Jak wiadomo z kobietami nie ma żartów. To znaczy, one bardzo chcą, żeby je zabawiać różnymi historiami, ale potem – niczym Papuasi uprawiający kult cargo – próbują naśladować wygłupy, przy których się śmiały, ale wychodzi to średnio. Dlatego właśnie powaga przystoi im bardziej, a jeśli już żart to taki bardziej intelektualny i ostry. Joanna Kołaczkowska, ze względu na swoje warunki fizyczne była tu wyjątkiem, ale nie radzę żadnej kobiecie, by próbowała ją naśladować. No, ale wracajmy do tej powagi. Przypomniała mi się taka oto historia, z czasów kiedy prowadziłem rubrykę porad seksualnych w tygodniku „Pani domu”. Szefowa wysłała mnie na konferencję o tamponach prowadzoną przez zacną panią profesor z Niemiec, wyglądającą, jakby przed chwilą przyjechała z Auschwitz, gdzie prowadziła różne ciekawe eksperymenty. Na sali ze 40 pań i ja jeden, młodzieniec lat dwudziestu sześciu. Pani profesor pokazuje slajdy. Na pierwszym – zajmującym pół ściany – narządy płciowe 12-latki. Pół ściany – powtarzam. Potem było jeszcze lepiej. Pani z Auschwitz przez półtorej godziny opowiadała o zaletach tamponów. Na koniec były pytania. No i wtedy – pamiętam jak dziś – wstaje dojrzała całkiem, na oko, dziennikarka i mówi – a czy jak się te tampony tam wprowadza, to nie można czasem uszkodzić śluzówki? Otworzyłem usta ze zdumienia, a miałem już lat 26 i myślę sobie, łaskawa pani, nie takie rzeczy tam się wprowadza i nic się nie dzieje. Wiem to wszak z listów od czytelniczek i czytelników, a więc z pierwszej ręki. Byłem przekonany, że po tak głupim pytaniu pani profesor z Niemiec powie coś rozbrajającego, a koleżanki dziennikarki, siedzące na sali, w półmroku, zaczną się krzywo uśmiechać i ironizować. Nic takiego się nie stało, zaległa grobowa cisza. A ta nieszczęsna Niemka z całą powagą zaczęła tłumaczyć, że tampon nie jest groźny dla śluzówki. Na koniec był poczęstunek i powiem Wam jedno – nigdy nie idźcie na żaden wypas, gdzie gros uczestników przyjęcia stanowią dziennikarski pism kobiecych. Widok bowiem hien goniących ranne cielę antylopy gnu po sawannie, to jest widok przyjemny, w porównaniu z posilającymi się dziennikarkami. I przy tej wyżerce ja sam postanowiłem trochę poironizować, albowiem byłem młody i głupi. No i zażartowałem z tych tamponów. I wiecie co? Od razu poczułem się jak to ranne ciele antylopy gnu na sawannie. Ujrzałem bowiem pytające spojrzenia całego stada hien. A za tymi spojrzeniami czaiło się pytanie – What the fuck?!
– Dlaczego więc dziś – stary durniu – zapyta ktoś – kiedy już wiesz wszystko, wracasz do takich tematów? Czynię to, nie z tego powodu, że dziś nie jestem już młody i głupi, ale za to stary i pie…nięty. Czynię to, albowiem zrozumiałem, że nie ma wyjścia. I nie ma co okazywać litości ani stadu hien, ani nawet pojedynczym osobnikom tego gatunku, choćby wiązało się to z wielkim ryzykiem.
