W orku 1966, na trzy lata przed moim urodzeniem, na ekrany kin weszły filmy po takimi właśnie tytułami. Nie obejrzałem ich nigdy. Najbardziej żałowałem „Kobiety węża”, bo ciągle ktoś o tym filmie opowiadał i nawet puszczali go w kinie nocnym, ale matka zabraniała mi takie rzeczy oglądać. A do tego jedna pani na naszej ulicy nazywana była tak właśnie – kobieta wąż. Powody były i są jasne, osoba ta jednak skończyła tragicznie, jak prawdziwa kobieta wąż. Ponoć zasnęła, po alkoholu, z zapalonym papierosem na jakieś otomanie czy wersalce. Mniejsza, znam to tylko z opowiadań.
Wczoraj przypomniałem sobie o kobiecie wężu i wreszcie mogłem zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa, to znaczy mogłem zobaczyć jak ona wyglądała. Nieźle – powiem Wam. Jak byłbym dzieckiem schowałbym się na ten widok do szafy. No i jak już zacząłem śledzić te filmy z lat sześćdziesiątych, to trafiłem na Rasputina, szalonego mnicha. Zagrał go Christopher Lee, ten sam co zagrał Sarumana, a więc mamy tu niezły pomost między dawnymi, a nowymi laty. Jak wiadomo Griszka Rasputin nie był żadnym mnichem, tylko kreaturą niemieckich pracowni hipnotyczno-okultystycznych, nie wiadomo nawet czy rzeczywiście spławiał to drewno na Irtyszu, czy może mieszkał gdzieś pod Moskwą i wywleczono go z chałupy pewnego dnia, widząc jakie ma możliwości oddziaływania na kobiety.
No, ale do sedna. Cała nasza współczesna komunikacja to pochodna tych dwóch obrazów – kobieta wąż i Rasputin szalony mnich. Łatwo to udowodnić. Wczoraj podałem tu liczne przykłady kobiet-węży. A raczej gadów, bo w języku angielskim ten film nazywał się po prostu – Gad. I chodziło w nim o to, że jedna pani, wskutek tajemniczych malajskich rytuałów, przemieniała się okresowo w węża i musiała kogoś ukąsić. Potem zaś się spaliła, podobnie jak ta nasza kobieta wąż, co mieszkała sześć domów ode mnie.
Dziś wszystkie wyzwolone kobiety biorą udział w jakichś rytuałach i żadna się nie boi, że zostanie zamieniona w węża. Ja bym im jednak radził, żeby się zastanowiły i powróciły do tego filmu. Na pewno można go gdzieś obejrzeć. Nie wolno bowiem, całkowicie wbrew faktom, przypisywać sobie różnych mocy, bo jak człowiek raz zacznie, to ani się obejrzy, a z tej drugiej strony, przyjdzie odzew. Nie wiadomo jednak tylko czy oczekiwany. I zamiast nadludzkich możliwości w zakresie uwodzenia i sprawowania władzy nad płcią przeciwną i tożsamą, spadnie ta taką jakieś brzemię, którego ona nie pojmie nawet w swoim biednym umyśle. No, ale nie znęcajmy się nad dziewczynami za bardzo. Bo one same zrobią to znacznie lepiej i z większym wyrafinowaniem, co dobrze było widać wczoraj na linkowanych tu nagraniach.
Przejdźmy do Rasputina, szalonego mnicha. Wczoraj były jego urodziny. Jestem bowiem przekonany, że takim szalonym mnichem, opisywanym całkiem nie a propos realiów, był i jest nadal prezydent Wałęsa. On się trochę różni zarówno od prawdziwego Rasputina, jak i od Christophera Lee, ale nie ma ten fakt większego znaczenia.
Wałęsa miał urodziny i przez sieć przeleciały jego zdjęcia z Palikotem, a także ze Stonogą. Na tym zdjęciu z Palikotem widać, że na ścianie za nimi wisi kopia „Ostatniej wieczerzy”, a tam na tym obrazie jest Jezus i apostołowie. No i Jezusem jest sam Wałęsa, a Judaszem Jarosław Kaczyński.
