Mar 192015
 

Szydzimy tu sobie z „naszych”, ich pseudonimów i dziwnych funkcji jakie pełnią w gazetach. I do głowy nam nie przyjdzie, że to jest po prostu format. Przez pewien czas łudziliśmy się, że takiego Gmyza naprawdę wyrzucają z pracy, że ma on prawdziwe kłopoty, a potem, ponieważ jest dobry w swoim zawodzie i bystry, jakoś sobie radzi. Zupełnie jak niektórzy z nas. To są oczywiście brednie. Żaden z nich postawiony w naszej sytuacji nie poradziłbym sobie sam. Mógłby zająć się co najwyżej jakąś prostą pracą fizyczną i tyle. No, ale oni są częścią projektu zwanego niezależnymi tygodnikami opinii, projektu, który służy do przepychanie sformatowanych treści wprost w tłumy i dlatego właśnie nie muszą się martwić o nic, poza stawkami za tekst, które być może negocjują, a może nawet i tego nie czynią, bo jest jakiś gotowy grafik.
Podkreślam – niezależność opiniotwórczch tygodników to jest format. Nie ma tam krzty autentyzmu i poznajemy to po Mazurku, znawcy win i Semce, znawcy rumu. Poznajemy to po ich pseudonimach i sposobie w jaki ktoś im kazał formułować wypowiedzi. Jeśli ktoś poszukuje autentyczności w mediach powinien zacząć dziś czytać gazownię, w porównaniu z takim Gmyzem Trotylem, Orliński i jego pomysły są jak świeże masełko na śniadanie. O autentycznym współczuciu Mariusza Szczygła dla opisywanych przez niego postaci nawet nie wspominam, tak jest ono oczywiste.
Dlaczego oni się w to stoczyli? Jak to stoczyli zapyta ktoś niezorientowany? Przecież to sukces. Tyle czasu walczyli z kłamstwem w mediach, tyle się namordowali broniąc prawdy i niezależności, że wreszcie im się należy. No tak, wreszcie ktoś dostrzegł, że wokół publikowanych przez nich treści stworzył się rynek, na którym można sprzedawać nie tylko reklamy i koszulki, ale można także używać lansowanych przez nich treści do manipulacji znacznie poważniejszych, czego przykładem jest Zychowicz.
No to my musimy zadać teraz ważne pytanie, dlaczego ten ich sukces nastąpił dopiero teraz skoro tyle było prawdy w ich tekstach? Dlaczego taka Gazeta Polska wyglądała przez długie lata jak szyderstwo z uczuć prostych ludzi, dlaczego kosztowała tak drogo i dlaczego jej redaktor naczelny był nieznanym nikomu sprzedawcą powierzchni reklamowych, bez widoków na jakąkolwiek karierę? Co się stało, że wtedy nie, a teraz tak i jaka była droga do tego sukcesu? Powiem wprost – droga była prosta, a jej początek to początek blogosfery. Bez blogosfery „nasi” zostaliby zawinięci do wora już dawno i pies z kulawą nogą by się nimi nie zainteresował. Media przeszkadzają politykom na lokalnych rynkach treści, jak ktoś nie wierzy nie popatrzy na relacje SLD z Trybuną. Ta gazeta jeszcze jakoś ciągnie, ale jako narzędzie polityczne nie nadaje się do niczego. Nasi też nie byliby potrzebni PiS, tym bardziej, że kiedy zaczęła się na dobre ich medialna kariera, od razu próbowali ustawić się na pozycji dziennikarzy obiektywnych, czyli dowalali równo PiS-owi i reszcie. Nie był to żaden obiektywizm, ale zaburzenie proporcji tak drastyczne, że dziś w końcu ich za to nagrodzono. Mają swoje programy, swoją telewizję, mają swoją sławę i rynek, który muszą obsługiwać sformatowanymi treściami. Czy im to wystarcza? Oczywiście, że nie. Oni chcieliby być jak gazownia i wkrótce do tego dojdzie, bo treści lansowane przez dziennikarzy gazownianych nie znajdują już dziś popytu nigdzie, poza środowiskami emerytowanych nauczycieli języka rosyjskiego.
