sie 042026
 

Marek Minakowski, który zyskał sympatię wielu osób w Polsce poprzez swój projekt genealogiczny zamienił się jakiś czas temu w Marię Minakowską. Ludzie byli zaskoczeni, oburzeni, wreszcie zdziwieni. Najlepsze jednak zaczęło się dopiero wtedy kiedy były już Marek, a obecnie Maria, zaczął/ęła fotografować się z księżmi i biskupami. Obecnie zaś wypuściła na rynek książkę, zatytułowaną „Kobiecość jest radosna”. Czytamy ten tytuł, patrzymy na Marię i wiemy, że ona kłamie. Wielu z nas bowiem to mężczyźni, którzy znają kobiety, mieliśmy z nimi do czynienia w różnych sytuacjach i wiemy jak wygląda radosna kobieta. Z grubsza rzecz ujmując – inaczej niż były Marek, a obecnie Maria. I nie wchodźmy tu w szczegóły tego projektu od strony obyczajowej. Bo moim zdaniem jest to projekt polityczny i militarny.

Ludziom się wydaje, że przemiana Minakowskiego to jakiś wygłup, albo jednostka chorobowa. W najlepszym razie pretekst do dyskusji o dzisiejszych czasach i ich szaleństwie. To jest bardzo dziecinny sposób rozumowania. Dlaczego? Ludzie generalnie wierzą, że trwa wojna o kształt gatunku i zasady jego funkcjonowania, a także o to, jakie będą w ramach tego gatunku obowiązywać hierarchie. Ci, którym słabo wychodzi podejmowanie takich tematów, wierzą jednak, że trwa walka o to, czy Kościół przetrwa, czy zostanie obrabowany i rozbity, a jego pasterze zamienią się w istoty podobne do Marii, dla których kobiecość jest rozumiana w sposób specyficzny. No, ale mimo przekonania, że takie rzeczy się odbywają, większość ludzi jednak nie uważa, by zamiary te realizowane były serio. To znaczy – może źle się wyraziłem – oni nie potrafią odróżnić strategii od wygłupu. I są przekonani, że wszelkie podstępy potrafią nie tylko zauważyć, ale także odpowiednio wcześnie zdiagnozować. To nie jest prawda. Dlatego, że tamta strona gra serio. My zaś interpretujemy zdarzenia metaforycznie wtedy, kiedy trzeba to czynić dosłownie i  dosłownie, kiedy powinny być one rozumiane jako metafora. Poszukajmy więc teraz jakiejś metafory dla tej sytuacji, czyli dla Marii i jej zachowań, które obliczone są na wywołanie szoku. I ja wczoraj, już bardzo wcześnie rano, taką metaforę znalazłem. Musiałem jednak napisać inny tekst, który pojawił się w mojej głowie wcześniej. Stąd metafora i Maria musiały czekać do dzisiaj.

Legenda mówi, że w czasach Dariusza, króla imperium perskiego, jeden z jego dowódców – Zopyrus – wpadł na oryginalny wielce pomysł zdobycia zbuntowanego Babilonu. Otóż książę odciął sobie uszy i nos, a także kazał się wychłostać. Tak okaleczony stanął przez Dariuszem, a ten zszokowany jego wyglądem, posądził Zopyrusa o szaleństwo. On jednak wyjaśnił królowi swój plan i Dariusz zgodził się na realizację. Zaaranżował ucieczkę z obozu perskich wojsk, pokazał się Babilończykom, a ci równie jak Dariusz zszokowani jego wyglądem, wpuścili go do miasta. Tam Zopyrus opowiedział zmyśloną całkiem historię o torturach, jakimi poddał go król, a przy okazji jego szwagier, a Babilończycy mu uwierzyli. No i przekazali w jego ręce część armii broniącej miasta. Oczywiście skończyło się zdradzieckim otwarciem bram i ponownym zdobyciem Babilonu przez Persów. Zopyrus zaś mianowany został satrapą Babilonii. Czy mu się to opłacało? To jest źle postawione pytanie. Przede wszystkim historycy podkreślają legendarny charakter tego zdarzenia. No, ale skądś musiała się ta opowieść wziąć. Nie wymyślono by czegoś tak makabrycznego dla zabawy. Jakieś zdarzenie leży u podstaw tej narracji, a jej wymowa ma znaczenie dosłowne, nawet jeśli przyjmiemy, że historia Zopyrusa jest po części wymyślona. Oto, by osiągnąć sukces w wojnie należy działać serio, a nie udawać. Wojna bowiem jest zjawiskiem poważnym, a nie przedstawieniem, które obserwują fani jednej i drugiej walczącej strony, w oczekiwaniu na wynik. Kiedy zaś już okaże się kto wygrał, wszyscy będą dyskutować o tym, co można jeszcze poprawić przed kolejnym starciem. Tak nie wygląda wojna, nie wygląda tak też tsunami wdzierające się na plażę. I jedno i drugie bowiem to seria zdarzeń nieodwracalnych, albo odwracalnych z olbrzymim trudem i wielkim nakładem kosztów. Zdajemy się o tym całkowicie zapominać.

