lip 122026
 

Dziś znów nie będzie o Giertychu i Sikorskim, ani Rozmowach rzymskich. Będzie o czymś zupełnie innym. O tym, jak przerzucić koszt własnych przedsięwzięć na innych. Piszę o tym od 15 lat. Polityka jest wtedy, kiedy przeciwnik ponosi koszty naszych działań. Jeśli my je ponosimy, to nie możemy nazywać się politykami. Dla aspirującego polityka najważniejsze jest, by zgromadzić wokół siebie ćwierćinteligentów. Oni nie zadają zbyt wielu pytań, bo obawiają się kompromitacji, stają zawsze do apelu, bo wzywa się ich stale tymi samymi hasłami. Gotowi są do poświęceń, w ich życiu bowiem wreszcie dzieje się coś, co nadaje mu sens. Wcześniej była tam jedynie frustracja, że ktoś coś może robić, a oni nie, choć mają chęci, ale mają też ograniczenia, których nie rozumieli. Ich brak musi wskazać ktoś inny, do kogo ćwierćinteligent próbuje dorównać. I taką osobą jest Grzegorz Braun. Jest on dostatecznie bystry, by pojąć, że jego zachowanie i postępowanie, choćby dokonywał nie wiem jakich wolt, nie będzie krytykowane. Oddał bowiem swoim poplecznikom nieocenioną usługę – uczynił ich ludźmi w ich własnych oczach. Bo wcześniej nimi nie byli, sami się degradowali, a przy okazji degradowali także swoje otoczenie. Pokazał im też poseł Braun, jak za pomocą prostych zagrań skupić na sobie uwagę, a przy okazji unieważnił wszelką dyskusję. Najważniejszą zaś rzeczą uczynił demonstrację. Czyli zachował w swoim postępowaniu najważniejsze założenia polityki rosyjskiej, gdzie demonstracja jest zawsze ważniejsza niż wszystko inne. Jest ważniejsza nawet niż intencja. O czym dobrze wiedział Chruszczow wchodząc na salę posiedzeń ONZ w obydwu butach na nogach i trzecim w kieszeni. Tym trzecim walił potem w mównicę, a ćwierćinteligenci byli przekonani, że zdjął ten but wcześniej z nogi. Tak działa fascynacja siłą i rzekomym ryzykiem. Piszę rzekomym, bo Braunowi nic się przecież nie stało za ten numer z gaśnicą. Odebrano mu ponoć immunitet, ale co z tego wynikło? Parę dni temu zaś poseł Braun zagłosował ręka w rękę ze Śmiszkiem i Ewą Kopacz, przeciwko deklaracji potępiającej Zełenskiego. I co? Czy jego niewolnicy się zbuntowali? No nie, skądże…Jeden z nich przyszedł do mnie na fejsie i ocenił tekst, w którym to opisałem jako dzieło, w którym jest za dużo słów, a za mało konkretów. Jakich to jeszcze konkretów potrzebują osoby oddające cześć Braunowi? Musi sobie zrobić zdjęcie z czarno-czerwoną flagą? I gdzie jest Romek Fritz, nasz dawny kolega i czytelnik, który powinien ten gest swojego obecnego powiernika jakoś ocenić?

Nikt z nich, z drogi wskazanej im przez Brauna nie zejdzie. Żeby to zrobić trzeba mieć przede wszystkim przekonanie o własnej wartości, a ci ludzie go nie mają. Choć przecież wielu z nich ma spore osiągnięcia. Nie traktują ich jednak serio. Dlatego, że głęboko w swoich sercach przechowują myśl o wybraństwie i władzy. I ona się uwalnia niczym tajemniczy opar w destylarni urządzonej przez posła Brauna.

Zaapeluję teraz do wszystkich, którzy mają jakiś rozum w głowie, albo chociaż jego resztki. Dojście tych ludzi do władzy to coś znacznie gorszego niż katastrofa. Przede wszystkim dlatego, że są oni całkowicie i absolutnie przekonani o swojej samodzielności. Szczególnie samodzielności w myśleniu. Przed posłem Braunem otwiera się tylko jedna pułapka, którą on może łatwo ominąć. To znaczy ludzie, których zdeprawował zaczną uważać, że są lepsi od niego i mogą być jeszcze bardziej samodzielni. Trend ten już jest widoczny. Dokonują oni jakichś prezentacji w mediach społecznościowych. Pokazują się, jak to czasem słyszymy, z najlepszej strony. Ta zagrywka zawsze wywołuje uśmiech na twarzy, ale oni  tego nie rozumieją. Bo są jak bohaterowie serialu Ranczo – wyreżyserowani. I jedyną ich troską jest to, by nie zniszczyć prawdy scenariusza i nie zawieść reżysera. Poseł Braun nie może iść tą drogą, bo nie po to ludzie na niego głosują, żeby udawał poczciwego pierdołę, czy zatroskanego ojca ojczyzny. Musi eskalować. I to właśnie czyni. I co by nie zrobił jego fani, którym dał wolność w ramach scenariusza, będą go popierać. Wrogów zaś poszukają sobie w takich jak my, bo odbieramy im coś, na co czekali całe życie – złudzenie rychłego przejęcia władzy. No i krytykujemy człowieka, który im ten skarb przekazał zupełnie za darmo.

