Brytyjskie seriale wyróżniają się wyraźnie na tle sieczki proponowanej przez Netflix. Po pierwsze dlatego, że korzystają z dwóch ważnych i dobrze w Wielkiej Brytanii rozpoznanych metod, które zawsze uwodzą publiczność. Pierwsza polega na pokazywaniu Sherlocka Holmesa w różnych wariantach. Postaci mitycznej, przewyższającej mocą intelektu wszystkich innych herosów. Druga zaś na pokazywaniu zwykłego Brytyjczyka, który zachowuje się standardowo, ma standardowe ograniczenia komunikacyjne, jest pogubiony, ale współpracując z innymi zwykłymi Brytyjczykami, ujawnia swoje walory, zbliża się nawet czasem do Sherlocka Holmesa i wreszcie osiąga sukces. Nikt inny nie stosuje tej metody, być może jest to zagwarantowane jakąś umową – nie wiem. Amerykanie w każdym razie inaczej kokietują widza, a o reszcie to w ogóle szkoda gadać. W serialach brytyjskich chodzi o to, by pokazać wyższość kultury Anglii i Szkocji, poprzez dobrze upozorowaną zwyczajność. Producenci tych seriali wkładają w to mnóstwo wysiłku, dobierają odpowiednich aktorów, którzy potem robią kariery w dużych produkcjach, nie idą na głupkowate kompromisy z widzem, choć widać, że oszczędzają, pilnują jednak szczegółów. Demonstracyjnie pokazują pogubienie bohatera, który jednak wychodzi ze wszystkich pułapek, także emocjonalnych, jako zwycięzca absolutny. Widz, nie tylko brytyjski prowincjusz, ale także ja, jest wobec tych metod bezradny. Ja lubię brytyjskie seriale o policji i służbach, choć nie wszystkie. Bo ten o celnikach, co go oglądałem wiosną był po prostu fatalny. No, ale nie napisałem, że wszystkie one są świetne. Na tle standardowej sieczki wyróżniają się po prostu niektóre z nich. No, a jeśli je porównać z polską produkcją, to widzimy tę ziejącą pomiędzy nimi straszliwą przepaść. Bohaterami polskich seriali są bowiem, w kolejności wymienionej: producent, który opowiada o sobie w social mediach, reżyser i scenarzysta, którzy zostali wyznaczeni do pisania scenariusza, bo byli najbardziej środowiskowo zasłużeni, choć nikt nie wie co to znaczy, aktorzy wreszcie, których dobrano z klucza. Postaci zaś, które mają odtwarzać są najmniej ważne. Napisałem – najmniej? Pomyliłem się. Najmniej ważny jest widz, którego od początku do końca wszyscy oni mają w dupie. Najłatwiej zaobserwować opisane tu zjawisko porównując ze sobą serial o zamachu nad Lockerbie, który właśnie puszczają na Netflixie i film zatytułowany „Smoleńsk”, który był największą klapą w historii polskiego kina.
Wyznam, że nie mogę spokojnie oglądać tego serialu i po trzeci odcinku zrobiliśmy sobie przerwę. Wszystko bowiem co jest tam pokazane powinno być pokazane w filmie „Smoleńsk”. Przede wszystkim mamy tam społeczność, która musi poradzić sobie z traumą po katastrofie. I widzimy, że wszyscy śledczy biorący udział w wyjaśnieniu tej katastrofy są częścią tej społeczności. Pamiętajmy bowiem, że Lockerbie to nie tylko ofiary z samolotu, ale także ci, co zginęli na ziemi, kiedy płonące kawałki maszyny zaczęły spadać na miasteczko. Katastrofa nad Lockerbie połączyła Szkotów, którzy musieli postawić się najpierw Anglikom, potem Amerykanom, próbującym przejąć śledztwo, następnie zaś skompromitować Niemców, pokazanych w tej produkcji, tak jakby kooperowali z zamachowcami, a w najlepszym razie nie nadawali się do wypełniania obowiązków, które im powierzono. I ten stopniowy awans urzędników i funkcjonariuszy z Glasgow, to także awans całego Lockerbie, które – poprzez bohaterstwo i poświęcenie każdego mieszkańca – staje się ważniejsze niż największe stolice świata.
