wrz 032026
 

Proszę Państwa, jestem na wyjeździe, tak jak zapowiadałem wielokrotnie mam dwa wystąpienia w województwie Lubuskim. Muszę się skoncentrować na innych niż pisanie kwestiach. Zostawiam Wam więc fragment tekstu z nowego numeru „Szkoły nawigatorów”. Jego autorem jest major Zbigniew Sujkowski.

W lipcu 1944 miasto zaczęło napełniać się falą ludności uciekającej ze wschodu przed posuwającym się frontem. Niemcy rozpoczęli ewakuację mienia zbrojeniowego tzw. „Rüstungsbetrieb”: samochodami i wozami konnymi zwozili na dworce kolejowe urządzenia fabryczne zakładów: „Pocisk”, „Ursus”, i innych oraz lotnicze z Okęcia.

W związku z postępującą szybko naprzód sowiecką ofensywą letnią, gen. Bór przesłał do Londynu 14 lipca swoją ocenę sytuacji. W streszczeniu, wyglądała ona tak: Niemcy ponieśli poważną klęskę na wschodzie; na froncie Środkowym są w odwrocie. Armie niemieckie, które cofają się na Warszawę, robią wrażenie armii pobitych, wydaje się, iż bez wprowadzenia poważnych odwodów zatrzymanie ofensywy sowieckiej jest niemożliwe. Nawet w razie wprowadzenia do akcji odwodów, Niemcy mogą być zmuszeni do dalszego odwrotu i nie jest wykluczone, choć jest mało prawdopodobne, ich gwałtowne załamanie się.

Sowiety dążą do wywołania powstania w Polsce pod kierownictwem swej agentury, znanej pod nazwą PPR/Polska Partia Robotnicza/. Od wielu tygodni, zrzucają duże ilości instruktorów i dowódców broni w różnych miejscach Polski środkowej. Licząc się z nastrojami mas, które chcą walki z Niemcami, akcja ich ma widoki powodzenia. Sowietom chodzi nie tyle o pomoc militarną, co o atut polityczny – choćby w tej postaci, iż społeczeństwo polskie chce wejść do Związku SSR, jako 17 republika.

My, w tych warunkach, musimy przeciwstawić im własną postawę i akcję. Bezczynność nasza nie spowoduje braku akcji – spowoduje tylko, że agentura PPR będzie nią dowodziła.

Cel naszej walki byłby:

  1. Zadokumentować przed światem naszą postawę i naszą sprawę.
  2. Uniemożliwić Sowietom inspirowanie, że jesteśmy cichym sprzymierzeńcem niemieckim.
  3. Wziąć pod komendę własną niezdecydowane masy robotników, którzy chcą tylko walczyć z Niemcami.

Armia Krajowa jest zarówno do powstania ogólnego, jak do walk rejonowych i ta forma będzie stosowana w miarę posuwania się frontu.

Po kilku dniach, gen. Bór zawiadamia Londyn, że zarządził od 12 lipca stan wzmożonego nasłuchu, a na 25 lipca stan czujności do powstania, w związku z możliwością załamania się akcji niemieckiej.

Nastrój wśród nich panował nieszczególny. Szosy podwarszawskie zostały zatarasowane cofającymi się wojskami, które w nieładzie parły na Zachód i Północ w kierunku na Modlin. Koszary i magazyny wojskowe ewakuowano pośpiesznie na samochodach. W ostatnich dwóch dniach usunięto nawet z terenu miasta artylerię przeciwlotniczą. Wszystkie mosty podminowano. Wyglądało wszystko na paniczną ucieczkę. Ogień artylerii sowieckiej był coraz bliższy i gwałtowniejszy. Organizacja czekała w stanie pogotowia od szeregu dni.

Rzeczywiście, Niemcy zaczęli panicznie ewakuować Warszawę. Wywieziono też jeńców politycznych z Pawiaka, ale na jednej z podmiejskich stacji, Ukraińcy spalili większość pociągów około 27 lipca. Przez most na Wiśle, płynęły kolumny wojska niemieckiego, obdarte, zmęczone, apatyczne. Tłumy radośnie przyglądały się „cofającym się Niemcom”. Serca napełniały się nadzieją. Urzędy zostały zamknięte, urzędnicy Niemcy uciekli, wziąwszy 3 miesięczne pensje. To też gen. Bór, w dniu 23 lipca ocenia, że Niemcy nie są obecnie w stanie przejść do kontrofensywy. Według Niego, niemieckie 3 armie frontu środkowego, poniosły klęskę i są rozbite. Mimo to, wyczuwa On osłabienie ofensywy rosyjskiej, spowodowane zapewne chwilowym przemęczeniem, po pokonaniu, którego, należy oczekiwać, iż Sowiety dojdą do Wisły i przejdą ją.