Relacje „naszych” z blogosferą były początkowo niejasne, to znaczy ktoś tu z kimś się znał, Toyah był w programie Pospieszalskiego i jest z nim na ty, inni też mają jakieś kontakty. Nie ma jednak mowy o tym, by ktoś z nas znalazł się wśród nich. To są rzeczy nie do pomyślenia, a jeśliby kiedykolwiek taka propozycja padła i była poważna okupione byłoby to całkowitym wyrzeczeniem się niezależności przez blogera. Byłoby to wpisaniem się w format wymyślony dla niezależnego dziennikarstwa gdzieś w Ameryce. No i my na to, ja przynajmniej, nigdy nie pójdziemy. Okazjonalnie możemy coś gdzieś napisać, ale cyrografów podpisywać nie będziemy. Nikt tego zresztą od nas nie oczekuje, bo blogosfera, o czym już pisałem, od razu została sformatowana tak, by uniknąć jakichś niespodzianek. To znaczy wśród tak zwanych prawdziwków były też fałszywki, czyli ludzie z drugiego rzędu medialnych aspirantów, albo po prostu ludzie skoligaceni z układem, którzy robili tu za naiwnych i dobrych działaczy z prowincji. Mam na myśli wprost Rybickiego i Wszołka, a pewnie też Wołodźkę, który dawniej miał, o ile mnie pamięć nie myli, niebieski blog. Teoretycznie więc nikt autentycznie zdolny nie miał szans się przez to przebić. No, ale proszę, jakoś się udało, więc oni nie mogą już nic innego robić, jak tylko brnąć w te swoje formaty i z jeszcze większym wdziękiem udawać znawców dobrej kuchni i materiałów wybuchowych.
O tym, że nie ma i nie będzie mowy o żadnym „awansie”, że nikt nam niczego nie zaproponuje naprawdę, dowiedziałem się bardzo późno. Właściwie dzięki Grzegorzowi Braunowi. On się autentycznie zainteresował II tomem Baśni jak niedźwiedź i szczerze próbował go lansować i ja uległem wtedy jeszcze raz złudzeniu, że może jednak istnieje jakiś rynek i ja się nań dostanę przez niszowe media i ktoś mi załatwi promocję. I wtedy stało się coś dziwnego. Ta cała telewizja PiS co nas sfilmowała trzy lata temu, przestała się interesować kolejnymi projektami mojego wydawnictwa, a ja dowiedziałem się, że jest wprost zakaz pokazywania tak Brauna, jak i mnie. Grzegorz Braun próbował jeszcze parę razy przemycić gdzieś w eter jakieś nasze tutejsze bon moty, jak choćby ten o władzy świętej i tajnej, ale spotykał się zawsze z taką samą reakcją jak student z prowincji, który usiłuje opowiedzieć śmieszny kawał kolegom na wydziale filologii polskiej w Warszawie, wśród których są dzieci dziennikarzy telewizyjnych. Wybałuszone gały, otwarty dziób i milczenie. Wtedy właśnie zrozumiałem, że będzie jak na rynku muzycznym, grać i śpiewać mogą tylko dzieci muzyków, to samo jest z aktorstwem, a żeby zaistnieć naprawdę trzeba stworzyć sobie własny rynek, przyciągnąć i zainteresować własnych czytelników i mieć własne, oryginalne nie dające się podrobić treści. W tej całej sytuacji szczególnie żal mi muzyków, bo jest mnóstwo zdolnych ludzi w kraju, a radio ciągle puszcza Panasewicza sprzed 30 lat, Kukiza i innych dziadków leśnych. Dzieciaki zaś próbują sprzedawać swoje płyty na festynach i łudzą się, że kariera jest tuż, tuż, wystarczy, że pani z lokalnego radia zrobi z nimi wywiad.
Najtrudniej jest zniszczyć rynek książki i za ten rynek zabrano się na końcu. Sprawa jest poważna, bo okazało się w tym roku, że lepiej – miast zachować dystrybucję i dopuścić do obiegu kilku autorów niezależnych – wygodniej jest wszystko rozwalić i przenieść sprzedaż do Biedronki. Zamieniając pisarzy w śmieci.
Gdzie więc jest ten sukces, o którym tyle mówimy? Sukces został sprowadzony do prostego zabiegu, trzeba złożyć podpis na cyrografie i już. Nic więcej, tylko tyle. Jak się wobec tego powinien zachować autor poważny, powinien przyjąć taką postawę, by nikt nawet najodważniejszy diabeł nie pomyślał, że w ogóle warto doń podchodzić z jakimś cyrografem. Oczywiście trochę żartuję, bo nikt nie odgadnie pułapek złego, ale też jest w tym trochę powagi, bo innego wyjścia nie ma.

