wrz 012026
 

Pamiętam czasy, kiedy Krzysztof Osiejuk, Toyah, posługując się słowami, które przypisywane są Leonidasowi, pisał, że będziemy walczyć w cieniu. Było to w czasach kiedy nikomu nie śniło się, że można pokonać Tuska. On zaś i ja za nim uważani byliśmy za najlepszych blogerów w Polsce. To znaczy on był oficjalnie za takiego blogera uznany, bo wygrał konkurs Onetu w roku 2009, ja zaś miałem duże zasięgi, kupiłem od niego nagrodę czyli laptop, którego akurat mi brakowało, a on mi wręczył prywatnie ten baner, na którym było napisane – bloger roku 2009. I ten baner się tu gdzieś do niedawna pałętał.

Przypomnę, że zrobiliśmy wiele dla zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, bo czasy były takie, że polityczne blogi coś tam ważyły. I koncentrowały uwagę wielu bardzo ludzi. Jedyną osobą, która potem podziękowała blogosferze za zaanagażowanie na  rzecz PiS była Marta Kaczyńska. Publicznie powiedziała, że gdyby nie Internet, PiS by nie wygrał. Dziś to już prehistoria. I nikogo to nie interesuje. Głównie przez to, że ludzie związani z mediami pisowskimi wszystkie sukcesy bohatersko wzięli na siebie i nie zwracając uwagi, jak bardzo się wygłupiają, w przekonaniu o swoim bezapelacyjnym zwycięstwie i zasługach żyją do dziś. I mało ich przekonuje, że w czasie kiedy myśmy walczyli w cieniu, oni lansowali Migalskiego, Poncyljusza, Kluzikową i inne podobne istoty. Bo to była właśnie ta wielka polityka, do które zostali przeznaczeni, z racji urodzenia, wychowania i zasług. I w końcu mogli ją realizować. I dzięki tej wierze, która w tych ludziach jest niezachwiana, dzięki ich postawie znaleźliśmy się tu gdzie dziś jesteśmy – w czarnej dupie. Toyah zaś, który dawniej cytował Leonidasa, mówi dziś, że nie ma wyjścia.

Okay, ja go rozumiem, a nawet czuję się trochę winny wobec niego. Gdyby nie ja, mógłby on spokojnie chwalić wszystkich polityków PiS, którzy publicznie zachowywali się jak małpy, albo pieprzyli takie dyrdymały, że człowiek się pocił od samego patrzenia na nich, nawet bez dźwięku. Gdyby nie ja on na pewno znalazłby jakąś formułę, która pozwoliłaby mu żyć z tymi ludźmi w symbiozie, a kiedy wreszcie wszyscy by się na nich poznali, on wzruszałby ramionami i mówił – no trudno. Potem zaś swoim niezrównanym stylem opisywał kolejny garnitur gamoni. I może nawet doszedłby w tym PiS do jakichś zasług i ci wszyscy działacze podawaliby mu rękę z uśmiechem. No, ale ja na takie numery się nie godziłem i dalej się nie godzę, a los tak zrządził, że w świadomości działaczy, polityków i dziennikarzy PIS zostaliśmy sklejeni na zawsze. I przez to odebrałem mu szasnę lepsze jakieś życie. No, ale wyszło jak wyszło. Przepraszał nie będę.

Wczoraj kiedy skrytykowałem całą aferę ze Skolimem, Toyah napisał mi, że jesteśmy już starzy i po prostu nasz czas minął. Tak się składa, że ja zawsze mam dobrą, historyczną kontrę, kiedy ktoś próbuje mi mówić, że jestem za stary i już się nie nadaję. Otóż  doża wenecki Enrico Dandolo, dożył 92 lat. Całkiem już ślepy, skręcił – wbrew papieżowi Innocentemu III – wyprawę krzyżową. Zmusił – głodem i szantażem – rycerzy do wzięcia w niej udziału i zamiast na Jerozolimę ruszył na Konstantynopol. Zdobył go, zniszczył, obrabował, odniósł całkowity i bezapelacyjny triumf, a potem tam umarł. Nigdy jednak nie dał sobie wmówić, że jego czas minął. Doża bowiem – Enrico Dandolo – żył poza czasem. Żył myślą o triumfie. I w końcu go osiągnął.