Zamach na Hitlera, 23 lipca 1944 r., który nastąpił w tym czasie, zwiększył przekonanie

o trzeszczeniu wewnętrznym Niemiec, to też gen. Bór tym wyraźniej przewiduje rozwój wypadków, który może zmusić AK do chwycenia za broń.

24 lipca zażądał on od Rządu Polskiego w Londynie, żeby ten uzyskał od Rządu Angielskiego i Amerykańskiego uznanie żołnierzy AK za kombatantów, a AK za armię aliancką.

Tymczasem Niemcy przerwali nagle prowadzoną ewakuację, okrzepli, urzędnicy powrócili i urzędy administracyjne wznowiły urzędowanie. Przez miasto popłynęły w przeciwną stronę kolumny wojska wypoczętego, choć w niezbyt wielkich ilościach.

Przez cały ostatni tydzień przed Powstaniem, słychać było od strony wschodniej działa bolszewickie. Nad miastem i okolicą pojawiały się samoloty sowieckie, bombardujące wojskowe cele oraz rzucające ulotki wzywające do powstania.

Co raz bardziej krystalizował się w Kw. Gł. gen. Bora pogląd, że wybuch Powstania jest nieunikniony. Niemcy robili masowe przygotowania do mobilizacji ludności do robót przyfrontowych. Na parę dni przed Powstaniem, ogłosili przez megafony, gazety i ogłoszenia na murach miasta, że Warszawa musi dać 100 000 ludzi dla niemieckich robót wojskowych. Na wyznaczone punkty zbrojne, nikt się nie zjawił. Niemcy chwilowo nie zareagowali, ale każdy wiedział, że po ponownym wezwaniu zastosują inne środki. Groziłoby to zniszczeniem AK bez boju. Jak branka w 1863 r., tak groźba wywiezienia na roboty w 1944 r. była kroplą przelewającą brzegi.

To też decyzja KG brzmiała: „Część powiatu Warszawa prawobrzeżna wykonuje „Burzę”, w miarę zbliżania się bolszewików. Warszawa z Pragą oraz część powiatu Warszawa lewobrzeżna występuje, uprzedzając wkroczenie bolszewików, w formie lokalnego powstania.”

Jednocześnie Komenda Gł. Armii Krajowej donosi do Londynu 26 lipca: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przyślijcie nam do walki polską brygadę spadochronową, będzie to miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne, przygotujcie tam możliwości zbombardowania lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walk zamelduję”. Depeszę podpisał gen. Bór.

Tego dnia, w innej depeszy, doniósł: „Pożądane wylądowanie, choćby małej ilości, naszego lotnictwa”. Tego dnia, premier Mikołajczyk, przed odlotem do Moskwy, kazał nadać następującą depeszę z Londynu do Delegata Rządu w Kraju: „Na posiedzeniach Rządu RP zapadła zgodnie uchwała upoważniająca Was do wywołania powstania w Warszawie w momencie przez Was wybranym. Jeżeli możliwe, uświadomcie nas przed tym”.

Wprawdzie przeciwnikiem powstania był, nieobecny w Londynie, Naczelny Wódz, ale będąc we Włoszech nie wpływał na wypadki. Tymczasem, akcja tzw. „Burzy” trwała na wschodzie już od dawna i wraz ze zbliżającym się frontem zbliżała się do Warszawy.

Rozkazem z 24 lipca została uruchomiona w podokręgu podwarszawskim wschodnim, gdzie wyznaczono do akcji: 7 plutonów dookoła Sielc, 9 plutonów dookoła Mińska-Mazowieckiego, 12 plutonów dookoła Garwolina, 5 plutonów na szosie Sokołów – Węgrów, 9 plutonów na drogach do Tłuszcza i Wyszkowa, 2 plutony na szosach z Radzymina do Tłuszcza i Wyszkowa, 6 plutonów na szosie Ostrów-Różanów i Ostrów-Wyszków.

