Taką informację dostałem wczoraj od kolegi. A słowa te wyrażone są wprost w książce Paula Johnsona „Historia Anglików”. Robi się więc ciekawie, a nawet bardzo ciekawie. Na samym początku można postawić dwa pytania – od kiedy Anglia jest wyspą Pelagiusza? Ja tego nie wiem, bo nie czytałem książki Johnsona. Czy od samego początku, kiedy ją ochrzczono, czy może od czasu wstąpienia na tron dynastii Lancaster, czy może od reformy króla Henryka? Pytanie drugie – czy premier Morawiecki wie o tym, że Anglia jest wyspą Pelagiusza? Bo skoro powołuje się na autora takiego jak Harari, czyli udającego mędrca i snującego różne niesamowite hipotezy, to tak słodkiego owocu ominąć nie mógł. No chyba, że zgodnie z instrukcją, którą opisał tu wczoraj Ahenobarbus, premier działa bezwiednie i bezmyślnie i jest, niczym okaz entomologiczny, podnoszony przez laborantów różnokolorowymi szczypcami i przenoszony z miejsca na miejsce.
Anglia to wyspa Pelagiusza, a skoro tak, sprawdźmy może jednak od kiedy i, mając w pamięci nowożytną historię tej wyspy, trzymajmy się od Pelagiusza i pelagianizmu z daleka.
Na to, że premier nie jest jednak sigmą i człowiekiem, za którego pragnie uchodzić świadczą wypadki dnia wczorajszego. Oto prezes nie wyrzucił nikogo z PiS, ale skierował sprawę do Karola Karskiego aby ją rozstrzygnął, zyskując rzecz w zadanych okolicznościach bezcenną – czas. Przez ten czas, w którym nie nastąpiły żadne rozstrzygnięcia, ze stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego wystąpiło sporo osób, tak powiadają komentujący rzecz na iksie ludzie. I niestety mało estetyczne i nie budzące intelektualnego fermentu demonstracje pod prokuraturą w Warszawie, połączone ze śpiewami pieśni religijnych, nie miały na to wpływu. To znaczy, że intelektualna atrakcyjność Mateusza Morawieckiego straciła na znaczeniu mimo ewidentnej siary, jaką pokazali pod tą prokuraturą panowie Borowski i Macierewicz drąc się w niebogłosy i twierdząc, że w ten sposób bronią Daniela Obajtka. To zaś z kolei oznacza, że żadne zachowania polskich polityków nie są autentyczne, bo nie wywołują autentycznych reakcji. Jeśli zaś okaże się, że cały bunt został zgaszony przy pomocy Karola Karskiego, to już w ogóle nie wiadomo co powiedzieć. Myślę, że omawiając ten niby rozpad PiS ludzie z samego środka organizacji w ogóle nie są świadomi tego co się dookoła nich dzieje. Szczególnie zaś nie są tego świadomi panowie Borowski i Macierewicz. Nie zdają sobie oni sprawy, że to, co próbują przedstawić światu całemu jako kręgosłup moralny i takąż postawę jest jedynie powodem do drwin. Ludzie nie chcą śpiewania pod prokuraturą, szczególnie że śpiewający nie potrafią śpiewać. Nie chcą też demonstracji ulicznych, w których politycy ich partii zachowują się w sposób kompromitujący. I myślę, że to właśnie było główną przyczyną wzrostu sympatii dla Mateusza Morawieckiego – bo on nie chodził demonstrować pod pomnik i nie tłukł się na pięści i parasolki z Katarzyną Augustynek. Nie czerpał też satysfakcji z oglądania tych wygłupów. No, ale wczoraj został pokonany za pomocą regulaminu partyjnego. To zaś oznacza, że rozłam w PiS jest inspirowany z zewnątrz, a premier nie rozumie w czym uczestniczy. Rozumie to za to prezes i działa środkami prostymi, ale także wyrazistymi. Anglia zaś pozostaje wyspą Pelagiusza. Takiej uwodzicielskiej formuły nie da się niestety zastosować dla Polski. I nikt się nawet o to nie stara, a szkoda. Można by za pomocą podobnej formuły, ale oddalonej od herezji, zjednoczyć parę organizacji w kraju. Pod warunkiem jednak, że na ich czele stać będą osoby dyskretne i stroniące od głupkowatych demonstracji, niestosownych dla ich wieku. Takie bowiem postawy służą kamuflowaniu istoty partyjnego rozbijactwa. Kiedy coś nie wychodzi, albo wychodzi źle, kilka osób robi demonstrację i zaczyna śpiewać religijne pieśni. Nikogo to nie porywa, ale uwaga zostaje skutecznie odwrócona.