Każda wojna zaczyna się od przygotowania propagandowego, którego celem jest możliwie rozległe rozdrobnienie sił przeciwnika. Mam teraz ma myśli siły stanowiące o jedności społeczeństwa, które będzie atakowane. To znaczy wiarę, gotowość do poświęceń, powagę i hierarchię. Od zdewastowania tych właśnie walorów zaczyna się wojna. To teraz sami odpowiedzcie sobie na pytanie – czy mamy wojnę czy też jej nie mamy?

Wojna zaczyna się też od wykreowania fałszywych idoli, którym lud oddaje cześć, albo traktuje je z zainteresowaniem, jako ciekawostkę i folklor. Tak, w dawnych czasach, traktowani byli komuniści, którzy przecież chcieli tylko poprawy bytu robotników. Żeby wtedy – w XIX wieku przeciwstawić się komunistom należało porównać ich do średniowiecznej herezji i wskazać dokładnie jakie zagrożenia ona ze sobą niosła. Nie było to jednak możliwe, bo publicystyka historyczna, zarówno kościelna, jak i masońska, czy też jak wolicie akademicka hołdowała innej zupełnie metodzie. To zaś co napisałem uznane byłoby nie tyle za anachronizm, co za szaleństwo. Dziś, kiedy komunizm przepoczwarza się po raz kolejny i szykuje do nowego triumfu, ktoś tam coś przebąkuje, że może to jest herezja, bo wszak celem głównym komunistów był Kościół, a kolejnym własność. Udało się podważyć powagę Kościoła, częściowo go zniszczyć, a także udało się unieważnić własność i uczynić ją dla wielu nieznośnym ciężarem. Ludzie jednak w przeważającej większości przekonani są, że to tylko takie żarty. I nic się w ich życiu nie zmieni. Tak samo myśleli mieszkańcy Babilonu wpuszczając za bramę Zopyrusa. Od razu został on awansowany. I to jest procedura, którą należy rozumieć dosłownie, także dzisiaj – człowiek, który jest zdrajcą, uwiarygadnia się jako zdrajca, zostaje natychmiast awansowany. Takich przykładów jest mnóstwo. I nie są one, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bardzo drastyczne. Wszyscy cudownie wyleczeni alkoholicy, deprawatorzy, którzy nagle odnaleźli ścieżkę do Pana, przedstawiciele innych wyznań, którzy zdecydowali się przyjąć chrzest, są często od razu awansowani, a przynajmniej wyróżniani i stawiani za wzór. Nie wiadomo właściwie dlaczego. Postępowanie takie bowiem obnaża słabość organizacji, która ich przyjęła. Powinni przecież żyć w pokorze i cichości, oczekując na dalsze instrukcje od Pana Boga. Oni zaś robią kariery, nagrywają rolki na fejsie, organizują płatne odczyty, terapie grupowe, albo opowiadają o tym, co przeżywali, kiedy byli jeszcze w armii perskiej i król kazał ich torturować. Wszystko to czynią dlatego, by pomóc innym, którzy nie znaleźli jeszcze właściwej ścieżki, a że tych innych jest wielu muszą to czynić publicznie.

Można się ze mną nie zgadzać, ale uważam że taka postawa jest groźna. A to z tego względu, że celem wojny jest właśnie odwrócenie hierarchii. I dzisiaj należy to rozumieć dosłownie – jako hierarchię kościelną. Każda inna bowiem już została odwrócona. Kiedy ktoś przechodzi z jednej partii politycznej do drugiej, obiecuje mu się awans, mimo iż nie poświęca on niczego tak, jak Zopyrus, który był królewskim szwagrem. Ot po prostu – przechodzi i zabiera ze sobą kilku ludzi. I to jest łatwe, a także akceptowalne. Dlaczego? Bo polityka w Polsce to domena kooptacji, w której nie może znaleźć się nikt przypadkowy. Czy wobec tego jakaś partia może tu zyskać bezwzględną przewagę? Nie. Można stwarzać jedynie takie złudzenia. Polska polityka jest jak oblężony przez Persów Babilon. Każdy uważa, że tylko ingerencja z zewnątrz może zmienić okoliczności, ale nikt nie rozumie, że każda interwencja z zewnątrz jest obarczona ryzykiem zdrady. Bo każdy myśli, że ta wojna toczy się na niby. I to myślenie dominuje mimo katastrofy w Smoleńsku. To jest doprawdy okoliczność tak silnie degradująca nas jako grupę, że nie wiadomo co napisać. Polityka jest dosłowna, nie metaforyczna i domaga się dosłownych rozwiązań, a także zmian nieodwracalnych, bo trwa wojna. Nie zaś chwiejnych sojuszy i różnych kabotyńskich wygłupów. Te bowiem mogą się, w najmniej spodziewanym momencie, okazać się elementem strategii – nie naszej. Jak to mam miejsce w przypadku Marii Minakowskiej.