Oto z samego rana na portalu WP powitała mnie informacja o konkursie zatytułowanym „Wszechmocne w…”. Zawody te mają wskazać na naprawdę wybitne i zasłużone kobiety, które działają w różnych newralgicznych obszarach i poprzez swoje działania powiększają dobrostan nas wszystkich. Niesamowite to jest. Niesamowite i groźne. Dlatego dałem taki tytuł, silnie korespondujący z pracami naukowymi pisanymi na studiach gender. Na początek przed oczy wskoczyła mi profesorka Urszula Glensk z Wrocławia, która startuje w konkurencji – wszechmocna w dziennikarstwie. Napisała ona książkę pod tytułem „Pinezka. Historie z granicy polsko-białoruskiej”. Wymienia tam z imienia i nazwiska ofiary nieludzkiej polityki PiS, które umarły na tej granicy i zostały pochowane jako NN. Tych ofiar jest ponoć 54, ale profesorka twierdzi, że nawet więcej. Jej największą zaś zasługą i wszechmocą była opieka nad 18 letnim uchodźcą z Ghany o imieniu Justlord….Uchodźca z Ghany, na granicy polsko-białoruskiej nazywa się Justlord?! No tak, bo tam się ludzie dziwnie nazywają. Ja kiedy sam słyszałem o Ghańczyku, co się nazywał Hitler. No, ale on akurat nie trafił na granicę polsko-białoruską, bo gdyby nawet wyjechał z Ghany nikt w Rosji i na Białorusi nie pozwoliłby mu na przekraczanie żadnych granic. I jego z całą pewnością pochowano by jako NN, gdyby umarł. Nie trafiłby też do mieszkania dobrej profesorki, bo jak potem wręczyć takiej nagrodę za „wszechmocność”? Przecież wpuściła do domu Hitlera i jeszcze się nim opiekowała.
Oczywiście profesorka Glensk nie zająknie się ani półsłowem dlaczego uchodźcy znaleźli się akurat na tej granicy. Za to rozwodzi się szeroko na temat katastrofy klimatycznej w Jemenie, gdzie temperatury sięgnęły w tym roku plus 50 stopni. I co? Z tego powodu Jemeńczycy masowo wyjeżdżają do Polski, gdzie najniższa temperatura zimy2021/2022 to minus 17 stopni? Najwyraźniej tak, a tampony, jak widzimy mogą uszkodzić nie tylko śluzówkę pochwy, ale także mózg. Temperatura w Jemenie zaś, co roku sięga plus 50 stopni.
No, ale wracajmy do tego całego Justlorda. Ona się nim opiekowała, a on mówił do niej mamo. Chciał zostać piłkarzem, ale odmroził sobie stopy i częściowo mu je amputowano. Próbowałem dowiedzieć się od groka, gdzie Justlord dzisiaj pracuje, ale on tego nie wie. Szkoda, moglibyśmy sprawdzić w jaki sposób ubogaca naszą kulturę.
W tej samej kategorii – wszechmocne w dziennikarstwie – startuje pani, która przeprowadziła wywiad w TVN z Martą Nawrocką. Udowodniła bowiem, że można kulturalnie pokierować spotkaniem, w którym poruszane są kontrowersyjne tematy. Niesamowite…
W kategorii – wszechmocna w macierzyństwie – znajduje się pani, która napisała serię książek „Mikrowyprawy z Warszawy”. O tym, jak zagospodarować weekend rodzinny, żeby się nie nudzić. I tego bym się akurat nie czepiał, ale nie bardzo wiem co ten projekt, sympatyczny ale dość oczywisty, ma wspólnego z wszechmocą.
Idźmy jednak daje. Wszechmocna w macierzyństwie chce być także ta pani
Jak widzimy sprawa jest poważna, bo pani Zuza gromadzi wokół siebie istoty zaburzone, którym chce pomagać. I nie tylko ona tak czyni, bo inne panie startujące w tym konkursie robią podobnie. To znaczy gromadzą społeczność, która żywi się kontrowersjami. Jedna pisze, na przykład, o macierzyństwie od kuchni. Czyli opowiada o powszechnie znanych sprawach, które każda rodzina wychowująca dzieci zna z autopsji i czyni z tego danie de luxe. Kajtuś narobił w pieluchę, Zosia wymiotowała, kotek zjadł śniadanie tatusia…same słodkości i przymilności.
Mamy jeszcze inne kategorie – wszechmocne w sztuce, gdzie startuje cała plejada istot domagających się uwagi, a także wszechmocne w biznesie, w popkulturze oraz w sieci. Tam jedną z kandydatek do wszechmocy jest Milena Bijata. Oto jej występ
https://www.facebook.com/watch/?v=2342177713266402
Próbuje się z nią ścigać Asia Kornelia
https://www.youtube.com/watch?v=fs2AJBmB-5M
A także Marta Gajewska
https://www.youtube.com/shorts/2ufUPdIr0lI
I ja na tym poprzestanę, albowiem i tak nie ma szans bym omówił wszystkie kandydatki do wszechmocy. Pora więc nad posumowanie.