I teraz – czy wszyscy biorący udział w tych wygłupach są rzeczywiście nieświadomi? Anglia bowiem pozostaje wyspą Pelagiusza, a ten uważał, że człowiek poprzez samodoskonalenie się jedynie, idąc za wskazówkami Kościoła może osiągnąć zbawienie. Z tym, że nie definiował szczegółów postaw każdego pojedynczego człowieka, który dąży do zbawienia. I na pewno nie wpadłby na taki pomysł, by śpiewać hymny religijne pod prokuraturą. Choć współcześnie wiele osób mogłoby w ten sposób jego doktrynę interpretować i uznać, że takie rzeczy są jak najbardziej właściwe.
No, a co z wyborcami? Ci się nie liczą, nie mają bowiem wyjścia. Czyli można zasugerować, a nawet się upierać, że są oni poza wybraństwem i ich doktryna Pelagiusza nie obowiązuje? Można czy nie? Oceńcie sami. Muszą oni jedynie zdecydować – czy chcą głosować na grupę gdzie jest Kurski, Karski. Macierewicz i cała TV Republika, czy może sympatyzować z subtelniejszą w działaniach i nieco mniej demonstracyjną grupą premiera Morawieckiego. Ktoś powie, że to polityka, a nie zbawienie. No tak, ale jednak wątki religijne i takowe egzegezy są widoczne aż nadto wyraźnie. Czyli, że jedni są ortodoksyjni, a inni nie. Premier sam postawił się po tej drugiej stronie. A Anglia jest wyspą Pelagiusza o czym już nigdy nie zapomnimy. Prezes jednak nie reprezentuje Kościoła tylko partię, którą chce ocalić do przyszłych wyborów. A więc gadanie o sztucznym podziale i ponownym połączeniu w przyszłym roku, przeciwko Tuskowi, staje się całkiem nieaktualne. Szczególnie kiedy patrzymy na miny niektórych osób stojących pod prokuraturą, w tym samego Daniela Obajtka. Ludzie ci zachowują się, jakby coś wiedzieli, to znaczy jakby docierało do nich, że cała galeria postaw i min stosowanych przez polityków i dziennikarzy prawicy spowodowała zanik punktów procentowych w sondażach. I wszystko nadal leci na pysk. Jedyne zaś co mogą zrobić dziś politycy rozłamanej PiS, to nagrywać rolki i opowiadać jaki Tusk jest zły. Anglia zaś pozostaje wyspą Pelagiusza, a premier Morawiecki powiedział dwa lata temu, że jest jego zwolennikiem. Uczynił to z absolutną i całkowicie szczerą naiwnością. Nie zdając sobie sprawy z tego co mówi i jakie są głębokie konsekwencje takich słów. Tego możemy być pewni. On jest przekonany, że to dobrze. Także dziś żywi to przekonanie i nic ani nikt tego nie zmieni. Nie rozumie bowiem nasz dobry premier, że doktryny mają swoje konsekwencje praktyczne. W dodatku takie, od których nie można uciec. W tym miejscu obstawmy jakąś opcję, to znaczy przyjmijmy, że Anglia jest wyspą Pelagiusza nie do tych momentów, które wymieniem wcześniej, ale od niesławnej śmierci dzieci króla Edwarda. I to te dwa małe ciała są pieczęcią, która pelagianizm wyspy ostatecznie zatwierdziła. Bo człowiek może dojść do zbawienia sam, bez łaski bożej, a jedynie dzięki wskazówkom Kościoła. Musi tylko czasem usunąć różne przeszkody z drogi, a także obarczyć winą za niepiękne czyny kogoś innego. Na przykład króla Ryszarda III. No i wywrzeć nacisk na Kościół, by dał on właściwe wskazówki. Od tych odległych czasów Anglia nie może już zawrócić ze swojej drogi prowadzącej, jak widzimy, nie do zbawienia bynajmniej. I mało już dziś pomaga bicie się w piersi i wyznawanie jak było naprawdę. Tak to już bowiem jest z herezjami, że one się utrwalają.
