Postkomuna, jak wiemy, używa słów i zwrotów, których nie rozumie. I w zasadzie nie chce rozumieć, albowiem jest przekonana, że na zajętym przez siebie terenie ma moc kreowania każdego rodzaju zjawisk. I to w zasadzie jest prawda. No, ale czasem zasada ta nie działa, ponieważ pojęcia używane przez postkomunę mają dawniejsze, ciężkie znaczenie, o którym postkomuna nie ma pojęcia. Jest bowiem powierzchowna z istoty i o tym dziś opowiem.
Kiedy postkomuna zaczyna używać wyrazów i zwrotów, których nie rozumie następuje demaskacja. Kłopot z demaskacją jest taki, że ona dociera tylko do tych, którzy coś rozumieją. Wszyscy inni, a tych jest znacząca większość są przekonani, że w sporze z postkomuną mogą używać zaprzeczeń i ma to moc sprawczą. Jeśli zaś zaczniemy wskazywać na znaczenie poszczególnych zwrotów źle interpretowanych przez postkomunę, jedynie skomplikujemy sytuację, a przede wszystkim zaburzymy hierarchię. Bo zaprzeczanie postkomunie ma swoją hierarchię, a na jej czubku znajduje się minister Macierewicz. Jest on tworem postkomuny, a konkretniej Michnika, który uczynił zeń worek treningowy dla młodszych redaktorów swojej gazety. Stało się to już dawno, ale pan minister odnalazł się w swojej roli, wręcz odgrywa ją z upodobaniem, a co za tym idzie wszyscy inni przeciwnicy postkomuny mogą go tylko naśladować mniej lub bardziej udanie.
Takiego wała…że się tak oględnie wyrażę. Pan minister jest tworem postkomuny i rolę jej wroga przyjął z wdziękiem całkowicie niezrozumiałym. Demonstrując nieskuteczność wszędzie gdzie się dało. I do takich samych postaw zachęcając innych. No, ale mniejsza o niego. Wolne sądy są kluczowym pojęciem używanym dziś przez postkomunę. Chodzi o to, że za PiS sądy były podporządkowane władzy centralnej, a za KO służą jedynie sprawiedliwości. Otóż kochani, wolne sądy istniały wcześniej, zanim w ogóle się przyśniły ministrowi Żurkowi. I aż dziwne, by żaden z polskim prawników nie zwrócił na to uwagi, a wielu z nich wołało – wolne sądy, wolne sądy…Oto w średniowiecznych Niemczech w obszarach, gdzie nie istniało lokalne prawodawstwo, organizowano tak zwane wolne sądy, zwane też sądami tajnymi. Posłużmy się cytatem:
„Fehmgericht , to nazwy nadane systemowi trybunałów Westfalii w Niemczech , działającemu w późnym średniowieczu , opartemu na braterskiej organizacji sędziów świeckich zwanych „wolnymi sędziami” .
Wolne sądy składały się z członków tajnej organizacji wolnych sędziów, którzy wydawali wyroki śmierci niejako w imieniu cesarza, bo do niego należało ferowanie takich wyroków, a tak naprawdę nie wiadomo w czyim imieniu je wydawano. Proces bowiem miał charakter tajny. To znaczy skazany dowiadywał się, że zasądzono mu wyrok śmierci, kiedy już do niego przyszli ze strykiem. Była to instytucja w Rzeszy powszechna, ale nie utożsamiana ze sprawiedliwością. Jej charakter – mam wrażenie – nie jest do końca wyjaśniony, a to otwiera przed nami niezwykłe wprost perspektywy interpretacyjne. Ja zrozumiałem to w ten sposób, że stowarzyszenia „wolnych sędziów” likwidowały kogo popadnie lub kto im się naraził. I dopiero cesarz Karol IV w swojej złotej bulli reformującej system prawny cesarstwa nieco to ukrócił, ale na ziemiach należących do krajów elektorskich, czyli w trzech biskupstwach i trzech księstwach i jednym królestwie. Na pozostałym terenie „wolne sądy” działały aż furczało, a kulminacja ich aktywności przypadła na wiek XV. Jeśli coś pokręciłem Pioter mnie poprawi.
Najintensywniej wolne sądy działały w Westfalii i dlatego nazywa się je czasem sądami westfalskimi. Kres tym wolnym sądom położył w Rzeszy dopiero Napoleon Bonaparte, likwidując Święte Cesarstwo Rzymskie i powołując na jego miejsce Związek Reński.
Wolne sądy miały jednak swój remake, a nastąpił on w Republice Weimarskiej, gdzie organizacje faszystowskie – na tajnych posiedzeniach imitujących sądy – wydawały wyroki śmierci na przeciwników politycznych. Taka jest geneza wolnych sądów. I nic tego nie zmieni. Słowa bowiem mają znaczenie i to nie postkomuna im je nadaje. Ona jedynie próbuje to znaczenie ukryć, albo demonstruje swoją głupotę, poruszając się po obszarach teoretycznie przez nią rozpoznanych. Teoretycznie to znaczy w taki sposób, by ludzie, których postkomuna rozpoznała jako Stachów Jonesów i Kononowiczów kojarzyli wolne sądy z wolnością.
