Odpowiedź na to pytanie jest prosta – bo władza polityczna słabnie. I nie potrzebuje już nikogo i niczego, kto wyrażałby jej chwałę, moc i trwałość. Słaba władza wręcz jest przekonana, że do legitymacji swojej słabości nie potrzebuje niczego lub byle czego. Najlepiej, by to „byle co” naśladowało produkty, które są wyrazem siły innej władzy. Jeśli chcecie przykładu, oto on – naśladowanie póz i śpiewu Marlin Monroe przez Dodę Rabczewską na urodzinach prezydenta Dudy. I nie mówcie mi, że to nie jest sztuka. Obydwie panie to artystki i obydwie legitymowały się na rynku sztuki poprzez władzę. Ja tego występu Dody nie widziałem, ale jeśli w pobliżu była Agata Duda, powinna wstać i zamalować Rabczewską z liścia. Poza wszystkim zaś jest to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów degradacji władzy, poprzez niezrozumienie czym jest sztuka i do czego służy.
No, ale przejdźmy do spraw poważniejszych. Mechanizm działa następująco – słabość władzy ogranicza budżety na sztukę, wręcz je likwiduje, ale władcy oszczędzający na artystach, chcą jednak oglądać swoje wizerunki. I to nie jest tak, że dobre warsztaty i znane nazwiska nagle znikają. Po prostu nie dostają zleceń. Za to dostają je partacze, którzy robią tanio. Długotrwałe zlecenia władzy dla partaczy zmieniają kryteria oceny. Potem zaś następuje rzecz znamienna i łatwa do zaobserwowania. Po zmianie kryteriów oceny sztuki, czyli lansowaniu szajsu i zwalczaniu rzeczy wartościowych, dokonuje się podmiana. Zwiększają się budżety na sztukę, ale jej dalej nie ma, po prostu ogłupiała i słaba władza zaczyna z własnych pieniędzy finansować propagandę, która jest wymierzona w nią właśnie. Bo nie rozumie, że to propaganda, albowiem podciągnięto ją pod nowe, zaniżone kryteria i zadekretowano za pomocą autorytetów, które władzy imponują. Czym? Ilością zleceń, popularnością, ekstrawagancjami. Tak oczadziała władza zaczyna płacić swoim wrogom z pieniędzy poddanych. I czasem jeszcze dokonuje na tych transakcjach różnych spekulacji. Sztuka bowiem, w momencie kiedy przestała legitymizować władzę, stała się spekulacją, albo terapią. Spekulację zaś niesłychanie łatwo zamienić w propagandę. Choć przyznać trzeba, że nie dokonuje się już dziś wielkich spekulacji na sztuce, po prostu za pomocą gadżetów i wydarzeń, które udają sztukę kroi się budżety organizacji państwowych i samorządowych. To łatwiejsze i mniej ryzykowne. Trzeba mieć tylko pousadzanych w strukturze swoich ludzi, którzy z kamiennymi minami oznajmiać będą publiczności, że gówno wtarte w dywan to ósmy cud świata, a Skolim to wybitny artysta estradowy.
O elemencie deprawacyjnym w sztuce pisałem tyle razy, że w zasadzie szkoda już o tym wspominać. Jest to po prostu część antypaństwowej propagandy. I kwestie te mają dziś wymiar globalny, przez co władza ich nie dostrzega. Nie tylko władza w Polsce, choć ślepota naszej władzy jest wręcz modelowa. Myślę, że w związku z pojawieniem się AI, znaleźliśmy się – po raz kolejny w dziejach – na etapie kultu cargo. I to dobrze widać po aranżacjach puszczanych w TV Republika, oraz śmiechu, który je tam wita. To jest śmiech Papuasów, odkrywających, że srebrne ptaki z nieba przywożą czekoladę i mleko skondensowane. Należy więc zbudować z patyków lotnisko i one na nie przylecą same z siebie.