Kolejna sprawa to dowody. Nie mogłem patrzeć na to, jak oni zbierają dowody, ile ich jest, jak są przechowywane, w jaki sposób funkcjonariusze się z nimi obchodzą i jak niesamowicie podnosi to znaczenie tych ludzi. Gdybym miał 20- lat i obejrzał ten serial pewnie wstąpiłbym do policji. I nie ma doprawdy sensu, bym Wam opisywał jak to tam wygląda. Powiem tyle tylko, że jest to oczywiste. W oczywisty sposób powinno to tak wyglądać.
No, a jak to powinno wyglądać w przypadku katastrofy w Smoleńsku? Ktoś powie, że nie ma co porównywać. Szkoci mogli się postawić i Anglikom i Amerykanom, bo wszyscy działali w ramach jednego systemu. A Rosjanie to niby nie? Inne są procedury w przypadku katastrof lotniczych w Rosji i inne na całym świecie?
Proszę Państwa, Smoleńsk był straszliwym zaskoczeniem dla wszystkich i łatwo się dziś, po upływie 16 lat myśli i mówi na ten temat. Warto jednak potraktować to jako ostrzeżenie i przeanalizować jako metodę. Czy tak uczyniono? Rzecz jasna nie. Cała, olbrzymia, skumulowana w narodzie energia, która się ujawniła w tamtym czasie została zmarnowana. A tylko ona była kontrargumentem dla Rosjan. Nic więcej się nie liczyło.
Jeśli ktoś myśli, że to tylko zwykłe zaniechanie, ten jest w błędzie. Jeśli ktoś sądzi, że to głupota zarządu PiS, który – wystraszony okolicznościami – odrzucił pomoc narodu, ten jest w błędzie. To jest metoda. Jeśli jednak jest to metoda, to należy znaleźć jeden przynajmniej przykład ją potwierdzający. I ja taki przykład mam. We wspomnieniach z Powstania Warszawskiego, które niedawno wstawiłem do sklepu, a których autorem jest Jan Piotrowski, znajduje się dokładny opis tego, jak skumulowaną w narodzie energię uwalnia się na dwa dni przed wybuchem Powstania – na darmo. Jak się ją marnuje i niweczy. Istotne pytanie brzmi – przy czyim udziale?
Film „Smoleńsk” o czym już pisałem zaraz po jego premierze, jest szyderstwem z Polaków. Jest degradacją ich wrażliwości i ich samych na drabinie bytów, z którymi wróg powinien się liczyć. Jest to także triumf słabej i beznadziejnie pretensjonalnej metafory nad straszliwie wymowną dosłownością tego zdarzenia. Film ten, ale nie tylko on, wskazuje, że prezentowanie takich wypadków w sposób kokieteryjny i nawiązujący do jakichś innych zdarzeń z przeszłości to także metoda.
Mamy kolejną rocznicę Powstania i sieć pełna jest zdjęć z pierwszej rocznicy wybuchu, na której upamiętnienie komuniści pozwolili. Widzimy tych wszystkich ludzi, postarzałych o piętnaście lat, jak stoją i płaczą. I myślimy o tym, jacy są piękni i wspaniali. Nie myślimy jednak o tym, że całą ich legendę i ofiarę przejęli czerwoni i od tej pierwszej rocznicy – po wyciągnięciu ręki na zgodę – będą już traktować tę wiedzę i ten treść jak własny zasób. I dozować ją będą narodowi w miarę swoich własnych potrzeb w mniej lub bardziej głupkowatych produkcjach. I tak jest do dziś. Z epizodem najbardziej wyrazistym, czyli próbą przejęcia legendy AK przez Moczara i jego ludzi.
