paź 042026
 

Odniosę się dziś do komentarza valsera, który umieszczony został pod wczorajszym tekstem na Szkole Nawigatorów. Chodziło naszemu koledze z grubsza o to, że Polacy są jednak kreatywni, ale wszystkie narzędzia kreacji znajdują się w rękach postkomunistów i ich progenitury. No i niewiele z tym można zrobić, chyba że ktoś wyjedzie za granicę.

To jest prawda, ale tylko częściowa. Bo jeśliby Polacy byli rzeczywiście kreatywni komusza progenitura nie miałaby tu nic do gadania. Sprzątanie zaś, które zaleca valser nie może dojść do skutku, albowiem musiałoby być  jednak kreatywne. To znaczy zaopatrzone w narzędzie, które sankcjonuje prawo. I na tyle przy tym znaczące, żeby nie mogły go przeważyć państwowe budżety przeznaczane przez ojczyznę wolną na działalność niby-kreatywnych instytucji kultury.

Kluczową kwestią jest zaangażowanie publiczności. Ono jednak jest jak łaska pańska – jeździ na pstrym koniu. Publiczność będzie klaskać tym, których wskażą postkomunistyczne środowiska. Nie ma w kulturze, jak to już ustaliliśmy, żadnych uczciwych zawodów. Co nie znaczy, że trzeba opuszczać ręce. My tutaj nie opuszczamy, choć po 17 latach działalności, uzyskaliśmy tyle, że zmowa milczenia wokół naszych wydawnictw jest podobne do betonowego sarkofagu wokół reaktora w Czarnobylu.

W tym czasie na prawicy i lewicy publicystycznej zużyło się już tyle autorytetów, że zastanawia wprost fakt, iż ludzie jeszcze interesują się tą karuzelą. Bo stale pojawiają się nowi, z tym samym przekazem. Oni też tracą wątek po kilku latach, jak to się przytrafiło panu Wojczalowi, którego także mi tutaj stręczono i który pisał nawet jakieś książki, ale wszystko to pokończyło się i dziś sława pana Wojczala, młodszego ode mnie o dwie dekady, bardzo przygasła. Choćby z tego powodu, że ktoś postanowił „wzmocnić lewą nogę”, czyli wystawić grupę lewicowych publicystów, którzy w sposób niezwykle wyważony i poważny, tłumaczą dziś ludziom, dlaczego powinni pogodzić się z losem i zostać tępymi robolami bez ambicji. I naród słucha. I zastanawia się przy tym, kto jest fajniejszy – lewica czy prawica. A jak już się przestanie zastanawiać idzie sobie odpalić serial „Ranczo”, albo podcast historyczny o przewagach husarii. Potem zasypia.

Nie ma szans, by tacy ludzie cokolwiek wykreowali. Czy nawet o tym pomyśleli. Maksimum ich możliwości jest skorzystanie z oferty. W dodatku według sugestii kelnera. Tym kelnerem są oczywiście media, gdzie siedzą małpy poprzebierane za ludzi i myślą o tym jedynie, jak tu utrzymać się na stołku.

Weźmy takiego redaktora Jankowskiego, postać dziś szalenie popularną. Żeby jakoś trafić do tej polskiej ciemnoty, musi ją kokietować, co czyni bez opamiętania. Założył najpierw jakiś kącik porad seksualnych na wizji, a teraz zaprasza do studia Leszka Milera. Bo Leszek Miler, szef komunistycznego rządu, jest postacią dla Polaków ciekawą. No i nie przynudza. Opowiada same ciekawe rzeczy. No i jedzie po Ukraińcach, a to jest dziś coraz bardziej popularne.

Gdyby w Polakach było choć trochę kreatywności, nie patrzyliby w ogóle w stronę Milera. A oni zerkają tam z wielką ciekawością.

Już dawno temu, kiedy blog ten był znacznie bardziej popularny niż dzisiaj, zrozumiałem, że kreacja nie może być kokieteryjna. I w prawdziwych zawodach do takich rzeczy nie dochodzi. W Polsce jednak nie ma prawdziwych konkursów, wszystko jest ustawione, a dyskusję o sprawach ważnych prowadzą ze sobą wyłącznie propagandyści i agenci. Stąd kreacja = kokieteria. Bo ci nasłani rywalizują też między sobą i konkurencja jest ostra. Ludzie tego nie rozumieją i klaszczą. Poprzez tę kokieterię widzą siebie, takimi jakimi chce ich widzieć wróg. A sądzą, że widzą siebie takimi, jakimi są w istocie.

Przez ten swój upór odnośnie charakteru kreacji, notorycznie byłem nazywany narcyzem, mędrkiem, czy jeszcze nawet gorzej, albowiem nie chciałem się zgodzić z tym, co było w ofercie i co odbiorca zamierzał konsumować mlaskając i liżąc palce. Zarzucano mi też, że zazdroszczę sławny wszystkim tym biedakom, którzy w ciągu pięciu lat zużyli już dostępne narzędzie podlizywania się publiczności i dziś zostało im tylko zaprzeczanie samym sobie, co stale czyni Jacek Bartosiak, licząc – w jakiejś mierze słusznie – że publiczność i tak nic nie pamięta, a jedyne czego potrzebuje, to nowy zestaw brzmiących mądrze formuł, służących do przegadania szwagra.