Zaprezentuję teraz egzegezę wypadków, jakie zaszły od momentu, gdy PiS po raz pierwszy wygrał wybory, aż do dzisiaj, kiedy przegrany PiS próbuje się wydostać z czarnej dupy, za pomocą metod kokieteryjnych, nieskutecznych, ale także niebezpiecznych.

Rzecz najważniejsza – poprzez celowe zaniżenie poziomu intelektualnego i poprzez zdewastowaną wrażliwość polityków wybranych do kierowania partią, cały przekaz jaki jest dostępny podzielony został na propagandę, kokieterię, deprawację i wygłupy. Te ostatnie traktowane są najbardziej serio. Propaganda, całkowicie tożsama w formatach z propagandą Gierka, służy do utrzymywania w gotowości wiernych towarzyszy. Opowieści zaś o tym, jak premier Morawiecki jeździł na żniwa do rodziny księdza Popiełuszki służą przypodobaniu się różnym „bobkom i dziodkom” co „paczom” w telewizor o szarej godzinie. Deprawacja została włączona do tego pakietu antyjakości niedawno, w celu zainteresowania młodzieży polityką PiS.

Wszystko to nie koresponduje z oczekiwaniami świadomych wyborców PiS, ale  nimi nikt się nie przejmuje. Bo tamtym wydaje się, że ci świadomi nie mają wyjścia, muszą głosować na PiS, żeby Tuska nie było. No, a politycy obozu patriotycznego muszą rozglądać się za kimś jeszcze, bo świadomych do wygrania wyborów nie wystarczy. Może więc – pytam nieśmiało – zacząć uświadamiać innych? Nie da się – słyszę odpowiedź – bo tamci zdewastowali przestrzeń publiczną. Tak zdewastowali, za pomocą 8 gwiazdek. Jak mogliście na to pozwolić? Tu zapada cisza. A co oni mogli zrobić?

No fakt, skoro odpowiedzią na 8 gwiazdek było hasło – nie bać Tuska – to rzeczywiście nie bardzo jest o czym rozmawiać.

Wybory roku 2023 zostały przegrane. Jarosław Kaczyński zrozumiał z tego tyle, że jak podzieli partię i będzie do końca odgrywał złość na Morawieckiego, to w roku 2027 zamarkuje się jakiś nowy okrągły stół, dojdzie do widowiskowych porozumień i prawica znów zwycięży. Nie wiadomo co stanie się do roku 2027, ludzie, którzy byli stałym zasobem PiS zaś, przy takim nastawieniu partii do nich, zaczną zaś rozglądać się za jakimiś alternatywami.

Folklor zaś, który prezentują prawicowe media i otoczenie prezydenta zostanie spłukany, jak – pardon – wymiociny po imprezie Skolima. I niech mi nikt nie mówi, że jestem wulgarny i niegrzeczny, albowiem wulgarność i brak kultury zostały wpisane w program agitacyjny PiS. W dodatku w formacie, który podnosi znaczenie przegranych polityków tego ugrupowania, a obniża znaczenie wyborców. Każdy bowiem wie, że te wszystkie wulgaryzmy i nawiązania do seksu i narkotyków, to jedynie ściema dla gawiedzi, która ćpa i pieprzy się gdzie popadnie.

Jak na prawicową partię, której członkowie uczestniczą we mszach świętych, to jest cokolwiek ryzykowna i zadziwiająca strategia.

Można bez trudu wskazać na programy promocji treści deprawacyjnych i antypaństwowych, w których państwo brało udział lub je aranżowało wręcz za ogromne pieniądze. Czyniło to jednak dla własnego bezpieczeństwa, po to by nie zrobił tego nikt inny. Nie wiem ile razy można pisać, że Jim Morrison, to syn admirała Morrisona, który rozpoczął wojnę w Wietnamie. Idea jednak, jaka przyświecała służbom amerykańskim, kiedy konstruowały one rynek muzyczny lat 60-tych była inna zgoła. Chodziło o to, by wypromować artystów amerykańskich, którzy zawładną wrażliwością pokolenia i wyłączą propagandowe działania wroga na całym świecie. I kwestie wrażliwości były w tym projekcie stale pogłębiane. Poznajemy to nawet dzisiaj po tysiącznych aranżacjach piosenek duetu Simon & Garfunkel. U nas zaś, uważana za gwiazdę osoba występująca pod nickiem Young Leosia, zabrała się właśnie za śpiewanie piosenek Maryli Rodowicz. To jest droga w drugą stronę. I próba upodobnienia państwa polskiego do państwa peerelowskiego. I brak zrozumienia rzeczy podstawowej – że te wszystkie młode i dobrze zapowiadające się gwiazdy, w niedługim czasie zamienią się – pardon – w stare ku…wy.