Wszystkie te plutony wzięły udział w akcji zbrojnej, ale raporty o ich walkach są b. ogólnikowe, a z Garwolińskiego w ogóle raport nie dotarł.

W Warszawie tymczasem temperatura moralna społeczeństwa wzrastała szybko, a wiadomości z Moskwy wzywające do walk były przyjmowane poważnie, co najmniej, jako dowód, że zajęcie Warszawy przez Sowiety jest wysoce prawdopodobne.

Już 27 lipca ukazuje się manifest sowiecki do Narodu Polskiego podpisany przez Mołotowa  i Osóbkę-Morawskiego. Zaczyna się on: „Polacy: Nadszedł czas oswobodzenia, Polacy do broni”, i dalej w długim tekście jeszcze raz powtarza: „Bijcie Niemca wszędzie”, „Napadajcie na transporty” itd.

Tego samego dnia, w podnieconej atmosferze, przed decydującym momentem, gen. Bór zażądał od Rządu Polskiego w Londynie wydania natychmiast manifestu do narodu z ogłoszeniem o daleko idących reformach społecznych w formie przebudowy ustroju Polski. Główne punkty – w/g. depeszy, mają być:

daleko idąca reforma rolna,

uspołecznienie produkcji i głównych gałęzi produkcji,

upowszechnienie oświaty,

nowa ordynacja wyborcza.

Gen. Bór uważał, że ludzie muszą wiedzieć, o co będą się bili.

Niezależnie od żądań politycznych, gen. Bór wysyła następnego dnia, 28 lipca, depeszę do Londynu, w której, w imieniu Warszawy, żąda przysłania broni do walki już nie konspiracyjnej, lecz otwartej. Na miejscu zaś ogłosił dla AK stan alarmowy.

Odpis apelu radia moskiewskiego do Warszawy z dn.29.VII.44 /English translation/ „Moscow radio in Polish 20T 29.VII.44, Appeal to Warsaw: fight the Germans.”

No doubt Warsaw already hears the guns of the battle which is soon to bring her liberation. Those who have never bowed their heads to the Hitlerite power will again as in 1939 join battle with the Germans, this time for the decisive action.

The Polish Army now entering Polish territory, trained in the USSR, is now joined to the People’s Army to form corps of the Polish Armed Forces, the armed arm of our nation in its struggle for independence. Its (ranks???) will be joined army (to) pursue the enemy westward, wipe out the Hitlerite vermin from the Polish land and strike a mortal blow at the beast of Prussian Imperialism. For Warsaw which did not yield but fought on, the hour of action has

arrived. The Germans will – no doubt, try to defend themselves in Warsaw and add new destruction and more thousands of victims. Our houses and parks, our bridges and Railway Stations, our factories and public buildings will be turned into defence positions. They will try to take away all the most precious possessions and turn into dust all that have to leave behind, it is therefore a hundred Times more necessary than ever to remember that in the flood of Hitlerite destruction all is lost that is not saved by active effort that by direct active struggle in the streets of Warsaw, in its houses, factories and stores we not only hasten the moment of final liberation, but also save Nation’s property and the lives of our brothers.

Rozkazy te i depesze krzyżują się z instrukcjami Naczelnego Wodza, zalecającymi nie ujawniania się, a tym samym wstrzymania się od akcji.

W Londynie, tegoż dnia 28 lipca o godz. 16-tej Rada Ministrów przyjmuje tekst depeszy, wysłanej przez Mikołajczyka 26 lipca, – jako swoją uchwałę. Tym samym, zezwala i zachęca Armię Krajową do zrywu.

Jednak Gen. Bór jeszcze jest ostrożny i Komenda Główna Warszawy zawiadamia Londyn, iż „działania w Warszawie uzależnia od wyniku bitwy drugiej armii niemieckiej z armią sowiecką na wschodnim brzegu Wisły i od ewentualnego posuwania się Sowietów na zachodnim brzegu rzeki.”

29-go lipca, wywiad AK na miejscu stwierdza, że w rejonie Warszawy Niemcy mają silną obronę przeciwlotniczą, ale na lotnisku nie posiadają myśliwców nocnych, a armaty tylko w ilości 35 sztuk 24 mm. Nie zapowiadało to zamiaru przyjęcia większej bitwy z Sowietami w oparciu o Warszawę.

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)