Jaki wobec tego dosłowny i realny postulat powinna postawić partia, która myśli serio o ratowaniu Polski? Czy powinna ona opowiadać o poprawie sytuacji mieszkaniowej młodych? Czy może o zwiększeniu jakichś wskaźników? No nie, ludzie, którzy podejmują takie kwestie są w najlepszym razie durniami i kokietami. W najgorszym zaś Zopyrusami, którym nie chciało się obcinać nosa i uszu. Istnieje tylko jeden poważny postulat, który nigdy jeszcze nie został postawiony w żadnych politycznych deklaracjach. Otóż, drodzy, żeby uratować Polskę naprawdę, a nie przysposobić ją do pełnienia roli kolonii tego, czy innego suwerena, należy zniszczyć PSL. To jest w naszych warunkach najważniejszy postulat polityczny. Jeśli ktoś planuje w swojej strategii dogadywanie się z PSL, negocjacje jakieś, jeśli składa członkom tej partii obietnice i chce ich przeciągnąć na swoją stronę, nie jest poważnym politykiem. Tylko całkowite zniszczenie PSL, zdelegalizowanie tej partii, zdewastowanie jej hierarchii i mitów przyniesie istotną zmianę na lepsze. Jeśli tego nie zrobimy, znajdzie się na pewno wśród nas jakiś nowy Zopyrus, który otworzy bramy miasta wrogom.

Na razie jednak możecie, z pozycji fanów i kibiców obserwować jak różne osoby, których nie traktujecie serio rozbijają hierarchię Kościoła. Miłego dzionka.

Teraz ogłoszenia.

W sobotę 5 września będzie konferencja w Zatoniu pod Zieloną Górą, a w piątek 4 września o 15.00 wystąpię, jak w zeszłym roku w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem i opowiem o okolicznościach śmierci króla Stefana Batorego.

Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.

https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification

Mamy dwie całkiem nowe książki

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-zdobyc-kosciol-sw-krzyza-i-komende-policji-jan-piotrowski-lewar-wspomnienia-z-powstania-warszawskiego/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-szymon-konopacki/

 

A do pierwszej z nich jeszcze nagranie audio i filmy dokumentalne

https://jacekbak.pl/1sierpien2026/

 

https://youtu.be/Hn16cSZNfOw

 

https://www.youtube.com/watch?v=1YC_5fZkDv0

 

https://www.youtube.com/watch?v=UCmbUN5LGJI

 

https://www.youtube.com/watch?v=UCmbUN5LGJI

 

https://www.youtube.com/watch?v=oJ1utXL5Vug

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  5 komentarzy do “Marek Minakowski i zdobycie Babilonu czyli o dosłownym i metaforycznym rozumieniu zdarzeń”

  1. Wszystko to pokazuje, że należy lecieć za każdym kto w końcu chce nas uszczęśliwić.

    Ludzie niestety są łasi na darmochę. I mają bardzo krótką pamięć.

    Jakimś sposobem było by totalne ignorowanie wyborów. Gdyby do urny poszli tylko członkowie poszczególnych partii -:)). To oczywiście całkowite SF w takim społeczeństwie. Westchną że wybierają mniejsze zło. Albo że głosują nie tyle za, co przeciw.

  2. Że NIE należy ***

    Chyba mi się słownik coraz częściej włącza z interwencją.

  3. Pięknie mi się przypomina kardynał Stefan Wyszyński.

    Otoczony szczelnie zdrajcami i donosicielami, prowadził lud boży ku zbawieniu. Błogosławiony, czy KK zdąży Go ogłosić święty?

    Mamy często powtarzane hasło, być wiernym sobie. No ale, On był wierny Bogu.

    I KK to instytucja hierarchiczna. Cięgle jeszcze mimo popychania w protestantyzm.

    Nawiasem, widzę już na YT projekty dość przewrotne, dotyczące Leona XIV.

    Np filmik, jak szlachetny papież pozbawił purpury kardynała złodzieja. Rzecz w tym, że nie znalazłam tej informacji w serwisach. Ale może to współgra z wciąganiem świeckich w kontrolę finansów Watykanu? Trzeba się przyglądać.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)