Mało kto zauważył wczoraj pewną istotną kwestię – mianowicie instrumentalne traktowanie doktryn, które dopasowuje się do okoliczności, ale także zamienia w kokieterię. Tak, jak to uczynił z Pelagiuszem Paul Johnson. Oto według Johnsona Pelagiusz, urodzony na Wyspie obywatel rzymski, Bryt z krwi, był prekursorem niezależności Wyspy, wskazał na doktrynę, która połączyła wszystkie ludy Wyspę zamieszkujące, usamodzielniła je i postawiła w opozycji do Rzymu. Jest to konstrukcja nie do obrony, ma ona walor kokieteryjny jedynie i niczego nie tłumaczy. Pelagiusz jako antycypacja zbrodniczej doktryny anglikańskiej jest figurą z nieprawdziwego zdarzenia. I nie trzeba tu przywoływać różnych przygód z jego życia, na przykład pospiesznego opuszczenia Rzymu przed wkroczeniem tam Wizygotów, całkowicie przecież zarianizowanych, ani też działalności punickiej agentury, które już przecież teoretycznie nie było, bo Kartagina została zburzona dawno temu. Wystarczy wspomnieć, że w dziesiątkach tekstów kultury, książkach, filmach i wykładach Brytyjczycy podkreślają iż są Rzymianami z tradycji. W zasadzie jedynymi Rzymianami jacy pozostali, a król Artur to ostatnia forpoczta imperium na osuwającej się w barbarzyństwo wyspie. Czy można być więc i jednocześnie nie być Rzymianinem? Najwyraźniej można. I wskazał to już Szekspir ustami Hamleta, ale nie dopisał, że chodziło o tradycję rzymską.
Piszę o tym tak rozwlekle, żeby pokazać, iż dla ściemy politycznej i jej uwiarygodnienia trzeba zaangażować bardzo poważne środki. To znaczy zbudować cały teatr cieni z mnóstwem dekoracji, które przekonają ludzi – w zależności od mądrości etapu – że Anglicy to współcześni Rzymianie, lub – jeśli zajdzie taka potrzeba – Anty-Rzymianie, posiadający swoją własną, odrębną cywilizację.
My zaś zastanawiamy się, co miał na myśli premier Morawiecki mówiąc iż jest zwolennikiem pelagianizmu. I czytamy jego elaborat o wolnej woli i grzechu pierworodnym. Otóż on miał na myśli to, byśmy go zaakceptowali z całym dobrodziejstwem inwentarza, a to z tego powodu, że zapodaje fajne gadki. Następnie zaś odchrzanili się od niego, kiedy będzie podejmował niepopularne decyzje. Stopień ich niepopularności bowiem oznacza tyle, że my nic nie rozumiemy, bo – co łatwo dowieść – nie kumamy nawet czym się pelagianizm różni od augustianizmu. I w tym tkwi istotny sens wypowiedzi premiera. Ona ma nas obezwładnić intelektualnie. I ja to wiem na pewno, albowiem – o czym już mówiłem kilka razy – w roku 2012 zbliżyłem się na odległość strzału z procy do Mateusza Morawieckiego. To znaczy po napisaniu I tomu Baśni, przysłał on do mnie jakiegoś funkcyjnego, który umówił mnie na spotkanie z dyrektorem WBK wtedy, Mateuszem Morawieckim. Kiedy przybyłem okazało się, że siedzimy w sali z weneckim lustrem, ale okazało się też, że szef nie przyjdzie. Przyszła za to jakaś pani i rozmawialiśmy w trójkę. Ja byłem wtedy n a etapie pisania II tomu Baśni, który całkowicie różnił się od tego pierwszego. I byłem tym szalenie podekscytowany. Widocznie źle wypadłem, bo nie dostałem żadnego dofinansowania, ani też nikt mi więcej spotkań nie proponował. Na tamtym bowiem etapie Mateuszowi Morawieckiemu potrzebne były rzewne gawędy patriotyczne. I ktoś, kto będzie je ze swadą emitował w przestrzeni publicznej. Jednym słowem potrzebował nasz dzisiejszy dobry premier kogoś w typie Adama Borowskiego. No, ale trafiłem się ja z całym moim bagażem nieoczywistych doświadczeń i głębokiego przekonania o tym, że mam rację, a wszyscy inni jej nie mają. Co okazało się prawdą, albowiem działam dalej i realizuję swoje projekty. Nie posłuchałem żadnych sugestii ani rad, nie uległem żadnej presji. Mateusz Morawiecki zaś uznał wtedy, że kto jak kto, ale ja akurat nie rokuję. Potem został premierem i porzucił narracje, które wydawały mu się potrzebne w roku 2012, przeszedł na pelagianizm i stał się wyznawcą Harariego. Ciekawe kim będzie w kolejnym etapie? Niewykluczone, że Rzymianinem. Na razie deklaruje, że chce patrzeć w przyszłość. To zupełnie jak Kwaśniewski 20 lat temu.