Profesorka co opiekowała się Justlordem, ma na koncie jeszcze jedno osiągnięcie – wraz z innymi postępowymi profesorami wyciągnęła na jakimś mitingu transparent z napisem – Morawiecki przestań mordować uchodźców. Tenże Morawiecki, morderca uchodźców, przyznał jej wcześniej Nagrodę Prezesa Rady Ministrów. Nie słyszałem, żeby profesorka oddała mu ją czy też wręcz rzuciła mu ją w twarz. A było kilka dobrych okazji.
To co widzimy, cały ten konkurs, to niespełnione marzenie Józefa Orła i Macieja Świrskiego z lat 2012-2014 czyli klaster. Podporządkowany centrali zestaw osób porządkujących myśli i reakcje na określonych obszarach. Prawicowy klaster nie mógł się udać, bo siła indywidualności na prawicy jest zbyt duża. Udał się za to na lewicy. I nie muszę tłumaczyć dlaczego, prawda? Dodam jeszcze tylko, że to nie te nieszczęsne wariatki są groźne, tylko organizatorzy tego konkursu. Kościół zlecając władzom świeckim polemikę z libido dojrzałych kobiet w średniowieczu i wczesnej epoce nowożytnej dobrze o tym wiedział. Każdy też zdawał sobie sprawę, że nie da się tych kobiet uratować. Są one bowiem w znacznie bardziej opresyjnej sytuacji i w znacznie gorszym położeniu, niż te wszystkie Justlordy i Hitlery na polsko-białoruskiej granicy. Tylko o tym nie wiedzą. Oni mogą zawrócić i towarzysze odeślą ich do Ghany czy Jemenu, a tam z pewnością niczego sobie nie odmrożą. Dla kobiet, które uwierzyły w swoją wszechmoc, nie było i nie ma niestety ratunku. Problem jest taki, że szatan, który zorganizował ten konkurs dobrze wie, iż nikt dziś nie zbuduje żadnego stosu. I nie będzie żadnych wyroków. Wszechmocne zaś nie będą polemizować z takimi jak my, ani nawet słuchać tego co mamy do powiedzenia. Nie po to dano im przecież wszechmoc, by słuchały, ale po to, by władały. Zaklęcia są ważne, nie można ich nawet wyszydzić, bo bronią ich milionowe zasięgi. Tampon jest groźny dla śluzówki, biedne wariatki są śmieszne, choroba psychiczna to towar, agenci to uchodźcy, a wolność to opresja.
Wobec tak dobrze widocznego spozycjonowania planów na organizację całej sieciowej i poza-sieciowej komunikacji, nie można milczeć i liczyć na to, że się opamiętają. Nie zrobią tego. Jeśli chcecie się przekonać idźcie na galę, po zakończeniu konkursu i sprawdźcie jak będą jadły. To Wam wyjaśni wszystko.
Mamy nową książkę
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/
A także resztki nakładów
2 egzemplarze Pomorza
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-pomorza/
Jeden egzemplarz Wielkiej wojny pruskiej
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/o-ujscie-wisly-wielka-wojna-pruska-adam-szelagowski/
Jeden egzemplarz Bitwy o Warszawę
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/bitwa-o-warszawe-1944-major-zbigniew-sujkowski/
Jeden egzemplarz Kresów polskich w niebezpieczeństwie
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/polskie-kresy-w-niebezpieczenstwie-pod-wozem-i-na-wozie/
I dwa egzemplarze Indii w płomieniach
O, ciekawe. od zawsze boję się babskich konwentykli. Zawsze się wyrwę z czymś ironicznie zabawnym. Niestety zabawnym tylko moim zdaniem. Panie w grupie zawsze śpiewają wg ustalonego w konkretnej grupie zapisu.
Źle się wyrwałeś z uwagą.
To stała moja przypadłość
Nie zrozumiałeś kontekstu. Z jednej strony panie mogły mieć poczucie miłego powrotu do wieku niewinności. Naszarpały się w życiu prywatnym. Odpoczywały być może w takiej atmosferze. Pytająca pani mogła myśleć z troską o kimś młodym z rodziny. Itd.
Lepiej się nie wyrywać z wiedzą zaczerpniętą z kompletnie innych obszarów.
Jak wiemy, najlepiej się nie odzywać.
„Kurwość losu w rodzicielstwie” – audiobook
Takie coś można kupić u p. Skrzyńskiej na jej stronie. 6 dyszek.