Sztuką stało się samo publiczne pokazywanie się. I na tym dokonuje się największych przewałów. Można bowiem – bardzo tanio – połączyć wystąpienie przebranego w coś faceta, z kontrowersyjną treścią i wyeliminować moment twórczości, czyli wykonania. Wystarczy samo gadanie. I za to gadanie już władza gotowa jest płacić. Nie rozumiejąc, że w słowach może być ukryta propaganda, na tyle subtelna, by ponieść tłum i jego energie skierować przeciw władzy. Ludzi, którzy osiągają sukces stosując tę metodę, władza próbuje przekupić, próbuje się im przypodobać, albowiem nie wie co innego mogłaby z nimi robić. Na tym przykładzie też łatwo wytłumaczyć jak wygląda mechanizm zaniżania kryteriów oceny. Dokonuje się on poprzez stylizację. Samo gadanie zaś wydaje się być tylko dodatkiem do stylizacji. I kiedy odkryją to ludzie władzy, a mam tu na myśli szczególnie ludzi prawicy, wpadają na pomysł taki oto – skoro to takie proste, nie musimy wynajmować wystylizowanego opowiadacza ciekawych historii, sami przebierzemy się za takiego i będziemy opowiadać równie ciekawe rzeczy. To przecież proste. Ten sposób myślenia prezentuje, na przykład, poseł Łukasz Schreiber. I dziękujcie Bogu, że nie wpadł on jeszcze na pomysł by śpiewać i stepować.
Finalnym etapem opisywanych tu procesów będzie czy może już jest likwidacja wszystkiego, co te procesy demaskuje. W poważnych organizacjach i poważnych okolicznościach nazywane to jest ikonoklazmem, w mniej poważnych awangardą, a w skrajnie infantylnych – sztuczną inteligencją. Można to też określić jako zaśmiecanie komunikacji. Mamy z tym do czynienia wtedy kiedy moment przekazania pieniędzy za komunikat jest ważniejszy niż sam komunikat. Przybiera ten proceder różne formy, a jeden ich rodzaj nazywamy reklamą. W zasadzie cała reklama nie reklamuje niczego, jest tylko pretekstem do przekazania budżetu. Im więc bardziej uproszczona tym lepiej. Mniej przypadkowych ludzi się w nią angażuje. Wysokość budżetu jest jednak uzależniona od wtajemniczeń. To znaczy, minimalny wkład pracy, przy maksymalnym budżecie, realizowany jest tylko w organizacjach, w których zaufanie wzajemne ma charakter omerty.
Cały proces, jak wcześniej proces twórczy, można umasowić i zdegradować. To znaczy zniszczyć komunikację wielką ilością reklam, unieważniając treść i formę kolportażu informacji, a podkreślając moment przekazania pieniędzy. Wszystko to oczywiście musi mieć podbudowę ideologiczną. W naszym przypadku za brak komunikacji, jej chory i głupkowaty charakter płacimy, by ocalić ojczyznę i wydrzeć ją z łap zdrajców. I w zasadzie poza płaceniem nie musimy już nic robić, bo jak wystarczająco dużo zapłacimy, to ci którzy przejęli nasze aktywa już o ojczyznę zadbają. Taki format dominuje dzisiaj. I mowy nawet nie ma, żeby go choć trochę naruszyć, bo wtedy człowiek staje się podejrzany i może zostać nazwany zdrajcą.
Na koniec słowo o tym, jak w praktyce wygląda eliminacja warsztatów i zaniżanie kryteriów oceny. Przykład z podwórka dobrze mi znanego czyli z rynku książki. Oto media, w których przekazanie pieniędzy za komunikat jest ważniejsze niż sam komunikat, puszczają wywiad z pisarzem Miłoszewskim, o którym już zdążyliśmy zapomnieć. Książkami Miłoszewskiego interesuje się wąska grupa osób, a on sam do niedawna był sekretarzem czegoś co nazywało się Unia Literacka i miał pozorne cechy związku zawodowego. I, jak przypuszczam, miała czy też ma owa Unia, pozorować misję takiego związku, czyli dbać o dobro pisarzy. Podobnie jednak, jak w przypadku prawdziwych związków zawodowych, zajmowała się ona – sądzę – próbami wymuszeń. No, ale to już przeszłość, bo dziś Miłoszewski założył wydawnictwo Heca. I w wywiadzie dla WP powiedział, że chce tam wydawać książki swoje, Dehnela i jeszcze jakiegoś autora, którego nazwisko wyleciało mi z pamięci. No i potem książki te sprzedawać w księgarni wydawnictwa. Uznał bowiem, że obecny rynek nie sprzyja pisarzom, to znaczy wydawcy nie mówią autorowi ile wydali i ile sprzedali. Powiem Wam, że zdrowo się uśmiałem czytając to. Ludzie, którym ktoś wmówił, że potrafią pisać, pochodzący ze środowisk, w których zaufanie ma charakter omerty, gdzie za minimalny wkład pracy, płaci się najwyższe stawki, nagle odkryli, że ktoś ich kiwa na kasę. I jako antidotum wymyślili własne wydawnictwo. Normalnie położyłem się na podłodze ze śmiechu, jak to wczoraj przeczytałem. Najlepsze jednak było to, co powiedział Miłoszewski o okładkach. Rzekł bowiem, że teraz będzie przyciągał czytelników nie tylko jakością tekstu, ale także atrakcyjnymi okładkami czyli jak najbardziej sztuką. Od razu wysłałem link do jego wydawnictwa Tomkowi i Hubertowi. Bo to oni są tymi warsztatami, które władza skazała na zagładę, wierząc że gówno to piernik i lansując je z całych sił wszędzie gdzie się tylko dało. I marna pociecha, że działo się to jeszcze za poprzedniego Tuska.
