Sty 222019
 

Współczesny rynek książki, bo szkoda pisać o tym – literatura – przypomina ściek napędzany przez ludzi mącących w nim patykami. To znaczy ta znana wszystkim substancja, co zawsze płynie z prądem jest dodatkowo napędzana lamentem nad upadkiem literatury, obyczajów i w ogóle wszystkiego. I to są te patyki. W istocie chodzi o to, by czytelnicy zwrócili uwagę nie tylko na 50 twarzy Greya, ale także na tych podnoszących sprzedaż za pomocą patyków mącących wodę w ścieku. Innego sensu ten lament nie ma. Dlatego też my tutaj nie uprawiamy takich sportów, ale zastanawiamy się nad innymi kwestiami.

Wczoraj połamała nam się babcia, a ja stanąłem wobec wyzwań, które, w połączeniu z tymi co miałem je przed nosem wcześniej, utworzyły wcale pokaźną piramidkę. I tak patrząc na nią pomyślałem sobie, że skoro, obłożony obowiązkami domowymi, napisałem książkę o św. Stanisławie, a teraz – wolniej co prawda, ale jednak – piszę kolejną o św. Andrzeju, to jakbym tak miał dwa tygodnie spokoju, mógłbym stworzyć awatar i wystartować z nim i jego prozą w jakimś głównym kanale dystrybucji. Kwestia tylko, kto miałby być wydawcą. Na pewno ktoś, kto ma dostęp do takich kanałów i nie stawia zbyt wielu pytań. Jasne bowiem by było, że ja, jako ja, nie mógłbym się ujawnić. Postawiłem sobie zaraz pytanie – po co ludzie piszą książki? Żeby zwrócić na siebie uwagę. Ja jestem szczęśliwie od tego wolny, albowiem lata całe pisania anonimowego, w dodatku w obszarach przez wszystkich pogardzanych, nauczyły mnie dystansu to czegoś takiego, jak zwracanie na siebie uwagi. No, ale to jest powód główny, którym kierują się autorzy. Czy wydawcy lubią, kiedy czytelnicy zwracają uwagę na autora? Zapewne tak, ale jeszcze lepiej jest kiedy zwracają uwagę na wydawcę, a autor pozostaje w cieniu. Okay, ja jestem idealny do odegrania takiej roli. I taka jest też rola awataru – żeby czytelnicy zwracali uwagę na wydawcę, jego politykę i poczynania. Trzeba by tylko ustalić o czym miałby być te książki. Pomyślałem o dwóch obszarach tematycznych – romantyczno-magiczny horror dla dziewczyn albo szydercza historia rozmontowująca na elementy podstawowe marzenia o biznesowym sukcesie w Polsce. Myślałem o tym wczoraj, ale dziś z rana onyx przesłał mi dwa linki, które rozwiały moje marzenia. Linki te świadczą o czymś, czego zupełnie nie brałem pod uwagę – ściek, patyki i mącenie – są traktowane ze śmiertelną powagą. Oto te linki

https://twitter.com/NowyPolskiShow/status/1087056080595750912

https://dziennikzachodni.pl/bestsellery-empiku-2018-nominacje-w-kategorii-ksiazki-oraz-wydarzenie-roku-2018-katarzyna-bonda-remigiusz-mroz-malgorzata/ar/13806590

Jak widzimy w pierwszym linku mamy patyk i tych co zawracają nim bystry nurt rynsztoka, a w drugim sam rynsztok oraz pochylonych nad nim specjalistów od rynku i literatury, którzy zastanawiają się jak to jest możliwe, że popularność zdobywają dzieła z istoty i programowo grafomańskie? Obydwa zakreślone tu zbiory mają także część wspólną, a jest nią, co widać dokładnie, Wojciech Sumliński, który jako jedna z nielicznych osób na planecie Ziemia, posiadł zdolność ideologicznej bilokacji. To znaczy jest jednocześnie niepokornym autorem kryjącym się wraz ze swoimi czytelnikami po bramach oraz pisarzem głównego nurtu startującym w konkursach na najpoczytniejsze książki, wespół z różnymi specjalistkami od seksu oralnego. I wszyscy traktują to nie dość, że naturalnie, to jeszcze serio. Wobec tych faktów staję bezradny i oznajmiam, że nie podpiszę żadnego cyrografu, albowiem szwindel, który zamierza ukryć przed poważnymi pisarzami zły, jest nazbyt widoczny. Jakoś sobie poradzę z tą babcią i jej złamaną szyjką kości udowej. Napiszę może biografię Jana Kochanowskiego? A wydam może jeszcze te „Tajemnice szpiegostwa angielskiego”? Kto to może wiedzieć. W każdym razie muszę się wziąć do roboty, na tym odcinku co do tej pory, bo oferta diabelska jest nie do zaakceptowania w tej formie. Trzeba się jednak trochę bardziej wysilić panowie.