Jakość i estetyka zawsze będą stały na drugim miejscu w stosunku do polityki i pieniędzy i będą pełnić rolę służebną, czyli zasłaniać sens istotny. No to teraz powiedzcie mi jaki jest istotny sens promowania Skolima, skoro tamci mają dziesięciu jemu podobnych, którzy szydzą z PiS i wydają płyty pod tytułem „JBĆ PiS”? I jakie macie gwarancje ludzie, że za rok ten cały Skolim nie będzie już mglistym wspomnieniem? Bo cały aparat służb państwowych będzie go utrzymywał? Czy kto?

Tu trzeba zadać pytanie – kto kształtuje rynek muzyczny w Polsce? W zasadzie nie muzyczny, ale rynek muzycznych atrap, bo tak to trzeba nazwać. Ludzie bowiem, którzy tam się realizują nie umieją ani śpiewać, ani grać na niczym. A ich jedyną misją jest dewastacja wrażliwości młodzieży. Jeśli przyjmiemy za prawdę to co napisałem wyżej, że cały aparat promocyjny Ameryki, wraz z instytucjami niejawnymi i wojskiem stworzył rynek muzyki, która zawładnęła sercami i umysłami wszystkich, a do tego stała się balsamem leczącym wojenne traumy weteranów i nadzieją dla tych, co chcieli żyć w pokoju, uznać będziemy musieli, że polski rynek atrap muzycznych kształtowany jest przez Rosjan i Niemców. Czy też ogólnie – przez wrogów Polski. Tylko bowiem wrogowie mogą mieć tak ponure zamiary wobec polskiej młodzieży, jak te które człowiek świadomy odczytuje widząc podskakującego Skolima i czy innego jakiegoś przygłupa.

Wyobraźcie sobie teraz, że syn admirała Morrisona, Simon & Garfunkel, zamiast śpiewać to co śpiewali, wychodzą i wespół razem zaczynają na festiwalu Woodstock nucić – przyjedź mamo na przysięgę…

A tym właśnie jest plan użycia Skolima jako patriotycznego wunderwaffe wobec sił zła, które chcą zniszczyć prawicę i patriotyzm w Polsce.

I nie mówcie mi, że to Owsiak zaczął, a nasi, jak zrobią coś dziesięć razy gorszego niż Owsiak, to na pewno zwyciężą. I jeszcze pomogą chorym dzieciom. Nie, będzie dokładnie odwrotnie.

No nic, na dziś to tyle. Zostało mi jeszcze kilka egzemplarzy starych tytułów.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/indie-w-plomieniach/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/o-ujscie-wisly-wielka-wojna-pruska-adam-szelagowski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/saga-o-antyriuszu/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-jagiellonow-ze-wschodnimi-i-poludniowymi-sasiadami-krolestwa-polskiego-w-xv-wieku/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wladyslawa-poplawskiego-mikolaja-kortta-tertuljana-modrzejewskiego-dziennik-z-wloczegi-po-kraju-bialostockie-i-nowogrodzkie-1935-rok/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wielka-wojna-o-chipy/

 

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  Jedna odpowiedź do “Toyah uważa, że nie ma wyjścia…”

  1. Widać od razu, że teraźniejsza władzunia stara się jak może, i robi wszystko, żeby przeciągnąć na swoją stronę wszystkich, którzy coś tam potrafią odstawiać przed kamerą i pitolić głupoty do mikrofonu, dają im po prostu zarobić (różne koncerty, recitale, itd). To samo tyczy się aktorów, nawet tych starych (serial ranczo), Olbrychski, Stalińska, wypowiedź Żaka o Tusku, wszystko o czymś świadczy. Różne niedojdy artystyczne mają teraz dobrze, a nawet lepiej. No i ta emerytura dla wszystkich artystów. PIS jak to PIS, pod koniec kadencji byli już myślami hen wysoko, tylko nie wiem, czy przy upadku, Ci arcyważni (w swoim mniemaniu) politycy czegoś się nauczyli. Na własnej skórze doświadczyłem, pychy i arogancji, polityków (którzy przed kamerami są dla wszystkich). Naprawdę nie chcę „krakać”, szkoda gadać.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)