Przedwczoraj zaś pokazali Tuska, jak siedzi w studio, które jest kopią studia Kanału Zero i przemawia. Nie wiem, kto to Tuskowi doradził, ale wygląda na to, że zafundowaliśmy sobie dwóch Rasputinów, szalonych mnichów. Metoda jednak komunikacji z narodem jest tak sama i zasadza się na poczuciu wybraństwa. Co, mniej więcej, czuje Wałęsa, każdy może sobie wyobrazić, a większość rozumie to od dawna, czyli od momentu, kiedy puszczono sławne nagranie, w którym uznał się on za potomka cesarza Walensa. Co miał w głowie Tusk, próbując udawać Stanowskiego, doprawdy trudno zgadnąć. Sądził, że ukradnie Stanowskiemu trochę popularności? Że go ta aranżacja przeniesie w jakieś inne, lepsze światy? Że zamieni się w węża? Nie mam pojęcia. Wnioskuję jednak, że ludzie z jego otoczenia są jeszcze głupsi niż ci z otoczenia prezydenta Dudy. Być może w ogóle nie są Polakami, ale – na przykład – Malajami, jak służący ojca kobiety węża. No, może mnie poniosło, pewnie są Niemcami, a Tuska traktują jak niemiecka agentura Rasputina w Rosji przed I wojną światową. Tyle, że wątki dotyczące orgiastycznych ekscesów trzeba było wygumkować, bo co innego jest na fali. Niemcy zaś rozumieją tyle, że jak coś się Polakom spodoba i robi zasięgi, to wystarczy zrobić coś identycznego i osiągnie się identyczny efekt. Niesamowite.
Wróćmy teraz do dziewczyn. Nie wiem czy zauważyliście, a powinniście, bo były niedawno jej urodziny, że Oriana Falacci, która nadaje się wprost modelowo na ikonę świadomej kobiecości, w ogóle nie jest brana pod uwagę, jako przykład i wzór do naśladowania dla feministek i różnych węży. Zaskakujące, co nie? Pewnie dlatego, że Oriana nie była wężem, już prędzej lwem. Postać o takiej mocy i takich osiągnięciach w dziedzinie komunikacji, powoli odchodzi w zapomnienie. Jeśli ktoś ją już przypomina, to z pewnością nie jest to żadna kobieta związana z lewicą czy ruchami feministycznymi. Bo Oriana była dowodem na to, że żadnej opresji, która dręczy kobiety nie ma. Przeciwnie, mają one – o ile posiadają zdolności i są pracowite – wiele bardzo do zaprezentowania. I nie widać, ani jednego powodu, by miały w czymkolwiek ustępować mężczyznom. Napisałem – o ile posiadają zdolności i są pracowite? Tak właśnie. I tu jest pies pogrzebany – da liegt der Hund begraben – jakby powiedzieli doradcy premiera Tuska. W całym bowiem, opisanym wczoraj projekcie o nazwie „Wszechmocna w…”, chodzi o to, by promować osoby pozbawione jakichkolwiek zdolności w sposób demonstracyjny, a także by ową demonstrację wzmocnić nachalnym i roszczeniowym lenistwem. To zaś doprowadzi kobiety do stanu pożądanego przez organizatorów tej hucpy, czyli intelektualnych ameb, które można wypasać jak świnki nad rzeczką, od czasu do czasu smagając je po zadkach witką z wierzby. Bo taki jest istotny cel feminizmu – degradacja płci, zwanej do niedawna piękną. Jej wyniesienie i szczególne traktowanie bowiem bardzo przeszkadza w zdobyciu i utrzymaniu władzy nad całym, ludzkim stadem.
W tym samym czasie populację męską tresować mają różni hipnotyzerzy w typie Tuska i Wałęsy, Palikota i Stonogi. I tylko jedna rzecz różni metody opisane wyżej, jest nią wyraźny przymus. Ten zaś widoczny jest bardziej w przypadku facetów. Od pewnego momentu wiara w to, że Wałęsa jest bohaterem nosi cechy przymusu, ktoś tym steruje zza weneckiego lustra. Podobnie jest z Tuskiem, Palikotem i Stonogą. Ludzie, którzy się z nimi pokazują, czynią to pod przymusem. W projekty typu „Wszechmocna w…” dziewczyny są wkręcane i biorą w tym udział z własnej woli. Co nie znaczy, że należy im współczuć, bo wszyscy wczoraj mogli się przekonać, że to zła i wiodąca na manowce droga.
No więc zarysował nam się program polityczno-obyczajowy dający się streści w słowach krótkich i ciężkich od znaczeń. Węże do wora, szaleni mnisi nad Irtysz, do spławiania drewna…Im szybciej wszystkich tam skierujemy tym lepiej.
Mamy nowy tytuł w sklepie
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/
A raczej dwa
I śladowe ilości innych tytułów
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/bonerowie-krakowska-rodzina-soprano/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zywot-sw-ulryka-biskupa-gerhard-z-augsburga/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-dziejow-wspolzawodnictwa-anglii-i-niemiec-rosji-i-polski/
Niestety mamy awarię na SN, tekstu nie mogę wkleić
A ci z tego oświadczenia: Ks. Adrian z Jarosławia uhonorowany Medalem Misji Jana Karskiego, do której kategorii należą?
😉