Myślicie pewnie, że nie napisałbym czegoś w rodzaju 50 twarzy Greya? Heh…co Wy tam możecie wiedzieć…No, ale na razie nie, może jak skończę 60 lat, to znowu przyjdzie ta pokusa. Na razie jest jak jest. Linki, które tu zamieściłem, szczególnie ten drugi świadczą jeszcze o czymś – o tym mianowicie, że zbliża się moment, kiedy utworzony zostanie urząd probierczy do spraw literatury. Celowo nie pisze krytyka, tylko urząd probierczy, bo celem tego gremium nie będzie lansowanie trendów, ale wskazywanie palcem, które książki kupować, a których nie. Szczerze Wam powiem, że wolę już to co jest. Niech się te biedne wariatki piszą co im się tam podoba, nie ogłaszają te konkursy na najpopularniejszego pisarza psiarza i pisarkę psiarkę….Niech nie zajmują się poprawianiem jakości, bo dojdzie do tego w końcu, że widoczny w pierwszym linku pan Rola zasiądzie w jednej komisji z Mariuszem Szczygłem i w trosce o jakość polskiej książki naślą na nas jakąś nierozpoznaną organizację (a może i rozpoznaną, ale bardzo skuteczną). Niech się więc wszyscy ci ludzie zajmują tym czym się zajmowali do tej pory. Ja mogę im nawet dostarczać specjalnie okorowane patyki służące do lepszego zawracania nimi rynsztoka i podtapiania co bardziej kompromitujących substancji, które nim płyną….I niech tak zostanie…Lecę, bo nowy nakład przyjechał. A za tydzień dwa kolejne….ale cóż to jest w porównaniu z Greyem i jego twarzami…

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  17 komentarzy do “Grey i jego twarze”

  1. Jeżeli prawdą jest to, co napisał Gospodarz, że Państwo Krzyżackie było sponsorowane przez Anglię, to jest także prawdziwy wniosek, że Krzyżakom zawdzięczamy fakt, iż nadal istniejemy, a to z tego powodu, że przyjęli oni do wykonania zlecenie, które wykonali bardzo nieudolnie. Nie wiadomo, czy to z powodu resztek przyzwoitości, której u Anglików próżno szukać, opieki Maryi – patronki zakonu, ślepego losu czy też ociężałości umysłowej, o której piszą wszyscy, którzy znają trochę Niemców, w każdym razie cała misja krzyżacka z perspektywy czasu to były strachy na Lachy, po których zostały muzea na Mazurach i Pomorzu, i legendy, którymi straszy się dzieci.
    Anglicy nie mogli dublować zadania zleconego Niemcom – jeden zbir nie mógł i nie chciał wchodzić w drogę drugiemu. Jak Germanie mieli swój triumf w Lesie Teutoburskim, w którym pokonali rzymskie legiony, tak samo lasy i bagna Żmudzi stały się miejscem klęski najpierw Anglików, a krótko potem Krzyżaków. Nawet Mikołaj Kopernik lał niemiłosiernie psubratów.
    Krzyżacy zbudowali w Gdańsku drugą po Krakowie najładniejszą starówkę w Polsce i uchronili nas przed losem niewolników i ofiar angielskiego terroru (niechybnie by do tego doszło, wspomina o tym Paweł Jasienica), dlatego należy im się hołd i podziękowanie. Ja już to zrobiłem odwiedzając zamek, siedzibę Wielkich Mistrzów w Bad Mergentheim, gdzie byłem razem ze starszą córką, żeby mogła trochę poznać Heimat. Na koniec zwiedzania przewodnik wskazał leżący na fotelu specjalny eksponat w postaci hełmu i półpancerza i wycieczka składająca się z Niemców i kilku Japończyków jednogłośnie wskazała na mnie palcem, jako najlepiej nadającego się na Krzyżaka, żebym założył je pozując do zdjęcia, co też raźno uczyniłem, żeby nie było wstydu przed córką.
    W Bad Mergentheim jest też świetnie urządzony prywatny ogród zoologiczny i urządzenia zdrojowe.

  2. Jezeli chodzi o Greya to sprawa jest nieco powazniejsza. Jest to wspolczesna wersja ksiazek markiza de Sade, swiadomie promowana w milionach egzemplarzy na calym swiecie i teraz kazde dziecko wchodzace do empiku, zeby kupic sobie kredki, plasteline albo bajeczke MUSI przynajmniej spojrzec na okladke i byc na biezaco z przygodami zboczenca. Nie ma innej mozliwosci, a niektore mamusie nawet sobie to kupia.