Na koniec jeszcze raz dołączam nagranie z wieczoru autorskiego w Dęblinie

No i nasze trailery.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl i do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy

  35 komentarzy do “O nas, naszych i onych czyli sedno aspiracji”

  1. Nie uratuje, bo nie o to chodzi.

  2. Muzycy już od dawna grają do kotleta teraz nadszedł czas na pisarzy 😉

  3. Ja zmierzam w odwrotnym kierunku. Do kotleta już pisałem.

  4. PiS’owa telewizja to blogpressportal? Jeżeli tak to nie pomne ani jednego filmu z Pana prelekcji chyba tylko jakąś 20min wypowiedź, a nagrania które oglądałem to od prywatnych dobrych ludzi plus kruk firma sama w sobie.

  5. A co do prawiczkowych gazetek, to ja bym nie przypisywał aż takiej roli blogosferze, myślę , że po smoleńsku było zapotrzebowanie plus różni szarlatani nie od wczoraj rozmyślali o „wojnie z Rosją” i trzeba było już tubylców nakręcać, żeby mieć „nabitą broń” w razie czego.

  6. Nie, to co innego. Warszawska telewizja PiS, nie wiem czy jeszcze nadają.

  7. Blogosfera zaczęła się długo przed Smoleńskiem. I „nasi” także.

  8. Przed Smoleńskiem, a nawet jakiś czas po, to oni w TVP urzędowali.

  9. No zaczęli się od marszów z paleniem kukieł to były czasy 🙂 Ale boom zaczął się po Smoleńsku, podobnie blogosfera najciekawsza była 2010-2012 wcześniej i później to taka lipa, teraz to już całkiem mało ciekawych rzeczy do poczytania.

  10. Polemizowałbym. Jednak można zaobserwować, że kolejny raz przed wyborami są ruchawki w blogosferze i idzie o to, by mówiła ona jednym głosem, głosem dr. Targalskiego vel Darskiego.
    Wyraźnie widać, że niezalezna, niepopki i neon upodabniają się, a na poszczególnych portalikach pozostają akolici dr. TevelDe i zawzięcie dyskutują z sobą, bo innych blogerów zmuszono w mniej lub bardziej chamski sposób do odejścia.

    Ciekawie dzieje się na neon24, gdzie obecna szata graficzna jako żywo przypomina internetowe wydanie GPC.
    Czyżby wszyscy mieli gadać i wyglądać tak samo?

  11. Jak tak to zgoda między nami 🙂 raczej miałem na myśli jakość dyskusji i ilość nowych blogerów, teraz to wszystko to samo i nic ciekawego zarazem 🙂

