stron łódzkiego tygodnika Odgłosy, gdzie pan Leszek, w roku 1984, jako siedemnastolatek, publikował opowiadania SF. Bardzo ciekawe, można je sobie przeczytać. One są wręcz zastanawiająco dobre, jeśli skonfrontować je z wiekiem autora, który był wówczas nieletni i może coś tam wiedział o kosmosie, ale o życiu raczej nic. Niektóre ich fragmenty jednak przypominają współczesne perypetie pana Kraskowskiego i jego wpisy na iksie. I to mnie trochę zaniepokoiło. Poza tym SF kojarzyć mi się już zawsze będzie z Lechem Jęczmykiem, którego miałem okazję poznać, ale kiedy to nastąpiło nie rozumiałem, że gadam z facetem, który zaimplementował tu cały wszechświat treści i kontekstów zwany Science Fiction, czyli otworzył obszar, na którym dezinformacja nie tyle jest obecna, co wprost szaleje niczym  burze piaskowe na planecie Arrakis zwanej Diuną.

Jak w każdej naszpikowanej deziformacją grupie natychmiast ujawnili się jej samorodni liderzy. Czy rzeczywiście byli oni samorodni i czy sami się ujawnili można dyskutować. Tak, jak można dyskutować o intencji z jaką Lech Jęczmyk podjął ten wysiłek, bo oddać trzeba, że dzięki jego pracy i zaangażowaniu rynek książki w Polsce w czasie kiedy dorastałem i interesowałem się wydawnictwami,  nie wyglądał jak ostatnia siermięga i wyprzedaż używanych łapci z łyka. Wyglądał dobrze, a momentami wręcz świetnie. Co nie zmienia wcześniejszej konstatacji.

Dodam jeszcze tylko, że rubryka W kręgu fantastyki, w tygodniku Odgłosy, gdzie Leszek Kraskowski publikował swoje opowiadania poprzedzała inną rubrykę, w której Zbigniew Nienacki publikował swoją sławną powieść Raz w roku w Skiroławkach. Wydaną drukiem dwa lata później.

Ktoś powie, że to było dawno i nieprawda. No, nie gdyby przyjąć taką optykę nie powinna się ta treść znaleźć w wiki, a ona tam jest. No, ale mniejsza. Mamy oto przed sobą kolejnego weterana, który został przez policję zatrzymany na trochę, ale już go wypuszczono. Jest tym weteranem Maciej Świrski, człowiek który zajmował się swego czasu promocją Polski, tak mniej więcej, jak niemieccy żydokomuniści zajmowali się dywersją w lesie pod Berlinem, w roku 1945. Został wystawiony i o mało go nie aresztowano, ale chyba nie był to jeszcze właściwy moment. Ten być może nigdy nie nadejdzie albowiem nasi żydokomuniści naszpikowani dezinformacją prowadzą stałe negocjacje z rodzimym Gestapo. My zaś postrzegamy to, jako nowy rodzaj walki o wolność. Taki, w którym nikt nie ginie, ale czasem ktoś coś odsiedzi. No, ale zawsze go wypuszczą. Dlaczego ten proces nie działał w drugą stronę, kiedy PiS miał władzę? Myślę, że nie o ten rodzaj władzy chodziło. Zarząd PiS zaś nie miał świadomości, że to co uważa za prawdę jest właśnie ową dezinformacją. I sam zajmował się produkowaniem różnych dezinformacji, kolportowanych następnie wśród ludu. To bowiem jest i było główne zajęcie członków PiS. Jeśli nie liczyć, rzecz jasna, poprawiania poziomu życia Polaków i poprawiania mediów, żeby lepiej informowały i generalnie poprawiania wszystkiego.

I teraz, wyobraźcie sobie Maciej Świrski rozpoczyna przedsprzedaż swojej książki z gatunku SF, nosi ona tytuł Unicestwienie. Tak pisze o niej autor na iksie:

 

„Unicestwianie” to opis tego, jak w III RP system medialny i prawny wygasza z życia publicznego polskich patriotów. Nie teoria ale konkretne przypadki. W środku wywiady z ludźmi, których przepuszczono przez maszynerię hejtu: Jarosławem Kaczyńskim, Antonim Macierewiczem, prof. Bogdanem Chazanem, Jackiem Saryuszem-Wolskim i innymi. Dochód idzie na pomoc prawną i na zwykłe utrzymanie, bo blokując konto, postawiono mnie w debecie. Jeśli uważacie, że ta książka powinna się ukazać to kupcie ją teraz. Przedsprzedaż to dziś realny akt wsparcia.

https://maforion.pl/kategoria-produktow/ksiazki/

Udostępnijcie. Zablokowali konto, ale nie zablokują tego, co ludzie chcą przeczytać.