    Jakis czas temu zrobilem karczemna awanture dyrektorowi duzej szkoly sredniej na Dolnym Slasku, ze bogato ilustrowane albumy profesora z Wroclawia, ktory cale zycie poswiecil historii i zabytkom Dolnego Slaska sprzedaje sie w towarzystwie przyjazni czegos tam na zapleczu szkoly wprost z kartonow, zamiast na przyklad w empiku w dziale ksiazki regionalnej.

    Honorowe miejsce w empikach jest zarezerwowane dla ksiazek nie przypadkowych, ale to nie znaczy, ze nie mozemy z tym walczyc. Po prostu wiele osob nawet o tym nie pomyslalo.

  3.  romantyczno-magiczny horror dla dziewczyn albo szydercza historia rozmontowująca na elementy podstawowe marzenia o biznesowym sukcesie w Polsce.

    A bez awatara, to najlepsza  byłaby współczesna kontynuacja przygód Szymona de Montfort.

  4. Czy przyjmie Pan zaproszenie Marcina Roli do programu w realu24?

  5. Przez udzial w tych szmacianych targach…

    … u Pelczynskiego ten caly Rola tylko potwierdzil swoja degradacje…  mlody szuka swojej szansy i decyduje sie na udzial w takich degradujacych spedach jak ten w Ladku… widac ze „zmotywowany” jest na szybki sukces i kase…

    … i byc moze zalapie sie na jakies  OCHLAPY  z michnikowego stolu  !!!

    Zaoral sie kompletnie ten „zjednoczony” patrYJota-idiota  !!!

  6. Mlody zobaczy troche kultury w Bad Landeck, napije sie wody siarczkowej i bedzie dobrze, prosze sie nie martwic. W Warszawie tluka sie maczugami z lewica i nie maja koncepcji. Ja bym sie nie przejmowal Rola, natomiast jestem przerazony tym, co sie dzieje w Polsce – zaopatrzenie coraz gorsze, bieda, totalitaryzm jak w latach 1950-tych. Jezeli plastusie obala rzad PiSu i zwyciezy Platforma z Nowoczesna, to chyba beda Polakow sterylizowac za nazizm. Strach sie bac.

  7. Nie wiem, czy Pani zauwazyla, ze w Gdansku w sobote proklamowano samodzielnosc, mozna powiedziec – autonomie regionu. Prezydent Rzeczypospolitej cisnal sie w piatym rzedzie lawek. Byloby to zgodne z planem tworzenia autonomicznych regionow wokol wielkich miast autorstwa Benjamina Barbera, o czym mowil Grzegorz Braun. Owsiak i WOSP to tylko dekoracje. Liczy sie koncepcja.

  8. Starówki ….

    Jedną z najładniejszych jest lubelska. W porównania do wydrylowanej toruńskiej czy gdańskiej czaruje lekkością i wdziękiem, powstając niemalże z popiołów. Czyli z dzielnicy slumsów przeobrażając się w skupisko pięknych hoteli butikowych i lokali gastronomicznych.

    Architektura Pomorza jest poprawna i solidna, ale jednocześnie przygnębiająca. Po przekroczeniu dawnych linii granicznych krajobraz uwalnia się od wesołej, wolnej polskiej zabudowy. Pojawia się przygnębiająca typizacja, szereg, czerwona cegła.  Ponure dziedzictwo kojarzące się z czymś bezwzględnym. Złym.

    I trzeba wiedzieć, że ciasne miasta, czyli obecne starówki, były kiedyś miejscem niezbyt luksusowym. Wylęgarnią smrodu i chorób. Miejscem luksusowym był dwór, otoczony przestrzenią, przyrodą, wypełniony komfortem i kulturą.

    Afirmację kultury krzyżackiej widziałem na wystawie w Krokowej. W dawnym majątku wspomina się przeplatane losy niemieckiej rodziny właścicieli. Dzieje ich synów z polskiej i niemieckiej armii. Słodki pejzaż. Zdemaskowany chyba przez Panią Wernikowską – tą od aborcji? W tym wypadku ładnie pojechała. Ujawniła co najmniej obojętność wobec niemieckich wybryków w pobliskich lasach – do Piaśnicy parę kilometrów, a także obecne wykupywanie dawnych gruntów w porozumieniu z lokalną władzą. W tym kontekście bajeczki o pozytywistycznym krzyżackim osadnictwie wydają się co najwyżej kolejnym kręgiem manipulacji.