Karol V, podejmujący dyskusję z Lutrem, a w rzeczywistości ze swoimi zbuntowanymi poddanymi, w tym niektórymi elektorami Rzeszy, wepchnięty został na drogę bez wyjścia. To znaczy w imię interesów politycznych utożsamianych ze zbawieniem spalić kazał Rzym, ale zrozumiał swój błąd i abdykował. Nie poddał się więc wpływowi herezji. Bo jej ciężar zmiażdżyłby na pewno całe chrześcijaństwo. Trudno więc nie mieć odrobiny sympatii dla cesarza Karola z dynastii Habsburgów. Jeśli ktoś zaczyna konsekwentnie dążyć do zbawienia i ćwiczyć przy tym wolę, będąc całkowicie przekonanym o słuszności swoich działań trafia na ścieżkę do piekła. Mateusz Morawiecki całkowicie konsekwentnie działał na rzecz porozumienia się z Ursulą von der Layen i uzyskania KPO, co doprowadziło do klęski PiS w wyborach. I dziś jest równie silnie przekonany o słuszności swoich działań. Nie widzi jednak, że te działania są mu narzucone, a on sam na chwilę przed metą i przewidywanym szczęśliwym zakończeniem wywraca się niczym lokomotywa w dziecięcej kolejce elektrycznej. Jeśli do tego dołożymy owe śpiewy pod prokuraturą staje się jasne, że Anglia może i jest wyspą Pelagiusza. My jednak możemy ją naśladować w takim jedynie zakresie, w jakim Rowan Atkinson naśladował lorda z epoki elżbietańskiej w serialu „Czarna żmija”. I to jest widoczne aż nadto wyraźnie.
Teraz ogłoszenia:
Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
Okazało się, że konferencja w Zielonej Górze jednak się odbędzie. W sobotę 5 września. Szczegóły będą po weekendzie w ulotce, którą tu opublikujemy. Dzień wcześniej rozpoczyna się winobranie w Zielonej Górze. Wszystkich szczegółów dowiedzie się od Marcina i Pawła
Do nich też należy zgłaszać chęć uczestnictwa. Nie wiem ile to teraz kosztuje. Na pewno mniej niż u mnie.
Wygłoszę tam wykład pod tytułem „Stosunki polsko-ukraińskie” w XIX i XX wieku i będę opowiadał same herezje.
A oto promocje na dziś:
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietnik-kawalera-zakonu-sw-jana-alonso-contreras/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ojciec-dreadnoughta-admiral-john-fisher-1841-1920/
(..) osoby dyskretne i stroniące od głupkowatych demonstracji, niestosownych dla ich wieku (…)
Osoby na głupkowatych demonstracjach niestety zachowują się całkowicie zgodnie ze swoim wiekiem metrykalnym, wydają głosy, zapewne też słyszą głosy. Niczego więcej nie potrzeba, rejestruje się te zachowania i materiał na rok Pański wyborczy 1927 jest. Jeżeli Karol V musiał abdykować to i Karol Karski też będzie musiał abdykować ze swej roli, więc rozłam się dokona i będzie niszczący.
Sporo mówi się o upadku Anglii. Jednak City of London nie upada.
Już ktoś kolejny przechodzi do MM. Dziadki niech się ośmieszają.
Najrozsądniej trzymać się z daleka od tego wszystkiego. Prezes nie wychował sobie następcy, więc pojawiają się uzurpatorzy.
Pamiętasz wersję Króla Artura z Clivem Owenem? Według mnie tam w którymś momencie pada zdanie, że eskortowany przez oddział Artura dostojnik to uczeń Pelagiusza, który udaje się do Rzymu. Czyli to okres schyłku Cesarstwa Zachodniego. A to by znaczyło, że Brytania była wyspą Pelagiusza przed najazdem Sasów.
Akurat nie, uczniem Pelagiusza byl „krol’ Artur.
Naprawdę? Nie pamiętam tego. W takim razie to znacznie ciekawsze!