paź 272024
 

Wszystkie drogi prowadzą do Indii. I ja to postaram się dziś udowodnić po raz kolejny. Kilkakrotnie wspominałem tu o znakomitej, ale bezbożnej książce, „Imperium duszy”, która opisuje Indie z lat siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, ze wszystkimi ich patologiami. Kraj ten – przez dwadzieścia lat nie zmienił się wcale – tak wynika z tekstu. Jeśli coś dodano do Indii, to trochę technologii i Bollywood. Każdy kto czytał wydaną przez nasze wydawnictwo książkę „Wielki żywopłot indyjski” od razu też zrozumie o co mi dziś chodzi, bo tam patologie Indii są opisane równie dosadnie. A ja mam bardzo świeży przykład dotyczący Indii, który świadczy o tym, że kraj ten jest dowodem na trwałość dystrybucji i jej przewagę nad produkcją. Indie bowiem produkują i dystrybuują od tysięcy lat różne przedmioty i idee, dystrybuują także jedne z najtrwalszych złudzeń. Są one twarde jak skała. Nie można nikogo przekonać, że kraj ten to nie imperium duszy, jak chciał Paul Wiliam Roberts, nieżyjący już autor książki o takim tytule. To imperium technologii, imperium hierarchii, złota, podstępnych mechanizmów sprzedażowych, słowem wszystkiego, co jest zaprzeczeniem duszy. No, ale dziś nie o tym, albo nie tylko o tym. Kolega mojego syna, wiedziony pragnieniem zwiedzenia Indii wylądował na lotnisku w Delhi, a to co go spotkało, zostało mi opisane w dokładnie taki sam sposób w jaki opisał to Roberts w swojej książce. W pewnym momencie zobaczył on – Roberts – stojącego po środku hali przylotów, spoconego niemiłosiernie człowieka w stroju europejskim, który darł się na cały głos – tu można, kurwa oszaleć!!! Urzędnicy zaś celni przyglądali mu się z życzliwym zainteresowaniem. Kolega mojego syna zaś trafił na życzliwego człowieka, który chciał mu pokazać drogę do autobusu. Ostrzegł go jednak, że miasto jest dziś zablokowane z powodu strajku, a policja sprawdza przepustki cudzoziemców. Trzeba mieć przepustkę, bo jak w drodze do centrum zatrzymają autobus i każą wysiąść tym, co nie mają przepustek, to mogą oni nie zdążyć zabrać bagaży, albo wręcz policja im to uniemożliwi. Przejęty do głębi kolega mojego syna, zapytał co robić? W międzyczasie pojawiło się jeszcze dwóch życzliwych Hindusów, którzy potwierdzili słowa tamtego i doradzili by wziąć taksówkę, czyli taką pierdzącą rikszę i pojechać do punktu obsługi turystów, gdzie wydają przepustki. Kolega syna tak właśnie zrobił. Na miejscu, w tym punkcie, a jak raz nie było tam nikogo poza czterema pracownikami w okienkach, potwierdzili, że przepustka jest konieczna. Można ją jednak uzyskać w innym punkcie informacji turystycznej, na drugim końcu miasta. Kolega lekko się zdenerwował i zaczął coś podejrzewać, ale właściciel pierdzącej rikszy zadzwonił chyba do samego ministerstwa i tam jakaś miła pani potwierdziła, że jest tak, jak mówią – blokada miasta, konieczne przepustki. Już, już mieli jechać, ale nagle tego kolegę olśniło i zadzwonił sam, z własnej komórki, na lotnisko, gdzie wylądował. I tam mu powiedzieli, że żadnej blokady nie ma. Wtedy zorientował się, że wszyscy ci ludzie, którzy okazywali mu życzliwość, są członkami zorganizowanego gangu, który potrafił na oczach zdumionego turysty, w biały dzień, zamarkować działanie instytucji państwowych, tylko po to, by okraść go z kart kredytowych, gotówki, wszystkiego co ma jakąkolwiek wartość, a może i zabić, gdzieś na tych peryferiach, gdzie niby mieli niby wydawać te przepustki.

Po co ja o tym wszystkim piszę? Albowiem znajdujemy się dziś w identycznej sytuacji. A mało tego, z krótką przerwą na ostatnie osiem lat, znajdowaliśmy się w identycznej sytuacji od końca II wojny światowej. Nikt jednak tego nie zauważył. Bo nie było nikogo, kto przez urzędowo kolportowane złudzenia i systemowe oszustwo przebiłby się do prawdy. I niech mi tu nikt nie zaczyna filozofować, że światem rządzi oszustwo, bo wyleci. Rządzi, ale tylko czasem, bo rządzić nie musi. Na owo rządzenia składają się bowiem pewne okoliczności. No, ale o tym w innym tekście.