Pośmialiśmy się zdrowo, a Tomek przesłał mi taką oto sugestię – znajdźcie trzy różnicę dzielące okładki książek Miłoszewskiego od załączonego obrazka.

Co jakiś czas wskazujesz, że tzw nasi ( czyli czyji?) naśladują bylejakość tych drugich. Tylko jakoś gorzej im to idzie. Nie rozumieją, że trzeba się różnić idąc w górę a nie w dół.
Bardzo byłam zaskoczona tymi pomysłami na atrakcje i prezydenta w Juracie.
Urząd wymaga pewnego dostojeństwa. Prezydent jakoś zszedł w lud, ale przecież nie powinien się z nim utożsamiać. No jeśli on jest taki sam jak Franek z sąsiedztwa, to tyle samo może ci ten Franek. Pewnie nawet mniej, bo Franek jednak może dać po gębie a prezydentowi już nie wypada.
Oni coś wymyślili, jakąś nową metodę.
Na portalu aukcyjnym Lala Dehnela jest dostępna w dużych ilościach poniżej 5 zł za sztukę. Oni wystawiają po 65 zł.
Jestem pewny, że ktoś to wykupi. Cały nakład.
Jakieś biblioteki? Szpitale? Powiatowe urzędy pracy jako poradniki dla przedsiębiorczości kobiet? Fundusz wspierania czytelnictwa Polaków za granicą? Ośrodki integracji i asymilacji cudzoziemców?
Oni coś wymyślili. Czasu mają coraz mniej, więc niedługo się dowiemy co to jest.
Acha, słyszałam o tym pomyśle stworzenia własnego wydawnictwa -;). Powodzenia -:)).
Dehnel pewnie będzie chciał publikować ze swoim partnerem.
No tak, należy ludzi podciągać w górę, a nie degradować
Nie wykluczam
Powodzenia
Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że musi chodzić o te okładki.
Zawartość Lali z portalu aukcyjnego (cena detaliczna 2,63 zł, po wyczerpaniu zapasu: 4,0 zł, po wyczerpaniu tego zapasu, po 4,74 zł) i z księgarni Heca jest taka sama. Jedyna różnica to okładki.
Opracowanie jednolitego graficznie projektu serii (elegancki minimalizm, przemyślana paleta) to będzie chyba około 1 miliona 500 tysiecy złotych. Może 2 miliony. Każda okładka zrealizowana w jednolitym graficznie projekcie serii to około 350 tysięcy złotych.
Finansowanie?
Tego nie wiemy, pewnie jakiś czempion, konkurs pod patronatem, normalnie.
A po trzech miesiącach, gdy koszty magazynowanie przekroczą barierię rozsądku – do młyna, transport na koszt odbiorcy. Albo wcale nie drukować. Jak jakiś półgłówek zacznie się awanturować, że zapłacił, to trudno, zamówi się z cyfry.
Ciepło, ciepło…
Smutną rzecz obserwuję w necie. Siłowe porównywanie prezydentowej do Joli Kwaśniewskiej. I w każdym punkcie ona wygląda trochę gorzej.
Kwaśniewska na ten swój obraz i dużą swobodę pracowała latami. Pierwsze wystąpienia to była katastrofa modowa. Po co tak siłowo przebierać Nawrocką za kogoś kim nie jest. Albo choć trochę fotoszopa spróbować. Zawsze ma coś pogniecione, zadarte itd. Podobno chce się wzorować na Kate czy Dianie? To rozsądny wybór. Tyle że sama chęć to początek. Nie będę podpowiadać, co robić żeby prezydentowa nie wyglądała na przebraną zamiast na ubraną.
To wymaga czasu, bo na razie z naturalnej fajnej dziewczyny zrobili pańcie.
Czy to serio? Tak to wyglada?
Podający się za polską prawicęw ogóle ciągle coś udają, mówiąc że to oni mają te prawdziwe wartości. Każdy leming, obojętnie z której opcji politycznej, to czuje.
Prędzej podpiął się pod jakieś dotacje lub inne finansowanie. Obce wydawnictwo brało dotacje dla siebie, on nic z tego nie miał.