Podsumowując – Grzegorz Braun jest na pozycji w zasadzie niezagrożonej. Zanim ci z jego fanów, którzy już się emocjonalnie usamodzielnili, zaczną stosować jego metody minie sporo czasu, albo moment ten w ogóle nie nadejdzie, bo okaże się, że mają oni jakieś inne ograniczenia, uniemożliwiające taki sukces. On zaś będzie sobie spokojnie działał dalej, w wielkim komforcie.

Jeśli zaś chodzi o polityków PiS reprezentują oni w masie i pojedynczo postawy skrajnego ogłupienia. Szczególnie źle wygląda tu Przemysław Czarnek. No, ale tuż za swoimi plecami ma Mateusza Morawieckiego.

Ponieważ punktem koncentracji uwagi przez najbliższe tygodnie będzie kwestia Wołynia, najlepiej pokazać to na przykładach Zbrodni Wołyńskiej dotyczących. Okazywanie przez Polaków emocji i przejęcia skalą tej zbrodni, połączone jest demonstracją bezradności. Ludzie przypominają sobie, lub produkują na poczekaniu, bo do tego także dochodzi, jakieś okropieństwa, a następnie je kolportują. Wywołuje to wiele szyderstw ze strony Ukraińców, szczególnie młodych. Polacy, są wobec tego bezradni, a stan ten się pogłębia im więcej krwawych szczegółów i wizualizacji AI krąży po sieci. One jednak stymulują emocje i żadna z osób ekscytujących się Wołyniem z tego nie zrezygnuje. Bo każdy chce demonstrować swoje przejęcie i wrażliwość. W istocie jednak demonstruje bezradność i słabość. Otwiera się też na prowokacje. Te zaś, żeby miały odpowiednią skalę muszą się odbywać w znaczących miejscach. I takim miejscem jest Domostawa. Tak, jak Emilcin pod Opolem Lubelskim gromadzi fanów UFO, tak Domostawa gromadzi bezradnych i oszukanych ludzi, wśród których mogą swobodnie działać prowokatorzy. Pojawiają się tam także politycy różnych partii, w tym PiS. W zeszłym roku był tam Grzegorz Braun. Ciekawe czy przyjedzie również w tym roku i co powie? Na razie zjawił się w Domostawie Przemysław Czarnek, wdał się w dyskusję z osobnikiem zdemaskowanym, jako działacz prorosyjskich organizacji i powiedział do niego – cytuję z pamięci – że obraża on miejsce święte. Czyli, że Domostawa jest dla Czarnka miejscem świętym? A bardziej świętym niż Jasna Góra czy mniej? Ja może przypomnę opis pogrzebu generałowej Sowińskiej. Przerodził się on w tak zwaną demonstrację patriotyczną, a ludzie ogołocili stojące wokół mogiły krzaki, rwąc gałęzie i liście, które potem trzymali w domu niczym relikwie. Wywołało to szczerą wesołość agentów ochrany stojących w tym oszalałym tłumie. Ten schemat, identycznie rozgrywany, stosowano jeszcze wiele razy. I ludzie za każdym razem zabierali ze sobą z takiej demonstracji, jakieś relikwie czy wspomnienia, które leżały potem w ich domach niczym tykająca bomba zegarowa, którą detonowano wydając odpowiednie zarządzenia na szczeblu państwa, czy choćby cyrkułu. I dziś będzie tak samo. Przemysław Czarnek jednak gadał z prowokatorami, których oczywiście „zaorał”. I mówi – rozmawiałem z mistrzem Pityńskim o postawieniu tego pomnika (cytuję z pamięci). I to ma być argument dla prowokatora, który zarzuca PiS, że nadmiernie wspiera Ukrainę? Pityński nie był żadnym mistrzem. Jego dzieła epatują tandetą i wykorzystywane są jako punkty w których gromadzą się rozemocjonowane tłumy, poprzetykane prowokatorami i ćwierćinteligencją, domagającą się coraz to większych ilości paszy emocjonalnej. Tej dostarcza wystudiowane okrucieństwo, albo prowokacje. Podsumowując – PiS próbuje działać jak Braun, ale nie rozumie o co chodzi i działa na odwrót. Momentem krytycznym jest kwestia pieniędzy. PiS wydaje pieniądze, myśląc, że w ten sposób zyskuje popularność. Braun gromadzi pieniądze, popularność zyskując za darmo w ramach opisanych tu mechanizmów.