Każdy kto rozmawiał kiedykolwiek z komuszym pomiotem, szczególnie z Warszawy, ten wie, że ludzie ci gawędzą z obcymi wyłącznie o sprawach wzniosłych i powszechnie istotnych. Jeśli oczywiście w ogóle gawędzą, bo przeważnie nie muszą tego czynić, albowiem wszelkie czynności związane z komunikacją załatwiają we własnym gronie, bardzo hermetycznym. Jak Hindusi wyższych kast.  Jeśli już wychodzą do ludzi, to znaczy, że dostali takie polecenie, albo czegoś potrzebują. Zwykle na początek zaczynają pieprzyć o duszy. Zupełnie, jak Roberts w swojej książce „Imperium duszy”. Kiedy próbujemy im tłumaczyć, żeby przestali, bo nie nabieramy się na te numery, tracą dla nas zainteresowanie. Po prostu przestajemy istnieć dla nich jako ludzie i byty ożywione. Znaczymy tyle co przydrożny kamień. W tym zachowaniu komuszy pomiot bardzo przypomina mieszkańców Bliskiego Wschodu, wciskających na siłę jakiś towar frajerom, albo wmawiający im, że mają do zaoferowanie extra usługi na zapleczu. Kiedy nie wyrażamy zainteresowania, zamieniamy się dla nich w powietrze.

Obecnie znajdujemy się w takim momencie, że komuszy pomiot nie ma wyłączności na kolportaż treści niezwykłych, a więc denerwuje się i sapie, że za mało osób ogląda jego popisy na różnych kanałach YT, czy też w telewizjach wszelakich. Można to obserwować właściwie codziennie. Ludzie, którzy przez całe życie nie musieli troszczyć się o nic, o żadne podstawy bytu, rozprawiają teraz w mediach o problemach mieszkaniowych młodych. Ja o tych problemach słucham już 30 rok. I już na samym początku tego słuchania postanowiłem sam rozwiązać swoje mieszkaniowe problemy, co też mi się udało. A użyłem do tego metod niekonwencjonalnych, jedynych jakie były mi dostępne. Wszystkie bowiem konwencjonalne metody pozyskania lokum były i są nadal kontrolowane przez komuszy pomiot. Prowadzący jednocześnie przemądre pogadanki o tym, jak to ciężko jest młodym zdobyć to podstawowe dobro jakim jest mieszkanie. Istotna treść tego komunikatu, powtarzanego, podkreślam od 30 lat jest następująca: istnieją hierarchie, wy jesteście nikim, możecie tylko ten fakt przeżywać i zadłużać się na naszą rzecz. Wasza sytuacja nie zmieni się nigdy.

Podobnie jest w przypadku innych komunikatów emitowanych przez komuszy pomiot. Są one skonstruowane na takiej samej zasadzie, jak komunikaty cyganek, które chcą wróżyć przechodniom pod Domami Centrum, tylko oprawę mają lepszą.

Największym wrogiem komuszego pomiotu są więc ludzie, którzy kreują inne obszary komunikacji, nie związane – jak cyganki – z tradycją i kulturą Indii, albo wiązane w sposób odmienny, wskazujący na inne, bardziej autentyczne hierarchie niż ta spod lotniska w Delhi, którą dziś w Polsce naśladuje komuszy pomiot.

No i teraz patrzcie – w miejscu gdzie dawniej grasowały cyganki, okradające ludzi w biały dzień, na oczach policji, komuszy pomiot postawił to całe muzeum sztuki nowoczesnej. Celowo piszę to z małych liter. W miejscu tym, ludzie nie rozumiejący jaki interes ma do nich komuszy pomiot, będą zostawiać swoje pieniądze, tracić czas i nerwy przekonując innych, że zawartość tego pudła to sztuka. Jaki będzie istotny sens działania tej budowli? Jest on prosty do wskazania – chodzi o wykreowanie na nowo najniższej hierarchii kastowego społeczeństwa, która w ostatnich piętnastu latach zanikła. Ludzie zaczęli tworzyć własne hierarchie, własne ośrodki kultu, oparte o Kościół Święty, albo i o coś innego, w każdym razie bardzo odległe w realizacjach i misji od planów komuszego pomiotu. Ten zaś stracił przez to grunt pod nogami. Bo i do kogo tu przemawiać i na kim budować swoją wyższość?