To znaczy, że nic nie mają, a jedynie aspirują
Może nawet nic nie wiedział. Ja też przecież nie wiem, to jest satyryczno-sarkastyczny żart ze zniekształconego, wykoślawionego i nieprzejrzystego rynku. Ceny na portalu aukcyjnym są prawdziwe, egzemplarze rzeczywiście można kupić poniżej 3 złotych, handluje się tym jakby „na wagę”, to prowokuje do szyderstwa.
O ile mnie pamięć nie myli, królowa Wiktoria najlepiej się bawiła, gdy do pałacu zapraszano naśladowcę głosów ptaków i zwierząt. Jakoś majestat na tym nie ucierpiał. U naszego prezydenta w Juracie byli artyści i zaproszono błazna. To tyle.
Królowa Wiktoria miała imperium, Prezydent ma tylko nas, satyrów z Loży Szyderców. Wyraźmy naszą miłość, lojalność i wierność – pieśnią! Na przykład tą („Love”):
Pozwoli pan, że zostawię to bez komentarza.
Królowa była znana z miłości do zwierząt. Ta hodowla psów, konie itd. Ukochany zamek Balmoral.
Prezydent chce być znany z ? Tych czynności na blacie?
Nikt nie chce niczego prezydentowi ująć. Raczej oczekuję, że zaprezentuje te wyższe wartości. Co innego szlachetna dbałość o zwierzęta. I uśmiech gdy jesteśmy z nimi zaznajomieni.
To jest jadowita szydera. A jak w realu wygląda, to kto to wie.
To były jarmarczne spektakle.
Bardzo angielsko. Nikt jednak nie odważyłby się w obecności Elżbiety prezentować tekstów jak tu miało miejsce. Rozumiem, że trochę osób jest jak Toyah z wczorajszego wpisu.
To nie znaczy że inni nie mogą oczekiwać lepszej jakości.
Nie widzę powodu, by tego pana słuchać albo oglądać. a dyskutowanie o nim w kontekście sztuki, to jakieś nieporozumienie. Te wszystkie tak zwane młode talenty nie nadają się do budy jarmarcznej.
Niedawno kpiono na tym blogu z poezji Marii Konopnickiej. Przyznam, że byłam zaskoczona. Jej poezja dla dzieci to prawdziwe perełki. A ruguje się tę poezję z programów ile się może.
Parafrazując słowa pewnego artysty, który kontestował systemowych rodziców: „wszyscy artyści to wyspecjalizowane panie”. Hic habitat felicitas!
Kwaśniewska na swój obraz pracowała latami ???? Pracowała ????Miała na swoje usługi cały walec propagandowy komunistycznego kołchozu .Gdyby jakiś mądrala się wychylił z krytyką to by go zadeptali swoimi walonkami .
Pracowała. Zaczęła jako bizneswomen, pewna siebie. I zaliczyła grube wpadki nie tylko stylistyczne ale protokolarne. Np witała papieża w spodniach! Została obśmiana powszechnie. Zrozumiała że trzeba się nauczyć. Nauka to praca, szczególnie jak się ma taki charakter. Widać efekty -:)). Gdy na zdjęciach jest z córką, to Ola wygląda przy niej jak dziecko szczególnej troski. Potrafiła na ślubie córki zaćmić pannę młodą -;)).
Charakterek. Nie mniej nie popełnia żadnych błędów stylistycznych.
Dudowa poszła w bezpieczną klasykę i zawsze wszystko jej pasowało do wszystkiego. Podobno nudne ubrania. Ale prawie nie miała wpadek. Raz założyła bluzkę na wierzch na spodnie i „wszyscy” ją skrytykowali.
Nawrocka w kampanii prezydenckiej była ok. Widać było fajną miłą kobietę. Trochę spiętą, ale ubranie jej pomagało.
Teraz ciągle walczy z ubraniem. Bo jest przebrana.
Jedna z wielu uwag – ma ubrania z tkanin, które nie powinny być użyte.
Tę wiedzę miały dawniej wszystkie krawcowe szyjące po domach. A teraz nie wiem. Widzę, że ona jest przebrana a nie ubrana. Męczy się usiłując wpasować się w wymyślone formy. I poza tym nikt nie myśli o funkcji ubrania. Czy osoba będzie w danych okolicznościach siedzieć – nie każdy fason i tkanina to zniesie.
Jeśli głównie na dworze i może wiać, brzegi i rogi ubrania muszą być wewnętrznie obciążone czymś, żeby nie fruwały. I przede wszystkim nie te gatunki tkanin, nie do tych fasonów. Wszystko to razem to efekt zgubienia samej siebie.