Od razu widać, że jest to SF, po okładce, a także po tym, że autor stylizuje się na radzieckiego astrofizyka z lat sześćdziesiątych. Jak wiemy nie jest to pierwsza stylizacja pana Macieja i oddajmy mu, że jednak trzyma poziom i się stara. Nie możemy jednak zapominać o najważniejszej dziś konstatacji – SF to sfera szalejącej dezinformacji.

Dlaczego ja się czepiam ludzi, którzy przeżywają niewesołe przecież chwile i są prześladowani? Otóż czynię to, albowiem nie chcę znajdować się w grupie naszpikowanej dezinformacją. I wam też nie radzę. Podejrzewam zaś naszych weteranów, że oni nie są do końca świadomi tego w czym uczestniczą i co czynią. A do tego uważam, że aby robić w Polsce politykę prawdziwą, należy tępić dezinformację i konfabulację, która tu stale triumfuje. Co to znaczy w praktyce? Nic fajnego niestety. Wymusza bowiem ta metoda stałe poszukiwanie nowych sposobów porozumiewania się. Czyli, teoretycznie jest to dobry pomysł na powieść SF, której nikt nie napisze, bo warunkiem koniecznym, scalającym naszą grupę jest kolportaż stale tych samych formatów: Bóg, honor, ojczyna, goła baba w kosmosie, Krystyna Skarbek, wszechobecny syf i spiski. I to w zasadzie tyle. Chcąc się uratować i nie wpaść w ręce Gestapo robimy wszystko, by nie tylko nas zauważono, ale jeszcze zgromadzono komplet zarzutów przeciwko nam. Żeby się uratować i żyć, powinniśmy przede wszystkim opuścić ten las pod Berlinem, czyli zrezygnować z komunikacji opartej na wskazanych filarach. No, ale tego nikt nie zrozumie, bo kolportaż treści masowych rządzi się swoimi prawami i zatrzymać go nie sposób. Wiedział o tym dobrze Lech Jęczmyk. Udziela on w swoich wspomnieniach odpowiedzi na bardzo wiele kwestii. Często w formie metaforycznej, bo chyba każdy rozumie, że dobra dezinformacja to 80 procent prawdy i 20 procent fantazji. Nie mówię celowo – kłamstwa, bo wszak gadamy o literaturze SF i człowieku, który nam ją udostępnił. I taką oto historię opowiada pan Lech: aresztowano jakiegoś chłopaka z organizacji podziemnej. Jego dowódca poszedł, wprost z ulicy, na Szucha i poprosił o spotkanie z ważnym gestapowcem. Powiedział mu kim jest i w jakiej sprawie przychodzi. Gestapowiec zdziwił się, ale potem powiedział, że zaraz go każe zamknąć. Tak się jednak nie stało, bo ów dowódca zaproponował Niemcowi taki oto deal. On napisze na kartce nazwisko człowieka, którego chce się pozbyć, potem tę kartkę spali, a człowiek ten zostanie, po wypuszczeniu więźnia, natychmiast zlikwidowany. Niemiec napisał na kartce nazwisko swojego zastępcy. Obie strony dotrzymały umowy.

Nie wiem czy to prawda, ale wrócę do początku i powtórzę raz jeszcze co napisał Lech Jęczmyk:

były to grupy przeznaczone na straty, naszpikowane dezinformacją i zapewniające awans sowieckim agentom w Abwerze

 

No więc przede wszystkim nie możemy ułatwiać awansu sowieckim agentom w Abwerze. My zaś czynimy to stale, nie rozumiejąc w dodatku dlaczego oni awansują. Podpowiadam – naszym kosztem.