Można się teraz zastanowić jako to w ogóle jest możliwe, że postkomuna ma takie skojarzenia. To bardzo proste do wytłumaczenia. Ludzie, którzy wzięli na swoje barki trud walki z postkomuną myślą to samo co ona. I w istocie szukają, a na pewno szukali, do roku 2023, jakichś porozumień z postkomunistami. Ich podstawą miała być degradacja intelektualna, a co za tym idzie także polityczna, wyborców. Dla niektórych polityków walczących z postkomuną, wyborcy stali się wręcz zbędni. Cenniejsi wydawać im się zaczęli wyborcy głosujący na postkomunę. I tu mam na myśli Mateusza Morawieckiego. Jest on bowiem modelowym przykładem człowieka poszukującego porozumienia z „wolnymi sądami Westfalii”. To zaś nastąpić nie może z istoty, albowiem „wolne sądy” to „braterska organizacja sędziów świeckich” do której Mateusz Morawiecki nie należy i na którą nie ma wpływu. Wyroki zaś wydawane przez „braterską organizację sędziów” są wyrokami ostatecznymi. O czym on, historyk z wykształcenia, mógł nie wiedzieć, ale miał przecież obok kilku prawników, którzy w posiadanie takiej wiedzy zapewne kiedyś weszli i mogli mu podpowiedzieć co i jak…no, ale stało się inaczej.
Czy próba porozumienia się z „wolnymi sądami Westfalii” czegoś premiera Morawieckiego nauczyła? Nie. I wiemy to na pewno, albowiem pojechał on niedawno kokietować mieszkańców Jagodna, licząc, że zostaną oni jego wyborcami. Czyli zalegalizował niejako wyrok „wolnych sądów”, które zdecydowały, że przedłużone głosowanie w Jagodnie, gdzie dowożono ludzi autokarami nie wiadomo skąd, jest legalne. Ciekawe jakby na to zareagowały wolne sądy Rzeszy?
Przypomnę może, że teren obecnej Polski to częściowo teren dawnej Brandenburgii, a także królestwa Czech, mam tu na myśli Dolny Śląsk. Do rozstrzygnięcia pozostaje czy na tych ziemiach – jak najbardziej elektorskich – działać mogły wolne sądy czy też lokalny władca, biorący udział w wyborze cesarza mógł im narzucić swoją wolę. Mam nadzieję, że stanie się to przedmiotem dzisiejszej dyskusji. I mam również nadzieję, że polscy politycy, deklarujący sprzeciw wobec postkomuny, będą ów sprzeciw realizować rzeczywiście, a nie w zakresach przez postkomunę wyznaczonych.
Miłej niedzieli.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-49-poswiecony-powstaniu-warszawskiemu/
No i ogłoszenia. Jeśli ktoś chce pogadać z Valserem, powinien zapisać się na konferencję 5 września, która odbędzie się w Drzonkowie pod Zieloną Górą. Wczoraj Valser zapowiedział swoje przybycie. Można się też zapisywać bez względu na niego.
Dzień przed konferencją wygłoszę pogadankę w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem. Temat – Czy król Stefan Batory został otruty? Początek o godzinie 15.00 bo muszę się spieszyć do Drzonkowa.
Wczoraj jakiś pan zwrócił mi uwagę, że zbieram pieniądze na Saszę, a przecież powinien on iść do pracy. Nie wiem co powiedzieć w takiej chwili. Mam zamiar wyrzucić tego czytelnika ze swoich profili i blogów. Sasza bowiem jeździ do pracy, na Żerań. Praca ta jednak nie pokrywa kosztów jego życia tutaj, w tym kosztów wynajmu i utrzymania dziecka. Jesteśmy więc jak w sytuacji z wczesnych lat siedemdziesiątych, tyle że nie ma mamy, bo umarła. No, ale dziecko z kluczem na szyi, chodzi wokół domu, a ojciec w robocie – 30 km dalej, bez samochodu. I na to przychodzi do mnie człowiek i mówi – pan propagujesz socjalizm. Na razie czekam na przeprosiny. Jeśli nie nastąpią – do widzenia. I podobnie będzie ze wszystkimi, którzy tę kwestię postrzegają w taki sposób.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
Ach to tak. Wszystko było, gdy się sięgnie po źródła.
Ciekawa sytuacja z tym zawłaszczaniem słów. Świadome czy podświadomość tej formacji. Używają słowa wolność bez rozumienia ?
Mamy dar wolności dzieci bożych. Zrozumienie tego daru jest trudne. Nie każdy kto tym słowem szermuje rozumie jego sens. Publika łapie się na majaki.
Używają go w rozumieniu niemieckim, czynią się podwładnymi „wolnych sądów” i nie rozumieją znaczenia hasła „praca czyni wolnym”