Identycznie było z filmem „Smoleńsk”. Ja go obejrzałem i nie mogłem zrozumieć, jak można było wyprodukować coś takiego. No, ale teraz po 16 latach już rozumiem. Zrobiono to dlatego, by jakoś wynagrodzić narodowi tę straszną traumę i wysiłek, który zademonstrował. I uczyniono to w sposób możliwie najgorszy, rękami i umysłami ludzi, którzy operują gdzieś na poziomie druha Pumy, z filmu „Czarne stopy”. Żeby rzecz zilustrować obrazem – ktoś ukradł ze stołu srebrną zastawę i na jej miejsce położył papierowe talerzyki. Po czym zawołał – hej kto Polak na bagnety i zanucił fałszywie „Warszawiankę”. I ten ktoś przekonuje nas do dzisiaj, że uczynił to w dobrej wierze, a jego postawa to sama niewinności. Otóż nie. Ta postawa bowiem zdegradowała nas wszystkich, a to oznacza, że nikt nie będzie się z nami liczył w przypadku kolejnej katastrofy. Tamci już bowiem dowiedzieli się, że dla naszej władzy jesteśmy nikim – mierzwą. I można nas obezwładnić byle czym.
Pamiętam ten absurdalny film, nagrany po 10 kwietnia, kiedy Jarosław Kaczyński przemawia znad pianina do zwykłych Rosjan. Nie można było wymyślić niczego głupszego. W chwili kiedy dla każdego było jasne czego tamci boją się najbardziej – demonstracji zjednoczonego narodu. I to właśnie – najważniejszy atut, wymieniono na jakieś śmieci. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć, bo – jak powiedziałem – jest to metoda. Deal przebiega w taki oto sposób – sprzedacie naród i będziecie mogli mówić, że był zamach, a także śpiewać patriotyczne pieśni. A co z dowodami, ciałami i całą procedurą? Ciała Wam oddamy, a reszta zostaje u nas. Procedurą zaś się nie przejmujcie. Tak to sobie wyobrażam, choć mogło być przecież inaczej. No, ale mamy schemat popowstaniowy i on dokładnie pasuje do schematu posmoleńskiego. Zgoda na taki schemat – w przypadku Powstańców jawnie wymuszona, w przypadku Smoleńska wynikająca z głupoty negocjujących, otwiera drogę do dalszych nadużyć. Do odwrócenia sytuacji i oskarżania dziś PiS o współpracę z Rosją, na podstawie wspomnianego tu głupiego filmu, gdzie Jarosław Kaczyński przemawia do „zwykłych Rosjan”. Otwiera to też drogę do całkowitej dewastacji Smoleńska, jako wydarzenia historycznego. Finałem tej procedury jest scena w sejmie, kiedy Sikorski wrzeszczy do Macierewicza – Antek ty świrze, gdzie są dowody na zamach Smoleński? Na co Macierewicz odpowiada – są, są dowody…
Proszę Państwa, najważniejszym dowodem na zamach smoleński jest fakt iż Rosjanie nie oddali ani kawałka wraku, czyli ani jednego dowodu. Gdyby Brytyjczycy mieli kręcić serial o tym zdarzeniu akcja zatrzymała by się w tym momencie, bo dla każdego wszystko byłoby jasne. Potem zaś przeniosłaby się ta akcja na grunt polski i zamieniła w serial psychologiczny o postawach i uzależnieniach, a także o metodach działania agentur i o niszczeniu ducha narodu. I nikt by się już ani przez moment nie zastanawiał czy był zamach, czy go nie było, czy znaleziono jakiś trotyl, czy nie…I w ten sposób uzyskano by całkowite poparcie narodu dla treści prezentowanych w tej produkcji. Popatrzcie teraz na polityków mówiących o Smoleńsku. Na ich twarze, gesty, próby przekonania Was i na cały ten nędzny folklor, którym zneutralizowano Wasz gniew. I zastanówcie się chwilę nad sobą.
Na dziś to tyle.
Teraz ogłoszenia.
W sobotę 5 września będzie konferencja w Zatoniu pod Zieloną Górą, a w piątek 4 września o 15.00 wystąpię, jak w zeszłym roku w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem i opowiem o okolicznościach śmierci króla Stefana Batorego.
Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
Mamy dwie całkiem nowe książki
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-szymon-konopacki/
A do pierwszej z nich jeszcze nagranie audio i filmy dokumentalne
https://jacekbak.pl/1sierpien2026/
https://www.youtube.com/watch?v=1YC_5fZkDv0
https://www.youtube.com/watch?v=UCmbUN5LGJI
https://www.youtube.com/watch?v=UCmbUN5LGJI
Poważny film o Smoleńsku powinien się kończyć za odmowie przez Rosję oddania wraku. Doskonale to wymyśliłeś.
To się narzuca samo przez się
No cóż, mając Media łatwo jest rozegrać uczucia narodu,oprawą żałobną była melodia z filmu o agentce żonie pisarza historycznego,no i tak to się dzieje. Tyle że to się zdarzyło 5 lat po wielkim odejściu JPII,no,tu jest scena odpowiednia do porównań czym jest wielkość ducha z dużej litery a czym z tej małej,doczesnej. JPII głosił że występuje zjawisko blasku prawdy,nie widzisz ale wiesz gdzieś w sobie co jest dobre a co złe,chciał przez to powiedzieć że cała machina kłamstwa dla szybkiego zysku niszczy człowieka a on to pozna po owocach. Papież Franciszek był dobrym uczniem JPII i poszedł dalej jego drogami, prosił do znudzenia by nosić przy sobie Ewangelię i czytać , czytać,ale słuchał go kto? Zło i dobro mają rosnąć do żniw więc naiwnym być nie można że państwo sobie ze wszystkim poradzi a ludzie są tylko wyborcami co kilka lat. Zjednoczenie narodu nastąpiło przy trumnach,potem w różnych formacjach religijnych,taki trening przez modlitwę do czynu,zgromadzono wielki kapitał narodowy, choćby w czynie Jubileuszowego Aktu Królowania Chrystusa w Polsce. Wiadomo,kiedy władze państwowe działają na szkodę suwerena to idzie się do instancji najwyższej,do Króla! A innego króla nie uznajemy jak tylko Przedwiecznego,to nasz sarmatyzm w najlepszej wersji,a co,szlachta krew przelewała również za nas, żyjących dzisiaj. Jak udowodnił klasyk, życie jest falą elektromagnetyczną a ta nie ginie,jest wszędzie i zawsze. Po co ludzie mimo ryzyka drapią się na K2 czy gorzej,wbrew naturze lecą w kosmos albo penetrują głębiny? No bo ich fala magnetyczna już tam jest! Straszne i piekne rośnie sobie w nas jak we zbożu,Biblia odpowiada na wszelkie psychiczne dylematy ludzkie dlatego w krajach terrorystycznych jest zakazana,taki jest strach mocarzy przed księgą. Denne filmy by poniżyć klasę pracującą robi się regularnie,ale np. pielgrzymki piesze przeżywają swój rozkwit, ludzie szukają odtrutki,znajdują ją w tradycji i w efekcie mają siły do zniesienia tych głupot jakie ciągle przychodzą.
W Lockerbie dopiero po zebraniu tysięcy drobnych szczątków składanych w samolot, znaleźli zapalnik.
W przypadku Smoleńska Rosjanie tworzyli fikcję udostępniania wraku, publiczność w Polsce, ta platformersko-postkomunistyczna to kupiła. Chociaż brak wraku jest kluczowym i zdawałoby się oczywistym argumentem.
Pozostaje kwestia przywództwa – kto leci niepewnym samolotem na teren podwyższonego ryzyka terroryzmu państwowego? Prezydent, sześciu generałów …. Ludzi odpowiedzialnych za profesjonalną ochronę naszego społeczeństwa. A to było bez sensu i bez celu ryzykowne ….
Takiego filmu nikt w Polsce nie zrobi.
I reżyser każdy chyba, i ewidentnie każdy tutejszy aktor nienawidzi Polski. Nie są w dodatku profesjonalistami, którzy podeszli by po prostu rzetelnie do postawionego zadania.