Na koniec jeszcze przykład na to, jak działa ta chora optyka. I na czym koncentruje ona uwagę. Mnóstwo ludzi wozi się, bo tak to trzeba nazwać, na śmierci i męczeństwie Witolda Pileckiego. Piszą o tym, opowiadają, ekscytują się torturami jakim był poddany i generalnie popularyzują historię w wersji dla mas i młodzieży. I jakoś nikt nie zwraca uwagi, że w składzie sędziowskim, który skazał Pileckiego na śmierć było dwóch byłych oficerów AK, który w roku 1945 bez żadnych kłopotów znaleźli miejsce w LWP, w dodatku w wojskowym wymiarze sprawiedliwości. Jak to w ogóle jest możliwe? No, żeby to zrozumieć, trzeba innym okiem spojrzeć na historię II RP. No, a jak wiadomo takich rzeczy robić nie można, bo tam zaszyte są wszystkie mity założycielskie naszej współczesnej grupy dywersyjnej błąkającej się w lasach pod Berlinem, w zasadzie bez wyraźnego celu. Na dziś to chyba wszystko. Puszczę Wam jeszcze pogadankę.

https://www.youtube.com/watch?v=9aaZVYv8ecU&t=3s

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  9 komentarzy do “Triumf konfabulacji”

  1. Jeszcze nie przeczytałem do końca, ale tekst poruszający. Poderwał mnie ten Kuroń, bo może nie jest on kluczem do rozumienia świata, to jednak znajomość jego drogi życiowej, idei które forsował, sporo tłumaczą. A jak trudno ten temat omówić, co znam z autopsji – bywa, że powiedzenie o nim podstawowej prawdy przerywa znajomość.

    Jak w tej sytuacji oczekiwać, abyśmy, jako społeczeństwo, zrozumieli znacznie głębiej poukrywane fakty i mechanizmy?

    Podstawą powinna być afirmacja dyskusji, szacunku dla prawdy i obowiązek jej poszukiwania.

    Zdaje się, że taką funkcję – nauczania umiejętności prowadzenia dyskusji, spełniają kółka debatanckie. A może to powinien być podstawowy element edukacji szkolnej, kościelnej i domowej?

  2. Nie wiem, w każdym razie Kuroń to małe miki wobec problemów naprawdę poważnych. Ludzie nie wierzą w jego podłość właśnie dlatego, że triumfuje konfabulacja.

  3. To miałem na myśli. Jesteśmy omotani ściemą, a próbując zrozumieć najprostszy poziom zagadnień, jesteśmy już neutralizowani jak w pajęczej sieci, przewracamy się z powiązanymi sznurowadłami. A gdzie do zrozumienia całości?

  4. Widać to dokładnie po komentarzach na iksie, szczególnie tych bardziej dociekliwych.

  5. Całe lata, na tzw języku polskim, przy omawianiu lektur padło podstawowe pytanie. Co autor chciał powiedzieć. Prawidłowe były tylko odpowiedzi narzucone przez nauczyciela. Nigdy nie udało mi się takiej wzorowej uczennicy czy ucznia wyprowadzić z błędu. Na tej wzorowości robili kariery. Mieli poczucie bezpieczeństwa. Reagowali złością i przybierali ton wyższości, bo oni nauczyli się tego na studiach. Np u samego profesora dziamdzialuńskiego. Co ja tam wiem wobec takiego autorytetu.

    Po prostu nie ważne dla wykształciuchów jak jest naprawdę. Dla nich kategoria”naprawdę” nie istnieje.

    To są pokolenia koślawe i nic im się nie zrobi. Póki żyją i dobrze im się wiedzie, mowy nie ma o zmianie. A z Niemcami dało się żyć, bo to też ludzie -:(. Ręce opadają.

  6. Przy czym każdy powtarza jak mantrę – tylko prawda jest ciekawa

  7. Nawet nie. „Nie mów mi, bo mi się potem pomyli”.

  8. Strach niewolników dobrze traktowanych.

    Czytałam, że np aktualny przewodniczący Xi dręczony okrutnie jako nastolatek przez rozwydrzonych rewolucjonistów, uparcie recytował cytaty z Mao. Pod najgorszymi torturami udowadniał że jest wierny Mao. W końcu go wyrzucili na wieś na reedukację.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)