  12. Czy książki dla dzieci o których Pan mówił w Dęblinie będą o historii Polski?

  13. Jeszcze nie wiem….jest tyle roboty do wykonania….

  14. Dobry menager nie jest Ci potrzebny do niczego, chyba że już będziesz dysponował takim budżetem, ze któryś z baaardzo wykształconych, z kilkoma dyplomami a za to bez pracy postanowi Ci nosić teczkę np z laptopem:) w nadziei, że zrobisz go burmistrzem Grodziska np. Lokalny duży budżet moze cuda. Niestety chwilowo? jest tak, że prowincjonalne budżety są jednak albo małe, samorządowe plus celowe dotacje np unijne, lub duże też centralne, kierowane do np zabytku klasy pierwszej. Wtedy zabytek zostaje obsadzony przez rodzinę i znajomych szefostwa, lokalny kacyk staje się czasem kacykiem na szerszą skalę. Kłopot tylko taki, że ten budżet jest z daleka i trzeba skakać z partii do partii, żeby nie wypaść z obiegu. Najlepiej mieć przyjaciół dobrze opłaconych w kilku miejscach strategicznych. Zawsze to jednak cudze pieniądze i cudza wola.
    Więc jak będziesz mieć własny niezależny budżet to ho, ho:)
    Dobrze też mieć biologiczną rodzinę którą można wszystko obsadzić i ustalać wszystko na rodzinnych naradach.
    A blogosfera ostatnio okropna. Jeden format, jeden przekaz, nuda.

  15. Acha, to nagranie z Dęblina należy co jakiś czas dodawać do bloga, bo nowi czytelnicy nie mają podkładu. Trudno ciągle walczyć z ich niewiedzą. Jeśli nagrasz jakieś inne spotkanie lepiej jeszcze pokazujące podstawy, to podmienisz. Ale chwilowo to video uważam za obowiązujący wstęp przy pierwszej wizycie na tym blogu.

  16. Rozumiem, po prostu ta historia Polski w podręcznikach jest jak opowieść o katarach Herberta, o ile to ta z „Barbarzyńcy w ogrodzie”. On tę herezję chyba polubił, tak przynajmniej wynika z treści. I ten krwawy św. Dominik. Jednak coś się mocno Herbertowi, niestety, pomyliło. Francuz, katolik L.Reau całkiem inaczej opowiedział historię św. Dominika. Zapamiętuje się jego różaniec, który dostał od Matki Bożej, a nie stosy podpalane przez katolików, jak u Herberta i jakąś cudowną kulturę i religię katarską.

  17. Ja tę historię opowiem jeszcze inaczej. To jest jakieś obłąkanie, z tymi katarami.

  18. Coś nie zawsze po drodze z ortodoksją mieli ci nasi polscy poeci….. Miłosz np. pasjonował się dziwnymi przeżyciami mistycznymi Emanuela Swedenborga. Słowacki z kolei piętnował „jezuityzm”. O tym, że u Herberta widać wpływy gnozy piszą ponoć nawet zacni profesorowie. Mickiewicza część wykładów paryskich znalazła się na Indeksie Ksiąg Zakazanych.

  19. cyrograf / prawo jazdy w zawodzie

    kiedys, w tv byl program dla artystow malarzy amatorow
    prowadzil kobylinski i jakis pan krytyk z zajecza warga
    oceniali, cmokali lub wybrzydzali

    uczestnicy byli bardzo przejeci faktem, ze dopuszczono ich do bram niebios

    przeslanie-klucz dla ww, mlodych artystow amatorow (owczesnych, bez panstwowej licenncji, bez asp, niezrzeszonych blogerow sztuki pieknej) bylo tylko jedno: ‚maluj dziecko, maluj dla siebie… a bron cie panie boze sprzedawac te swoje prace’

  20. Można już oglądać okładkę nowego albumu.

  21. do reportera 12.30 – kiedy brakuje rodziny, to jedyną córkę dobrze jest wydać za mąż pierwszy raz dla zmiany nazwiska, żeby nikt panny starościanki nie posądzał o pokrewieństwo z panią starostą, a potem już kolejne mariaże, zięciowie kolejno z partii wygrywających wybory, aby się tylko teściowa trzymała żłobu.

  22. I z tej gnozy wyrósł wilczy łeb z żółtym śniegiem w tle.

  23. No to trzeba będzie coś zrobić ze „starą” Baśnią. Może podrzucę do biblioteki na osiedlu. Czy w nowej starej Baśni będą nowe opowiadania?Gdzie Pan wyhaczył tego Tomka Bereźnickiego? Facet jest niesamowity.