Dwa zjawiska są żywą ilustracją podjętej przez komuszy pomiot próby odwrócenia tej sytuacji – to pudło po środku miasta oraz tak zwany symetryzm. Ludzie bowiem zorientowali się jak wyglądają hierarchie dobra i zła w naszych okolicach i zaczęli je wskazywać. I wtedy komuszy pomiot, będący częścią czy też nawet podstawą hierarchii zła, ustawił część swoich ludzi w roli arbitrów wskazujących, że sprawy nie są takie oczywiste. No właśnie są. W wymiarze indywidualnym są powiedziałbym nawet – pardon – zajebiście wyraziste.

Mamy więc taki oto obraz – Indie kolportują na nasz teren idee i mechanizmy ze swojej przebogatej przeszłości. No, ale nie widać pośrednika? Widać, ale nie chcemy w niego wierzyć. On samym swoim istnieniem wywołuje więcej złudzeń niż wszystkie cyganki z całej Warszawy razem wzięte. Są tym pośrednikiem, co dość oczywiste, mieszkańcy Bliskiego Wschodu.

Kiedy władze Śródmieścia nie zgodziły się na meczet na MDM-ie, mieszkający w stolicy muzułmanie powołali się na swoje konstytucyjne prawo do posiadania miejsc kultu. Przypomnieli, że są Polakami, a w domu mówią po polsku. Ja zaś przypominam, że w Warszawie są dwa meczety. Jeden na Wiertniczej, a drugi na Ochocie. Są w tym mieście także dwie cerkwie – jedna na Pradze, a druga na Woli. I one wystarczają zamieszkującym stolicę prawosławnym. Nie rozumiem więc dlaczego dwa meczety, dla nielicznej w końcu społeczności muzułmańskiej to za mało? Podobne wątpliwości ma wielu ludzi, ale na to odezwał się na twitterze redaktor Gmyz, który rzekł, że to konstytucyjne prawo należy uszanować, albowiem wtedy muzułmanie będą wierni Rzeczpospolitej, jak Lipkowie – Tatarzy osiedleni na Litwie – w czasach I Rzeczpospolitej.

Strajk w New Delhi, jak widzimy trwa w najlepsze, a redaktor Gmyz poszukuje jakichś życzliwych Hindusów, którzy pomogliby mu uzyskać przepustkę, dzięki której dotrze do hotelu, w którym ma zarezerwowany pokój. Życzmy mu powodzenia. Jutro druga część tych rozważań, no chyba że coś lepszego mi wpadnie do głowy.

Powolutku zbieram pieniądze na drugie półrocze czynszu za mieszkanie dla Saszy i Ani, bardzo proszę wszystkich, którzy chcą i mogą mi pomoc o wsparcie mojej zrzutki. https://zrzutka.pl/fymhrt?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification

Przypominam, że od dwóch dni mamy w sklepie nową książkę ze znakomitą okładką Huberta Czajkowskiego.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/julian-ursyn-niemcewicz-pamietniki-z-lat-1830-1831/

W dniach 14-15 grudnia w Krakowie, w hotelu Polonia odbędzie się kolejny Kiermasz Książki i Sztuki. Wystawią się: Klinika Języka, Pracownia „Sztuka cięcia”, Agnieszka Słodkowska i Hubert Czajkowski, Tomasz Bereźnicki

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  8 komentarzy do “Komuszy pomiot czyli kreowanie złudzeń”

  1. nasz dozorca to mówi że z tym budynkiem co ma w nim być sztuka nowoczesna to zaklepanie działki pod budowę, która to ostateczna w kształcie architektonicznym, powstanie w odpowiednim czasie, no i że urzędnicy miejscy mówią o planach odbudowy pierzei ulicy Świętokrzyskiej wzdłuż pałacu młodzieży,  a związkowcy zawsze wiedza więcej,

  2. Kiedyś na Cyprze spotkałem w recepcji młodego hindusa (mały, cherlawy), który chwalił się, że bzyka Polki jedną po drugiej. Chyba nawet dzwonił do nich do pokojów. Akurat byłem tam z przypadkowo poznanymi kilkoma dziewczynami z Warszawy, które przyleciały tym samym samolotem co ja i powiedziałem gnojowi, że jak zauważę coś podejrzanego, to od razu doniosę na niego do właściciela hotelu – Greka, który bardzo lubił Polaków. No i był spokój.