    Oj Panie Alfred, Pan chyba nie zdejmuje tej krzyżackiej bielizny…. jak w tej scenie  z jakiegoś polskiego filmu czy sztuki, gdy na koszuli podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Krzyżaków i rozebranego przed pojedynkiem gościa zobaczyliśmy czarny krzyż 🙂

  9. Ferdkowi chyba lepiej smakuje wurst i stąd te pro teutońskie treści.

  10. Jak wspominał znajomy po dłuższym pobycie na robotach w niemczech – ponury naród, bekający golonką, kompletnie pozbawiony humoru. Co prawda roboty odbywały się w enerdowskich zakładach mięsnych, ale zawsze jest to przekaz z pierwszej ręki.

    Wjazd do NRD i na tereny po NRD zawsze był traumą. Po polskiej stronie w Zgorzelcu w letnie wieczory spacerowały tabuny zgranych sarenek, po niemieckiej było tylko ciemno i pusto.

    W dawnym RFN owszem, było weselej, trochę szybsze samochody rześko pruły po autostradach, ale naprawdę trudno było zobaczyć kobietę przyciągającą wzrok. Zdecydowanie przeważały kobiety podobne do mężczyzn, ubrane w luźne dresy. Nie wiem, czy ten styl był uzgadniany z chińską partią komunistyczną (uzgodnienia programowe, prawa autorskie?), ale robił wrażenie umundurowania. Nie wiem też na ile depresja spowodowana brakiem urodziwych kobiet pcha niemieckich mężczyzn do warsztatów i fabryk, gdzie mogą do woli tłumić frustrację i spalać nadmiar energii?

    Kwintesencją niemieckiej kultury są niemieckie pornosy. Nie oglądam pornosów, niemieckich w szczególności, ale jakieś podstawowe pojęcie mam. Nawet zdarzyło mi się kiedyś odwiedzić St.Pauli w Hamburgu. Poza biednymi kobietami na wystawach szokowali zaganiacze do knajp i przybytków. Faceci o wyglądzie goryli, masywni i przysadziści, wydzierający się jak w czasie łapanki prawie, że wciągali ludzi z chodników do środka. Wracając do ich pornosów – jak świetnie je spointował kolega, sprawdzają się do regularnie powtarzalnego jęku „Ja, ja, schneller, schneller!”.

    Czy takiej wyższej kultury życzy Pan redaktorowi Roli w Lądku Zdroju?

  11. Bolszewicka propaganda książki i edukacji nie wymaga komentarza. Natomiast z następnych ilustracji z mojej składanki na uwagę zasługuje tłum autorów przed okienkiem i kosz, gdzie lądują materiały dostarczone przez ten tłum. Oczywiście naciągnąłem kontekst, ale muszę oddać cześć wybitnemu angielskiemu ilustratorowi Henry’emu Furniss. Te jego ilustracje znalazły się w pierwszym numerze angielskiego magazynu literackiego z roku 1883, a czternaście lat później w książce „Romans Poczty”.

    W tym pierwszym numerze magazynu, który przeglądałem wczoraj, umieszczona jest też kopia obrazu z promieniami słońca, która nie ma wiele wspólnego z dzisiejszym wpisem Gospodarza, ale ma coś wspólnego ze zdjęciem, które zrobiłem kilka dni temu. Zdjęcie zrobiłem podczas jazdy samochodem, ale nawet gdybym się zatrzymał, ustawił statyw i parametry oraz filtry, to nadal pędzel malarza wygra.

    Sztuka i fotografia

  12. Nominacje w kategorii wydarzenie roku 2018 – „Kler” Smarzowskiego, brak pytań. Z książek Sumlińskiego przeczytałem tą o związkach Komorowskiego z WSI, dawno temu zresztą, jak jeszcze mało kto wiedział kim jest ów pan. Nie mam zdania, ponieważ książka napisana bardzo emocjonalnie, jako relacja z trudnych przeżyć autora(nie chcę oceniać), ale jedno wiem, książka nie umywa się do tych które kupuję z Kliniki Języka, zresztą mało co można porównać, oczywiście oprócz dobrej naukowej literatury.

  13. Zdjęcie jest fantastyczne, obraz przy nim to nędzny szkic. Zresztą malarz też nie miał łatwo, bo takie zjawiska na niebie nie trwają długo.

  14. Zawsze wygra światło, które tworzy kompozycję, wnika między chmury, rozszczepia się na konarach, przenika przez witraże, tańczy ciepłym płomieniem na ścianach, obrazach, dekoracjach.

    Kiedyś uchwyciłem niesamowite przenikanie światła przez wielokolorowy witraż w jednym z sanktuarium. Seria zdjęć pozwoliła wybrać to jedno niezwykłe. Na którym widać nie witraż, a barwną, piękną kompozycję kształtów z naniesionymi cieniami przylegającego parku. Kompozycję stworzoną na krótką chwilę przez niepowtarzalne światło…

    Dobrzy fotografowie mają dar wychwytywania tych niepowtarzalnych momentów, szybko i intuicyjnie. I tego im trochę zazdroszczę.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.