I to się będzie jeszcze przez jakiś czas sprawdzać. Niebawem jednak przestanie, albowiem rzeczy zabawne i napompowane mądrościami z podręcznika dla wybitnych strategów, produkować zaczyna już Grok i inne formaty AI. Gadające głowy przestaną więc być potrzebne. I nikt nie wpadnie na pomysł, jak z tym konkurować. Wszyscy ulegną trendowi. To znaczy ogłupienie będzie jeszcze większe niż jest teraz. Niektórzy widzą ratunek w publikacjach naukowych i takich samych dyskusjach. Tymczasem jest to rozmowa ślepych o kolorach. Valser tego nie widzi, bo nie zagląda na iksa, a tam ludzie, którym grunt usuwa się spod nóg, zawzięcie debatują o ilości przypisów i bibliografii w powszechnie dostępnych książkach, drukowanych po to, by trafić do masowego czytelnika.

Ten zaś chce mieć nastawioną stale tę samą śpiewkę na patefonie. I ani mowy nie ma, żeby mu to przeszło. Kreacja musi się więc zaczynać od publiczności. Trzeba sobie wykreować odbiorców, inaczej wszystko trafi szlag. Nie trzeba za to odbiorców kokietować, o czym przekonają się wkrótce ci, którzy dziś – za nieswoje pieniądze – wydają różne publikacje, mające z ich autorów uczynić pomniki za życia. To jest trudne, albowiem rola wychowawcy jest trudna. I o tym valser, który zajmował się i zajmuje nadal wychowaniem młodych sportowców, wie lepiej ode mnie. Wychowawca nie jest lubiany, ani popularny, mam na myśli wychowawcę skutecznego. Na pewno jednak jest kreatywny. Cały świat, w którym żyjemy i z którym się jakoś tam boksujemy jest zaprzeczeniem kreatywności. A skoro tak, nie prowadzi nas ku żadnym wzniosłym celom. Kokieteryjni wychowawcy zaś w ogóle nie mają zamiaru nikogo wychowywać. Walka zaś z komuszymi złogami nie ma sensu, bo nikt tego nawet nie zrozumie i wszyscy rzucą się do obrony tych złogów, tak jak dziś bronią Leszka Milera. Musimy poszukać narzędzi, które pomogą nam zbudować odpowiednio dużą grupę docelową. Być może to nie jest możliwe, ale trzeba sprawdzić. Już raz się nam to udało.

Na dziś to tyle. Pamiętajcie o naszych promocjach i nowościach

 

Pioter wydał nową książkę. Oto ona

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/mateusz-pretoriusz-orbis-gothicus-swebia-scytia-i-sarmacja/

Mamy nowe książki, o czym nieustająco przypominam.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zywot-sw-jozafata-kuncewicza-opowiedziany-na-tle-historii-kosciola-ruskiego/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/

Ponieważ na jesień zaplanowałem sporo premier, muszę oczyścić magazyn, który jest bardzo mały niestety. Postanowiłem więc, że obniżę ceny nawigatorów. Bez tego i tak nie mógłbym powrócić do wydawania kwartalnika, a w robocie są już kolejne numery. Tak więc dla własnej przyjemności i dla dobra zakładu wydawniczego „Klinika Języka” kupujcie ludzie ile możecie.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-46-pomorze/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-44-fuggerowie/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-41-galicja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-40-poswiecony-pociagom-pancernym/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-39-poswiecony-szermierce-i-pojedynkom-na-bron-biala/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-38-wegierski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-luzyce-nr-37/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-36-poswiecony-morzu-i-zwiazkom-rzeczpospolitej-obojga-narodow-z-morzem/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  4 komentarze do “O komuszych złogach…”

  1. Ludzi mających wolny umysł prawie nie ma. Trochę jest wśród młodzieży. Tyle tylko że ci, których nie dało się wytresować – tzn wychować – najczęściej odpadają. Niewielu ma takie szczęście że trafia na nauczyciela jak słynny już Szubartowski. Słuchałam kiedyś jego opowieści o stosowanej metodzie. Zebrał tych niepokornych, co gdyby nie on wylecieli by ze szkoły za same jedynki. Tym istotnym elementem było danie im spokoju. Wyrzucenie na boisko, żeby sobie pograli w piłę zamiast zmuszać zmęczony umysł do bezskutecznego podliczania symbolicznych słupków, czego zmęczony i znudzony umysł nie przyswajał.

    Jak wiemy, oni teraz zasilają no Open AI na wysokich stanowiskach. Czyli wyjechali i trafili, mówiąc symbolicznie, w sieci diabła.

    Ustrzec się przed tym dualizmem, posłuszeństwo systemowi kontra jakiś rozwój okazujący się inną siecią, jest niezwykle trudno.

  2. „Wychowawca nie jest lubiany, ani popularny, mam na myśli wychowawcę skutecznego. Na pewno jednak jest kreatywny.”
    Mamy świętych kościoła którzy byli wychowawcami bardzo skutecznymi i bardzo, nie lubianymi ale kochanymi.

  3. Tresowaniec nigdy nie będzie wolny. umysł zmęczony tresurą będzie cierpieć na urojenia. Halucynogenować, jak teraz mówią.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)