  24. No, cóż próbuje Pan i GB napisać historię od nowa z właściwą interpretacją wydarzeń, a nazbierało się tego parę ładnych wieków. I chyba stąd wynikają problemy, bo nad przedstawianiem naszych dziejów w krzywym zwierciadle nieźle się napracowano, po to stworzono pewien „klucz” i dlatego promowani są ludzie tam będący, a Wy chcecie to wszystko poprawiać? Ale niech się Pan nie zniechęca bo ludzi myślących i chcących wiedzieć więcej przybywa. Bo Pan jako pierwszy zaczął zadawać trudne pytania, kto za to zapłacił i co z tego miał? I tylko wtedy można mówić o przyczynach i skutkach różnych historycznych wydarzeń.

  25. Mam rozmówcę , który uczył się historii jeszcze przed wojną i nie za wiele z lekcji pamięta a za to czyta na emeryturze powieści historyczne. Stare i nowe, co wpadnie w ręce. Myślę, że ludzie tak mają. A że powieści są jakie są to obraz historii Polski czy Europy jest nie do zwalczenia. Nie da się dowodzić faktów komuś kto sobie głowę umeblował powieściami. Można by dać kontrpowieść. Większości ludzi na inne lektury nie stać. Napisz nie tylko jedną powieść ale jakąś panoramę. Gdy polecam Baśni to pytają czy to nie teorie spiskowe. Gdy jest po prostu powieść to się ją łyka bez takich zastrzeżeń.

  26. Pojęcie teorii spiskowych nie wzięło się z niczego, powstało by osłabić chęć dociekania prawdziwych przyczyn. Przecież spiski były, są i będą, bo zawsze ktoś przeciwko komuś spiskował. Jedne były udane inne nie, ale są faktem. Oczywiście jeśli pewnych spraw nie da się dokładnie wyjaśnić to powstają podejrzenia i poszlaki. Ale tam gdzie istnieją materiały źródłowe nie powinno się używać takich pojęć jak teoria spiskowa, ale często tak się dzieje.

  27. Więc odpowiadam przykładem jakiegoś zrealizowanego spisku. Np Ribbentrop Mołotow.
    Wtedy takie zdumienie – acha – rzeczywiście. Praktyka spiskowa.
    Ale ludziom tak wbito do głowy, że wiara w spiski ich ośmiesza, że wykazują iobjawy wręcz zidiocenia. Trudno mieć do nich cierpliwość.

    Dlatego uważam, ze powieść utkana z tego co Gabriel rozgryzł, z faktów, ale powieść, łatwiej by wchodziła do głów.

  28. Tomek sam się zgłosił. Będą nowe opowiadania. Nie wiem czy biblioteka to dobry pomysł, bo oni mogą tę książkę po prostu wyrzucić, jako niepotrzebną. Nie ma jej w rozdzielniku. No, a oni muszą przyjmować książki z rozdzielnika. Darowizny nie mają tu nic do rzeczy.

  29. Wot proklatyj Zapad !!!

  30. a ten potop szwedzki, gdyby zajrzeć do listów wymienianych między kardynałem Richelieu a Ludwiką Gonzaga to może by się znalazło takie zwyczajne wyjaśnienie potopu szwedzkiego. Królowa jest w ciąży, jest upokorzona romansem męża z Radziejowską. skarży się na Jana Kazimierza za jego zdrady do swojego kardynała Richelieu, a ten wspomaga Radziejowskiego i Szwedów przeciwko królowi polskiemu – zwykłe ludzkie złości i zemsty – mogło tak być ? – mogło.
    Ot i taka może być (spiskowa) geneza potopu, złość upokorzonej kobiety (Gonzaga) i złość zdradzonego męża (Radziejowski) i pieniądze kardynała (Richelieu).

  31. Odwrotnie, moim zdaniem. Zamiary były wcześniej a kobieta ze swoją motywacją mogła być jakoś przydatna jako cichy sprzymierzeniec. Ona kierowała się chęcią zemsty i zostało to dostrzeżone i jakoś wykorzystane. ?

  32. Jasne do planów ewentualnego zagrabienia, wykorzystanie nawet jako zasłony dymnej – motywu babskiej zemsty. Całkiem realne.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.