Wczoraj przekroczono pewną granicę. Oto, całkowicie świadomie, Gadowski i Warzecha oskarżyli polityków PiS o haniebną reakcję na odsłonięcie pomnika w Domostawie, czyli brak poparcia dla tej inicjatywy. Pomnik odsłonięto oczywiście za Tuska, a ministrem spraw zagranicznych był wtedy Sikorski. I trudno doprawdy przypuścić, by Gadowski i Warzecha o tym nie wiedzieli. Podpuścili jednak polityków PiS – jeden Jabłońskiego, a drugi Morawieckiego, a ci odpowiedzieli najświętszym oburzeniem. Warzecha nawet nie próbował niczego prostować, albowiem na jego profilu był tylko wpis jakiegoś innego prowokatora, który on kolportował. Gadowski zaś napisał coś w sensie – może i się pomyliłem, ale Morawiecki popierał Ukraińców. Politycy PiS zaś od wczoraj są szczerze zaangażowani w promocję Domostawy – miejsca, które – powtórzę – służy do tego, by gromadzić tam prowokatorów, którzy będą tam mogli tychże polityków PiS flekować bez żadnych konsekwencji. I zbijać jakieś kapitały i kapitaliki. Powtórzę jeszcze jedną kwestię – celem są ekshumacje i upamiętnienie ofiar, które nie mają grobów i nazwisk. W przeciwieństwie do tych Ukraińców, którzy zginęli w walce z LWP i AK lub zostali zabici w akcjach odwetowych i pacyfikacyjnych. W Polsce stoją pomniki UPA, a na Ukrainie nie ma pomników pomordowanych Polaków. I teraz – czy działania, słowa i emocje ludzi, których nazwiska tu wymieniłem służą temu by ten stan kiedykolwiek zmienić? Nie. One całkowicie odejmują polskim politykom sprawczość. Dzięki tym działaniom, na Ukrainie rośnie pewność, że nie trzeba robić nic w sprawie ekshumacji. Wręcz można pozorować działania i intencje, żeby okazać życzliwość Tuskowi i jego rządowi, który to rząd może się potem chwalić tym, że doprowadził do ekshumacji i działać w Europie na rzecz Ukrainy. Otworzyliśmy bowiem cały nasz kraj na działania prowokatorów i aktywnie w nich uczestniczymy. To znaczy politycy uczestniczą, podpuszczani przez zdeprawowanych dziennikarzy, którzy mają zadbać tylko o jedno – o swoją rozpoznawalność i pozycję w mediach.

Polska i polscy politycy traktowani są jak dysfunkcyjni durnie właśnie dlatego, że nie potrafią przekroczyć pewnego progu, nie potrafią zrozumieć, że są celem i przedmiotem zabiegów, nawet nie bardzo podstępnych, ale wręcz prymitywnych, wobec których stają bezradni jak dzieci. Bo muszą – 11 lipca i później – zjawić się w Domostawie i zaprezentować swoją postawę ludziom, którzy nimi pogardzają i chcą ich wykorzystać. Tymczasem posła Brauna nikt z niczego nie rozlicza. Przeciwnie, wszyscy czekają, co takiego on jeszcze wymyśli. Bo w końcu to on dostarcza rozrywki najwyższej próby, reszta może się tylko odeń uczyć.

Może jutro napiszę coś o Wojciechu Giertychu i Radosławie Sikorskim oraz ich książce Rozmowy rzymskie.

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  3 komentarze do “O przebiegłości Grzegorza Brauna i głupocie polityków PiS”

  1. Wydaje mi się że dominujące cechy Polaków, to robienie z siebie pokrzywdzonych i szlachetnych. To nie to końca tak, a w robieniu z siebie pokrzywdzonych są lepsi jak wiemy. Tylko ci lepsi mają proste skojarzenie – odwet.

  2. Tak, a my nie domagamy się odwetu, ale żeby nas wszyscy lubili. Tym samym prosimy się o kolejnego kopniaka w zadek. Już lepiej nic nie mówić.

  3. Ciekawe, czy Braun się jakoś wytłumaczył z tego głosowania w PE. No cóż naczelny ukrainożerca prowokuje ile się da, ale jak oficer prowadzący każe głosować to ogonek podkuli i łapką guziczek naciśnie jak trzeba. Kiedyś byłem entuzjastą Brauna – na szczęście pojawił się wtedy w orbicie Grzesia pan Gyrguć i wtedy wszystkie lamki się zapaliły. Mam nadzieję, że teraz także pozapalają się niektórym lampki i Grzesiu z braku sukcesów pojedzie na Białoruś , jak sędzia Szmydt.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)