  3. Chyba nie muszę dodawać, że sam stosowałem metody tego biednego chłopaka z Kalkuty i niebawem koleżanka z pokoju obok znalazła się wieczorem w moim lokum. W pewnym momencie coś ją naszło i stanowczo zareagowała mówiąc: „k**wa, tak nie może być, bo nawet z moim chłopakiem nie miałam takiej bliskości”.

    Po powrocie do Wawy okazało się, że inna koleżanka z wyjazdu chciała mnie poznać. Nie byla w moim typie i odstawała mocno od ideału, dlatego nie interesowałem się, ale była córką pracownika polskiej ambasady w Pradze, co mógłbym wykorzystać. Kurczę, jaki człowiek był głupi za młodu i tracił okazje!

     

    Ps. Czy lekarze bracia Rodzeń, którzy byli wspomniani w pogadance o cukrzycy, są Polakami czy żydami? Ciekawe, bo nie wiem

  4. To jasne, skąd bierze się bieda na świecie: wielu cherlawych ma dostęp do kobiet w okresie jajeczkowania. Tymczasem bohaterowie wbrew pozorom nie korzystają, bo: są w akcji, szykują się do akcji, są na siłowni, udzielają wywiadów albo dzwonią do mamusi. Biorą leki na wzmocnienie.

    Do skarbczyka literatury sowizdrzalskiej: na spacerze zobaczyłem taki obrazek – na placu przed bahnhofem czekały na połączenie dwie ładne, samotne dziewczyny jedna uśmiechnięta ze słuchawkami na uszach, druga leżała na innej ławce opierając głowę o plecak, a w środku pomiędzy nimi na trzeciej ławce siedziało dwóch sowizdrzałów o hebanowej cerze.

    No, a potem się dziwimy…

  5. Meczet na Ochocie stoi na Reducie Ordona, a Cerkiew na Woli na Reducie Sowińskiego.

    Ciekawe co o inicjatywie budowy meczetu na MDM-ie sądzą polscy Tatarzy?

    Muzułmańskim nieszczęśnikom poległym w bagnach Podlasia użyczyli muzułmańskiego pochówku.

    A Indie? Podobno trzeba tam pojechać, żeby zrozumieć od razu wielkość chrześcijaństwa. A czy wynika to z rzekomego satanizmu ksiąg wedyjskich? Nie potrafię ocenić, nie potrafię zweryfikować. W każdym razie są dobrzy w uwodzeniu fujarką, a przygody hotelowe kolegi Salwadoru są pośrednim tego dowodem. Innym jest epizod opisany w Kamiennych tablicach przez Żukrowskiego, gdzie miejscowy nabab oddawał się sadystycznym obrzędom zatapiania pariasów przygrywając na fujarce nad brzegiem morza. Bardziej odpowiadający naszej, od wieków, sytuacji.

  6. Osobiście doznałem tego, że kultura indyjska i chińska to ściema (i dlatego nie działa). Uważam, że te wszystkie chi gong, tai chi, yoga to są sztuczne ruchy, nienaturalne i można sobie zrobić krzywdę, a w najlepszym razie ćwiczenia po prostu nam nie pomogą. Powtarzam stanowczo: to ściema.

    Mam przerwę w saunie. Często widzi się tutaj dziewczyny, które saunują w pozycji lotosu, przy czym interpretacja, gdzie ten lotos kwitnie, jest otwartą kwestią, ale dzisiaj para medytowała z zamkniętymi oczami. Nie widzieli mnie, jak wszedłem. Ja, o posturze Woody’ego Allena wchodzę ubrany tylko w czapkę i grube „norweskie”  skarpety. Takie, jakie zwykle dostajemy pod choinkę od osób, którym na nas jeszcze zależy. Chronię najbardziej wrażliwe miejsca przed wysoką temperaturą. Tak więc nie wierzę w jogę. Bardziej w lotos, bo widziałem.

    Tekst tygodnia: czuję, że relacja wisi na włosku, bo dziewczyna pyta się mnie niepewnie, czy chcę ją czy (potrzebuję) tylko kobietę, więc odpowiedziałem bez wahania, że chcę ją i kobietę, czym ją uspokoiłem. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, bo jeszcze do końca nie rozstałem się z taką jedną kobietą właśnie.

    Kobiety reagują pozytywnie na pewnych siebie mężczyzn.

  7. Teraz wszystko musi być multikulti, bo inaczej nie dostanie się dotacji na żaden projekt. Tutaj pastisz wielokulturowy i mieszanie epok:

    https://youtu.be/NAZsrwUZ1YQ?si=Xa1PY8hG4Gmowv2n

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.