No, ale wróćmy do naszych baranów – złożoność komunikacji potrzebna jest na pewnym tylko etapie, którego – na szczęście – nie można ominąć. Gdyby to było możliwe, słuchalibyśmy przez przerwy tych samych dyrdymałów, tego samego pieprzenia o przyszłości, względnie rozliczeniach z przeszłością. Doceńmy więc herezję pana premiera, bo wiadomo przynajmniej, że stara się nas zabawić i zająć czymś pożytecznym. No, ale etap kiedy takie gawędy są potrzebne kończy się szybko i każdy polityk, nie tylko pan premier powraca do standardowych opowieści popartych standardową mimiką i dylematami rodem z XIX wiecznych przedstawień wodewilowych. Te zaś, o czym nigdy nie możemy zapominać wzbudzały zawsze szczery i niekłamany zachwyt publiczności, piosenki zaś, które w nich śpiewano stawały się potem częścią narodowego folkloru różnych nacji. Weźmy tu za przykład piosenkę „Meiner liebe Augustin”, czy „Hej sokoły”, które uważane są za utwory ludowe, a nie operetkowe. I tak samo jest z premierem Morawieckim – wskutek dobrze poustawianych dekoracji, właściwej mimiki i przekonujących mrugnięć oboma oczami ze sceny, jest on uważany za człowieka stanowiącego sól ziemi. Co podkreśla opowieściami o wolnej woli i pelagianizmie. A także o samozbawczych mocach człowieka. No to ja chciałbym zobaczyć taką scenę, jak młody Mateusz Morawiecki leży na leżance, właśnie obronił dyplom z historii, ale coś mu w życiu nie pasuje. No i podrywa się nagle i zaczyna nucić najpierw po cichu, a potem coraz głośniej piosenkę o sokołach, albo inną jakąś, o Kasi co wyganiała wołki. Patrzymy co on czyni, widzimy, że pakuje tobołek, wtyka weń garniak i eleganckie buty, a następnie pchany samą tylko wolną wolą, bez żadnych dodatkowych błogosławieństw, czy to Bożych czy jakichś innych pędzi do Berlina czy gdzie tam, studiować ekonomię, a wszystko dlatego, że odkrył w sobie – sam, nie inspirowany przez nikogo – nową pasję. I nowy cel w życiu. Następnie zaś został postawiony na czele rządu, także bez niczyjej, a już na pewno nie bożej inspiracji. Tak było? Pytam tych, co wiążą z Mateuszem Morawieckim jakieś nadzieje. Czy jednak Pan Bóg się do tego wmieszał? A może dopiero się wmiesza, kiedy zorientuje się jakimi motywacjami kieruje się człowiek usiłujący przewodzić jego ulubionemu plemieniu żyjącemu nad rzeką Wisłą.
Na dziś to tyle. Ponieważ zaraz będzie sierpień, miesiąc bardzo szczególny, a przy okazji mój ulubiony, mam dla Was nową książkę. W zasadzie spadła mi z nieba, bo została wydana już dawno temu. Sprzedają ją na allegro za spory grosz, ale u mnie jest taniej. To autentyczny pamiętnik z Powstania Warszawskiego, napisany przez Jana Piotrowskiego, dowódcę kompanii Lewar, która walczyła w Śródmieściu Północnym.
Teraz ogłoszenia, w tym jedno nowe. W sobotę 5 września będzie konferencja w Zatoniu pod Zieloną Górą, a w piątek 4 września o 15.00 wystąpię, jak w zeszłym roku w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem i opowiem o okolicznościach śmierci króla Stefana Batorego.
Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
A oto promocje na dziś:
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sprawy-i-rzeczy-ukrainskie/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/mit-drakuli-gabriel-ronay/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/

Dobrze napisane bo zaprawdę, przeciętny człek premiera Mateusza kojarzy bardzo ponuro z jego działalnością z czasu okupacji cowidowej. To jest nie rozliczona rozprawa z ludem ,ofiarami nieleczenia,z finansowymi przekrętami. Premier który osobiście na lotnisku wita Antonowa z ładunkiem maseczek tudzież innych niezbędników z plastiku,taki premier wychodzi na komedianta,niestety. I nigdy nie powinien do polityki wracać bo się do niej nie nadaje,a kompleks Rzymu mają wszyscy co papieża nie uznają. Nie mogą pojąć że walczą z Chrystusem ,nie wierzą w Trójcę Świętą więc naiwnie myślą że im się uda rozwalić potęgę Rzymu sprytem i podstępem. Żałosne jest to przebieranie się w kostium katolika dla omamienia wyborców,no, ale to tylko dowód hojności Bożej w dzieleniu się z człowiekiem boską wolnością podejmowania decyzji.
Na razie i tak rządzi Tusk z Giertychem
A to ciekawe że PiS po wygranych wyborach za chiny ni móg stworzyć rządu,nie było z kim czy jak,no i jakoś wyszło że musioł Tusk i Giertych to zrobić.
Szkoda na nich słów
Bardzo ciekawe, R. Terlecki bezboleśnie przeszedł do MM. Powiedział dziś, że nie ma się co emocjonować, bo PiS bliżej wyborów będzie rozmawiał. Czarnek ustawił kogoś źle mówiącego o MM, żeby się szanować. Wipler powiedział, że oni są kompletnie gotowi na wybory, i nie ma mowy by MM jako niewiarygodny, został premierem.
Prezes zaś dał spokojny wywiad, z którego wynika że wiele razy MM proponował mu podział partii. Jednocześnie na pytanie kogo z rozłamowcow mu żal, wymienił kogoś młodego, pomijając nazwisko Terleckiego.
I tak to się plecie.